
Mam ochotę się wyzewnętrznić i oczyścić z myśli, które mi po głowie chodzą.
Na swoich blogach i w tematach na forum pisałem wam o M. Ostatecznie całość znalazła swój finał dopiero niedawno, bo 3 tygodnie temu. Tak jest, całość trwała jakies 2,5 roku. Różnego rodzaju męczarnie, rozstawanie i wracanie. Były też okresy sielanki, jakiej nigdy nie zaznałem, i ona rzekomo też. Ale po kolei.
Gdy M. oddawała kota, to mówiłem jej – nie rób tego dla mnie. Zrób to dla siebie. Ten kot sika po czym popadnie, niszczy meble, wszędzie jest jego sierść, a w łazience po prostu śmierdzi i ten smród roznosi się po mieszkaniu. Jednocześnie powiedziałem, że jeżeli kot nadal będzie w mieszkaniu, to nie będziemy mogli tam spędzać czasu. No niestety, ale pranie co jakiś czas ubrań, bo np. usiadłem na sikach, nie było fajne.
Więc oddała go. Tak w ogóle okazało się, że nowym właścicielem zwierzaka okazał się jakiś gej-fotomodel. Pamiętam tylko, że chciałem wyjść jak najprędzej z jego mieszkania, byle nie słyszeć jego wiadomo-jakiego-głosu. M. podjęła (słuszną) decyzję, że kupi nowy tapczan i materac do łóżka.
Po oddaniu kota rozpoczął się nowy etap.
Było wszystko super. Do czasu rozmów o wspólnym mieszkaniu i o przyszłości.
Kiedyś, na początku naszej znajomości nakreśliłem jej, jak wygląda moja sytuacja. Generalnie dzisiaj widzę, że mało kto ją rozumie. Szczególnie ludzie, którzy nigdy nie mieli z tym do czynienia. Myślę, że nawet moi znajomi, którzy widzieli jak mieszkam, biorąc pod uwagę, że się do mnie nie odzywają po zostawieniu M.
Otóż jestem młodszym synem rolnika. Mój starszy brat był – jako pierworodny – pierwszy w kolejności do "objęcia" schedy po ojcu, ale zrezygnował z tego twierdząc, że to nie dla niego. Więc zostałem ja. Majątek jest spory, do tego dochodzi mały skład budowlany, dom dziadków, dom w którym mieszkam teraz z rodzicami, spory ogród. Ot co, za starych czasów duże gospodarstwo i jest co ogarniać.
Dla ludzi (i dla niej), którzy nie mieli z tym do czynienia oczywistym jest, że powinienem się z tamtąd wyprowadzić i mieszkać w mieście, z dziewczyną. Bo przecież mam samochód i mogę dojechać do pracy. Bo ona tam ma pracę i nie będzie dojeżdżać niewiadomo jak dalego. Bo przecież nie będziemy mieszkać z moimi rodzicami pod jednym dachem. To nic, że dom ma 350m2 i planowałem go dalej rozbudować o osobne mieszkanie...
Toteż nie drążyłem dalej tego tematu. Doszło w końcu do tego, że spędzałem u niej 4-5 dni (nocy) w tygodniu. W momencie, gdy mnie przycisnęło finansowo (i to ostro...) jeździłem autobusem, co wiązało się ze wstawaniem w zimie o 5.40, by dojechać na wieś na 7 i otworzyć interes. Zacząłem zaniedbywać pewne sprawy związane z firmę, bo najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się po tym jeżdżeniu siadać jeszcze do pracy. A gdy już byłem u siebie, to po prostu szedłem spać. Po pewnym czasie byłem już tym wycieńczony. Weekendy od soboty popołudnia do poniedziałku rano. Jechałem z nią na zakupy, wybierałem jej sukienki, jeździliśmy na randki co jakiś czas, albo na weekendy. Niemal absolutnie wszystko z nią. Zerwałem kontakt z koleżanką której nie lubiła, kupiłem sobie za 2000 garnitu z butami, "bo na weselę wypada iść w garniturze, i sylwester, i to i tamto".
Gdy to tak trwało, w międzyczasie M. dawała mi do zrozumienia, że za mało okazuję jej uczucia. Że np. na imprezie nie podchodzę do niej i nie okazuję czułości (WTF?!). Ciągle mnie pytała o to, jak będzie wyglądać nasza przyszłośc.
Więc jej mówiłem – zamieszkasz razem ze mną na wsi i poprowadzisz ze mną firmę i gospodarstwo. Lubisz ogród, zieleń, więc będziesz umiała się tym zając. Pomożesz mi w papierach w firmie, zajmiemy się domem itp. Itd. No to gdzie będziemy mieszkać, bo przecież nie z rodzicami.
Więc z rodzicami ustaliłem, że w ogrodzie jest miejsce na małą parterówkę dla nich, przynajmniej na starość nie będą musieli po schodach tyle chodzić.
Ona? Nie, bo za blisko...
Punkt zwrotny w moim postrzeganiu tego związku nastąpił, gdy pojechałem do niej na Święta. Pierwszy raz w życiu zrobiłem coś takiego. Na drugi koniec Polski. Przy składaniu sobie życzeń przy opłatku, jej ojciesz szepnął mi na ucho "życzę Ci podjęcia decyzji". WHAT?
Jak można komuś coś takiego życzyć? I do tego na ucho?
Spodziewałem się jakiejś otwartej rozmowy, na spokojnie, przy stole, w stylu "co planujecie".
Potem poszło już "z górki". Ponownie wrócił temat mieszkania z rodzicami, na co ona, że "będzie się czuła jak w hotelu", "nie będzie mogła chodzić po domu w bieliźnie", "będzie się źle czuła".
Przestałem widzieć jakieś logiczne rozwiązanie. Zarzucała mi, że nie jestem człowiekiem kompromisu, bo nie chcę się przeprowadzić gdzieś indziej. Nie docierało do niej, że moje życie nie kończy się na pracy w firmie od 7 do 17, że są też inne obowiązku związane z utrzymaniem ogrodu, z utrzymaniem dużego domu, z gospodarstwem itd. Dla mnie było czystą niegospodarnością wywalanie np. 1000 zł co miesiąc tylko po to, by mieszkać bez rodziców. Do tego kryzys, trudna sytuacja finansowa i nie mogłem sobie na to pozwolić.
Z resztą, nigdy nie miałem z rodzicami poważniejszych konfliktów, delikatne sprzeczki o jakieś bzdury które zdarzają się wszędzie i każdemu. Robiłem jak, co i kiedy chciałem.
Moja mama była przeciwna przez pewien czas. Było to spowodowane tym, że jest uciążliwie chora, ciągle jej coś dolega, nie chcę się wdawać w szczegóły, ale jest to bardzo wstydliwe dla niej. Ale po czasie stwierdziła, że skoro jestem szczęśliwy, to niech M. mieszka z nami i się wypracuje kompromisy życia codziennego. Jest ogroman kuchnia z jadalnią, są 2 łazienki, mnóstwo pokoi i w ogóle bardzo dużo miejsca nawet dla 5 osób. Więc damy radę. Ojciec i tak ma wyj*bane na takie tematy, więc dla niego było to wszystko jedno.
Przyszedł czas, że powiedziałem jej, że dłużej tak nie mogę. Nie mogę prawie codziennie jechać do niej, dusić się w jej mieszkaniu z bloku z dużej płyty. Było to dla mnie męczące. Czułem się jak wierzez z lasu wpędzone do klaki. Po kilku miesiącach takiego "wspólnego mieszkania" miałem już dość.
Mówiłem wiele razy, że chcę by była moją żoną, że będziemy mieć dzieci, że zamieszkamy razem, że będziemy razem prowadzić firmę. Do jasnej cholery, imion dla swoich dzieci nie wybiera się z pierwszą lepszą.
Decyzja zapadła nie wiem tak do końca kiedy. Jeszcze w weekend poprzedzający rozstawnie, "testowo" spędziła go u mnie, 2 nocy. Mówiła, że było super, że świetnie jej się spało, bo taka cisza i spokój. Ale gdy ją odwiozłem do domu, to nie omieszkała mi przypomnieć, że to, że spędziła u mnie weekend, nie oznacza, że się do mnie przeprowadza. Mimo, że nawet słowem o tym nie wspomniałem.
Wczoraj, gdy rozmawiałem z moim starszym bratem o tym, to mówił mi, że M. Się dziwnie dystansuje, że nie można z nią porozmawiać tak normalnie, swobodnie. Gdy mówili mi o tym rodzice, to nie do końca im wierzyłem, mimo, że widziałem, że w moim domu zachowuje się dziwnie powściągliwie. W towarzystwie znajomych otwarta, rozmowna, sama zagaduje. U mnie – jakby z przymusu otwierała usta i coś mówiła. Oczywiście, zaprzeczyła.
W mailach stwierdziła, że zrobiła dla mnie wiele. Bo zmieniła swoje plany życiowe (korporacja, w której się okrótnie nudzi? 40m2 mieszkanie w starej płycie? pokazywanie się na imprezach u znajomych? rly? to są czyjeś plany życiowe?), bo ubierała się tak, jak ja lubiłem (przedtem zakładała głównie szare i czarne luźne ciuchy, mimo, że ma szałową figurę którą uważałem, że może eksponować), bo gotowała jak lubiłem (???) itd...
Sam też popełniłem błędy. To całe zrywanie przez kota było kompletnie niepotrzebne i teraz może jakoś inaczej by się zachowała. Z drugiej strony, wygląda mi to na suchą kalkulację z jej strony i brak zaufania z stosunku do mnie, że plan wypali.
Niepotrzebne były te wszystkie maile po zerwaniu teraz, próbujące ją jakoś przekonać, że dla niej wszystko, jakby o tym nie wiedziała.
Już zapomniała o tym, że powinienem był jej dać kopa w dupę gdy powiedziała mi, że gdy na początku się spotykaliśmy to równocześnie bzykała się z żonatym i dzieciatym typem. Przez ten związek i moje zapatrzenie zaniedbałem rzeczy dla mnie bardzo ważne, brata, rodziców, firmę.
Czuję się wyprany i trochę nie wiem dokąd iść i czego szukać. Oglądając TV i czytają różne artykuły w necie dostrzegam, że kobiety coraz łatwiej idą z facetem do łóżka i pokazują cycki, a coraz trudniej im podjąć sensowne, życiowe decyzje. Wygodne miejskie życie i dostępność drąga na zawołanie przesłania im sens swojego życia.
Takie związki cholernie wyniszczają, tracisz pewność siebie i poczucie własnej wartości. Czasem mam wrażenie, że kompletnie nie pasuję do tych czasów, i kiedyś będę sam, bo wierzę w to, co wierzę.
Jest mi ciężko z tym wszystkim, jakbym odstawił silne prochy. Decyzja była dla mnie bardzo trudna, a potrzeba powrotu jest okrutnie silna. Muszę walczyć.
Odpowiedzi
"Już zapomniała o tym, że
wt., 2013-04-09 11:22 — kameleon9517386240"Już zapomniała o tym, że powinienem był jej dać kopa w dupę gdy powiedziała mi, że gdy na początku się spotykaliśmy to równocześnie bzykała się z żonatym i dzieciatym typem. Przez ten związek i moje zapatrzenie zaniedbałem rzeczy dla mnie bardzo ważne, brata, rodziców, firmę".
Nad czym się tu zastanawiać. Nie wracaj do niej.
Jak czytałem Twój blog przypomniała mi się pewna historia.
Dosłownie taka sama jak u Ciebie. Ktoś mi ją kiedyś opowiadał.
Pewna kobieta tak jak u Ciebie nie chciała mieszkać na wsi na gospodarstwie z rodzicami swojego przyszłego męża tylko w mieście bez rodziców. Ożenili się, zamieszkali razem sami w mieście. Przy budowie domku w mieście pomagali ci właśnie rodzice ze wsi (głównie koszty, dość spore). Czas mijał. Rodzice mieszkali sami na wsi, pomagali z dobrej woli (tyrali dosłownie), by dom w mieście zbudować. Dom powstał. Syn z synową mieszkali z dziećmi w mieście. Wszyscy zadowoleni. A czas mijał. Rodzice się zestarzeli. Nie mieli już sił prowadzić sami gospodarstwo. Chcieli zamieszkać z synem (bo chata, na którą wyłożyli kiedyś kasę była dość spora; spokojnie by się pomieścili).
A co żona na to?
To Twoi rodzice nie moi. To Twój problem co z nimi zrobisz.
Rodzice zostali na wsi. Matka zmarła. Niedługo po niej ojciec.
Uważaj na Tą kobietę. Czuję z jej strony wielką wygodę.
Powiem Ci tak: morał z tej
wt., 2013-04-09 12:51 — hideoshiPowiem Ci tak: morał z tej powieści jest powszechnie znany,
stawiaj laskę na piedestale, a skończysz załamany.
Masz lekcję życiową za sobą.
Masz także czym się zająć, więc do roboty
Pozdrowienia i powodzenia!
Podjąłeś ważną decyzje, myślę
wt., 2013-04-09 13:04 — Whatever91Podjąłeś ważną decyzje, myślę że dobrą. Jak było źle już teraz to pomyśl sobie jak było by przez resztę życia?
Co do przejmowania gospodarstwa od rodziców. Powiem Ci że w dzisiejszych czasach znaleźć kobietę która będzie chciała zostać na wsi i pomagać Ci w prowadzeniu gospodarstwa, jest bardzo trudno (pomagać tylko i wyłącznie z papierami oczywiście).
Stereotyp rolnika który cały czas "babra" się w gnoju nadal istnieje, mimo tego że technika która idzie cały czas do przodu pozwala na praktycznie całkiem zmechanizowaną, przyjemną pracę.
Mam ten sam problem bo też jestem synem rolnika i pretendentem do przejęcia tego interesu.
Być żoną czy dziewczyną rolnika to przecież obciach, według dzisiejszych kobiet...
Najgorsze jest to poczucie
wt., 2013-04-09 13:48 — franzllangNajgorsze jest to poczucie "winy", że coś mogło się jeszcze zrobić. Że może jednak to regularne dawanie kwiatów i nadskakiwanie przy znajomych było ważne.
Ale ja mam nasrane w głowie.
Whatever91 - nie wiem jak ogarnę ten temat. Mam 29 lat i już nie mam ochoty łazić do klubów na podryw dziewczyn, dla których aspiracją jest kariera w korpo albo naukowa, bo dzisiaj tak się żyje. Do tego facet też ma taki być. Chyba zacznę odwiedzać wiejskie sztachoteki.
I coraz częściej się przekonuję, że im lepszy papier ukończenia studiów ma dziewoja, lub bardziej ma nasrane w głowie w temacie rodziny/związków/oczekiwań.
M. swego czasu taki tekst mi sprzedała: nie po to studiowałam 5 lat i dbałam o karierę, żeby teraz z tego rezygnować. Noszk*rwa.
Tak w ogóle to "dzięki niej" usunąłem FB. I nawet nie wiecie jak mi z tym dobrze. Przy okazji się przekonałem, kto tak naprawdę pamięta o moich urodzinach, bo zbiegło się to w czasie.
Pamiętajcie jeszcze o jednym - jak panna ma blisko do 30stki i ma kota, trzymajcie się z daleka. Gorzej być nie może.
Dużo w tym racji, masz ode
wt., 2013-04-09 15:13 — franzllangDużo w tym racji, masz ode mnie wirtualne piwo
'M. swego czasu taki tekst mi
wt., 2013-04-09 18:59 — Rafał89'M. swego czasu taki tekst mi sprzedała: nie po to studiowałam 5 lat i dbałam o karierę, żeby teraz z tego rezygnować. Noszk*rwa'
Nie rozumiem o co masz do niej pretensje. To jest jej droga i jej życie. Ty za to jej powiedziałeś 'nie po to się tym wszystkim opiekuję i zajmuję żeby teraz z tego rezygnować.
Najzwyczajniej w świecie rozminęliście się z priorytetami. Mówisz, wręcz wołasz o zrozumienie samemu go nie mając za grosz. Rozumiem, że się starałeś, niestety chęci nie zawsze wystarczają. Widzisz, Ty się tam dobrze czujesz, natomiast ja także nie wyobrażałbym sobie życia z teściami kilka metrów dalej. Także przestań robić wyrzuty i zaakceptuj rzeczywistość.
Co do fb i urodzin to nie wiem czemu wszyscy się tak namiętnie spuszczają nad tymi życzeniami. Dla mnie się liczy to, kto jaki jest dla mnie cały rok, a nie to, że wyklepie regułkę podczas tego jednego dnia.
Pozdro
Pretensje może nie, ale ze
wt., 2013-04-09 19:22 — franzllangPretensje może nie, ale ze mną miała by zacznie więcej niż pracując dla kogoś, prawdopodobnie kiedykolwiek. Delikatnie mówiąc, o przyszłość nie musiałaby się martwić. Rezygnując z tego co mam teraz zamieniłbym się w kolejnego ciułacza na ratę za kredyt na mieszkanie/dom. Pomijam fakt zostawiania dorobku moich przodków, bo gospodarstwo stoi tam gdzie stoi od ponad 100 lat. Dla laski, dla której ważne jest chodzenie w bieliźnie po chacie?
Ale pisząc to, co piszesz, wyraźnie mi dajesz do zrozumienia, że zielonego pojęcia nie masz o sytuacji. Trzeba być zdrowo walniętym, by budować trzeci dom (po moim i dziadków), bo odległość 100m od domu teściów to jednak nadal za mało.
Więc to nie jest kwestia priorytetu, tylko zdrowego rozsądku.
Ja nie mam problemów z zaakceptowaniem rzeczywistości. Doskonale sobie zdaję sprawę jak jest i że nie każdemu to pasuje. Ale w takim razie niech się dziewczyna zastanowi czego chce, bo nie dowiedziała się o wszystkim 3 dni temu, tylko 2 lata temu.
I FB - może i spuszczanie się, ale niemal bezbłędnie wytypowałem osoby, które do mnie zadzwoniły. I tak się składa że były to te, które zawsze do mnie rękę wyciągały.
Wszystko ok. Tylko ona mi
śr., 2013-04-10 05:52 — franzllangWszystko ok. Tylko ona mi powiedziała (w skrócie): nie mogę bez Ciebie żyć, będę z Tobą na wsi. Mniej więcej 2 lata temu. W tym jest rzecz, inaczej bym tego nie ciągnął.
Miłości mi nigdy nie wyznała, dopiero w mailach kończących związek (dałem dupy, ale co zrobić, zabrakło odwagi chyba...), bo rzekomo bała się mojej reakcji. Także nie obrażam się o to...
Ja też mam winę, zgadza się. Bo mimo, że byłem od niej młodszy, powinienem był wiedzieć lepiej. A sygnały do odwrotu - już poza kwestią przyszłości - były.
'Więc to nie jest kwestia
śr., 2013-04-10 10:54 — Rafał89'Więc to nie jest kwestia priorytetu, tylko zdrowego rozsądku'
W dalszym ciągu to jak najbardziej kwestia priorytetu. Nie wiem dlaczego tak wielu osobom się wydaje, że ich racja jest najlepsza i jedyna właściwa. Dla mnie też hajsy nie są najważniejsze, chodzenie w bieliźnie można przyrównać po prostu jako swobodę, której mieszkając wcześniej z rodzicami się nie zaznało. Ty jako, że masz duży dom być może nie odczuwałeś tego wcześniej. Widzisz, ona ma wyjebane na całą wielką chatę i pieniądze, chce robić to co lubi w życiu zamiast siedzieć w wielkim domu i grządki pielić. Dla niej Twój dorobek pokoleń to tylko domek na drugim krańcu Polski i nic więcej. Twój brat także zrezygnował z tego, i co, też uważasz go za 'zdrowo walniętego'?
'(..) nie dowiedziała się o wszystkim 3 dni temu, tylko 2 lata temu'
Jakoś to będzie - pewnie jechaliście na takiej zasadzie. No i te 'jakoś' nie wyszło.
'Ale pisząc to, co piszesz, wyraźnie mi dajesz do zrozumienia, że zielonego pojęcia nie masz o sytuacji'
Wiem tyle ile napisałeś. Z pewnością masz lepsze rozeznanie, ja się jedynie odwołuję do tego co przekazujesz.
"Widzisz, ona ma wyjebane na
śr., 2013-04-10 11:04 — franzllang"Widzisz, ona ma wyjebane na całą wielką chatę i pieniądze, chce robić to co lubi w życiu zamiast siedzieć w wielkim domu i grządki pielić. Dla niej Twój dorobek pokoleń to tylko domek na drugim krańcu Polski i nic więcej."
Więc tym lepiej, że już nie jestem z nią.
"Twój brat także zrezygnował z tego, i co, też uważasz go za 'zdrowo walniętego'?"
Biorąc pod uwagę okoliczności i styl, w jakim to zrobił, to tak.
Tak czy owak, mogła się trzymać tego, co powiedziała za pierwszym razem. Jak mnie zabrakło, to nagle niby zmieniła zdanie, a w główce i tak wiedziała swoje. Ot co, nadal chciała mieć wszystko po swojemu, ale jednocześnie coś ugrać dla siebie.
współczuje i teraz nie
wt., 2013-04-09 19:56 — BBSwspółczuje i teraz nie popełnij błędu wracając do niej...
Miałem niedawno podobna
śr., 2013-04-10 07:41 — Creative13Miałem niedawno podobna sytuacje. Tkwiłem w takim 5 letnim związku i też było że ona chce Warszawę, (studiowała tam 3 lata i wynajmowała z sistra i koleżanką mieszkanie) a ja miasto około 60km dalej z którego pochodzę ona z reszta też, ale powiedziała że "nie będzie się cofać" i nie było żadnego tłumaczenia itp. No ale się zgodziłem że przyszłościowo możemy i ta Warszawę.. i co? i tak się rozstaliśmy bo było takich "drobnostek" mnóstwo.. i to widzę że podobnie jak u Ciebie. Teraz mam normalna dziewczynę i jest o niebo lepiej i nie żałuję że nie wróciłem. Ty też nie wracaj tylko poszukaj sobie dziewczyny z którą będziesz spójny. A że 29 lat masz? he ja też i nie bój się bo jeszcze nie jedna poznasz. powodzenia i do góry głowa
Mogę powiedzieć Ci tylko
śr., 2013-04-10 12:40 — Antek_Mogę powiedzieć Ci tylko jedno...
Pamiętaj, że ludzie przychodzą i odchodzą. A to co Twoje, ile zainwestujesz w siebie i zasoby jakimi dysponujesz to Twoje.
Najnormalniej w świecie to nie była TA kobieta i choćbyś zesrał się na miętowo to nic z tego nie będzie. To je ameliniowe i tego nie pomalujesz - jak mawiał hit internetu.
Wiem, że w tej sytuacji to trudne, ale pomyśl jak wielkim szczęściarzem jesteś, że jebło to teraz a nie po iluś tam latach małżeństwa, gdzie cierpieli by dodatkowi ludzie (Wasze dzieci, Twoi rodzice).