Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Garść myśli.

Portret użytkownika Pierrot

Powiem szczerze nie chce mi się latać po imprezach. Byle zwyczajna dziewczyna może zgrywać księżniczkę, byle w miarę ładna była - zawsze ktoś podejdzie - mniej lub bardziej podpity. Z jakieś rok temu siedziałem sobie w loży z koleżankami. I jedna - dajmy na to Basia - powiedziała: "tamten to musi być sfrustrowany" - wskazała głowę na mojego znajomego, który to podbijał do jednej, podbijał do drugiej kobiety, to prosząc się o telefon, to żebrząc o taniec. Upsss ... psuje to pewnie konwencje, że na portalu nie oceniamy, kategoryzujemy ludzi - to jest jeden z tych elementów w których rzeczywistość wirtualna odkleja się od rzeczywistości.

Ja też oceniam i krytykuje. Jestem też bardzo krytyczny wobec siebie. Są osoby które biorą to do siebie za bardzo. Czemu tak robię ? Bo to męski portal i co by nie było musicie być Panowie silni i nie liczyć na taryfę ulgową. Trudno mi też być otwarty opisywać swoje historie i uzewnętrzniać się nazbyt. Nie tylko dlatego, że zawsze to, co mówimy jest wykorzystane przeciwko nam (kwestia tylko kiedy to nastąpi), ale też dlatego, że pozostaje fakt: nic to nie zmieni - historia się już napisała, akt się odegrał, a my zagraliśmy w nim taką rolę jaką zagraliśmy i już. Poklepywania po plecach nie lubię. Grup wsparcia - także. Mężczyźni płaczący nad swoim losem - tacy mężczyźni to jeden z najsmutniejszych widoków. Przyjaźń też pozostaje dla mnie w sferze ideałów, co nie znaczy, że nie potrafię być dobrym, lojalnym kompanem, który jakby co milczy jak pies - o ile się go szanuje. I może właśnie dlatego, że nie wierzę już w mrzonki i wiem, że wszystko ma swoją wytrzymałość nawet największa przyjaźń, czy miłość. Zresztą doświadczenie podpowiada mi, że te miłości, przyjaźnie najbardziej afiszowane najmniej są warte. Każdy ma w życiu problemy, jeden problemy w rodzinie, psycho - matkę, pijaka ojca, fałszywy klimat, gdzie każdy ze swoimi problemami zostaje sam. Kiedyś może bardziej to przeżywałem teraz już milczę, bo problemy staram się sam rozwiązywać, na tyle ile potrafię, a płacze i zrzucanie winy to już nie moja bajka jestem dużym chłopcem i widziały gały co brały zresztą KAŻDY MUSI WYPIĆ SWÓJ PUCHAR GORYCZY DO DNA - taki szorstki świat. Więc jak ktoś chciał nawrócić kur*ę na cnotliwe życie, to czyja wina ku*wy, czy naiwniaka ?

Trzymam się elastycznie, ale jednak pewnych zasad:

- jesteś moim kumplem, zrobisz świadomie krzywdę drugiemu człowiekowi, nie wystawię Cię, ale też nie będę Cię krył - kiedyś tak miałem - nie raz, nie dwa koledzy uniknęli dzięki mnie wpierdolu, przed ich własnymi żonami kryłem - nie, nie takiej przyjaźni nikt ode mnie nie uświadczy - inna sprawa jeśli ktoś obcy będzie ruszał moich kumpli i zaczepiał. Ktoś zapyta dlaczego taki jestem ? Ano dlatego, że jeśli ktoś krzywdzi drugiego człowieka i nie odczuje kary, to będzie się dalej posuwał, a potem nawet na własnych kumplach będzie próbował;

- NIEZALEŻNOŚĆ - od 18 roku pracuję, studia skończyłem tak jak większość więc żaden sukces. Te dziesięć lat na rynku pracy to dziesięć lat życiowych doświadczeń, które nauczyły mnie jednego im mniej przełożonych, im od mniejszej liczby ludzi jesteś zależny tym spokojniej Ci się pracuje i żyje. Wiem, co to mobbing i jaką psychozę potrafią sobie zrobić koledzy i koleżanki (koleżanki nawet bardziej) z pracy. Przez te dziesięć lat cuda widziałem, szantażyki: "jak Ci się nie podoba to się zwolnij", jak się zmienia mentalność człowieka, gdy awansuje, ale też jacy są koledzy, gdy jednemu lepiej się układa. Polecam niezależność.
W każdej dziedzinie życia. Lepszy własny stary samochód, niż Mercedes o którego musisz się prosić tatusia, lepsza własna kawalerka, niż mieszkanie w willi u teściów, lepsze 2000 PLN na etacie w Polsce, niż 6000 PLN za granicą przez polskich pośredników ze świadomością, że raz źle się odezwiesz i Cię wyjebi*ą i nie za błędy w pracy, ale za to, że chcesz być za bardzo niezależny - ale to też trzeba przeżyć, żeby zrozumieć, że czasem lepsze mniejsze pieniądze i spokój, niż całkiem duże i wstawanie rano ze słowem: "ku*wa mać" na ustach.

- każdy jest sam, odnosisz sukcesy, jesteś uśmiechnięty, przyciągasz kobiety innych ludzi, bo ludzie lubią ogrzać się w takim świetle, niektórych jara to, że mają znajomego na topie, paradoksalnie dotyczy to nowych znajomych, starzy ściągają Cię w dół (większa / większość). Niedawno odwiedził mnie mój stary znajomy, rozmawialiśmy, co u mnie, co u niego. ?A u mnie nigdy nie było tak dobrze, nie wiem, czy to wyczuł no i zaczął się ból dupy, pijąc moją kawę, w moim domu, zajadając się moimi ciasteczkami, zaczął wyciągać jakieś głupoty z dawnych lat. Co ja na to ? Powiem tylko tyle nie pier*oliłem się potem z nim zbytnio. Z tej samotności wynika jeden pozytywny fakt. Jesteśmy sami wśród ludzi tak samo samych jak my, dlatego warto rozmawiać i spotykać się z prawdziwymi ludźmi, nie na imprezach (gdzie 8/10 osób coś gra).

- nie pier*olę się w tańcu, nie pasuje mi, nie naprawiam, ostrzegam tylko raz, chodź sam też sprawdzam granice na ile mogę sobie pozwolić, nie bawię się w konwenanse z kobietami, bo bawiąc się w konwenanse z kobietami zawsze jest tak, że one są paniami sytuacji, to one decydują, czy się spotkacie, czy nie i zazwyczaj nic z tego nie wychodzi, a człowiek czuje się jak frajer i zazwyczaj jest ograny przez tego, co się w konwenanse nie bawi,

- DYSKRECJA to podstawa moich relacji z kobietami, mogę mówić jej, że chcę ją wziąć na podłodze w korytarzu, ale nigdy, nikt się nie dowie, że to się stało, z jaką, gdzie i kiedy i czy w ogóle, czy nie zmyślam, bo przecież pewnie, że zmyślam. Zazdrośni mężczyźni to więksi hipokryci i egocentrycy niż kobiety. A z panną możemy się rozejść, mogę nienawidzić su*i, ale pary z gęby nie puszczę. Pod tym względem będzie zawsze zabezpieczona, czy dama, czy szma*a. A to, co ona gada i czy będzie gadać jej sprawa, a jak gada to większą szkodę sobie robi - ja przynajmniej dowiem się o ilu mniej mam prawdziwych kumpli w życiu (sprzedawczyki i pocieszyciele, liżący dupkę za odrobinę uwagi).

- mimo trzeźwego spojrzenia kocham życie, świat - jest tu wszystkiego tak dużo, trzeba tylko mądrze wybierać.

- nie biorę życia też przesadnie poważnie, wszyscy umrzemy, nikt supermanem nie jest, a kariera może się rypnąć w jednej sekundzie, dlatego łapię te piękne małe chwile, jak mogę coś zwiedzić to zwiedzam, jak coś chcę mieć to zbieram i kupuję, a jak mi się babka podoba to podbijam i próbuje, zazwyczaj się nie udaje, a;e czasami się uda (i to niezależnie od pozycji społecznej, a nawet extra urody) i wtedy dzieją się historie z których już wiem, że wszystkie zabiorę do grobu.

- jestem bardzo zwykłym człowiekiem, nie mam rozbuchanego ego, ale nie potrzebuje go, żeby w życiu mówić: "tego chcę", "tego nie chcę", "to lubię", "tego nie lubię", "tak", "nie, nie ma szans", "pier*ol się". Tworze też własne zasady, takie stałe i takie na potrzeby chwili - ale to chyba jak każdy. Co dziwne ludzie zawsze są zdziwieni, że ktoś może zachowywać się normalnie, z każdym rozmawiać, nie wywyższać się, ale nie da sobie w kaszę dmuchać. A to ważne to podstawa samodzielności i wolności którą kocham, nawet kosztem tego (z całym szacunkiem) czy mnie będzisz lubił, czy nie.

https://www.youtube.com/watch?v=...
SALUTE.