
„Dzień jak co dzień…”
Wstajesz rano godzina 8:00 postanawiasz że nie idziesz na wykład i śpisz do 11. Budzisz się oglądasz film i o 13 postanawiasz zwlec się z łóżka. W pokoju pełno motywacyjnych tekstów, motywatorów i cytatów, które jednak na Ciebie nie działają-żyjesz tak przez parę miesięcy oszukując się , że coś się zmieni ale nie to nie nastąpi bo ciągle myślisz a myśli to twój największy wróg. Kiedy to do Ciebie dociera myślisz żeby przestać myśleć i koło się zamyka. Wiesz że tylko działanie jest w stanie wyrwać Cię z tej psychodelicznej pułapki w której się znalazłeś, wszystko co Cię otacza również mocno przytłacza swoim ogromnym ciężarem – uczelnia, rodzina, praca,znajomi, codzienne obowiązki a Ty tylko o tym myślisz zamiast wziąć się za siebie i po prostu ruszyć dupsko i zacząć pracować nad sobą z uśmiechem na twarzy.
„Dzień jak co dzień…”
Jednak ten dzień mimo iż zaczął się w ten sam sposób z codziennym zmaganiem się z własnym jestestwem jest jednak jakiś inny. Wkurwiony na cały świat ale przede wszystkim na siebie idziesz do łazienki, spoglądasz na siebie i mimo że nie jesteś brzydki wręcz przystojny, mimo że podobasz się kobietą teraz spoglądasz na siebie z odrazą i prawie zbiera Cię na wymioty myśląc o tym jak nie potrafisz przezwyciężyć samego siebie. Wpatrujesz się w siebie tak przez minutę, dwie, trzy i zaczynasz robić pompki opierając się o blat.
20-czujesz pierwsze zmęczenie
jeszcze 10 stwierdzasz
dojechałeś do 30 ramiona czują się zmęczone ale kolejna dziesiątka nie zaszkodzi- ręce odmawiają posłuszeństwa.
Nie obchodzi Cię to robisz kolejne 5 powtórzeń i upadasz.
Stwierdzasz że nie masz siły, ale zaraz chwila na pewno gdzieś w środku znajduję się resztka energii w Twoim organizmie
1-jest ciężko
2-Twoja twarz się czerwieni
3-nie dam rady
4-moje ramiona !
5-koniec i znów upadasz.
Po chwili wstajesz, w tle leci piosenka „Rób swoje i nie patrz się na innych”.
Idziesz przed kolejne lustro tym razem w garderobie sięgasz po hantle i ćwiczysz barki, z każdą następna serią ramiona są coraz niżej. Po skończonych seriach zaczynasz bieg bokserski a w tle znów rozpoczyna się piosenka „Rób swoje…” postanawiasz że skończysz po skończeniu się utworu. Zaczynasz myśleć kiedy to się kurwa wreszcie skończy-jak długo jeszcze kurwa ! KONIEC - jesteś uratowany… Upadasz na ziemie, barki bolą nie miłosiernie, odczuwasz lekkie zawroty głowy-pewnie z nie dotlenienia i lekkiego odwodnienia. Spoglądasz na siebie w lustrze leżąc na podłodze łzy cisną się do oczu i wiesz że to nie koniec że to nawet nie jest początek to dopiero rozgrzewka. Podchodzisz do ściany w głowie masz pustkę wiesz co teraz chcesz zrobić i to robisz. Spoglądasz na ścianę tynk lekko wgnieciony, teraz patrzysz na swoją dłoń-tylko zdrapany naskórek i czujesz lekkie pulsowanie palców. Uderzenie było mocne ale nie na tyle by uszkodzić dłoń. Po chwili znów spoglądasz na rękę, palce lekko spuchnięte. Idziesz pod prysznic woda lodowata aż podskakujesz po pierwszym strumieniu wody który dotknął Twojej skóry ale twardo stoisz i obmywasz się z potu.
„Dzień jak co dzień…”
Odpowiedzi
Jakbym czytał jeden z moich
pt., 2012-04-06 09:37 — kamillomiJakbym czytał jeden z moich wcześniejszych dni