
Z góry przepraszam za rozpierdol stylistyczny osoby, które podejmą próbę przeczytania poniższej treści. Wpis zawiera jedynie własne przemyślenia i jest kierowany do osób w wieku 18-23 u których wystąpiła nieodparta chęć i potrzeba zamieszkania ze swoją drugą połówką.
Poważne związki dążą zazwyczaj do utworzenia szczęśliwej rodziny i spędzenia dziestu lat z tą samą osobą u boku w zdrowiu i chorobie itp. itd. Coraz częściej jednak ( jak daje się słyszeć w mediach) małżeństwo staje się spółką z ograniczoną odpowiedzialnością i dochodzi do rozwodu już w pierwszych latach trwania tej świętej instytucji. Powody rozpadu są przeróżne zaczynając od błahego chrapania małżonka a kończąc na zdradach, ale nie powody rozstań chciałem dzisiaj poruszyć.
Na pewnym etapie obcowania z waszą wybranką serca, zaczyna wam w głowach krążyć pomysł wspólnego zamieszkania. Dlaczego? Bo będzie fajnie, będziecie bliżej siebie, sprawdzicie się czy jesteście w stanie razem funkcjonować i radzić sobie w codziennych sytuacjach np. z pozoru śmiesznym problemem opuszczania deski w toalecie ;]. Niby wszystkie argumenty przemawiają za tym aby zacząć się rozglądać za czymś wspólnym, ale są to tylko ekscytujące emocje na myśl o „zabawie w rodzinę”. Gdy przyjrzycie się całej sprawie bliżej dojdziecie (lub nie) do wniosku, że podjęcie takiego kroku może być zarówno małym przystankiem na drodze ku szczęściu, jak również niepotrzebnym i zbyt wczesnym krokiem, który doprowadzi was do rozstania.
Osoby w wieku 18-23 będące w „stałych” relacjach partnerskich z pewnością zastanawiały się nad podjęciem takiego kroku i o ile nie poszły czynami w stronę swoich naiwnych myśli to chwała im za to, bo być może właśnie uratowały swój związek. Pozostałych, którzy pomimo krzyczącego głosu rozsądku w dalszym ciągu chcą podjąć taki krok przestrzegam- NIE IDŹCIE TĄ DROGĄ. Na pewnym portalu przeczytałem ostatnio fajny text- „ Ożenek przed 25 rokiem życia jest jak wyjście z imprezy przed 22:00 „ podobnie rzecz się ma do wicia wspólnego gniazdka. Jaki jest sens wpieprzania się na siłę w takie bagno jeżeli nie macie przed sobą perspektywy chajtania się w przeciągu 1-2 lat od momentu rozpoczęcia gotowania wspólnych obiadków. Finałem takiej decyzji będzie w 90% przypadków rozstanie, przez monotonie i rutynę, która rozpierdoli wasz związek od środka. Tą decyzją większość sama sobie strzela w kolano przez brak doświadczenia i nieodpowiedzialność w sferze takich spraw. Może serce będzie wam podpowiadało, że akurat się uda i wszystko ułoży się jak w bajce, ale prawda jest taka, że posiadanie dowodu osobistego nie czyni człowieka dorosłym, szczególnie jeżeli w dalszym ciągu oboje się uczycie i jesteście zależni od rodziny, która wasz związek w pewnym sensie utrzymuje materialnie. Wspólne mieszkanie na jednym kwadracie jest po prostu nieodpowiedzialnym i głupim krokiem z waszej strony. Poza kwestiami materialnymi dochodzi jeszcze fakt, że w tym wieku człowiek musi się wyszaleć, chodzić na imprezy, spotykać ze znajomymi bez zbędnych pytań i wyrzutów stęsknionej partnerki o to ‘z kim?’, ‘gdzie?’, ‘kiedy?’(pomijam w tym miejscu zaborcze związki, gdzie takie pytania są na porządku dziennym wystrzeliwane z częstotliwością 3600 razy na godzinę). Na przykładzie własnym i moich znajomych mogę powiedzieć, że jedynym plusem takiego wspólnego mieszkania była jedynie oszczędność czasu na dojazdach na randki, bo „target” był na miejscu i już w łóżku. Cała reszta to minusy, które jednak po rozstaniu zaowocowały sporym doświadczeniem bez potrzeby czytania poradników PUA. Czy nie lepiej iść zgodnie ze sprawdzonym wzorem- wyszaleć się>wejść w poważny związek i ewentualnie szaleć z waszą kobietą>zalegalizować związek, zamiast iść od dupy strony później tego żałując i próbować sobie wynagrodzić „zmarnowane” czasy beztroski chodzeniem na imprezy i wyrywaniem małolat? Jeżeli życie was do tego nie zmusza, to nie snujcie planów na przyszłość i nie wpieprzajcie się na siłę w obowiązki których w przyszłości będziecie mieli w nadmiarze. Wykorzystajcie swój czas i postukajcie po główce waszą kobietę szukającą wam przytulnego mieszkanka i pytającą dlaczego na jej palcu nie ma jeszcze obrączki, przecież ona ma już 20 lat!
Jestem jak najbardziej za zamieszkaniu z partnerką o ile jest to krótki przystanek na drodze ku dalszemu rozwojowi związku. W przeciwnym razie istnieje wysokie ryzyko, że cała sprawa zostanie przechodzona i wasza zabawa w podryw zacznie się na nowo…problem w tym, że usidlać będziecie już inną kobietę.
Pozdrawiam
Odpowiedzi
Ja znam przypadek gdzie
sob., 2013-08-31 08:15 — smlJa znam przypadek gdzie gościu się zaręczył...po 1,5 miesiąca...z laską, która miała na boku dwóch innych do ruchania.
Bo myślał, że w ten sposób
ndz., 2013-09-01 15:04 — expatBo myślał, że w ten sposób sobie ją zarezerwuje jak miejscówkę w pociągu
Popieram z pełną
sob., 2013-08-31 05:55 — radoosPopieram z pełną odpowiedzialnoscią Panowie . Sam zamieszkałem z moja byłą pod jednym dachem gdy wyjechalismy za granicew wieku 20 - 19 lat ... Syf porobił sie szybko , nuda , rutyna , seks 2 x w miesiącu ... Tragedia czasami ... Nikt sie nie mógł wyniesć bo niby gdzie za granicą ... ( juz by sie znalazło gdzie ale szkoda było wspólnych mebli bla bla bla ) Po kilku latach bylo ok , potem lepiej , potem pojawiło sie dziecko i ślub ... Potem włażenie na głowę , codziennie multum manipulacji i wciskanie bzdur do mojej głowy ... Podziękowałem , dziś dąże do rozwodu , jedno z czego się cieszę to z faktu ze mam wspaniałego 3 letniego syna ...
Nie spieszcie sie do tego , odwlekajcie Panowie , choć by nie wiem co ... Poczucie straconych lat straszne... Dzis mam 29 lat i zal mi dupę sciska ze nie trafiłem fo to forum w wieku 17 . Ale coż lepiej obudzić się późno niż nigdy...
Pozdrawiam
Uuuu... no to kolego
sob., 2013-08-31 06:36 — nomenUuuu... no to kolego zdecydowanie się z Tobą nie zgadzam.
Po całości.
Osoby w wieku 18-23 będące w „stałych” relacjach partnerskich z pewnością zastanawiały się nad podjęciem takiego kroku i o ile nie poszły czynami w stronę swoich naiwnych myśli to chwała im za to, bo być może właśnie uratowały swój związek. Pozostałych, którzy pomimo krzyczącego głosu rozsądku w dalszym ciągu chcą podjąć taki krok przestrzegam- NIE IDŹCIE TĄ DROGĄ.
IDŹCIE TĄ DROGĄ.
Dlaczego? Bo i ja nią szedłem i nie żałuje... zamiast spędzić 5 lat z osobą która mi totalnie nie odpowiadała (a ja jej) spędziłem "zaledwie" 2.5 roku. Zaledwie 3 miesiące po wspólnym zamieszkaniu wszystko się sypnęło, dlaczego? Bo widzisz człowieka na co dzień - takim jakim jest na prawdę, bez masek, bez pozerstwa.. a kobiety to bardzo dobre aktorki, najlepsze.
W każdym związku przychodzi etap w którym trzeba sobie powiedzieć(a przynajmniej powinno), co dalej? Czy mam ochotę dalej to ciągnąć?
Ile razy już czytaliśmy na forum wypociny ludzi którzy są blisko trzydziestki, w pięcio czy dziesięcio letnim związku i brakowało im jaj aby popchnąć relację dalej? Później płacz i zgrzytanie zębów, bo krulefna zostawiła... a jak kurwa miała nie zostawić? W KAŻDEJ relacji przychodzi czas na pewnego rodzaju krok na przód, deklaracje.
Zamieszkanie wspólne jest jedną z najlepszych rzeczy jaką można zrobić, nie po miesiącu czy dwóch, ale po pół roku, roku... jeżeli ludzie są już dorośli szybko zweryfikują czy dana osoba im odpowiada... czy królewicz/królewna będą w stanie wykazać się ludzkim odruchem gdy po całym dniu zapierdalania w robocie zechce ruszyć dupsko i zrobić kolacje/herbatę drugiej osobie.
Jaki jest sens wpieprzania się na siłę w takie bagno jeżeli nie macie przed sobą perspektywy chajtania się w przeciągu 1-2 lat od momentu rozpoczęcia gotowania wspólnych obiadków
Bagno? Dlaczego bagno? Jak bagno to zawijamy się i po kilku miesiącach nie tracimy swojego i jej czasu.
A gotowanie wspólnych obiadków także może być przyjemne - co kto lubi.
Tą decyzją większość sama sobie strzela w kolano przez brak doświadczenia i nieodpowiedzialność w sferze takich spraw.
A w jaki sposób mają zebrać niezbędne doświadczenie? W przyjaciółce poczytać? A może tutaj? Błagam.
Finałem takiej decyzji będzie w 90% przypadków rozstanie, przez monotonie i rutynę, która rozpierdoli wasz związek od środka.
Wtedy wiesz, że "zmarnowałeś" dajmy na to rok czy dwa a nie po 10-15 latach okaże się, że NO KURWA TO JEDNAK NIE TO. W każdy związek prędzej czy później wkradnie się rutyna i monotonia, jeżeli jeszcze o tym nie wiesz to się kiedyś kurewsko zaskoczysz.
Czy nie lepiej iść zgodnie ze sprawdzonym wzorem- wyszaleć się>wejść w poważny związek i ewentualnie szaleć z waszą
Ohoho koleeeego, jak by to wszystko było takie łatwe... Znam pary w których oboje szaleją oddzielnie (oczywiście w granicach zdrowego rozsądku) po czym wracają do jednego łóżka i mają się zajebiście.
Prawda jest taka, że NIE WARTO na siłę wchodzić w związek.
Ale jeżeli już stało się, kobieta nam pasuje na tyle na ile jesteśmy w stanie poznać drugiego człowieka bez zamieszkania razem - ROBIMY krok dalej, bo to jest potrzebne. Tak jak pisałem, weryfikuje wszystko.
Jeżeli bym nie zdecydował się na wspólne zamieszkanie z dziewczyną w wieku 21 lat, zapewne dalej był bym tym "przeciętnym". Dzięki temu trafiłem na tę stronę, robię co chcę i z kobietami też mam się dobrze, moje życie "wystrzeliło" w rok w niewyobrażalny sposób.
Wszystko ma swoje dobre i złe strony.. lepiej podjąć ryzyko i doświadczać życia niż siedzieć w cieplutkiej strefie komfortu.
Czyli jak masz 21 lat,
sob., 2013-08-31 07:27 — Cristian'o MinettiCzyli jak masz 21 lat, próbujesz zapracować na samochód, na siebie itd to jesteś przeciętnym bo nie zamieszkałeś z dziewczyną?
Sory Nomen ale tak to rozumiem z tego jak wyżej napisałeś.
A może właśnie przeciętnym jest ten,który w młodym wieku zamiezkuje z dziewczyną?
Widzisz, Ty miałeś na tyle
sob., 2013-08-31 08:01 — mr_MotabaWidzisz, Ty miałeś na tyle szczęścia że etap wspólnego mieszkania zaliczyłeś w 3 miesiące i się rozleciało, ale mi tutaj chodziło raczej o konsekwencje długofalowe które wyjdą nawet po 10 latach od podjęcia decyzji o zamieszkaniu z dziewczyną( i wszystko sie z pozoru ułożyło) lub o związki gdzie siedzenie pod jednym dachem trwało conajmniej rok i wszystko było udane, ale i tak cały wysiłek poszedł jak krew w piach bo krok został podjęty zbyt wcześnie i niepotrzebnie.
Cristiano - w ogóle nie wiem
sob., 2013-08-31 09:05 — nomenCristiano - w ogóle nie wiem o czym Ty do mnie rozmawiasz..
mr_Motaba - tutaj chodziło raczej o konsekwencje długofalowe które wyjdą nawet po 10 latach od podjęcia decyzji o zamieszkaniu z dziewczyną.
Z takim podejściem proponuje w ogóle nie wchodzić w żadne związki, bo jak będziesz miał 60 lat i zacznie Cię wkurwiać to, że słabo słyszy?
Jak nie zamieszkasz - nie przekonasz się czy warto poświęcać danej relacji więcej czasu... proste?
Na prawdę myślisz, że jeżeli przez rok jest okej a później się jebie to jest ze względu na "pochopną" decyzję?
Mi osobiście wydaje się, że nie są dla siebie i koniec.
Sam mieszkałem z panną. Samo
sob., 2013-08-31 10:34 — MugenSam mieszkałem z panną. Samo mieszkanie mogę uznać za błąd ale bardzo dużo się nauczyłem dzięki temu no i trafiłem na stronę. Sam z panną uznałem że ktoś powinien się wyprowadzić i obecnie nie mieszkamy razem ale jest nam bardzo dobrze. Po prostu już wiem że na mieszkanie z kobietą jest za wcześnie ale przynajmniej wiem jak to jest i kiedy będę gotowy to być może znów się zdecyduję na ten krok. Jak dla mnie blog jest dobry bo wszystko co zostało opisane to w zasadzie sama prawda. Wiek ma duże znaczenie co do mieszkania razem ale uważam że zbyt szybkie mieszkanie razem może wszystko rozjebać. Czasem dopiero po latach jesteśmy na to gotowi bo mamy zupełnie inne oczekiwania.
Spoko, a jaką masz pewność,
sob., 2013-08-31 10:37 — nomenSpoko, a jaką masz pewność, że za dajmy 5 lat kiedy "dorośniesz" do mieszkania razem nie pomieszkasz z nią chwili i znowu zaczniesz czuć, że jednak nie powinniście razem mieszkać?
Jak dla mnie jak nie zaskoczy od razu trzeba spierdalać i szukać dalej. Patrzę na rodziców, patrzę na inne małżeństwa i większość ludzi tak na prawdę drze koty ze sobą cały czas.. niezgodność i wszelakie gówna guwienka później jedynie się potęgują.
Fajnie by było gdyby ktoś starszy bardziej ogarnięty w temacie z jakimś większym doświadczeniem się wypowiedział. (gen?
)
Zgadzam się z nomenem. Jeśli
sob., 2013-08-31 12:11 — RiseZgadzam się z nomenem. Jeśli jest się powiedzmy z 1 rok z panną - ma się ponad 20 lat i układa się nadal zajebiście - to nie widzę przeszkód żeby zamieszkać razem i poznać się od tej najbliższej strony (i kompletnie nie mam tu na myśli seksu). Zjebie się to się zjebie - znaczy że nigdy by nie było dobrze.
Ja byłem pół roku w związku na odległość - wtedy dziewczyna mnie przez ost. 2 miesiące coraz bardziej dusiła żebym się przeniósł do niej do miasta, przeniósł studia i żebyśmy zamieszkali razem. Na szczęście związek się rozsypał i wszelakie plany nie wypaliły, ale wiem jedno - była by to katastrofa, bo mieliśmy tydzień wspólnych wakacji za granicą i już tam kłótnie co chwile, myślałem że wydam kasę na bilet żeby wrócić prędzej, ale jakoś się pozornie pogadzaliśmy.
Ale generalnie jestem zdania że takie zamieszkanie razemnajlepiej weryfikuje czy jest sie dopasowanym do drugiej osoby i na odwrót. Nie ma lepszej drogi. Taki związek - że chłopak mieszka oddzielnie (z rodzicami powiedzmy lub w mieszkaniu z kolegami) i dziewczyna też to jest jakieś hm.. 30% poznania siebie nawzajem - cała reszta wychodzi zamieszkując dopiero w jednym mieszkaniu
.
Pozdro
Tylko że nie zawsze jest
sob., 2013-08-31 12:36 — MugenTylko że nie zawsze jest darcie kotów, kłótnie itd. W każdym związku w końcu dojdzie do tego że nie będzie już tyle emocji, będzie zaś większy komfort, zaufanie itd. Zamieszkując z kobietą zbyt szybko po prostu przeskakujemy pewien etap. Moim zdaniem najlepiej jest być naprawdę pewnym mieszkania razem a to oznacza pogodzenie się z tym. Bo ja jestem 4 lata z kobietą i ciągle coś iskrzy, coś się dzieje. podczas półrocznego mieszkania razem to się po prostu zmniejszało i nie wierze że z jakąkolwiek kobietą nigdy się to nie stanie. Po prostu w pewnym okresie życia chcemy stabilizacji i myślę że na zamieszkanie jest to idealny czas.
No nomen jeden dobrze
sob., 2013-08-31 08:50 — Chojan25No nomen jeden dobrze napisał. Gdy wszelkie znaki na niebie i ziemi mówią, że mam z laską zamieszkać a do tego jesteśmy dłużej razem niż te dwa lata, to czemu nie ? Jeśli coś ma pierdolnąć to i tak to zrobi, a lepiej wcześniej rozstać się z panną która nam, czy my jej nie pasujemy. Nie wiem jak ty ale ja nie mam nieograniczonego czasu życia i nie chcę go marnować na panny które kompletnie do mnie nie pasują. Twoja propozycja to zamiatanie sprawy pod dywan. Rozumiem, żeby nie mieszkać razem po miesiącu czy pół roku, ale nie przez to żeby panna się nami nie znudziła tylko dlatego, że przecież jej nie znamy i nie wiadomo kogo pod dach wpuszczamy. A po dłuższym czasie takie mieszkanie to dobry test dla związku, można sprawdzić nawet czy warto myśleć o ślubie. A argument, że może coś się wypalić jest do dupy, przecież i tak później w założeniu, że chcesz się z nią ożenić, będziesz musiał z nią mieszkać przez resztę życia. Jeśli rok czy dwa pośpiechu zaważyły o rozstaniu to w swojej naiwności wierzysz, że wytrzymalibyście ze sobą resztę życia ? Bo ja myślę, że ty i panna najzwyczajniej nie pasujecie do siebię i to i tak by pierdolnęło, a lepiej teraz niż kilka lat po ślubie.
"Bo ja myślę, że ty i panna
ndz., 2013-09-01 17:01 — Des"Bo ja myślę, że ty i panna najzwyczajniej nie pasujecie do siebię i to i tak by pierdolnęło, a lepiej teraz niż kilka lat po ślubie."
Święte słowa! Sporo przykładów można by mnożyć: oni razem przez 7 lat mieszkali oddzielnie i potem ślub - po dwóch latach płacz, bo ksiądz rozwodu nie chce dać (bo i nie może).
Zamieszkanie z partnerką to kolejny krok, poziom wyżej, to jest coś poważnego; poznajecie się wtedy z każdej strony.
Jestem z moją kobietą rok i mieszkamy ze sobą pół roku; widzę jaka ona jest. Teraz mogę jasno stwierdzić czy coś z tego będzie. No ale my mamy 29 lat...
"Osoby w wieku 18-23 będące w
sob., 2013-08-31 18:29 — gen"Osoby w wieku 18-23 będące w „stałych” relacjach partnerskich z pewnością zastanawiały się nad podjęciem takiego kroku i o ile nie poszły czynami w stronę swoich naiwnych myśli to chwała im za to, bo być może właśnie uratowały swój związek."
gówno prawda, bo jeśli ma to trwać, to prędzej czy później temat stanie na wokandzie - i przyjdzie czas próby - a jak się wtedy nie uda?, a zawodnicy będą mieli po 25/26/27 lat i parę lat stażu... to kto im to odda??? lepiej zaczynać od nowa w wieku lat 23 (dajmy na to) niż 30... przynajmniej nie jęczy się, że mam 29 lat i boję się, że nikt mnie już nie zechce - i za sponsora się robi...
i od kiedy to wspólne zamieszkanie jest tożsame z małżeństwem??? moim zdaniem, to rok, góra dwa śmigania między panienką a rodzicami i albo next, albo level wyżej, czyli wspólne koczowanie... przecież nie niesie to żadnych większych zobowiązań ani nie jest "na zawsze" - a nic mądrzejszego nie wymyślono na poznanie drugiej strony a i siebie w związku... tak, SIEBIE, bo jest to tak samo, a może i bardziej istotne...
2 lata to już tak mega
ndz., 2013-09-01 01:25 — Rise2 lata to już tak mega góra...
1-1,5 jak dla mnie.
pozdro
Niektórzy szybko się pchają w
czw., 2013-10-03 00:15 — REALNYMANNiektórzy szybko się pchają w to mieszkanie albo szybi ślub po pół roku znam taką co teraz tak chce i dziecka szybko a każdy ją zlewa a kiedyś z jendym była 5 lata i dziwne że z nim ślubu nie wzieła