
Notka od autora:
To nie jest tekst, który ma was czegoś nauczyć. To jest tekst uzewnętrzniający mój sposób myślenia, moje dylematy, pytania jakie sobie stawiam. Tekst faktycznie użytkowy będzie następnym jaki napiszę, wtedy faktycznie będzie sprawiedliwe mówienie, że jest do dupy.
Coś jest nie tak.
To stwierdzenie prześladuje mnie od co najmniej tygodnia.
Racja - zdarzało mi się myśleć tak już wcześniej.
"Co jest nie tak ze mną", że nie mam kobiety, że nie potrafię żadnej relacji pociągnąć dalej niż maszynowe gadanie o bzdurach, nawet jeśli ona wydawała się z początku mną zainteresowana. Że mam samoocenę zaniżoną przez zdeformowane żebra, zakazaną mordę i słaby wzrok.
Że nie posiadam cienia uczuć, a jedynie prymitywne emocje, jestem zblazowany i nie doceniam tego co mam.
"Co jest nie tak ze światem", że ludzie przestali tworzyć stada, a roje. Że uganiają się za środkami, a nie celami.
Że wyzwala w ludziach nadmierne pokłady niepotrzebnej agresji, lub wprost przeciwnie, przemienia ludzi w błoto, bez kształtu i osobowości.
Dziś jednak zastanawiam się, co jest nie tak ze mną, że...
... jednak zmarnowałem większość lat swojego życia. W ciągu tygodnia każde podejście (a nie było ich dużo nigdy, w tym tygodniu również) kończyło się tak, jak chciałem.
Nie wiem, czy to kwestia tego, że nabrałem jaj? Że trafiałem na podekscytowane, głupie siksy, że byłem w odpowiednim miejscu o odpowiedniej porze?
Zakładałem, że wyjdę z klubu z kimś - wychodziłem z kimś.
Zakładałem, że tylko odprowadzę do domu, miło się bawiąc i bawiąc kogoś - consider it done, bo nie ma łatwiejszej rzeczy. I to nie jest sarkazm - choć część ludzi chyba by się na to nie ważyła, lub spowodowałaby lekki lęk u drugiej osoby.
Zakładałem, że umówię się na coś w rodzaju podwójnej randki, połączonej z domówką - nie ma problema.
Jakkolwiek śmiesznie to zabrzmi, trochę mnie to niepokoi.
Czemu?
Ponieważ jak mam 20 lat, tak aż do połowy liceum byłem człowiekiem mocno wyrwanym z kontekstu. Żyłem we własnej rzeczywistości.
Aż do gimnazjum miałem coś na kształt Aspergera.
Nigdy nie byłem lubiany, liczący się w towarzystwie, i co trzy lata paliłem za sobą mosty.
To, że nagle udaje mi się z kobietami, nawet jeśli to tylko otrzymany numer czy rozbawienie ich, mocno mnie dziwi.
Nasuwa się pytanie - czemu nie było tak wcześniej?
Ale to nie wszystko.
Ja nic nie czuję. Nie czuję strachu przed koksami w bramie - ja mam sekwencję logiczną wskazującą, że przejście przez tą bramę może spowodować poważny uszczerbek na zdrowiu i dobrach materialnych, co nie jest zjawiskiem pożądanym.
Nie mam lęku przed kobietami. Ale też nie mogę powiedzieć, że je kocham.
Muszę to zmienić. Znaleźć wreszcie tą blokadę we łbie i to rozwalić. To jest życie na pół gwizdka, a ktoś żyjący na pół gwizdka nie przyciągnie i nie utrzyma przy sobie kobiet, ani przyjaciół.
Właśnie, przyjaciele.
Spotkaliśmy się w barze, by potem przenieść się do domku w lesie - w cztery osoby. Dwie dziewczyny, dwa lata młodsze, poznane na koncercie tydzień temu.
I kumpel.
Wszystko szło doskonale, a przynajmniej całkiem przyjemnie i miło, do momentu puszczenia filmu, koło godziny 3:00.
Późno.
Ja się lekko zmęczyłem ludźmi - potrzebowałem chwili spokoju.
Wyszedłem na dwór, usiadłem na huśtanej ławce, odpaliłem skręta - i siedziałem, podziwiając odgłosy nocy.
Może mieli rację potem mówiąc, że to eskapizm, że tak na prawdę chciałem, żeby po mnie przyszli. Ale moja duma kazała mi się uprzeć, że tak nie jest.
Zacząłem pieprzyć jakieś smuty o naturze, szumie wiatru w drzewach. Dziewczyny okazały się nie być romantyczne.
Jednak ostatecznie koncertowo zjebał kumpel, co i tak nieco moją winą było.
Przypomniała mu się jego była, co doprowadziło do wypicia reszty wódki (łącznie chyba skonsumował około pół litra), nastraszeniu nas robieniem sobie krzywdy.
Nikt nie mógł iść spać, o spędzeniu tej nocy w sposób ciekawszy można było zapomnieć, a ja musiałem ogarniać gościa, żeby nie zszedł na mojej warcie.
Zajęło mi to całą resztę nocy, aż do godziny około 7:00.
Kumpel, jak by nie było, najlepszy jakiego mam - jednak czemu z jakiegoś powodu obracam się wśród ludzi, którzy mają ze sobą poważne problemy?
Nie wiem, i nie umiem sam sobie odpowiedzieć na to pytanie.
Wiem tylko, że coś jest nie tak, ale nie wiem co.
Rozwijam się, i to całkiem szybko jak na ilość czasu poświęconego temu.
Ale czy nie można było tak od razu?
Odpowiedzi
Słyszysz głosy?
pon., 2013-10-14 15:01 — baudelaireSłyszysz głosy?
Zabawne że pytasz, tak.
pon., 2013-10-14 15:33 — RotZabawne że pytasz, tak.
Taki myslalem. Nieglupis.
pon., 2013-10-14 16:05 — baudelaireTaki myslalem. Nieglupis.