
Witam
Nigdy nie miałem smykałki do pisania blogów, czy dłuższych form wypowiedzi tak samemu od siebie. Ale jednak tym razem postanowiłem to zrobić, podzielić się z Wami - być może komuś to pomoże
może komuś uświadomi, a uświadomionym przypomni
. UWAGA, - zajebiście długi blog.
Ale do rzeczy. Do takiej refleksji skłonił mnie rozpad kilka dni temu związku. Chociaż trudno tu mówić o jakimś wielkim ZWIĄZKU - raptem 2,5 mies. Pewnie wielu z Was się zaśmieje 
owszem - można z ironią do tego podejść, jednak był to czas, w którym wiele cech dobrego związku wystąpiło, wiele fajnych chwil i ja traktowałem to poważnie.
Związek drugi - poprzedni rok temu rozpadł się po pół roku - na odległość był. Podejrzewam że gdyby nie odległość prędzej by się rozwalił.
Po tamtym związku mimo że teoretycznie ja go zakończyłem (panna zaczęła wchodzić na głowę, coraz więcej kłótni - sprowokowała mnie, właściwie ja ją wyręczyłem w tym)
dużo rozmyślałem co poszło nie tak, jakie błędy popełniałem, dlaczego coś fajnego nagle musiało się skończyć?
Kilka wniosków wyciągnąłem i pozornie bogatszy w wiedzę, naukę na błędach żyłem dalej, poniekąd rozglądając się za potencjalną kolejną "drugą połówką". Myślałem że już wiem co robiłem źle
i jak tego dalej uniknąć.
I tak minął rok gdzie przez ten czas albo mi kobiety poznawane nie odpowiadały albo ja im. No i poznałem w latino klubie piękną dziewczynę o lekko hiszpańskiej
urodzie. Odrazu zwróciła moją uwagę tajemniczym spojrzeniem i lekkim uśmiechu. Nie będę się rozpisywał jak to dokładnie wyglądało - proces poznania zainteresowania poszedł jak z płatka, robiłem wszystko
wzorcowo!
No właśnie... robiłem...
Byłem TAJEMNICZY , lekko NIEDOSTĘPNY, ZDYSTANSOWANY (lekko) i ZAWADIACKI do tego, pewny siebie, KONKRETNY, NATURALNY.
Wzbudziłem tym jej zainteresowanie na
tyle że poczuła pociąg do mnie. Wydawało się wszystko zajebiście, starałem się panować nad tym wszystkim, dawać pozytywne emocje, zaskakiwać - i w tym wszystkim być sobą. Nie stosowałem żadnych technik
czy innych bajerów, bo uznałem że po prostu będę robił swoje, będę sobą, spójny z własnym JA - bo jeśli takiego JA zaakceptuje to znaczy że ułoży się dobrze
.
I niestety wpadłem jak śliwka w kompot.
O ile sam proces poznania, uwiedzenia poszedł bardzo dobrze - o tyle potem już było coraz bardziej pod górkę. Zaangażowałem się zbyt mocno, padło kilka słów,z którymi albo trzeba było się wstrzymać, albo w ogóle
nie mówić. Np. - że czekałem na kogoś takiego jak Ty (shit!.. kurwa aż zgrzytam zębami jak to przypomnę sobie).
I niby wszystko fajnie kolorowo, bo ona też wniebowzięta mówiła podobne rzeczy, albo chociaż okazywała bliskość i czułość.
Było dokładnie jak z windą - o ile początkowo ja byłem bardzo wysoko, ona nisko -próbując dosięgnąć mnie, poznać, spróbować, zaciekawiona zainteresowana żądna poznania. I stopniowo ja zacząłem do niej zjeżdżać
a ona mnie mijać po drodze, coraz rzadziej spoglądając w dół.
Problem zaczał się pojawiać kiedy zacząłem ją idealizować. Nie patrząc obiektywnie - wysnułem wszystkie jej zalety na wierzch. Niby wewnętrznie sobie wmawiałem - nie no, przecież to ja jestem wyżej- nie dam jej
wejść na tron. Ale to było sprzeczne z tym co myślałem. To było sztuczne, nienaturalne. Wewnętrznie (jaka ona wspaniała, piękna, zgrabna, inteligentna, skromna, wyważona, pociągająca) a zewnętrznie próbowałem
ją czasem tam znegować, wyśmiać delikatnie - co oczywiście jakieś tam fajne efekty przynosiło, lekki foch z uśmiechem czy coś podobnego - ale tego było stanowczo za małoo!
Za mało obiektywnego i trzeźwego postrzegania w stosunku do idealizowania. Pierdolonego upiększania czegoś co z natury idealne nie jest i jak każdy ma swoje wady. Dlaczego nie wywalałem na wierzch jej wad -
i traktowałem jak zwyczajną przeciętną dzierwczynę?
To właśnie było zauroczenie, idealizowanie, i zakochanie - wszystko co prędzej czy później prowadzi do katastrofy.
Już nie kończyłem pierwszy namiętnych pocałunków, czy nie mówiłem że "muszę już lecieć" pozostawiając NIEDOSYT. Zwyczajnie zaczęło mi się to podobać - i w głowie miałem "przecież jestem sobą, robię to
na co mam ochotę, kiedy chcę, jak chcę - dlaczego mam coś urywać skoro mi dobrze z tym. Potem już ona sama kończyła początkowo ze słowami "noo ,misiek, idę bo się nie odkleimy od siebie".
Gdzie ten zawadiacki lekko niedostępny, pociągający facet, który dawkował na początku wszystko, - że po spotkaniach pisała - Ze czuje ogromny niedosyt! I chciała by się jeszcze spotkać prędko!
Gdzieś mi to wszystko umknęło, uleciało. Myślałem że jak będę robił to co chcę, i będę zgodny z tym co czuję - to po prostu będę spójny a tym samym nienaturalny. Problem w tym że to nie do końca wychodzi na dobre
jak się okazuje.
Wszystkie te cechy pociągające, które były na początku - po prostu poszły, rozmyły się - bo w głowie zacząłem tworzyć obraz istoty idealnej. Zacząłem myśleć o niej w kategoriach dalekich, poważnych. To jest taka
niesamowicie ogromna pułapka że we łbie to się nie mieści.
Jaki efekt końcowy? Chyba mówić nie muszę że - po prostu było "przejedzenie" do tego kilka iurytujących cech zachowania, o których nie zawsze wspominała - i finał - na ostatniej impreziena którą jechaliśmy (urodziny
wspólnego znajomego) pokazała gdzie mnie tak na prawdę ma. To było już tak dosadne, że ciężko o coś bardziej wymownego. Ominąłem po drodze kilka bardzo istotnych sygnałów wysyłanych przez nią.
Była pierwsza zapalona kontrolka (ona przerwała jakąś bliskość pierwsza, bo jej za dużo już było w danej chwili) , kolejna i następna i następna. Wszystkie z pozoru drobne sygnały ale zajebniście istotne i ważne.
Ja zaślepiony w tym zauroczeniu bardzo sprawnie omijałem te ostrzeżenia na drodze prowadzącej do przepaści. Trochę jak taki szalony kierowca rozpędzonego motoru, który zapierdala w eurofii szczęścia po złoty szczyt na horyzoncie
nie widzący po drodze ostrzeżeń, ograniczeń prędkości, informacji o dziurach czy w końcu o przepaści i końcu drogi! Zapierdalałem jak szalony, będąc pewny że dobrze jadę i wszystko jest zajebiście - bo przecież
jestem szanującym się facetem, robię to na co mam ochotę i jestem SOBĄ. Przecież czasem odmawiałem jej coś - częściej decydowałęm gdzie idziemy i co robimy, czy nawet nasmiewałęm się z niej z czegoś tam ! Czy to nie wystarczyło?
Nie kurwa!
Bah. Związek się skończył - unikanie na imprezie, jak oparzona, nie chciała podejmowac tematu, a z innymi się bawiła w najlepsze. Ja jeszcze w tym wszystkim w miarę szybko okazałem resztkę godności nie biegając za nią
- zwyczajnie olałem i bawiłem się z innymi. Jedynie na następny dzień chciałem się spotkać i pogadać żeby wyjaśnić o co chodzi - nie chcąc żadnego powrotu.
Powiedziała że już od jakiegoś czasu przestała czuć do mnie to co ja do niej, czy nie zauważałem tego? I kolejna pułapka - na początku uzgodniliśmy że wszystko bedziemy sobie szczerze mówić a tu co?
Nabrałem się. Zamiast mówić że jest coś nie tak, ona dawała sygnały delikatne - po prostu kobietom ciężko wprost powiedzieć coś, one wolą sprawdzać czy facet umiejętnie to odbierze i ogarnie się w porę czy też nie.
No nic - naprawić tego nie naprawę a i mi specjalnie nie zależy. Po prostu wyciągam wnioski i staram się pamiętać na przyszłość o większej czujności zdecydowanie.
Od poniedziałku (kiedy to była rozmowa z nią) dręczą mnie myśli, analizy, przemyślenia głównie na temat mojego zachowania i tego jak to się potoczyło , że gdzieś po drodze zgubiło tą więź, to uczucie.
I doszedłem do tego - żeby wypisać sobie na kartce wwszystkie te cechy, z początkowego etapu uwodzenia, z początku związku - które sprawiły że byłem wartościowy, pociągający, wzbudzałem zainteresowanie swoją osobą.
Wziąłem pod uwagę nie tylko ostatnią dziewczynę ale i poprzedni związek, i jeszcze wcześniejszą relację. Z trzech znajomości wyszły słowa najczęściej powtarzające się:
-NIEDOSTĘPNOŚĆ
-DYSTANS
-TAJEMNICZOŚĆ
-NIEDOSYT
i mniej powtarzalne jak:
-nie okazywanie zbyt dużego zainteresowania
-traktowanie jak kogoś przeciętnego
-kontekst czysto formalny (jak spotkałem się z 1 dziewczyną żeby jej ksiązki sprzedac )
-dyskwalifikacja (z racji odleglosci, ale mozna narzucic tez inne)
do tego oczywiście: bycie sobą, naturalnośc, pewność siebie, humor i zawadiackość.
Ale myślę że zdecydowanie te cechy napisane Capsem są kluczem w tym wszystkim. Możesz być pewny siebie, naturalny - ale jak będziesz zbyt szybko odkrywał swoje Ja - tracisz na tym.
Pozostawiajc też nutkę niedopowiedzenia, tajemniczości wzbudzasz ogromne zainteresowanie. No i niedosyt - zdecydowanie lepiej smakuje polizanie 2 razy lizaka niż otrzymanie kilograma ich i zjedzenie
na raz. To się łączy z dawkowaniem.
Wiem że wałkowane to było miliard razy - i dużo osób powie Ameryki nie odkryłeś. I ja niby też czytałem o tym wiele razy, niby miałem tego świadomość -i co z tego? Widocznie nie wpoiłem sobie tego do głowy wystrczająco mocno.
Pozostaje pytanie - Jak to jest z tym byciem SOBĄ. Czy rzeczywiście możemy robić, mówić i postępować tak jak chcemy, czujemy? Czy może jednak czasem wstrzymać się od przedawkowania? A może tu chodzi o
narzucenie sobie wewnętrznie ramy lekkiej dyskwalifikacji? Może tak na prawdę nie potrzebujemy takich długich namiętnych pocałunków. Może zamiast na siłę wprowadzać jakąś niedostępność, niedosyt - chociaż wewnętrznie czujemy
pociąg do tego - warto się zastanowić czy tego tak abrdzo chcemy i potrzebujemy? Może kobieta z którą jesteśmy wcale nie jest taka idealna, tu ma świecące czoło, śmieszny podbródek, może dziwny kształt ucha, może śmieje się
jak gęś. Warto chyba znaleźć kilka takich cech - żeby po prostu zwyczajnie obiektywnie i naturalnie podchodzić do tej naszej "jedynej" .
Było minęło
człowiek mądry po szkodzie. Podejrzewam że jeszcze nie raz się przejadę albo sparzę, albo może już będę na tyle ogarnięty żeby wiedzieć jakim być, żeby nie traktować drugiej osoby jako wypełnienia a jedynie dodatku do mojego
własnego wewnętrznego szczęścia, nie idealizować.
Może kogoś to uświadomi, zreflektuje 
Pozdrawiam
Odpowiedzi
Biorę to do siebie bo jestem
śr., 2013-01-30 14:43 — NaObiadKotletBiorę to do siebie bo jestem w podobnej sytuacji co Ty z "latynoską" bloooog idealnie w porę, dzięki
Dzięki dokładnie, być sobą
śr., 2013-01-30 15:38 — RiseDzięki
dokładnie, być sobą ale z umiarem.
dużo uczy i myślę że każdemu mniejszy lub większy w życiu się przyda, albo i kilka - po kilku takich można mieć już naprawdę grubą zbroję
.
Każdy dzień to nowe przemyślenia - coraz bardziej odczuwam więcej dobra z tego kopa w dupę niż zła
Tobie też wzajemnie!
No Ameryke odkryłeś
śr., 2013-01-30 18:57 — Izzy3No Ameryke odkryłeś
heh...
Jestem już pół roku w związku na odległość,
czasem są zgrzyty raz więsze raz mniejsze
jednak staram się rozmawiać z moją lubą o wszystkim i
za każdym razem jej to przypominam choć sam jestem taki
że wolę przeczekać i trzymać to w sobie -błąd! do niczego
dobrego to nie prowadzi, próbuje się tego oduczyć.
Śmiało mogę powiedzieć że mam wspaniałą kobiete, płacimy 50/50,
ja wybieram film do obejrzenia, ja wybieram sklep do którego wchodzimy,
razem oglądamy mecze, razem idziemy na piwo, jest piekna, jest wyższa (!),
uroda mmm..no mój typ, mogę powiedzieć że jestem szczęściarzem.
jednak ..
nie idealizuje jej, od początku po dziś dzień staram się być właśnie taki jaki zaznaczyłeś CAPSEM.
Masz racje. Trzeba być takim jakim dziewczyna Cie poznała - to dosyć logiczne.
Wady smiało wytykać, jednak z umiarkowaniem - nie być chamem.
Gdy coś mi się nie podoba mówię to mojej Pani.
Według mnie, aby było dobrze trzeba czasem działać wbrew sobie,
a żeby nie tracić na wartości i w oczach kobiety - to co czujemy wyrażać poprzez czyny lub poprzez wspaniały seks. Pozdrawiam i życzę powodzenia.
"Nigdy nie miałem smykałki do
śr., 2013-01-30 19:18 — br4vo"Nigdy nie miałem smykałki do pisania blogów, czy dłuższych form wypowiedzi tak samemu od siebie. Ale jednak tym razem postanowiłem to zrobić, podzielić się z Wami - być może komuś to pomoże
może komuś uświadomi, a uświadomionym przypomni Wink. UWAGA, - zajebiście długi blog."
Mnie się czytało bardzo dobrze, choć przyznam, że jak widzę tak długi blog, od razu brakuje mi motywacji, by go przeczytać.
Dobrze, że sam z siebie zauważyłeś niedociągnięcia, a nie wałkujesz temat na forum z dopiskiem 'POMOCY!!'.
Ja od roku jestem sam, więc nawet do końca nie pamiętam, co niepoprawnie robiłem będąc w związku.
Powodzenia i czekam na relację odnośnie postępów!
Rise mi sie wydaje że troche
śr., 2013-01-30 22:36 — Ulrich IIRise mi sie wydaje że troche źle do tego podchodzisz, wiesz te cechy co piszesz to ma tylko pomóc w początkowym etapie znajomości, żeby zainteresować, przecież ciężko być przez cały związek tajemniczy i zdystansowany ...
w końcu trzeba sie otworzyć na druga osobę
Po prostu poznaliście się, była jakaś chemia, emocje, ale jednak pomimo starań nie pasujecie do siebie, czy to źle ?
myślę że nie, spędziłeś z nią fajne 2,5 miesiąca, dużo czasu nie straciłeś, masz nowe doświadczenia i lecisz dalej ...
Myślę że jak trafisz na odpowiednią to nie będziesz musiał być tajemniczy itp. po prostu samo to wszystko zaskoczy na właściwy tor.
Ja np. tak mam że z niektórymi idzie mi jak po grudzie, a z niektórymi gadam po 10 minutach jakbym ja znał kilka lat.
"Nabrałem się. Zamiast mówić
śr., 2013-01-30 23:30 — c'mon"Nabrałem się. Zamiast mówić że jest coś nie tak, ona dawała sygnały delikatne - po prostu kobietom ciężko wprost powiedzieć coś, one wolą sprawdzać czy facet umiejętnie to odbierze i ogarnie się w porę czy też nie."
...skąd ja to znam?
Dokładnie ten sam schemat był i w moim związku zakończonym niespełna rok temu. Jednak mimo wszystko swoją rolę w moim życiu odegrała wzorcowo. Dzięki niej otworzyłem oczy. Paradoksalnie bez tego kopa w dupsko na pewno nie doszedłbym tu gdzie jestem teraz. Dziwne, ale mam jej za co dziękować
Fajnie napisane. Moim zdaniem
czw., 2013-01-31 09:13 — wunderwafeFajnie napisane.
Moim zdaniem z tym "byciem sobą" to troszkę przeginka. Ostatecznie jesteśmy tylko zbitkiem zalewanych hormonami neuronów i w zależności od tego jaką akurat ich mieszaninę mamy w głowie jesteśmy sobą-mucho albo sobą-needy. I w obydwóch rolach, jak pokazałeś, nadal czujemy się sobą
Postaram się niebawem coś samemu skrobnąć na ten temat, pozdro
Bardziej potraktuj to jako
czw., 2013-01-31 18:43 — kamillomiBardziej potraktuj to jako życiową lekcje niż porażkę ,chciałes być sobą i robić to na co masz ochotę ,najwyrażniej to nie to .Ps.Latynosek teżjest duużo
Oczywiście że lekcja i to
czw., 2013-01-31 22:32 — RiseOczywiście że lekcja
i to bardzo dobra.
.!

Trzeba wyciągać wnioski i dalej żyć, czerpać z życia, a może nawet w tym wieku z większym przymrużeniem relacje traktować
Latynoski coś mają w sobie
dobrze napisane
czw., 2013-01-31 22:47 — Freeq111dobrze napisane
Mam aktualnie identyczną
pt., 2013-02-01 09:26 — sqtrMam aktualnie identyczną sytuację... I wiesz co stary?
schować te swoje emocje i uczucia gdzieś głęboko w samym środku, tylko dla siebie, obrastać tymi warstwami. Z czasem wydaje mi się, że każdy nabiera dystansu, taka nasza rola facetów.
Śmieję się z gości, którzy idą do klubu wyrywają laskę, biorą numer i nigdy się z nią nie umawiają (są tacy), bo tak naprawdę to oni stanęli w miejscu, a w środku to dalej chłopaczki z miękkim serduszkiem.
W naszej sytuacji najważniejsze to się nie zrażać, tylko wyciągnąć wnioski i działać dalej.
I tak jak w blogu cooli Singlizm, musisz być jak cebula
Prawdę mówiąc spodziewałem
sob., 2013-02-02 10:52 — kanguPrawdę mówiąc spodziewałem się czegoś innego a mianowicie że będzie to kolejny blog napisany innymi słowami Gracjana a tu proszę miłe zaskoczenie
Pomimo tego że nie pisalas nigdy długich blogiow to odniosłem wrażenie że myśli były poukładane a po mimo tego że długi czytało się przyjemnie i lekko
Może nie doczytałem czegoś,
sob., 2013-02-02 16:09 — Pająk z KujawMoże nie doczytałem czegoś, czy był seks? Jesli nie było to tez jedna z przyczyn. Generalnie fajnie, lekko czytało się Twój blog, pozdro
niby wszyscy wiedzą jak
czw., 2013-05-16 11:26 — septoniby wszyscy wiedzą jak prowadzić samochód, nawet dostają urzędowe potwierdzenie, mimo tego państwo wymaga jeszcze obowiązkowego OC - ponieważ wie, że nabyte umiejętności i wiedza teoretyczna to nie wszystko. Ludzie i tak się rozwalają na drzewach, słupkach, ocierają i za przeproszeniem wieżdżają sobie w d.. - normalka
ważne, żeby dwa razy nie popełnić tego samego błędu.
Ciekawe...
śr., 2013-07-31 09:30 — versoCiekawe...