Jedną z najbardziej popularnych iluzji dotyczących sfery damsko-męskiej, która dotąd była również moim udziałem, jest przekonanie, że lasek nie można/nie da się/nie wypada podrywać na ulicy, w parku, na rynku, czyli generalnie na otwartym terenie. Na dyskotece, na imprezie, na otwartym terenie jeżeli już, to w jakimś większym towarzystwie, w którym znalazły się nieznajome dziewczyny - to i owszem. Ale większość facetów, w tym ja, czuje paniczny strach żeby samotnie podejść do obcej dziewczyny na ulicy. Umysł już pracuje, żeby to uzasadnić: bo wystraszy się, by uzna mnie za jakiegoś agresora, zboczeńca, bo jest zajęta, ma mało czasu, idzie w swoją stronę i nie będzie tracić czasu na rozmowę z jakimś obcym, nie mówiąc już o tym, by miała podać jakieś namiary na siebie. Ta iluzja jest tak silna i tak paraliżująca, że większość facetów nawet tego nie próbuje.