Tak sobie siedzę wieczorem w swoim domu, jednocześnie smutny, zazdrosny i wkurwiony. Zakochałem się w pewnej dziewczynie za sprawą jej charakteru. Taki typowy aniołek, każdy zna przynajmniej jednego - cały czas wesoła, miła i pełna energii, z ciemnymi włosami do ramion. Cholernie się jej podobam, ale nie chcę jej podrywać. Dlaczego nie chcę jej podrywać, chociaż się zakochałem?