48 godzin, tyle potrzebowałem aby znów poczuć się jak młody bóg. Ale od początku. Cała ta historia zaczyna się kilka miesięcy temu, gdzie to dzięki wiedzy z tej strony poderwałem dziewczynę (pierwszy podryw ) która później była ze mną w związku. Była, bo dwa dni temu się skończyło. Było tak:
Jestem w miejscowości jej zamieszkania żeby załatwić parę spraw, i przy okazji chciałem się spotkać żeby pogadać, ale chuj, nie to nie, no to trudno. Zakupiłem czarno białą azjatycka puszkę żeby mieć połączenie ze światem i idę sobie spokojnie do auta z bananem na ryju a tu sms. Że już nie jesteśmy razem i żegnam. Hmm... co się stało, co się zmieniło w moim toku myślenie że byłem opanowany? Nie wiem, ale jednak walka w głowie była, masa głosów które mówią co zrobić, opierdolić? nie, nie mam siły na bezsensowne dyskusje. Może przeprosić i prosić żeby wróciła? Kurwa, równie dobrze mógłbym się wykastrować, na to samo by wyszło. Tak więc siedzę w aucie i myślę a wtem jak huragan Katrina rozkurwiając wszystko inne przetoczyły się słowa "inne też mają". Wracam do domu i odpisuję, trzy, cztery słowa i żegnam, pierdole to. Podłączem sprzęt, odpierdalam taniec szamana żeby działał. Biorę zeszyt długopis i wracam tu, na tą stronę. Dużo zaległości. Ciągle jestem o dziwo spokojny. Jednak po jakimś czasie czuję że mój spokój się sypię tak jakby dopiero to do mnie docierało. Kolejna mądrość ludowa która była jak podpora dla mnie przy jednej dziurze to i kot zdechnie. Żyjemy dalej. Czas mija słońce spierdala z horyzontu. Telefon. Dzwoni przyjaciółka, tak przyjaciółka, taka która jak nikt inny potrafi zmotywować żeby się ogarnąć, a po rozmowie z nią czuję się jak bym dostał serie ostrych kopów w krocze dla przypomnienia że mam tam jaja a nie pizdę. I tym razem było tak samo.
Dzień drugi, zajebista pogoda słońce śpiewa, ptaszki świecą i ogólnie jest git. Ale i tak czekam do wieczora, do imprezy. W końcu, jest. Mogę popić, pobawić się i mieć na wszystko wyjebane. Przemierzając imprezę z piwkiem ciągle powtarzałem sobie "miej wyjebane a będzie Ci dane". Miałem wyjebane i było mi dane, zakończyć imprezę ostrym upojeniem alkoholowym, numerem i KC.