
Witam Was,
Okres świąt to chwile, kiedy spotykamy się z rodziną, dostajemy też dużo masowo wysyłanych smsów od znajomych, po dwóch dniach świąt, przed snem przemyślałem parę spraw, wnioskami podzielę się z Wami.
Zaczęło się od świątecznych smsów, gdzie wielu moich rówieśników ze studiów czy z osiedla wysyła smsy typu "(...) wraz z żoną X", bądź "(...)w raz z X, oraz synkiem Y". Abstrahując od tematu swoją drogą nie uznaję masowo wysyłanych smsów na święta, sam wysyłam klasycznie, pocztówki, chociaż w tym roku nie otrzymałem żadnej, ale nie o tym chciałem. W mojej głowie pojawiła się myśl, czy już nie nadszedł mój czas (zaraz będę miał 27 lat), czy może sam powinienem założyć rodzinę? Nie ukrywam, że powoli staje się to moim celem, problem w tym, że ciągle nie ma potencjalnej kandydatki na matkę moich dzieci.
Druga sprawa - rodzinne obiady. Oczywiście pytania czy mam kogoś na stałe, dla czego nie, zaraz babcie i ciocie chcą mnie swatać z córkami swoich sąsiadek i tak dalej... Pomimo, że ładnie obijam takie rozmowy cała sytuacja do przyjemnych nie należy, przez co zastanawiam się czy może czegoś w moim życiu nie robię źle? W rodzinie jestem uważany za lekkoducha, co jest z resztą po części prawdą 
Pewnego wieczoru stwierdziłem, że wszystko robię zaaaaajebiście dobrze,bo zgodnie z samym sobą! Wiecie czemu? Bo pierdolę iść na kompromis jak część z moich znajomych, ożenić się, bo "jakoś tak wyszło", spłodzić syna (albo na odwrót:D) z nie najlepszą kandydatką na matkę i nie móc wyjść na piwo do kolegów! Jak widzę po znajomych w wielu przypadkach to nie jest miłość, bardziej coś na zasadzie "i tak niczego lepszego nie znajdę", a ja nie jestem taki. Wolę poczekać pół roku, rok, dwa lata, aby mieć pewność, że to jest właśnie ta kobieta, z którą chcę spędzić kolejne 30-40 lat mojego życia! Teraz szaleję, bo mam takie możliwości, ale jak pojawi się panna, która ogarnie mnie na tyle, że zrezygnuję z dotychczasowego stylu życia to chwała Jej za to! Teraz się wyszaleć panowie(i nieliczne panie), aby potem nie żałować stałego, spokojnego związku z tą, którą wybraliśmy z dziesiątek!
Z racji wieku troszkę inaczej już patrzę na życie i pojawiają się inne potrzeby, ale jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma, więc puki co testuję panny i nie zrezygnuję z tego, bo nie obniżę progów po to, aby przez kolejne kilkadziesiąt lat tego żałować i myśleć "co by było gdyby"
Na koniec pozwolę sobie zacytowac Tedego z kawałka "Wiem wiem: "ale ja chcę królewnę, szukam tej jednej co nie będzie mnie bez niej i jej beze mnie, wiem ziom to idealizm, wiem, wiem nie znaleźli ci co szukali!"
Pokój! 
Odpowiedzi
taa jedna z pierwszych lekcji
wt., 2010-12-28 00:30 — lazytopaztaa jedna z pierwszych lekcji tutaj. wyznacz granice i zasady których nie łamiesz/nie przekraczasz. Gdzieś w pewnym momencie każdy to słyszy/czyta, zresztą przez całe życie dostajemy parę naprawdę wartościowych rad (w morzu fekaliów, które są nam wkładane do głowy...) problem w tym, że się nie zawsze do nich stosujemy. I jak uparte dziecko musimy najpierw sparzyć palucha albo przytrzasnąć sobie łape drzwiami. Żeby dojść do odpowiednich wniosków.
Bez obrazy moje panie, każda z was jest istotą piękną i zasługującą na cześć i szacunek. Wszystkie jesteście piękne i się podobacie (nie każdemu, każdy preferuje inny typ urody i każda znajdzie sobie takiego, który będzie świata za nią nie widział...albo to tylko mój wrodzony optymizm) Tylko nie zawsze jesteście akurat w naszym typie. Uroda to nie wszystko, ale element wzrokowy/pierwszego wrażenia zawsze pozostanie tym co najpierw widzimy, kobiety zresztą też.
Grunt żeby nie zapomnieć też o tym, że ładna dziewczyna, ale z wiórami zamiast mózgu też kiedyś się zestarzeje i nie będzie już ładna.
Złoty środek ciężko jest znaleźć, ideał prawie niemożliwość (bo takie niemal napewno nie istnieją...), a standardy trzeba utrzymać.