Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Z kart dziennika pokładowego I

Portret użytkownika Animefag

Każdego w końcu ogarnia taki moment, gdzie chce powiedzieć "dość" nieróbstwu. Nie mówię tu tylko o podrywaniu, tylko o siedzeniu na dupie zamiast zrobienia czegoś konkretnego.
Niektórzy ludzie nie potrafią jednak wyrazić inicjatywy przywódczej.
Ciesze się z tego, że ludzie uważają moje zdanie za bardzo ważne i często to ode mnie zależy podjęcie decyzji ostatecznej. To jest jakiś plus. Ale też i minus, bo ile to można polegać na jednej osobie?

Nikt nie jest niezawodny i niezastąpiony...

Ferie dla mnie już się skończyły. A właściwie skończyły się tydzień temu, jednak szkolna atmosfera raczej nie sprzyjała zapominaniu o tej domniemanej wolności.

Ciesze się z tego powodu że wróciłem. Nie jestem przesadnie oddany szkole, po prostu zdecydowanie lepiej się czuje w towarzystwie tylu osób. O wiele lepsze to niż siedzenie przed komputerem przez cały dzień. A będąc tym sobą sprzed poznania strony, pewnie bym wybrał siedzenie w domu i opierdalanie się.
Tymczasem ferie, a przynajmniej pierwszy tydzień, były dla mnie męczarnią. Z kumplami pogadać tylko i wyłącznie na gg, do trzeciej w nocy, rano odsypiać do południa. A później znowu monotonia. Jeść, pić, grać, wysrać się, obejrzeć TV, poczytać książkę, do łóżka i zapętlić.

Na szczęście drugi tydzień wyszedł o niebo lepiej. Wpierw wypad na lodowisko i świetna zabawa w gronie znajomych. A później wypad z rodzinką na stok.

Mimo iż nie jeżdżę za długo, ani za dobrze, to jednak pomykam sobie na snowboardzie. Moim celem była całkowita izolacja od wszystkiego - kaptur narzucić, w dzień jakieś okularki przeciwsłoneczne, muzyka w uszach rozbrzmiewa i mknąć w dół na snowboardzie.
Tymczasem szczęśliwie udało mi się już pierwszego dnia przyjazdu, na wieczornych zjazdach (kwestie zameldowania się w pensjonacie i rozpakowania niektórych pierdół sprawiły, że faktycznie gotowość "bojowa" pokrywała się z rozpoczęciem zjazdów wieczornych od 18.00 do 22.00), znaleźć idealną okazję do ćwiczeń.
Co to za chore poczucie humoru...Kiedy wszystko dzieje się na odwrót? Idziesz na żywioł, chcesz coś wyrwać, żadna nawet za tobą się nie obejrzy. Masz wyjebane i chcesz się odciąć - dostaniesz pod nogi łatwe piłki. W myśl tej dziwnej zasady, zamiast zjeżdżać na desce, przesiedziałem w barze popijając grzane piwo i rozmawiając z pewną dziewczyną.

Staram się nie stosować takiej jakiejś numeracji, bowiem to co dla mnie będzie 7ką dla innego będzie 5ką. Ale przyjmuję, że dziewczę to, mimo iż młodsze, zasłużyło sobie na HB7. A z wiekiem by się okazało.

Do rzeczy. Było kino, zarzuciłem nieumiejętnie NLP (przyznam się, nie ćwiczyłem tego, wyszło spontanicznie z mojej strony w trakcie rozmowy), które jednak poskutkowało. Mam numer, który pozyskałem na odchodnym, bo nie widziało mi się zapierdzielanie w tych ciężkich butach kilku kilometrów do pensjonatu, a rodzinka planowała zaraz odjeżdżać. Kompletnie mi nie zależało na tym numerze. Może dlatego go dostałem?
Nie zamierzałem też dzwonić do niej. W końcu nawet się sobie nie przedstawiliśmy Laughing out loud

Sobota upłynęła spokojnie. Tłok na stoku, w barach pełno tak że nie ma jak drzwi otworzyć. Dobrze że w pensjonacie są takie miłe panie recepcjonistki Laughing out loud. Nie można liczyć na wiele przy zniszczonej przez nadopiekuńczą matkę reputacji, ale wyszło na plus. Jedna z nich, 27lat, HB7, zgodziła się zagrać w bilard który był tam dostępny. Trzy partyjki szybko zleciały.
Chyba troszkę za bardzo skupiłem się na grze, ale nadrobiłem to w dniach późniejszych. Trochę to za mało jak na jakieś specjalne osiągnięcia, ale małymi kroczkami do celu. Zresztą, czego tam szukać, jak nie pokaże się tam przynajmniej przez najbliższy rok ^^.
Od partyjki bilarda zawsze uśmiechała się na mój widok. Myślę że obydwoje umililiśmy sobie ten ostatni weekend stycznia.

Niedziela była moim ostatnim dniem na stoku. W końcu trzeba wracać do szarej rzeczywistości. trzeba było więc wykorzystać te ostatnie chwile na stoku.
Jak zwykle moje plany poszły się... Nie żeby było mi źle wtedy kiedy pomagałem jednej lasce wygramolić się spod siatki ochronnej, czy zbierałem inną ze stoku.
Udało mi się nawet umówić z jedną z nich (HB5/5,5) umówić na miłe spotkanko przy herbacie z rumem.
Chociaż siedzenie było prawdziwą udręką. Owa dziewczyna zdołała skosić mnie jadąc na snowboardzie. Oboje się wywaliliśmy, a mnie kość ogonowa bolała przez kolejne dwa dni. Herbatka była moim pomysłem na zadośćuczynienie. I muszę przyznać sobie w duchu że dokonałem właściwego wyboru, bo dowiedziałem się że NLP to coś co się może okazać użyteczne w każdej chwili życia. Mimo iż nie mógłbym siebie określić nawet mianem początkującego w tym temacie, to jednak mogę "odhaczyć" kolejne zwycięstwo, zakończone KC.

Dawno nie czułem się tak zajebiście jak wtedy Laughing out loud

P.S.Piszę ogólnikowo. Głównym powodem jest zawodna pamięć. No a poza tym nie chce mi się pisać (a co dopiero czytać) przebiegu rozmowy. Wszystko było spontaniczne, więc może dlatego tak szybko mi wyleciało z głowy.
Nie napisałem tu ani słowa o nieudanych podejściach, chociaż takich też było sporo. Po prostu wolę w tym wpisie skupić się na tej pozytywnej stronie podrywu, którego początkowo chciałem jak ognia unikać i odizolować się od ludzi.

P.P.S.Jest to swego rodzaju spis tego co robiłem. Nie jestem skory do rozważań teoretycznych godnych trafienia na główną. Po prostu chcę prowadzić coś, co będzie mi wyznaczać kierunek zmian.

P.P.P.S. Nie ma w tym wpisie nic ciekawego. Postaram się w miarę przyszłych działań wrzucić coś, z czego faktycznie mógłbym być dumny. Ale nie mam co narzekać. Nie od razu Rzym zbudowano... Laughing out loud