Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

W pogoni za szczęściem...

Nadszedł czas pewnych rozliczeń i podsumowań. Wiele czasu od pierwszego spotkania z wami minęło, a wrażenie mam jakby to było tygodni kilkanaście. Nie o tym jednak w tym wpisie, a o nikim innym jak o mnie.
Żeby się to kupy trzymało, najlepiej zacznę od początku. Łatwiej będzie zrozumieć całość, odnosząc się do przeszłości.

Niezbyt dobrze mi się układało. Do przedszkola było doprawdy kolorowo. Mama, tata, siostra… Rodzinka w komplecie. Wszystko co dobre, szybko się kończy można by tutaj napisać. Rozstanie rodziców, zmiana otoczenia z miejskiego na wiejskie, nowi ludzie. Właśnie… Nowi ludzie. To jest bardzo istotna kwestia w moim życiu. Nigdy nie byłem łatwym człowiekiem jeśli chodzi o nawiązywanie kontaktów. Inaczej - nie tyle trudnym, co niezbyt chętnym. Błędy w socjalizacji? Być może. Przyszedł wspomniany wcześniej okres szkolny. Mimo mojego dystansu do otoczenia, okres „wczesnoszkolny” wspominam dobrze. Duszą towarzystwa nigdy nie byłem, ale miałem 2-3 kolegów wokół których to wszystko się toczyło. Innych bez wahania obcymi nazwać bym mógł. Były też złe strony. Poza rodzącą się indywidualnością [tutaj: dystans do otoczenia], był też problem natury fizycznej i akceptacji swojego ciała. Zapytacie, co takiego się ze mną działo. Mianowicie – zwyczajnie kompaktowym dzieckiem byłem. Suchutki, drobniutki a przez to wykorzystywany i w dziecięcy sposób dyskryminowany. Z nauką problemów nie miałem, mama dumna z syna, bo rokrocznie nagrody i wyróżnienia do domu dumnie przynosił. Tak pokrótce można nakreślić to, co działo się w szkole podstawowej.

Kolejny, nadal trudny pod wieloma względami czas, to gimnazjum. O tyle trudny, że wcześniejszy zespół szkół opuścić z przyczyn nie zależnych ode mnie musiałem. Sam wśród kilkuset ludzi… Przez pierwsze dni w ogóle ust nie otwierałem. Samotne wędrówki po zatłoczonych korytarzach i potężna chęć jak najszybszego powrotu do eternii zwanej domem . To uczucia dominujące. Z każdym dniem jednak, przystosowywałem się i akceptowałem to co tam miałem. Duży wpływa na to miał sport. Ważna sprawa w życiu nie jednego młodego chłopaka. W ten sposób nawiązały się pierwsze relacje koleżeńskie w nowym otoczeniu. Możecie się zastanawiać, dlaczego o kobietach nie wspominam… W moim życiu takowych nie było. Ja się ich zwyczajnie obawiałem i nie miałem ochoty poznawać. Być może to dziwne, ale tak było. Nie kręciły mnie kontakty z dziewczętami. Do czasu. Rozpoczęło się, kiedy zacząłem w końcu osiągać rozmiary przeciętnego człowieka i moja pewność siebie nieznacznie wzrosła. Jak domyślić się można, próby te bardzo nieudolne były. Typowe dla szukającego na siłę kontaktu – włażenie w dupę, setki poetyckich komplementów na temat cielesności. Co za tym idzie – odrzucenie, następnie myśli, co jest nie tak. Tkwiłem w nicości, to chyba najlepsze określenie. Szkoda mi było opuszczać gimnazjum, bo powoli zaczęło mi się tam podobać.

Docieramy do czasów najbardziej aktualnych. Szkoła średnia. Powtórzyła się sytuacja – dystans. Ten tutaj jednak został szybciej zmniejszony, z pomocą starszych kolegów, którzy wprowadzili mnie w życie ucznia na tym poziomie nauczania. Ludzi jeszcze więcej, co za tym idzie, więcej dziewcząt. Znów powtórka – zero zainteresowania. Pierwszy rok pod znakiem czysto męskiego towarzystwa mi szybciutko zleciał. Kolejny rok szkolny już dużo łatwiejszy, choć – szkoła nadal nie była miejscem, w którym chętnie przebywałem. Czułem na sobie wzrok otoczenia, nie znałem swojej wartości. W życiu osobistym wciąż sam. Ten drugi rok, a konkretnie jego końcówka, przyniósł zmiany. Jeśli ten krok przełamaniem nazwać można, to wykonałem pierwszy krok. Cześć z was wie jak – oczywiście przez ekran monitora. Dla mnie jednak była to rzecz wielka i bardzo ważna. Pokładałem wielkie nadzieje w dziewczynie, której jeszcze nie poznałem. Chore, przyznacie. Było tak, nie powiem że dumny jestem, ale miało to wpływ na przyszłe kontakty. To dziewczę o którym mowa[przyjmijmy: Ania], to ta sama osoba w której sprawie pierwszy post w społeczności tutejszej napisałem. Nękałem ją na komunikatorach internetowych wszelakiego rodzaju. Jedną z pierwszych fraz było znane „ zostańmy przyjaciółmi”. To wyrażenie z jej ust przyprowadziło mnie do was. Całe szczęście rzec można.

Jesień roku 2010 to była. Desperacja niepowodzeniem do szukania pomocy w Internecie zmusiła zagubionego chłopca. Zacząłem czytać, żeby mieć jakiś punkt zaczepienia. Po cichu studiowałem stronę. Jakim szokiem było to co zastałem. Kompletnie odmienne zdania, w porównaniu do moich, na temat samych kobiet i relacji z nimi. Oporny na wiedzę nie jestem, stąd też dość sprawnie przyszło mi zaakceptowanie takiego stanu rzeczy. Teorię chłonę do dziś, bo jej ogrom jest niesamowity. Bardzo wolno szło mi zmniejszanie dystansu do kobiet, jednak pojąłem, że nie gryzą i nawet przyjemnymi istotami są. Odpuściłem sobie Annę. Zająłem się obserwacją zachowań ludzi i mozolną eskalacją kontaktu z nimi, nie tylko kobietami ale całym otoczeniem. Zmieniło się moje nastawienie – człowiek nie był już wrogiem, a stworzeniem fascynującym i wartym odkrycia. Zostanie mi to do końca życia, bo ludzi do poznania jest wielu.

Przełom to rok ubiegły. Od jego początku postawiłem na zmiany. Pierwszymi były te zewnętrzne. Już nie chłopięcy, a bardziej męski ubiór. Sprzyjały temu warunki fizyczne, po prostu zmężniałem. Rzecz nieco szaloną dla wielu zrobiłem, a mianowicie włosy postanowiłem nieco wydłużyć. Rosną, mają się dobrze i co najważniejsze – cieszą mnie jak dziecko lizak czy nowa zabawka. Stałem się optymistą, czasami zdaje mi się, za dużym. Otoczenie kolegów zmieniałem, a raczej rozszerzałem o koleżanki. No bo gdzie szukać odpowiedzi na nurtujące mnie pytania, jeśli nie u źródła. Kobiety wypełniały coraz więcej czasu, ośmielając mnie nieco i dodając niezbędnej pewności siebie.
Dołączenie do grona użytkowników portalu, dało mi coś więcej niż sam kontakt z kobietami. Przede wszystkim pomogło mi to ukształtować charakter, stworzyć zarys celów, światopogląd i pewne zasady. Łącząc to wszystko, dostałem przed lustrem człowieka, który wyzbył się zbędnych „kłopotów” i zaczął powoli żyć jak wspomniany człowiek. Zacząłem chadzać na różne imprezy, domówki i podobnego typu rozrywki towarzyskie. Powoli zmniejszałem dystans pomiędzy sobą a tytułowym szczęściem.
Poczułem się na tyle mocno, aby zmazać u Ani to, co złego po sobie zostawiłem. Uczęszczamy do jednej szkoły, co jakiś czas na siebie wpadamy. Jednak mając w głowie wasze głosy, nie inicjowałem kontaktu. Doczekałem się tego z jej strony. Ta zmiana zewnętrzna i coraz częstsze otaczanie się kobietami, nie umknęły jej uwadze. Widać było u niej tą chęć poznania rzeczy do tej pory we mnie nie znanych. Jaki był mój cel? Zmazać pozostawioną plamę i nic więcej. Tylko zdrowa relacja koleżeńska, co do przyjaźni z kobietami – być może istnieje. Rady które czerpałem z forum i wielu książek, okazały się zbawienne. Nauczyłem się, że nie muszę robić niczego na siłę, natomiast mogę wiele. Rozdawałem karty. Doprowadziłem do sytuacji, w której z potrzebującego chłopca, stałem się godnym uwagi facetem. Nie lubię używać określenia chłopak, jeśli dotykam relacji z kobietami. Może moje akcje stoją za wysoko w porównaniu do stanu rzeczywistego, ale po prostu mnie to w jakiś sposób razi.

Kilka tygodni temu zaczął się cały szał związany ze studniówką. Dylematy – iść samemu i jakoś będzie, czy zabrać ze sobą jakąś interesującą kobietę i zapewnić jej wesołą noc. Zdecydowałem się na drugą opcję. Zacząłem drążyć nie długą listę kobiet, które mi wstydu na tak oficjalnej imprezie nie przyniosą, a i pozwolą się pobawić. Zatrzymałem się na Annie. Poznałem ją na tyle dobrze, aby stwierdzić, ze w takich okolicznościach po prostu pasować do siebie będziemy. Zapytałem przy pierwszej lepszej okazji, żadnych oporów. Z uśmiechem na twarzy przyjęła zaproszenie. Ja z resztą jej odpowiedź również.

Przyszedł dzień studniówki i ujrzałem Anię w kreacji niecodziennej, wyglądała świetnie. Do tego uśmiechnięta od ucha do ucha, co bardzo u kobiet lubię. Jeśli kobieta uśmiecha się przy mnie, wiem, że nie marnuje czasu jej, jak i swojego. Zaczęło się dobrze, tak też było na samej zabawie. Oczywiście początek jest zawsze oficjalny, co może nudzić, ale to element w takiej sytuacji niezbędny. Nie czuje się silny w tańcu, ale optymizm partnerki udzielił się i mi. Królem parkietu nigdy nie będę. Kilka naprawdę fajnych partnerek tanecznych przez moje ręce się jednak przewinęło. Nie miałem oporów żeby tańczyć z nauczycielkami, do których mam naturalny dystans. Przy tej okazji mogłem się śmiało nazwać duszą towarzystwa. Na co dzień jestem bardzo stonowany i spokojny, a tutaj zwierzę się pojawiło. Ciekawe przeżycie, będzie co wspominać. Oboje się wybawiliśmy, więc wieczór można zaliczyć do udanych. Dziś również szkoła jest miejscem, do którego chętnie przybywam.

Nie przedstawiałem tutaj żadnych akcji z terenu, bo to nie cel tej historii. Tych godnych większej uwagi, tak naprawdę nie było wiele. Kontakt z płcią piękną stał się dla mnie codziennością, chlebem powszednim i stąd brak takowych w tym wywodzie. Nie wiele tez pamiętam, bo większość z nich była zwyczajna, zdrowa. Wyleczyłem się z „ciśnienia” na kobiety i przebywanie z nimi jest dla mnie interesującym przerywnikiem codzienności.

Skoro zapowiedziałem, że będzie o mnie, więc trochę o tym na koniec. Pytanie: kim jestem? Dziś potrafię się określić. Jestem szczerym, otwartym i broniącym swego młodym mężczyzną. Postawiłem sobie cele na najbliższą przyszłość i będę starał się do nich dążyć. Co cieszy mnie najbardziej? Życie. Życie, jakiego nie miałem do czasu pojawienia się w wśród was. Staliście się furtką do normalnego istnienia. Daleka droga przede mną, ale wiem czego potrzebuję i na co mnie w tej chwili stać. Mam ukształtowaną wizję świata, swoje zdanie, ale i szacunek otoczenia, na który musiałem pracować i czekać blisko 20 lat. Dołożyliście cegiełkę do wypuszczenia w świat człowieka, który poznaje ten świat i nadal ma wiele chęci do jego odkrywania. Nie przyczyniliście się do kreacji podrywacza, a człowieka żyjącego w zgodzie ze sobą i społeczeństwem.

Dla kogo ten wpis? Dla każdego. Losy wielu zapewne wyglądały podobnie. Dla tych zaczynających przygodę przede wszystkim, by pokazać, że można żyć normalnie. Czerpać radość z każdego dnia. Budzę się z uśmiechem na twarzy każdego dnia, mimo, że nie mam kobiety na stałe. Jestem singlem z wyboru, bo nie chcę nikomu dawać niepotrzebnych nadziei. Nie czuje się też na siłach, aby dzielić swój czas między dwoje. Mam kilka małych kroków do wykonania, aby uzyskać bardzo mocną stabilność i dopiero wtedy podzielę się swoim optymizmem i szczęściem z kobietą.
Starałem się pisać w języku, który łatwo jest przyswoić. Warto o siebie walczyć. Ostatnio usłyszałem od koleżanki, że ze swoimi myślami i poglądem względem kobiet jestem mężczyzną na wymarciu. Dążcie do celu, gońcie szczęście... To fascynująca pogoń.