Postanowiłem podzielić się z Wami wrażeniami z wyjazdu do Poznania w ramach pewnego jednodniowego szkolenia. Nie będę przytaczał tutaj żadnych szczegółowych danych, żeby nie robić "reklamy". I tak wtajemniczeni wiedzą o kogo chodzi. Wspomnę tylko, że miałem okazję uczestniczyć w tym za połowę ceny. Wiele osób z tej strony odradzało mi to, ponieważ dam sobie radę bez tego i wszystko jest tu zawarte, co mi trzeba, żeby podnieść swój poziom relacji z kobietami. Moim skromnym zdaniem nie zawsze. A nawet jeśli da się - to będzie raczej to proces znacznie baaardziej długotrwały. Doszedłem również do wniosku, że po prostu warto spróbować, raz się żyje. Swego czasu często przewijał się tu popularny motyw "Lepiej żałować, że się coś zrobiło, niż żałować że się czegoś nie zrobiło". Nie żałuję, a czy jestem zadowolony to dowiecie się dalej...
Nie ukrywam, że interesowała mnie także możliwość poznania, a także zobaczenia w akcji tak spektakularnego PUA jakim jest Fenix. Próbowałem dowiedzieć się o nim przed szkoleniem jak najwięcej, żeby jak najlepiej wykorzystać spędzony z nim czas. Tworzenie w tej dziedzinie rankingów jest trochę dziwne, nie mniej Fenix w każdym jaki znalazłem jest notowany w pierwszej dziesiątce polskich artystów podrywu. Z kolei w szybkich akcjach jest ponoć bezkonkurencyjny. To tyle w kwestii "mistrza".
Na kilka dni przed szkoleniem trzeba było wypełnić wylewnie ogromną ankietę, dzięki której trener dostosowuje program szkolenia pod konkretną osobę. Kilkanaście godzin pochłonęło, ale jednak myślę, że to akurat dobry motyw. Ile on z tego przeczytał i uwzględnił, tego nie wiem i nie dojdę. Niektóre pytania były naprawdę niesamowite.
Szkolenie w składzie 4 kursantów + Fenix zaczęło się częścią teoretyczną o pewnej popołudniowej godzinie i trwało ok. 6 godzin z dwiema małymi przerwami. Poza mną w szkoleniu udział brał 36-letni gość, który miał jak mówił za sobą kilkanaście poważnych związków. Do tego się dowiedziałem, że z tematyką pua zetknął się dopiero na tym szkoleniu. Właściwie nic wcześniej nie czytał i nie praktykował. Nazwijmy go A. Nasze grono zamykało dwóch studentów w wieku ok. 21 lat (B i C). Oboje znali teorię już od jakiegoś czasu, czyli mniej więcej podobny materiał do obróbki jak ja. Nie do końca jednak, bo gorzej było u nich z praktyką. Wyszło na to, że DayGame uprawiam tylko ja. Nie chciałbym jednak wrzucać ich obu do jednego wora. B był raczej gościem dość zamkniętym w sobie, wystraszonym, mniej chwytliwym. Z kolei C miał świetny głos, na co od początku zwrócił uwagę Fenix, bo to będzie jego mocna broń. Długo mógłbym przedstawiać jeszcze ich sylwetki, ale nie chcę robić eseju.
Część teoretyczna nie była swoistym wykładem, tylko raczej dyskusją połączoną z podejściami w różnych konfiguracjach. Oczywiście ktoś zawsze musiał grać kobietę.
Każdy tej funkcji spróbował. Trochę sztucznie i dziwnie to wyglądało, ale śmiechu też nie zabrakło. Przyznam jednak, że po części teoretycznej byliśmy raczej zmuleni niż pozytywnie nabuzowani. Koledzy podzielali ten stan. Z przebiegu części teoretycznej pewnie bym jeszcze napisał 10 razy tyle, ile już jest, ale przejdę lepiej do działań klubowych. Fenix wspominał, żebyśmy nie jedli nic z ogórkiem, sałatą itp., bo będziemy wiele rzeczy robić pierwszy raz i może to się różnie skończyć.
Dwie godziny później spotkaliśmy się w klubie. Tutaj zaczęła się właściwie samowolka. Wiadomo, że czas tutaj musiał być podzielony na cztery osoby. Dodam, że pierwszy raz byłem i działałem w klubie kompletnie trzeźwy, bo to był jeden z warunków. Gdyby Fenix zobaczył kogoś ze szklaneczką to po szkoleniu. Pozwoliłem sobie dopiero o 4-tej, czyli w godzinie zakończenia, które się w rzeczywistości przesunęło do 5-tej. Przyłapany jednak nie zostałem. Zdecydowanie dziwnie się na sucho czułem, byłem dość spięty. W klubie tym były dwa parkiety, ale miejsca do izolacji nie za dużo.
W dużym skrócie wykonałem 12 podejść, z których prawie żadnego nie widział Fenix. Rozmawialiśmy niby o czymś przy barze i w pewnym momencie Fenix pokazuje jakąś pannę i mówi " Podejdź do niej i przynieś mi numer". Ja podchodzę, a po Fenixie nie ma już śladu w tej części klubu. Miałem już trochę wyjebane na to wszystko, byłem wypruty i nie chciało mi się z nim kłócić, że chyba nie tak ma wyglądać rola trenera. A powinienem, bo zapłaciłem. Tutaj dałem najbardziej dupy. On powinien stać jak najbliżej z boku i obserwować moja grę oraz reakcje laski, po czym podsumować i dać wskazówki. Dokładnie tak mu z resztą napisałem w jednym z fragmentów ankiety, gdzie pytał jak wyobrażam sobie przebieg szkolenia. Widział może ze dwie moje akcje z daleka i stwierdził, że jestem zbyt spięty.
Taki dłuższy motyw pamiętam był z dwiema brunetkami rzędu HB8. Jak się już wcześniej dowiedziałem, kursant C od paru lat trenuje salsę, lubi to i dobrze mu idzie. Akurat znajdowaliśmy się na parkiecie z muzyką latino. Obserwowałem parkiet właściwie będąc na nim i próbując się wczuć w rytm. Oboko zjawiły się wspomniane brunetki nieudacznie podrygując z browarami w ręku. Podszedł do mnie C od przeciwnej strony i dałem mu ostrożnie znać, że obok stoją panny i niech jedną weźmie w taniec, a ja zajmę się drugą. C wyciągnął elegancko rękę w stronę jednej z nich i dostał zlewkę, po czym się zmył. Ja tej lasce powiedziałem z uśmiechem na ucho "Właśnie spławiłaś najlepszego tancerza w tym klubie". Nie wiem czy to dobry tekst, ale przecież każdy opener jest dobry.
Ona na to "Trudno". Zaraz widzę, że odłożyły browarki na jakiś parapet i jedna zaczęła się w miarę ruszać (ta otworzona przeze mnie), a druga nieporadnie próbuje tego samego. Mówię na ucho do tej tanecznie lepszej "Widzę, że uczysz koleżankę tańczyć". Na co ta tylko bezsensownie się uśmiechnęła w kierunku swojej koleżanki i nic nie odpowiedziała. Czułem, że ta rozmowa chyba nie zaskoczy, więc przeniosłem się gdzie indziej. Gdzieś tak po godzinie na drugim końcu dość zawiłego klubu oparłem się o maskę pewnego samochodu i momentalnie obok mnie znalazły się wspomniane brunetki. Nie chciało już mi się ich przełamywać, a tym bardziej, że w tym momencie obserwowałem Fenixa w akcji, to powiedziałem do nich w zabawnym tonie "Zasłaniacie mi trochę. Przesuńcie się trochę". One coś fuknęły i poszły usiąść przy stoliku jakieś 3 metry dalej. Postanowiłem wykonać trzecią próbę, bardziej dla jaj. Podeszłem do nich i pytam "Znacie się trochę na facetach?". One krótko "Nie". Ja "Na pewno się znacie. Widzicie tego gościa w siwym swetrze. Co powiecie o nim, o jego mowie ciała?". Jedna z nich "Nie gadamy z Tobą. Obrażasz nas". Ja "Czym Was obrażam?". One coś tam o tym, że zasłaniają, przeszkadzają. Ja na to "Po prostu dałem Wam znać, żebyście nie zasłaniały mi, bo jestem właśnie na szkoleniu z uwodzenia". One bez odzewu, a ja nadal stoję w ich pobliżu bokiem do nich i przodem do akcji Fenixa. Mową ciała się od nich zupełnie odciąłem i patrzyłem się z zaciekawieniem na trenera. Dodam, że stolik miały dwuosobowy i nie było się jak dosiąść. Jedna z nich do mnie "Możesz juz sobie iść". Ja na to zabawnym tonem "Nie zaczepiaj mnie. Dziewczyny. Przestańcie marudzić. Przyszliśmy się tu wszyscy dobrze bawić". Laska odpowiada "To idź się baw". Ja zlewam i patrzę na Fenixa. Znowu jedna do mnie, żebym sobie poszedł, na co ja z uśmiechem i małym politowaniem na twarzy "Ale Wy jesteście nachalne. Więcej dystansu zalecam. Poza tym mnie tu się dobrze stoi i obserwuję naszego trenera". Po paru minutach gdzieś polazły. Ja je olałem i postawiłem krzyżyk. Ale to nie koniec. Do samego końca imprezy, czyli jeszcze ze 3-4 godziny parę razy tam gdzie ja się pojawiłem na parkiecie czy przy barze, nagle one się zjawiały. Ja się nie dawałem sprowokować, robiłem swoje. Nawet 0 5-tej nad ranem jak już poszedłem do szatni po kurtkę, to one też tam się z nienacka pojawiły po kurtki. I tyle w tym wątku.
Z wartych uwagi otwarć wspomnę jeszcze o sytuacji siedząc sobie wygodnie przy stoliku stanęła w odległości ok. 2m pewna laska z papierosem i czasami wypuściła dymek w moją stronę. Pokazałem jej, żeby podeszła. Gdy się nachyliła, złapałem ją delikatnie za rękę przyciagając do siebie i mówię na ucho "Nie dmuchaj tak w moją stronę, bo to mnie podnieca" i nie czekając na odpowiedź puściłem ją i udawałem, że patrzę na parkiet i już z nią skończyłem. Ona w tym momencie zaciagnęła się solidnie i mi puściła dymka prosto w twarz (czyt. to ja Cię teraz podniecę.
) Generalnie nie zaskoczyło.
Miałem jeszcze akcję, gdy przy podobnym początku, jak już dziewczyna się nachyliła to zaciągnąłem się zapachem jej włosów. Ona "Co robisz?" Ja "Wącham Twoje włosy?" Ona "Po co?" Ja "Być może będę musiał się do tego zapachu przyzwyczaić". Też nie zaskoczyło.
Na parkiecie parę lasek, w tym jedna HB9, wkręcały się we mnie, ale nic z tego nie wyszło. Jedna widziałem, średnich lotów, dość ostentacyjnie to robiła, więc chciałem ją za rękę chwycić do tańca, a ona z oburzeniem pokazuje mi ostro, że nie i się odsuwa. Gonił nie będę. Laski to są jednak zryte. Nie wiem czy to była prowokacja czy taki push&pull.
Jeszcze było parę wygłupów z laskami, np. które szukały zasięgu do wysłania smsa i im "pomagałem", ale uwodzenia to w tym raczej nie było.
W kwestii pozostałych kursantów. 'A' kompletnie nie mógł się odnaleźć tym klubie. Mając 36 lat nigdy nie zarywał do obcej dziewczyny. Zawsze toczyło to się jakoś w gronie jego znajomych i stąd te liczne związki. Ostatecznie zaliczył pod koniec imprezy grzeczny taniec z jedną, dość atrakcyjną laską. 'B' ani razu nie otworzył gęby w klubie do laski - DOSŁOWNIE. To go Fenix podszkolił. 'C' miał parę podejść na koncie, z czego jedno niezłe. Wziął laskę w obroty na parkicie, zrobił niezły sensual dance, wyizolował, trochę wymacał i wziął numer. Jak z nim później gadałem, to stwierdził, że nie wie czy skorzysta, bo po pierwsze ona jest tu okazyjnie z daleka, a po drugie, co poparłem, była naprawdę brzydka. Powiedział, że ma straszną słabość do biustów i dlatego się rzucił. To faktycznie był jedyny atut tej laski, no i figura do wytrzymania. Dałbym jej HB4. Tak się złożyło, że jeszcze później zobaczyłem ją na dworcu i tutaj spadło do HB2.
Na koniec przytoczę prawdopodobnie jedyną akcję Fenixa. Jak mu którąś sugerowałem, to wykręcał się. W końcu idziemy oboje między parkietami i widzę, że atakuje trójkowy set damski stojący w przejściu. Szybko zmyłem się z tej relacji i stanąłem obok zajmując sę jakąś "rozmową" przez tel. Wielki orędownik szybkiego kina i konkretów na ławę, samczego uwodzenia, dość łagodnie nawiązuje rozmowę. Trochę za głośno było, żebym słyszał przebieg rozmowy i tylko sporadycznie coś tam usłyszałem. Dosłyszałem m.in. jak mówił wprost lasce, że się mu "strasznie podoba", ale nie jako opener. Mija z 15 minut rozmowy a Fenix trzyma grzecznie rączki przy sobie. Później ją wyizolował i gdzieś po dwóch godzinach bajerki rozgrzał i było KC. Nie ukrywam, że ją uwiódł, mówił mi, że powiedziała mu, żeby ją odprowadził, ale trochę długo mu to zeszło, jak na jego politykę podrywu, gdzie nie ma miejsca na grę, tylko jaskiniowiec od razu. Udało mu się z nią wyjść z klubu, ale w połowie drogi mu ona uciekła.
Ale się rozpisałem. W kwestii podsumowania. Inaczej wyobrażałem sobie ten kurs. Tyle ode mnie.
Odpowiedzi