Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Zaczęło się od komentarza, kończy się na rocznych planach.

Portret użytkownika Smuel

Wychodzi na to, że to mój pierwszy wpis. Miała to być odpowiedź na
komentarz path'a ale zrobiła się z tego taka historia, że umieszczę to
jako pierwszy wpis.

Pierdoli mnie to, że mogłem, może powinienem zapodać jakieś akcje.

Ale tak dawno nie wyrywałem, zajęty byłem, z jedną taką kręciłem na boku i z drugą też chwilkę.

Zresztą akurat jak nie miałem czasu to laski mnie same podrywały. Coś tu nie halo, no nie?

To dokładnie tak jak wtedy gdy idziesz do jebanego banku, po zasrany kredyt a Oni Ci kurwa nie dadzą.

A jak Ci kurwa leży na koncie w chuj i tego nawet kijem nie ruszasz to wtedy zadzwonią czy kurewskiego kredytu nie chcesz.

  Uff... to dopisuję na końcu, więc ulżyłem sobie bo ilekroć niżej chciałem sobie zakląć to się powstrzymałem i tu wyładowałem.

Więc jako tako, ten wpis przez przypadek jest, zaczęło się od niczego, od komentarza, jak niżej widać. Zapraszam do lektury (lekko na wesoło).







@path

wiara i pewność to niemal to samo Wink

Jesteś egoistą! Zakochanym egoistą.

I pewnie bym Cie zjechał, że "dogadzasz" jednej kosztem wielu, gdybym myślał tylko racjonalnie.

Ale je nie jestem automatem. Automatem z zasadami.

Ja jestem człowiekiem i Cie całkowicie rozumiem. Pewnie jak nikt inny na tej stronie.

Też mam taką "koronę".

Dziewczyna dla której byłem najlepszym przyjacielem i kochankiem w jednym.

Pamiętając czyjeś słowa, że kobieta potrzebuje 3 facetów: Chłopaka, kochanka i przyjaciela

  i że cholernie trudno być wszystkim.

WYDAJE wam się teraz, że wcale nie. Ale naprawdę cholerna sprawa być
jednocześnie przyjacielem, któremu się ze wszystkiego zwierza, któremu
bezgranicznie ufa... a tu jak na przekór nieprzewidywalnym romantycznym
kochankiem, od którego się spodziewa rzeczy, o których nawet nie śni.

Miałem 2, chciałem 3 myśląc "ale będę zajebisty... 3 w 1" i się pochciwiłem.



Bo nie byłem przygotowany. Z początku nie zrozumiałem swojego błędy i go powtórzyłem, tyle, że za drugim razem było bliżej.

Stwierdziłem "do trzech razy sztuka" ale w pewnym momencie się powstrzymałem i przypomniałem sobie o podrywaj.org

i ostatnią szansę wykorzystam jak będę w 100% pewny sukcesu.



Jest między nami jedna różnica. Ty teraz jesteś przy tej drugiej szansy i
pewnie ci wyjdzie lepiej odemnie, bo ja się marnie przygotowałem.



Ale ja się w tej dziewczynie odkochałem.



Nie dążę już do związku z nią.

Chcę ją po prostu rozkochać. Wiem, że proces ten i proces uwodzenia jest
bardziej ekscytujący niż związek. Ostatnio trwał ten proces dobre 3
miesiące. Cały ten czas ja i ona byliśmy rozpaleni. Ale w finale źle to
rozegrałem. Poszło to w złym kierunku. Skończyło się.



Za trzecim razem pociągnę to ile się da, pobawimy się na maksa... podkręcę to do najwyższej temperatury i dodam pikanterii.

To będzie najlepsza zabawa w jej życiu (ja też to długo popamiętam)...

Zafunduję jej rozkosz nie do zapomnienia.



Ktoś mógłby pomyśleć, że w końcu finał, gdy już będzie taka temperatura, że w końcu wszystko będzie miało eksplodować...

... delikatnie wszystko ochłodzę. Nie zamierzam jej ranić. Po prostu się
wycofam. Niech zatęskni. Niech pomarzy o wielkiej eksplozji, której
była tak blisko, niech zapłacze o jeszcze...

... a tu chłód... tylko po to, by potem gorąc był jeszcze bardziej odczuwalny, by wszystko wróciło z dwukrotną siłą.



I tu taka wstawka czarnego humoru:

Żeby zawału dziewczyna nie dostała, bo słabe serce ma, co u niej rodzinne.

Co poradzić, jedni dziedziczą głupotę inni słabe serce.



I na czym to stanąłem? Ach tak:

No więc jak już jej zafunduję niebo na ziemi to... oj, nie zasłużyła sobie, ale co tam...

... uszczęśliwiać KOBIETY (nie jakieś wredne suki) to nasze zadanie, a
te wyjątkowe trzeba uszczęśliwiać wyjątkowo. Więc za żywota niech ma tę
rozkosz, ale na jakieś zło też zasłużyła...

... a bardziej to ja zasłużyłem na to, by słyszeć w końcu wydobywające
się z jej ust "kocham cię", "kocham cię"...     raz za razem, niczym
ku[dzieci to mogą czytać, więc odpuszczę sobie te porównanie i oszczędzę
kilka linijek].



Tak, zasłużyłem sobie na to, by błagała o miłość jakiej nigdy jeszcze
nie miała, by prosiła bym po tym całym maratonie objął ją czule na
mecie, dał jej schronienie po morderczej wojnie jej uczuć.

Wojnie której przegrała.

Lecz przegrani będą zwycięzcami. [nie wiem kto to wymyślił, ale mam to w poważaniu].

Zwycięży. Dostanie to czego chciała. Ale będzie musiała o to zawalczyć...





... co panowie z technicznej strony widzenia stawia mnie na wysokiej pozycji.



Pamiętacie zasadę 30/70?



Ona tyle sił w to wsadzi, że nie będzie w stanie się odkochać. Nie prędko.

Wyda wam się to niemożliwe, ale po rocznej burzy uczuć i emocji będzie
na długo szukała spokoju. W miejscu o które walczyła, poświęcając
wiele... czasu także.



Więc reasumując 30/70 to może mało powiedziane. A nawet jeśli tyle to ja
tych 30 nie odczuję, dla mnie to będzie tylko nakład czasu,
rozgrywka... gra, w której to ja wszystkim zarządzam.

To dla mnie zabawa, dla niej mordercza walka.

Porównywając obstawił bym to 5/95.





Żeby was zapewnić, że nie jestem egoistą:



Nie zamierzam niszczyć jej pracy.

Napisałem, że się odkochałem, co jest olbrzymim plusem bo nie będą mną kierować emocje, nie będą mi mętlić w głowie.

Ale nie napisałem, że nie jest to dalej kobieta moich marzeń. Ta jedyna, przy której cały świat zanika i liczy się tylko miłość.

I dodam, że ją kocham, ona mnie też, lecz te iskry dawno się wypaliły.

     Kochamy się niczym stare dobre małżeństwo. Które się wypaliło.

     A teraz zrobimy reanimację.... i naładujemy akumulatory do granic możliwości.

Bo wreszcie zrozumiałem czego nam brakowało. Co nas NIE ładowało.

Więc postawimy małą elektrownie... ale jądrową Wink





















Chciałbym zaznaczyć, że podczas operacji nie ucierpiały i nie ucierpią żadne kobiety.

Wszystkie te cudowne istoty na których ćwiczę, zdobywam wiedzę i doświadczenie nie kończą tak jakby nie chciały kończyć.

Niejednokrotnie wychodzą związki, krótkotrwałe, bo mnie szybko można
znudzić, ale zrywam tak jak należy... czyli beż żądnych przykrości!







Myślałem chwilę o elemencie zazdrości.

I chyba będzie to dobre na początek?

Tak, że jak ruszymy, chwycę na nowo jej uwagę, to wprowadzić element zazdrości.

Tak by zaczęła się starać, to będzie najlepsze pchnięcie do biegu, a jak już zacznie to ten element nie będzie konieczny.

Ona wie, że "jestem zajebisty" (jej słowa) i laski na mnie lecą.

A gdy się umawiam z jakąś, zwłaszcza, którą zna to aż kipi...

Więc nie będzie konieczne jak już się rozpędzi pokazywanie się jej z innymi panienkami.

Chcę, by jak już będzie gorąco, byśmy byli tylko ona i ja. Niech cały
świat zniknie, reszta nie istnieje... będę tylko dla niej ja Wink



Ale za to przez cały czas chcę ją trzymać w pewnej niepewności. By nie myślała, że wygrała.

Niech wie, że w każdej chwili mogę odejść. Będę jej to sygnalizował.



Co o tym myślicie?

Pozdrawiam was serdecznie Wink

Dobranoc.

Odpowiedzi

Hm... ja o czym innym. Albo

Hm... ja o czym innym. Albo masz taki specyficzny styl, albo pisałeś na spidzie czy innym ecstasy. Wink

Portret użytkownika canis lupus

Mnie też to nie przekonuje.

Mnie też to nie przekonuje. Tym bardziej, że mój drogi o miłość się nie błaga!!! Nie możesz spowodować, że ona będzie Cię na kolanach prosić byś pozwolił się kochać. Nie tedy droga. Miłość to nie przedmiot, który możemy sobie dawać komu chcemy. To o czym piszesz z miłością nic nie ma wspólnego. przykra to prawda ale tak jest. To co opisałeś to czysty materializm. A co jeżeli ona Ciebie faktycznie kocha? Czy chcesz jej poligon urządzać by sobie to udowodnić? Tylko sobie? Zastanów się czy dobrze robisz, bo możesz zranić drugą osobę. Napisałeś też na początku, że odkochałeś się i nie będą tobą kierowac emocje... a następnie piszesz, że ją kochasz jak w starym dobrym małżeństwie... no weź Ty się zastanów czy ją kochasz, czy nie! bo przeczysz sam sobie. Miłość to właśnie są emocje, tam nie ma miejsca na materializm!!! A jeżeli... Jeżeli macie faktycznie niejasny układ ale jednocześnie macie ze sobą dobry kontakt - to porozmawiaj z nią i nie rób od razu nie wiadomo czego. Ludzie mądrzy i poważni DOROŚLI rozmawiają ze sobą. Po za tym piszesz też, że ona wie iż jesteś ,,zajebisty" , że aż kipi z niej gdy umawiasz się z inną. To po cholerę chcesz się bawić w elementy zazdrości? Mi takie zachowanie dziewczyny mówiło tylko o jednym; że mnie kocha. a racjonalne sprawdzenie moim zdaniem to pójść z nią na ,,randkę" ( tylko omawiając się z nią nie nazywaj randki po imieniu użyj synonimu) i patrz na jej oczy, szukaj IOI. A jak zobaczysz, że jest OK to ja weź i pocałuj. A nie baw się w bohatera, który teraz nagle będzie się bawił wykorzystywaniem treści zawartych na tej stronie. Człowiek ma po to rozum by go używać.
Tu masz link który powinieneś sobie poczytać:
1. http://www.podrywaj.org/uwodzenie_pewno%C5%9B%C4%87_siebie_cwaniactwo

Portret użytkownika Smuel

"Odkochany" chodziło mi o to,

"Odkochany" chodziło mi o to, że nie jestem zakochany. Może powinienem powiedzieć "od zakochany".
średniak_33... tak, byłem najebany, dlatego to takie od rzeczy.
A canis lupus... czy ja napisałem, że chcę kogoś ranić?
To po prostu jest wyolbrzymiane z tym błaganiem.
Ale tu się zaczyna twoja niewiedza.
Ty byś stwierdził, że laska cię kocha czy jest w tobie zakochana...
... i faktycznie jest. Tylko tyle, że ona ma inną psychikę... jest w pewien sposób nie do rozgryzienia.
Przez pewien czas byliśmy w takim wolnym związku, ale on był niestabilny.
Ale jej nie ciągnęło do związku, gdy tymczasem zaczęła się umawiać z jakimś chamem byłem zaskoczony... nie, że się umawia, tylko że z chamem.
Zerwała z nim po miesiącu.

W pewnym momencie się wkurzyłem, bo o ile teraz lubię wolne związki to wtedy mnie to mocno denerwowało.
Porozmawialiśmy.
Najpierw rozmawialiśmy normalnie, szczerze i na temat. Stwierdziła, że chce mnie w takiej roli jakiej jestem. Powiedziałem, że nie akceptuję wolnych związków... zerwałem kontakt, jak na życzenie rozchorowałem się i nawet nie minęliśmy się przez 2 tygodnie.
Po tygodniu napisała sms "Bardzo Cię kocham. Tęsknię już, a ty?"
Wygrała. Odpisałem i znowu się zaczęło.
Dałem ciała, wpadłem w ramę przyjaciela. Źle to się potoczyło, dałem się zaszufladkować.
Więc ratując się zerwałem kontakt po raz drugi, tym razem wytrwałem.
Minął jakiś czas, uspokoiłem się i zacząłem od nowa.
Z innym podejściem, nie "po przyjacielsku" tylko troszkę z dystansem.
Wciągnąłem ją w tę zabawę.
Gdy w pewnym momencie przy ok 50 osobach, na sali gimnastycznej na WFie zaczęło się. Nie wiem co w nią wstąpiło tego dnia, ale byłem w szoku.
Postaram się wszystko dokładnie przytoczyć:
Siedzę sobie na ławeczce, a Ona z inną koleżanką podchodzą i się dosiadają. Koleżanka między nami.
Rozmawiamy, rozmawiamy i coś schodzą na mój temat, wtedy Ona coś, że jestem zajebisty (jakoś tak do tematu rzuciła do koleżanki).
A, że w sumie to przyjaciółki były, a wyszło jaki to ja jestem to ta koleżanka zaczęła też do mnie zarywać.
I coś w końcu mówi
- to dlaczego ja jeszcze twojego numeru nie mam? (wiedziałem, że chodzi o gg, udałem że o telefon)
- bo ja słaby zasięg mam... smsy nie dochodzą.
a do tego Ona z uśmiechem: - tylko moje dochodzą, no nie?
Jakoś to odbiłem ale kosztem niemal przymusu dania numeru koleżance (bo skoro dochodzą smsy- ale wybrnąłem).
Dalej coś rozmawiamy i zaczęło się kino z jej strony. Ale takie fest np zaczęła porównywać kto ma grubsze uda. Zabawne, ale ona jak to dziewczyna, a ja całkiem wysortowany więc coś tam mięśnia było.
Ale zaczęła obejmować rękami swoje, a potem moje udo, tuż przy kroczu.
Nic nie zrobiłem. Porażka.
I powiem wam dlaczego:
Bo wcześniej nie wyszło, a teraz ja nie byłem pewien czy jeśli pójdziemy w tym kierunku to czy uda się. Normalnie nie miał bym nic do stracenia.
Tylko, że u nas w szkole Ona nie ma dobrej pozycji.
Większość się z niej nabija. Jak dzieci, bo nie ma z czego... jedynie lekko ekscentryczna jest czasem szalona, co mi się w niej podoba, reszcie nie.
Ona ma w dupie to co mówią inni, ale ja nie za bardzo.
Mam pozycję alfa ale i tak się znajdzie kilku którzy by mnie zrujnowali za taki związek. Jeśli miałby się udać to mam to gdzieś co powiedzą, ale jeśli nie to tracić reputację za coś, czego nie mam wydało mi się koszmarem.
Teraz żałuje.
Żałuję przede wszystkim, że w pewnym momencie, gdy był wyraźny znak, przeskakiwanie z oka na oko nie pocałowałem jej.

Porażka po całej linii, na moje własne życzenie. Nigdy tak jeszcze nie poległem.
Ona też nie była zadowolona. Skoro wtedy nic nie zrobiłem to na frajera wyszedłem.
I straciłem jej zainteresowanie. Gardziła mną.
Trudno było z tego wyjść, jak odrobiłem straty to wycofałem się.
Stwierdziłem, że się przygotuję.

Dzisiaj ogromnie żałuję, że taką okazję jak wtedy straciłem.
Dawała takie znaki a ja nic!
Czekam na ostrą krytykę. Pojeździjcie sobie puki możecie, bo więcej siętaka okazja nie zdaży by ktoś nie pocałował kobiety, gdy Ona mówi całym ciałem "Zrób to. Na co jeszcze czekasz? Jestem gotowa, czekam."


Pozdrawiam, dziś ta histriona bardziej mnie bawi.
Już mi tak na niej nie zależy jak kiedyś, ale nie powiem, że bym pogardził związkiem, bo gdzieś tam w sercu jest uśpiona dawna namiętność.



P.S. Powyższy wpis na blogu pisałem w kiepskim stanie i w ogóle nie powinno go tam być.
przepraszam za cwaniaka, którym dzisiaj rano byłem.
Co to dziadostwo z człowiekiem robi...

Niejaki Andre w jednej  ze

Niejaki Andre w jednej  ze swoich książek pisał, że najlepszy podryw i najlepsze ćwiczenie podrywania jest na trzeźwo. Tego się trzymam, w to wierzę. Idę ze znajomymi płci obojga do klubu i od razu wyskakuję na parkiet, jak jeszcze wszyscy siedzą i piją te swoje browce, żeby bardziej poczuć się na luzie. Mam wtedy niemałą satysfakcję, widząc jak niektóre panienki, zamiast rozmawiać ze swoimi facetami, patrzą na mnie. Wink)

Smuel  masz zajebisty styl

Smuel  masz zajebisty styl pisania musze ci przyznac ze po odzywkach czy na sucho mozna wysnuc troche smieszne ale uczace wnioski

Portret użytkownika Smuel

Bo ja wiem czy taki

Bo ja wiem czy taki zajebisty... ale dzięki.
Styl jakiś tam mam, ale to jakie głupoty popisałem niewiele ma do tego.
Ale nauczyłem się wiele.