Witam,
dwa dni temu poszedłem do pubu. Przy jednym ze stolików siedziała dziewczyna, którą miałem okazję poznać kilka miesięcy wcześniej - przez znajomych. Z poprzedniej rozmowy zapamiętałem, że mieszka za granicą i do Polski wpada dość rzadko. Była z przyjaciółką (kojarzę) i kolegą (znam bardzo dobrze). Postanowiłem się przywitać i dosiąść - miejsce wybrałem obok koleżanki. Zapytałem co u niej, czy dalej pracuje na obczyźnie itp. Koleżanka mnie skojarzyła, a ja wiedziałem, że nadal pracuje za granicą, co mnie zasmuciło - nie szukam przelotnej znajomości. No ale cóż, dosiadłem się, więc postanowiłem porozmawiać. Po pierwszym piwie zapytałem się, czy będzie coś jeszcze piła - odpowiedziała, że nie ma przy sobie pieniędzy. Stwierdziłem, że postawię jej piwo. Powiedziała, że wyśle mi za to karteczkę zza granicy - odpowiedziałem, że i tak zapomni, ale podtrzymała swoje zdanie. W pewnym momencie przewróciła butelkę z piwem, twierdząc, że to dlatego, że podekscytowała się tematem, na który akurat z nią rozmawiałem. W pubie przegadaliśmy blisko dwie godzinki, potem poszliśmy na spacer - w towarzystwie jej przyjaciółki i kolegi. W trakcie spaceru szliśmy przez większość czasu we dwójkę, kilka/kilkanaście metrów za znajomymi. Rozmowa się kleiła, były śmiechy, kontakt wzrokowy, nie przerywałem jej, dopytywałem, a ona sama rozpoczynała nowe wątki. Zapytała się mnie o znak zodiaku. Odpowiedziałem, a ona zaczęła wymieniać same negatywne cechy, które są do niego przypisane. Powiedziałem, że ciężko pojąć, jak ktoś sprawiający wrażenie osoby inteligentnej może wierzyć w takie rzeczy. Rozmowa dalej się układała. Powoli robiło się późno, więc przyszła pora zawinąć się do domu. Kolega odbił w swoją stronę, a ja zostałem z poznaną dziewczyną i jej przyjaciółką pod domem tej pierwszej. Zanim jednak zdążyłem cokolwiek zrobić, to podała mi rękę i powiedziała cześć. Wczoraj stwierdziłem, że chętnie bym się jeszcze z nią spotkał, jeśli nie teraz, to przy okazji jej kolejnej wizyty w Polsce. Problem polega na tym, że nie wziąłem od niej numeru telefonu - nie wstydziłem się o niego poprosić, po prostu uznałem, że nie ma to większego sensu zważywszy na to, że mieszka za granicą. Co prawda numer telefonu mogę wziąć od kolegi, którego oboje znamy, ale to raczej słaba opcja (mógłbym przedzwonić i powiedzieć, że obiecała wysłać mi karteczkę, ale nie zna adresu)? Nie bardzo też rozumiem, dlaczego na końcu mnie tak ozięble pożegnała?
Pozdrawiam i z góry dzięki za pomoc!
^Szczerze, nie chodziło o to, że się bałem poprosić o numer telefonu, ale ona mogła tak to odebrać. Niechęć do wzięcia numeru wynikała z tego, że mieszka za granicą. Po prostu sobie pomyślałem: "Ja tu zostanę z mętlikiem w głowie, a ty sobie wyjedziesz." Stwierdziłem, że tak będzie najlepiej, ale teraz sam już nie wiem. Chętnie bym to odkręcił, ale nie mogę nic wykombinować.
Hmm zainicjuj spotkanie?
!
Kiepski ze mnie książę, i księżniczki brać nie będę...
^Logiczne, proste... i niestety już tego próbowałem. Kolega wyjechał na drugi koniec Polski.