Jestem frajerem, cipą rzekłbym nawet. Zdaję sobie z tego sprawę i mówię to otwarcie. Na domiar złego jestem już niemłody: mam znacznie bliżej do 30-tki, niż 20-tki, a wciąż brak mi jakichkolwiek doświadczeń z kobietami. Taki typ frajera, który potrafi zakochać się w koleżance gdy tylko ta okaże odrobinę zwykłej, ludzkiej sympatii. Czas już coś z tym zrobić, czas złamać tę klątwę, lub przynajmniej spróbować. Dlatego tu jestem.
Z tego co czytam, większość ludzi startuje tu z pewnego "poziomu zero" i od tego miejsca próbuje się doskonalić. Moja droga będzie trudniejsza -- ja startuję z poziomu ujemnego. Ale cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.
Do ogarnięcia się pchneła mnie oczywiście pewna koleżanka. Znamy się od kilku lat ze względu na zajęcia, na które oboje uczęszczaliśmy. Coraz bardziej stawałem się dla niej "koleżanką z fiutkiem": jeśli musiała się wygadać, to byłem pod ręką. Gdy wiedziałem już, że więcej w takim naturalnym środowisku zajęć się nie spotkamy i wzruszyłem ramionami "było-minęło", ona (nazwijmy ją "A", po to by każdej kolejnej móc nadawać kolejne litery...) zaczeła coraz bardziej dążyć do spotkania.
Jestem typem słabo zsocjalizowanego samotnika, dla którego wszystkie sytuacje towarzyskie (choćby głupie urodziny kumpla) są na tyle stresujące, że ich w miarę możliwości unikam. Początkowe pomysły A mnie... wystraszyły, ale w końcu spotkaliśmy się w cywilizowanych okolicznościach. Podświadomie miałem nadzieję, że A chce zacieśnić relacje do bliższych niż przyjacielskie (choć ja tak po prawdzie nawet nie wiem co by to miało oznaczać), podczas gdy świadomie zdawałem sobie sprawę, że ona po prostu potrzebuje towarzystwa. Jakiegokolwiek. Spotkaliśmy się raz, drugi, trzeci. I było zupełnie... nijak. Takie zwyłe spotkanie kolegów. In plus na pewno to, że się tymi spotkaniami nawet jakoś specjalnie nie stresowałem, samemu wmawiając sobie, że są właśnie "kumpelskie". W innym razie w życiu bym nie poszedł.
Od strony technicznej, dla mnie "kino" jest całkowicie nienaturalne, o czym ona doskonale wie. Staram się, gdy trafia się naturalna okazja: A nie protestuje, ale z drugiej strony sama nie robi w tym kierunku nic. W rozmowach sporadycznie przewija się seks, ale wyłącznie z jej inicjatywy, moje próby podniesienia tematu są zbywane. Zresztą pojawia się raczej w kontekście "jacy to ex nie byli momentami kiepscy".
Nie wiem, pewnie ja chciałem wierzyć w intencje, których nie było. Albo były, a ja okazałem się rozczarowaniem.
W każdym razie jestem, gdzie jestem: pryska czar A (co oczywiście trochę boli), z którą chcę jednak zachować przyjacielski kontakt i chwilowo nie ma nikogo innego na horyzoncie. Natomiast ja postanowiłem się nieco ogarnąć. Przede mną co prawda wakacje, gdzie mój typ urody (choć bez rewelacji) będzie bardzo nie przystawał do miejsca i tym samym będę wyróżniać się w tłumie, jednak bariera językowo-kulturowa nie pozwoli mi i tak niczego osiągnąć.
Z resztą, dla mnie naturalną reakcją na próbę jakiegokolwiek kontaktu, nawet na niewinne spojrzenie w autobusie, jest złość. Dopiero po fakcie zawsze zdaję sobie sprawę, że moje reakcje są głupie. Dopiero, gdy jest już za późno.
Rada jest oczywista: "żeby poznawać ludzi, musisz więcej wychodzić". Sam sobie mogę takiej udzielić, gorzej z realizacją (jak pisałem: mam poziom ujemny).
Jestem na poziomie zastanawiania się od czego w ogóle zacząć.
Odpowiedzi
skoro Ci tak wygodnie to się
ndz., 2010-06-27 15:00 — Priaposskoro Ci tak wygodnie to się zastanawiaj dalej, tylko nie pisz za miesiąc czy dwa smutów na blogu że zastanawiasz się i zastanawiasz i nic sie nie zmienia
> skoro Ci tak wygodnie to
ndz., 2010-06-27 18:51 — Breaking_The_Curse> skoro Ci tak wygodnie to się zastanawiaj dalej,
Napisałem coś dokładnie odwrotnego.
Jestem na poziomie
ndz., 2010-06-27 20:44 — PriaposJestem na poziomie zastanawiania się od czego w ogóle zacząć.
zdecyduj sie
> A jebnij się w dekielJeśli
ndz., 2010-06-27 18:54 — Breaking_The_Curse> A jebnij się w dekiel
Jeśli masz pomysł na porozumiewanie się (poza sygnałami niewerbalnymi) nie znając totalnie języka, w kulturze zupełnie odmiennej od naszej (azjatyckiej), to chętnie się czegoś nauczę.
kto analizuje ten się
ndz., 2010-06-27 15:29 — czarny-ksiazekto analizuje ten się masturbuje!
kto analizuje ten się
ndz., 2010-06-27 15:29 — czarny-ksiazekto analizuje ten się masturbuje!
rozumiem że masz na myśli
ndz., 2010-06-27 16:27 — raptorrozumiem że masz na myśli około 90% społeczności tutaj przebywającej
obliczyłeś to?jak ktoś czyta
ndz., 2010-06-27 17:09 — czarny-ksiazeobliczyłeś to?
jak ktoś czyta arty, ale i działa to jego na myśli nie mam, mam na myśli takich w których głowie ciągle jest pytanie "co by tu zrobić?"
u mnie sytuacja tez byla
pon., 2010-06-28 18:08 — slavicu mnie sytuacja tez byla ujemna. Co prawda blizej mi do 20-stki, ale wiem, ze gdybym nie znalazl tej strony to i po 30-stce nic by sie nie zmienilo w moim zyciu. A tak nastapil przelom - zmienilem spojrzenie na kobiety, a mialem bardzo podobne do ciebie. Zacznij, tak jak wszyscy, od lekcji i artykulow Gracjana! Na poczatku bedzie ciezko. Ja wciaz popelniam jeszcze sporo bledow. Jednak satysfakcja z tego, ze ci sie wreszcie udalo przycmi wszystkie dawne porazki!