
To moja pierwsza notka w dziale dla dobrze zaznajomionych z podrywem i wprawionych w boju uwodzicieli 
Przedstawię tu parę moich ostatnich przygód zaczynając od lutego, kiedy to byłem na obozie narciarskim -taki uczelniany wymóg. Już kiedyś miałem napisaną notkę dotyczącą wspomnianego wyjazdu, bo podpuścił mnie do niej Salub, ale nie dodałem jej, gdyż za dużo osób z mojego środowiska mnie tu kojarzy po nicku, a nie ze wszystkimi chcę się dzielić swoimi przygodami (takie porzekadło: co się stanie w górach to tam zostaje). Teraz mam możliwość podzielenia się nimi w mniej dostępnym miejscu.
Obóz:
Jadąc na niego byłem w 3.5 letnim związku z Mileną -piękną kobietą, mądrą diablicą, uwodzicielskim aniołem, ciężką do rozszyfrowania babą działającą na facetów bardziej niż sushi na Japończyków. Mieszanka wybuchowa potrafiąca manipulować innymi mężczyznami jak Jeff Dunham kukiełkami -choć mi jednak czegoś w niej brakowało. Jakiegoś pazura i życiowego sprytu.
Myślałem, że na wyjeździe trochę popiję i nauczę się jeździć na nartach jednak już w momencie dojazdu na miejsce stwierdziłem, że Adamem Małyszem być nie chcę więc przystąpiłem do desantu na kobiece terytorium. Nie znałem większości obecnych osób, bo byli to studenci dzienni -ja zaoczny.
Dojrzałem długi stół, przy którym siedziały same laski -wiadomo, trzeba wywrzeć od razu dobre wrażenie, więc Rafał dosiadł się do nich i rozpoczął nawijkę, która obudziła wszystkie przystołowe towarzyszki i zaintrygowała je bardziej od finałowego odcinka ich ulubionego serialu. Nie pamiętam dokładnie rozmowy, ale było to coś takiego:
-Lachony: coś tam coś tam
-Raf: jakby tak było to popełniłbym samobójstwo, a nie jest to wcale takie łatwe. Skok z bloku jest ciężki do wykonania, bo zawsze wyjście na dach jest zamknięte. Skok z mostu do wody to głupota, bo można przeżyć i zrobić z siebie kalekę, a poza tym woda jest cholernie zimna i można zniszczyć sobie firmowe ciuchy. Zresztą życie jest zbyt piękne.
I już gadka dotycząca sposobów na samobójstwo -każda przeze mnie zanegowana humorystycznie.
-Lachony: można się powiesić.
-Raf: gdzie? Na żyrandolu? Można zawsze wyjść na dwór, ale to obciach tak wisieć jak strach na wróble, ponadto drzewa zawsze są albo za wysokie, albo za niskie i nie znajdziesz gałęzi na odpowiedniej wysokości, a jak znajdziesz to będzie za słaba i walniesz dupą o ziemię -próba samobójcza skończy się na stłuczonym, bolącym tyłku.
Później dałem im przejąć trochę inicjatywy w rozmowie. Oczywiście dopytywały się skąd jestem, itepe, ale nie udzieliłem żadnej poważnej odpowiedzi.
Następnie gadka o szamce, którą lubię rozpoczynać i pozwolić kontynuować dziewczynom:
-Któryś lachon: kocham czekoladę z nadzieniem truskawkowym.
-Raf: myślę, że słowo „kocham” nie jest tu najodpowiedniejszym określeniem. Ludzie nadużywają tego terminu. „Kocham” straciło przez to swoją moc. To samo dotyczy „przyjaźni”.
I już lachony miały kolejne 10 minut dyskusji.
Następnego dnia przyszły w 5 do mojego pokoju (mieszkałem z pięcioma innymi pijakami) i mówiły, że bardzo długo szukały pokoju „rozkminiacza w czapeczce” (bo w czasie tamtej rozmowy miałem moją czarną new erę na głowie).
Mówiły, że przeszły przez wszystkie pokoje żeby mnie znaleźć i już traciły nadzieje (hah no cóż, mieszkałem w ostatnim pokoju na najwyższym piętrze w ośrodku). Zapoznałem się z nimi na nowo, bo dzień wcześniej było ich z 10 więc nie zapamiętałem żadnego imienia (no i alkohol i długa podróż też zrobiły swoje).
Rozpoczęły się pielgrzymki dziewczyn do naszego pokoju. Przyłaziły wszystkie, które były wtedy przy stole zabierając ze sobą koleżanki. Czasem widziałem te ich spojrzenia, gdy jedne przychodziły i napotykały inne rozłożone na naszych łóżkach. Ach ta kobieca zazdrość:)
Dobra, skupię się na trzech obozowych białogłowych.
Sylwia (23 lata) -całkiem spoko laska. Dawała sygnały od początku obozu, jednak dopiero na dyskotece w momencie lekkiego podpicia walczyła ze mną jak lew z gladiatorem w koloseum. Ona była lwem, ale ja swoim mieczem i tarczą jakoś zdołałem się obronić przed jej ostrymi kłami. Była bardzo bezpośrednia. Chciała mnie zaciągnąć do łóżka, natomiast ja jakoś nie chciałem z nią tego robić, bo stosunek płciowy z lwicą zakończyłby się pewnie sporą ilością krwi na arenie i wieloma zadrapaniami. Nie wiem czy to myśl o mojej kobiecie, wobec której byłoby to nie do końca fair, choć ją zdradziłem raz czy dwa wcześniej, czy może to, że bardziej podobały mi się inne obozowe niewiasty sprawiło, że nie skorzystałem z okazji.
Sylwia miała chcicę. Była podpita. Kleiła się bardziej od super glue. Tego samego wieczoru, jeszcze jak była trzeźwa, rozmawiałem z nią i opowiadała jak przyjechał do niej chłopak z bardzo daleka żeby widzieć się z nią parę godzin. Zabrał ją na romantyczny obiad, spacer i pojechał do domu, a ona później, tego samego dnia chciała się ze mną kochać.
Kasia (23)-blondynka z dużymi piersiami -cholera, wolę ciemnowłose piękności. Będąc na obozie miała chłopaka od 3.5 roku. Zakochała się we mnie, chociaż wcale tego nie chciałem i nic nie działałem w jej kierunku. Z jej strony była to bramka samobójcza i przegrany mecz.
Jest inteligentna, ale brakuje jej życiowej mądrości. Wcale się nie dziwię, że chciała się ze mną związać, bo jej chłopak to zazdrosna pipcia. U Kasi nie zauważyłem żadnego zainteresowania moją osobą, ale jednego dnia przyszła do mnie koleżanka i powiedziała, że „bardzo podobam się Kasi i chce ode mnie numer telefonu” -no czy to jest dojrzałe podejście osoby w wieku 23 lat? Codziennie przebywałem z Kasią, a ta wysyła koleżanki z tekstem Cypress Hilla „what's your name, what's your number”. No szok.
Pod koniec obozu, gdzieś o 3 w nocy budzę się, bo ktoś mnie szturcha. Otwieram oczy, a tu Kasia pochyla się nade mną jak wampir przed ugryzieniem ofiary. Była podpita. Pytam co jest, a ona częstuje mnie pizzą -przyszło jej niby do głowy, że mogę być głodny o tej porze. Zaprosiłbym ją do łóżka, ale byliśmy w sześciu chłopa w pokoju i wcześniej jedliśmy kebaba z sosem czosnkowym, więc czułem pewien dyskomfort w jamie ustnej, który odciągnął mnie od myśli ofensywnych. Kazałem jej spadać, a ta zabrała mój telefon i uciekła -takie sztuczki to nie z Rafałem bejbe. Wiedziałem, że spisze mój numer i odda telefon. Jak pomyślałem, tak się stało.
Kontakt z Kasią utrzymuje do dziś. Jej chłopak zerwał z nią po tym jak zobaczył setki smsów wysyłanych do mnie po obozie, ale zeszli się i teraz występuje u nich obustronne zmęczenie związkiem, większe niż po przebiegnięciu trzech kilometrów w teście Coopera. Jeśli bym chciał rzuciłaby go dla mnie, ale nie wytrzymałbym z jej niedojrzałością, bo natężenie wysyłanych przez nią smsów jest przerażające. Potrafiła wysłać 200 wiadomości dziennie bez odpowiedzi z mojej strony. Była mistrzynią komórkowej klawiatury -pisała chyba szybciej niż południowokoreańscy nastolatkowie, którzy wygrali w tej smsowej dziedzinie na mistrzostwach świata w tym roku, a moja głowa pękłaby od ciągłego pib bip.
Kamila (21)-przyjaciółka Kasi. Od samego początku szarżowała na mnie zmasowaną ilością shit testów, które odbijałem lepiej niż Mariusz Wlazły piłkę do siatkówki. Widziałem jak próbowała zwrócić na siebie moją uwagę i wtedy na siłę ją olewałem, jak wodą w lany poniedziałek. Ależ było przezabawne jej zachowanie, gdy nie wiedziała już co może zrobić bym skierował na nią swoją atencję.
Po powrocie z obozu zadzwoniła do mnie i jakoś nawiązaliśmy ze sobą większy kontakt. Bywałem u niej, ona u mnie, jednak cały czas związany byłem z Mileną, wobec której moje zachowanie nie było sprawiedliwe.
Rozstałem się z M. a rozpocząłem związek z K, która nie potrafiła mi zaufać po tym jak zobaczyła moje oddziaływanie na dziewczyny z obozu. Wytrzymałem z nią trzy tygodnie i miałem dosyć jej pretensji: „czemu mi nic nie piszesz, czemu nie odpisujesz, z kim jesteś, zdradzasz mnie”. Koszmar minionej zimy normalnie.
Kamila ukrywała przed Kasią nasz związek -takie z nich psiapsiółeczki. Ich przyjaźń nie przetrwała tej próby.
Z K. nie utrzymuje kontaktu, ale ostatnio widziałem te jej tęskniące spojrzenie, gdy spotkaliśmy się przypadkiem na uczelni. Swoją szansę miała. Ciekawe co będzie na kolejnym obozie już w te wakacje, bo znów jedzie ta sama ekipa 
Były jeszcze dwie obozowe laski, które za mną latały, ale ich „wdzięk” nie pozwalał mi na jakiekolwiek pociągnięcie tych znajomości w innym kierunku niż koleżeństwo, bo gdybym miał z nimi dzieci to naprawdę wolałbym żeby urodę odziedziczyły po mnie.
Cholera długa notka wyszła, a to tylko dziesięć dni na nartach.
Jeśli czas pozwoli dodam parę klubowych historii z ostatniego czasu 
Pozdro
Wszelkie podobieństwo do osób i zdarzeń jest całkowicie przypadkowe 
Odpowiedzi
Ile trafnych porównań
wt., 2010-06-22 06:20 — salubIle trafnych porównań użyłes...
Widzisz,tyle okazji do wykorzystania miałeś,ale postanowiles być fair wobec swojej obecnej.. Taka świadomość, ze możesz mieć je wszystkie,ale nie musisz nic robić jest cudowna.
Tylko ze ja bym chyba nie odmówił uwodzonej przeze mnie lasce na takim obozie, biorąc pod uwagę wcześniejsze zdrady.. Teraz powtórkę z rozrywki będziesz miał..
Wcześniejsze zdrady miały
wt., 2010-06-22 10:11 — rafciuuuWcześniejsze zdrady miały miejsce w momentach gdy nie byłem pewien czy Milena jest tą jedyną, a już zaczynałem myśleć o połączeniu złotym krążkiem. Jak teraz na to patrzę to myślę "ależ byłeś głupi rafał, że tyle z nią byłeś".

Ma teraz dziewczyna cały tabun piesków, którzy dają głos i warują, ale z tego co słyszałem żaden nie ma u niej szans. Wiem, że i ona myślała już o ślubie ze mną.
Właśnie ta świadomość, o której wspomniałeś Salub jest dla mnie najlepszym motywatorem do dalszych działań i pracy nad sobą
ahhhh... Studenckie wyjazdy.
wt., 2010-06-22 12:16 — Adminahhhh... Studenckie wyjazdy. :)
Widzę, że nieźle się tam zaprezentowałeś. Laski miały Cię za księcia tego obozu :)
Z tego co zrozumiałem dobre 1 wrażenie + budowanie pozycji w grupie i raport. Tak ?
Pozdrawiam.
PS. Czekam na więcej takich akcji
Zgadza się Gracjan Najlepsze
wt., 2010-06-22 12:52 — rafciuuuZgadza się Gracjan
Najlepsze jest to, że nie izolowałem od reszty grupy żadnej z dziewczyn, a to one starały się mnie złapać "sam na sam".

Podobało mi się zachowanie rocznikowych "kozaków", którzy zawsze opowiadali jakie to wielkie powodzenie mają u płci przeciwnej. Okazali się tylko przypakowanymi psiutkami, które wróciły na tarczy, a dziewczyny jakoś ich nie polubiły za specjalnie.
Czasami skromność jest
wt., 2010-06-22 13:14 — AdminCzasami skromność jest zajebista. Szczególnie gdy inni wiedzą że masz wysoki status. :)
Przechwałki za wiele nie dadzą szczególnie gdy masz do czynienia z inteligentnymi dziewczynami :)
Widać że umiejętnie przekazałeś swoją wartość/ atrakcyjność nie przechwalając się.
Co to znaczy? Brakowało
śr., 2010-06-23 16:40 — legoCo to znaczy? Brakowało Milenie: Jakiegoś pazura i życiowego sprytu.
Tak z ciekawości tylko pytam.
Pazur -chodzi Lego o sprawy
śr., 2010-06-23 20:46 — rafciuuuPazur -chodzi Lego o sprawy intymne, w których lubię urozmaicenia.
Spryt -jestem typem, który zakręci się to tu, to tam i coś wykombinuje, np organizuję sylwestry, imprezy, itp. Ona wolała iść zawsze na gotowe, a ja wolałbym by uczestniczyła w tym nie tylko w momencie zbierania laur.