witam
Mam ostatnio taką nieciekawą sytuację. Szalenie podoba mi się siostra mojej bratowej, Beata. Znam ją od 4 lat, jak mój brat brał ślub. Wtedy Beata miała 15 lat, ale teraz... Tak się ostatnio złożyło, że razem byliśmy świadkami na ślubie mojej siostry (która, żeby było śmieszniej, wyszła za mąż za kuzyna Beaty i żony mego brata:P). Na wesele szliśmy jako para, ale to była raczej taka umowa niż jej sympatia do mnie, chociaż ja w głębi duszy się cieszyłem jak diabli. No i trzasnął grom, niestety, jednostronny. Beata jest cicha, nieśmiała, spokojna, ładna, nie przeklina (dzisiaj to cud!
), chłopaka nie ma. Na weselu wybawiliśmy się razem przednio, a i rozmowa całkiem się kleiła. Potem pojechała do siostry na kilka dni, ale z romowy na weselu wyszło, że ma komp zepsuty, takie tam. Zaoferowałem pomoc, miałem iść w poniedziałek, jak wróci od siostry. Okazało się, że jej bardziej pasuje piątek, bo właściwie z kompem jej się nie śpieszy, a poza tym teraz nie ma czasu w tygodniu, bo się na prawko zapisała i z tydzień niewidzianymi koleżankami musi się pospotykać. No to się wkurzyłem, bo na koleżanki czas ma, a tutaj raptem nawet na lody nie chce wyjść (skoro z naprawy nici). Więc powiedziałem jej, że nie wiem czy w piątek ja będę miał czas i się pożegnałem. Cholernie mam zmącony umysł, moje dwie poprzednie dziewki jakoś łatwiej rozgryzłem, ale tutaj to albo wszystkie standardy biorą w łeb, albo może dziewczyna jest totalny muł (oby nie, oby nie), albo to ja jestem dziwny (mimo okropnej, wrodzonej nieśmiałości potrafię jednak pokonać lęk przed zagadaniem nieznajomej, w towarzystwie potrafię się odnaleźć a na różnych imprezach nie należę do tych siedzących w kącie:P, a i uchodzę za przystojnego, nie jest to moje zdanie tylko osób pokątnych, wiedza na różne tematy też u mnie nie kuleje, co prawda humor mi skręca w stronę czerni i groteski, ale czort). Nie wiem, może to za duża różnica wieku (ona 19, ja 27), ale od półtora roku żadna mi tak nie zamąciła w duszy. Sytuację komplikuje fakt, że to szwagierka mego brata, podejrzewam, że to może być jednym z powodów jej kręcenia. W lipcu mamy razem być chrzestnymi ich synka, więc odkochać się za bardzo nie ma jak, bo będziemy się widywać dosyć często. Po raz pierwszy od cholernie długiego czasu nie wiem co zrobić, z jednej strony boję się naciskać, narzucać, z drugiej boję się, żeby nic nie spieprzyć, z trzeciej to chyba wpadam w obłęd a z czwartej to może jakieś porady kogoś, kto był w podobnej sytuacji?
Nic dodać nic ująć wypowiedzi Gena.
⇐ przed zadaniem pytania, poczytaj teksty Gracjana
Do ożywionego: no właśnie jej nie pieskowałem, jakoś zawsze i wszędzie jeśli idzie o służalczość to odzywa się we mnie głupia duma:P Na weselu też ciała (chyba;)) nie dałem, raczej bym to zauważył. Chciałem się wprosić na śniadanie, no ale wyszło jak wyszło.
Do gena: no właśnie tutaj jest mały problem, bo jej siostra mnie bardzo lubi, tak samo jak jej rodzice (chyba mają mnie za takiego trochę rubasznego złośliwca, ale co tam:P), ale problem leży w tym, że Beatka jest chyba cokolwiek zdominowana przez mamusię (z którą trzeba rozmawiać dosadnie i trochę złośliwie, żeby człeka polubiła) i niezaradną siostrę (w moim wieku), która ma męża, który dobrze zarabia, wszystko w domu zrobi a ona boi się sama z dzieckiem zostać jak mąż jedzie w delegację.
Najgorsze są właśnie te koligacje rodzinne. Wcześniej to były obce dziewczyny, nawet nie z mojego miasta, zupełnie nieznana rodzina, itd. Teraz wręcz mam wrażenie, że wszystkie szczegóły od razu będą wychodzić na jaw (och, mamo/siostro a Jacek do mnie świruje, a próbował pocałować! matka/siora: no co ty Beatko, daj sobie z nim spokój, to przecież brat twojego szwagra, tak nie mozna bo pójdziesz do piekła!). W piątek od razu postanowiłem, że mi nie będzie pasowało, może w sobotę, chociaż tak czy siak muszę pierwszy zadzwonić bo kasę na komórce wyczerpała (m.in. ze mną, jak była u siory ale to tam pryszcz). Najgorsze jest to, że jak będzie klapa to będę musiał ją potem oglądać tak czy siak przez resztę życia:P
Mamuśka to ma już z 60 lat i nieoficjalną ksywę po naszej stronie rodziny "Modliszka":P Ale czort, nią się nie przejmuję, kiedyś mi sama powiedziała, że jestem jedyną osobą z którą może porządnie pożartować i się pośmiać, ale to było 2 lata temu kiedy córcia owszem, podobała mi się, ale przez tę "cichość i spokojność" wydawała mi się trochę drętwawa.
Te spotkania potem, w wypadku gdyby się posypało czy coś to bardziej miałem na myśli nieuchronność a nie częstotliwość (w końcu w takiej sytuacji to będzie rodzina mojego brata a nie moja, będziemy się widywać w sumie parę razy do roku) Ale fakt, to będzie jak zjedzenie smażonego słonecznika: trafisz na zbutwiałe ziarnko i niesmak pozostaje nawet po zjedzeniu kolejnego kilograma dobrych ziarenek:P
No i zagwozdka, zgadzam się z ożywionym ale moderatora głupio nie posłuchać:) Najgorsze, że z taką nieśmiałą nigdy nie miałem do czynienia, zawsze w barze czy w akademiku czy też na różnych festynach typu "dni miasta" czy nawet w autobusie to nawet jak była jakaś cicha dziewczyna, to zawsze łapię kontakt z bardziej rozmownymi koleżankami, a tu na starość taki zonk wyskoczył jak Filip z pszenicy. Póki co od dzisiaj zacząłem aplikować sobie cięższy trening i Guns n Roses do piątku:P
Idź bo rzygać aż mi się chcę, to wygląda jak z średniowiecza romans naszego króla z pewną dziewoją.
"Miałem trzy żony, dwie Laszki i jedną Niemkę, a teraz proszę cię,
wyjednaj mi u kniazia Semena jego młodszą siostrzenicę Zofię, żebym ją
pojął za żonę z pokolenia ruskiego, aby Bóg dał mi potomstwo"