Witam!
Na wstępie może powiem kilka słów, aby była jasność. Nigdy nie byłem wychowywany w świecie iluzji, rodzice zawsze mnie dobrze nakierowywali (prawie jak Gracjan;)), pieskiem nie przyszło mi nigdy być. Wiele rzeczy, o których tutaj można przeczytać, stosowałem mniej lub bardziej świadomie, więc leszczu tak do końca nie jestem. Jedyne, czego nie robiłem, i nadal nie robię, to podryw w klubie. Owszem, tańce hulanki swawole, ale wole pub/bar/domówka/ulica 
W październiku zeszłego roku zerwałem z K. Po prostu przyszedł moment, że miałem dość jej gierek i humorów, konsekwentnie odmawiała poprawy w tej kwestii i powiedziałem dość. Całość przebiegła dość szybko, bo nie mieszkaliśmy razem. Wiem, że pewnie ją zraniłem tak nagłym rozstaniem. Byliśmy razem 3,5 roku. Zmieniła się przy mnie dość znacznie - ubiór, styl życia, jedzenie, poglądy. O ile na początku się opierała, to po jakimś czasie robiłem z nią co chciałem i stawiałem (prawie) zawsze na swoje. Ogólnie - ja nosiłem spodnie w tym związku. Nie była super laską z wyglądu, ale podobała mi się i się jakoś dogadywaliśmy i było im z nią dobrze po prostu. Jedyne, czego nie mogłem do końca zaakceptować, to jej rodziców (oni mnie "adorowali" z kolei). Toteż nie byłem do końca przekonany, czy ma dobry wzór normalnej rodziny.
Po rozstaniu zaczęło się małe szaleństwo z mojej strony. Do tej pory poznałem kilkanaście różnych dziewczyn, z jednymi miałem kontakt krótko, z innymi poznawałem się dłużej. I jakoś nie żałowałem swojej decyzji o rozstaniu. Uważałem, że zrobiłem dobrze.
W międzyczasie "dogadałem" się z kumpelą, B. Z B. studiowałem razem na uczelni i jechałem swego czasu na Erasmusa, toteż miałem z nią kontakt cały czas przez kilka lat. Co prawda sporadyczny, ale jednak. Pewnego razu powiedziałem B., że zerwałem z K. Częściowo to przewidziałem, (K. nie lubiła B. - teraz wiem dlaczego) że B. do mnie wystartuje. I tak się stało - maślane oczka, zawsze na tak, wszystko super.
I tu pojawia się mój pierwszy problem, dylemat. Sytuację mam wygodną - śpię u niej (nie z nią) co weekend po imprezie, bo mieszkam poza miastem, a lubię sobie wypić kilka piw na imprezie. Nie mam gdzie nocować po prostu. No i niewiele brakuje już teraz, by ją pyknąć. Sęk w tym, że mamy całe mnóstwo wspólnych znajomych, ja do niej nic nie czuję, nawet nie specjalnie mi się podoba (w każdym razie nie na trzeźwo). Wiem, że ona by chciała, tyle to ja widzę od kilku miesięcy, no ale mam opory. Wolałbym się później w nic nie angażować itd. Do tego w obwodzie jest jeszcze kilka innych chętnych (dobry social działa nieźle jak widać), wszystkie się znają i mają na mnie ochotę.
Drugi problem to K. Mimo upływu czasu, mimo tego że w ogóle o niej nie myślałem, mimo że poznałem i nadal poznaję tyle fajnych i ładnych dziewczyn, zacząłem myśleć o K. Powrót po takim czasie wydaje mi się trochę głupi, bo byłby na jej warunkach, to raz.
A dwa - nie wiem, czy nadal chcę z nią być, czy po prostu tęsknię za byciem z kimś w związku. K. robiła dla mnie dosłownie wszystko. Pomagała jak mogła, chciała mi się podobać itd., ale ja przez ten cały czas miałem na to - delikatnie mówiąc - wyjebane. Wszystko zakłócała sprawa jej stosunków rodzinnych (wszyscy się ze sobą kłócili non stop, nawet ze siostrą nie żyła w normalnej zgodzie), nie mogłem już powoli tego znieść. Poza tym, niedoszła teściowa też mi była podejrzana - nie chciałbym, aby taka była moja żona za 20 lat.
Za K. nie przepadali specjalnie moi rodzice. Ale to się nie liczy specjalnie - oni za żadną nie przepadali do tej pory, poza tym mam z nimi super kontakt i nigdy nie wpływali na moje decyzje w tej kwestii.
Spotykam się aktualnie z E., która też pozwala mi na baaardzo wiele jak na krótką znajomość. I tak od jednej do drugiej, co miesiąc coś.
Ale nadal mi chodzi po głowie K.
Co ja mam zrobić? Nie chodzi o poderwanie laski, ale o to, że ciąży mi przeszłość. Mąci mi w głowie. Nie patrze na jej zdjęcia, profile na NK i FB.
Ciężka rozkmina.

Skoro tak tęskno Ci za związkiem to sobie stwórz ten związek z jakś laską. Nie ważne czy A,B, C czy E, ale na pewno nie K. Nie jesteś pewny z którą chcesz być. To zrozumiałem, ale nie przekonasz się dopóki nie spróbujesz. Ta B może np. okazać się zajebistym wyborem lub nie. NIe wiesz dopóki się nie przekonasz. A to że nic nie czujesz, to uważam że po części jest spowodowane tym że ciągle coś czujesz do K i uczucia do innej trudno mają się przebić.
Jak mawiał pewien trener
Raz się żyje...
Nie pierwsza i nie ostatnia...
Nie spotykaj się z jedną kobietą, bo to niezdrowe...
Z tą B. to daruj sobie, bo jesteście z jednej paczki i możesz stracić miejsce na nocleg. Co innego jeśli będziecie na porozumieniu stricte seksualnym.
Co do K. to chyba normalna sprawa, chociaż ja odkąd zakończyłem swój 3.5 letni związek w lutym jakoś nie tęsknie do tego aż tak jak Ty.
Na Twoim miejscu skakałbym po kwiatkach i szukał tego, który ma najładniejszy zapach i kolor.
"Poza tym, niedoszła teściowa też mi była podejrzana - nie chciałbym, aby
taka była moja żona za 20 lat. " -więc już wiesz jaka mogłaby być ta K. Nie daleko pada kondom od łóżka.
Pozdro
Czy ja wiem czy to kwestia wolnego czasu... To raczej to, że mimowolnie porównuję obecne dziewczyny do K. I to porównanie jak na razie wypada na korzyść K. po prostu.
A z B. - na czysto seksualny układ ona nie pójdzie. Co prawda, mój dobry kumpel (ale nie przyjaciel) mówi co innego, ale ja wiem swoje. Na noclegu tak średnio mi zależy. No i jest spora grupa znajomych. Nie rwij dupy ze swojej grupy - myślę, że tak na razie zostanie. Chyba, że któregoś razu ostro pochleję, ona zwęszy okazję i hamulce puszczą lol.
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
Z tą B to rzeczywiście bym uważał, bo potem może Tobie pojechać po opinii i lipa będzie. Znajomi dziwnie na Ciebie będą się patrzeć.
Raz się żyje...
Nie pierwsza i nie ostatnia...
Nie spotykaj się z jedną kobietą, bo to niezdrowe...
B. jest strasznie podatna na social - inne kandydatki najchętniej y rozszarpała. Z resztą swego czasu doprowadziła do kłótni między mną a K. lol
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
To zdecydowane bym się od niej wymiksował. Ona prawdopodobnie się w Tobie buja, także jak coś nie pyknie to masz przechlapane.
Raz się żyje...
Nie pierwsza i nie ostatnia...
Nie spotykaj się z jedną kobietą, bo to niezdrowe...
Ale wymiksował jak - nie spać już u niej w ogóle i się od niej separować?
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.
Tak z drugiej strony myśląc to fajna nocka z tą B to pewnie też byłaby niezła opcja dla Ciebie, ale potem może być nieciekawie.
Raz się żyje...
Nie pierwsza i nie ostatnia...
Nie spotykaj się z jedną kobietą, bo to niezdrowe...
No właśnie. Traktuj ją jako tylko-koleżankę, albo seks-koleżankę;) Tyle, że ona na taki układ pewnie nie pójdzie skoro zaobserwowałeś u niej zachowania na to wskazujące.
ja bym z chęcią wybrał opcję z sex-koleżanką na Twoim miejscu;D a czy pójdzie na to czy nie? sprawdzić zawsze warto;D
moje odpowiedzi to moja gra, to mój styl, wisi mi czy się z nim zgadzasz, ważne że u mnie działa, dla mnie się sprawdza, nie musisz mnie kopiować, powielać, twórz swoją własną indywidualność
No nie wiem czy sprawdzić warto, zbyt wiele chyba mogę stracić ;/
Najlepsze są te kobiety, które są cnotliwe wobec obcych, a rozpustne wobec męża.
Znałem kobietę z takim zezem, że jak płakała, to łzy ściekały jej zza uszu.