hmm... może porywam się z tym postem licząc na to, że ADMIN "przepuści go przez filtr spokojnie" i poda na forum, ale liczę na to, że moderator nie przestraszy się kobiecego punktu widzenia ;p
Mianowicie--- Chcę się dowiedzieć co może myśleć facet, który mówi swojej dziewczynie ( z którą jest 4 lata!!! ), że ją kocha, ale przypuszcza, że ich związek będzie bardzo trudny ( jak na razie jest tylko trudny.. )i że ma świadomość tego, że nie da jej tego wszystkiego czego od niego oczekuje i, że w trosce o swoje szczęście ma wybrać czy chce z nim być, wyjść za niego?
Mówi, że chce być ze mną...i widzę, ze w głębi serca liczy na to, że odpowiem na pewno TAK.... - ale wygląda mi to na męski szantaż...
może się mylę... nie wiem- Wy faceci patrzycie inaczej...
JAK? o co wam "kaman" kiedy tak postępujecie? czym się kierujecie?
kobiecą naiwnością?
On chce się żenić i boi się poprosić Cię o rękę?
dokładniej...
-
uważam, że on jest nie fair, bo chce, żebym wybrała TAK, kiedy brak u niego jakichkolwiek kompromisów w kwestiach, które psują nam wizję naszego przyszłego związku...
ja się nie zgadzam na pewne rzeczy jeżeli chodzi o naszą przyszłość ( na większość już się zgodziłam ) ,
a on mi mówi, że mam wybrać...- wie, że go kocham...i, że trudno będzie mi go zostawić z rozsądku..
efekt końcowy w moim postrzeganiu sprawy:
mam wrażenie, że chce wywrzeć na mnie zgodę co do pozostałych spraw, w których waham się podjąć pozytywna dla niego decyzję.
Stawia mnie po 4 latach bycia ze sobą przed faktem dokonanym -
jeżeli chcesz być ze mną, musisz się zgodzić na wszystko
"co może myśleć facet, który mówi swojej dziewczynie że ją kocha, ale przypuszcza, że ich związek będzie bardzo
trudny i że ma świadomość tego, że
nie da jej tego wszystkiego czego od niego oczekuje i, że w trosce o
swoje szczęście ma wybrać czy chce z nim być"
Na moje oczy to wygląda że facet zostawia sobie wyjście awaryjne;)
Tak jakbym powiedział "oczekujesz od mnie że będę się starał o nas, ale nie wiem czy dam radę"
coś typu, wyjdziesz za mnie na własną odpowiedzialność.
Mówcie mi wiejski Cassanova
"które psują nam wizję naszego przyszłego związku." - Wam, czy Tobie?
istotne pytanie...
Poddałaś się jego całkowitej kontroli to chłopaczek czuję się na tyle pewnie, że pozwala sobie na wszystko.
Nie wiem czy powinniśmy Tobie pomagać, bo jutro przyjdzie ten Twój z problemem "moja dziewczyna mi się stawia".
no właśnie..
coś na ten styl on próbuje mi wytłumaczyć...
z jednej strony fajnie, że uczciwie stawia sprawę jasno ( bo nie chce nas obydwu unieszczęśliwić )..., ale z drugiej...- tak ciężko mu iść na kompromisy skoro kocha... ? woli zrezygnować, dać mi odejść?
fakt faktem - kompromisy w naszym przypadku są naprawdę trudne...ale ja też rezygnuję z pewnych rzeczy i się poświęcam!
wiem wiem... że emocjonalnie ma mnie w garści...
i najlepsze jest to, że ja wiem, że zgadzając się na pierwszy warunek postawiony przez niego - wyczuł sprawę...
wyczuł, że jeżeli mi na czymś bardzo zależy... jestem w stanie dużo poswięcić, by to mieć
Odstaw go od cycka i dupy tak na miesiąc - może bardziej kompromisowy
się zrobi...
taaaa.... domyślam się, że takie rozwiązania w takich sytuacjach działają na facetów ;p:) heh
ale chodzi o to, że on ma sie kierować mózgiem i tym co do mnie czuje, a nie
tym co ma między nogami heh
teraz macie próbę sił... on chce ugrać jak najwięcej, szntażując cię odejsciem. Ile jeszcze jestes w stanie odpuścic, byleby byc z nim...
W sumie z racji garnituru chromosomalnego powinienem być po jego stronie, ale to, co napisał gen powinno rozwiązać sytuacje... No chyba, ze zaszantażuje cie seksem poza zwiazkiem... Hm.... moze byc ciekawie:)
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
teraz macie próbę sił... on chce ugrać jak najwięcej, szntażując cię
odejsciem. Ile jeszcze jestes w stanie odpuścic, byleby byc z nim...
W
sumie z racji garnituru chromosomalnego powinienem być po jego stronie,
ale to, co napisał gen powinno rozwiązać sytuacje... No chyba, ze
zaszantażuje cie seksem poza zwiazkiem... Hm.... moze byc ciekawie:)
nio właśnie... - odpusciłam dużo..., ale to na co mam się godzić, to jest dla mnie już za wiele...
i tutaj będzie wynik...- kto kogo i jak pokona...
- wiem, że czas tu na moją odwagę i podjęcia tzw. "męskiej decyzji"...
stąd te rozterki, bo boję się jego dalszych kroków-
boję się, że tak naprawdę dotrze do mnie, że nie warto było te 4 lata
walczyć o coś, co nie miało sensu... i wtedy przysłowiowa "dupa, dupa, dupa":(
Nie będziesz pierwsza i nie ostatnia, której serialowe klapki spadły z oczu dopiero w późniejszym etapie.
Eee jakiś starszy też by się znalazł...
tutaj jest ta różnica między facetem, a kobietą- i która zazwyczaj psuje związki...
myślisz typowo po męsku
a ja po żeńsku.
ja nie chcę innej "dupy" po to, żeby MIEĆ
to taki "męski" joke był
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
kilku nawet ze smyczą i obrożą by się znalazło... możesz wybrać kolor... Z takim miałabyś raj:) wszystkie Twoje opcje by przeszły:)
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
z takimi kompromisami nie miałabym problemu ;p
heh
jakbym nie chciała, to nie i koniec.
i gdyby szantażował mnie emocjonalnie z takiego powodu- pewnie wcześniej już zauważyłabym, że nie ma po co tracić czasu...i na pewno nie rozpaczałabym, że kogoś ważnego straciłam...
kompromisy w sensie - ja mam zrezygnować ze swojej pracy na rzecz jego działalności i zajmować się całe życie jego interesem- mimo, że moja pasja jest dla mnie bardzo ważna
Tak nawiasem... Co to ku*wa jest?!
"zajmować się całe życie jego interesem-" - od tego jest wszak żona, aby
...
całe życie "interesem" męża się zajmowała, bo inna ją zastąpić może..
taa.... - bo inna zastąpić ją może
a tak na poważnie, to ten Twój chłopak/facet typem despoty się wydaje

być i kiepski to materiał na męża... Z biegiem czasu swoją dominację w
związku potrafią do tego stopnia próbować eskalować, że się to rozlatuje
- przemyśl to...
No kurwa sam w to nie wierzę - kobiecie na
forum doradzam...
*ojj - delikatny despota, ale tylko delikatny...
myślę, myślę intensywnie nad tym < miesza mi się już w głowie...>
* i chwała Ci za męską radę, bo z kobietami to sami wiecie jak jest ( może nie powinnam tak mówić o swoim "gatunku" )... - rady w stylu : "on na pewno ma kochankę/ rzuć go/ pojadę z Tobą, żeby go sprawdzić" FRUSTRUJĄ
ps mówię o większości kobiet, nie o wszystkich ;p
ONA... sama sie zastanów, czy wytrzymasz bez swojej pasji, zainteresowań, robiąc coś wbrew sobie. Każdy twój bunt na zaistniałą sytuację spotka się z komentarzem: przecież się zgodziłaś.
Dla mnie kuriozalne jest w ogóle wysunięcie takiej propozycji przez twojego partnera. Rozumiem, ze można porozmawiać o poswieceniu czesci swojego czasu na interes meza, o pomocy w tej lub innej formie... Ale prosic o rezygnacje z czegos, co jest istotą twojej osobowosci?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
obawiam się, że przez rok dwa tylko bym wytrzymała...
poźniej boję się, że stracę siebie... w sensie- będę inną osobą...
ale nie wiem przecież czy czasem nie okaże się, że to włąśnie w ten sposób i tylko z nim będę szczesliwa...
nio tak... - właśnie sytuację przedstawia w taki sposób, że mam się zastanowić, bo on nie wie czy damy radę, jeżeli ja nie będę szcześliwa...
i oczekuje mojej odpowiedzi...
widzę, że mu na mnie zależy... ( bronię go ), ale właśnie!- może on nie jest w stanie sam tego pogodzić?
nie jest w stanie zdecydować, że ważniejsza jestem ja, a nie interes...i rodzice ( bo to jest rodziny interes)
i dlatego uczciwie mi mówi, ze to ode mnie zależy...czy sie zdecyduje na tę próbę.
wydaje sie, ze nie naciska, ale chyba naciska wykorzystując moje emocje ( i motam się i biczuję w myslach - przecież on nigdy by tak mnie nie podchodził...)
"ale nie wiem przecież czy czasem nie okaże się, że to włąśnie w ten
sposób i tylko z nim będę szczesliwa..."
Przede wszystkim musisz być szczesliwa sama ze sobą, w drugiej kolejności z partnerem
Wobec tego zadaj jemu pytanie: czy jest w stanie poswiecic rodzinny interes dla waszego wspólnego szczescia? Jak bardzo mu na Tobie zależy. Czy chce, zebys sie spełniała w życiu, co da podstawy dla waszego związku? Jak bardzo liczy sie z twoim zdaniem?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
masz rację, całkowitą
co do drugiej części- znam już odpowiedź
nie poświęci
jego odpowiedź na sucho brzmi chamsko...
ale przyglądając się bliżej sytuacji- tłumaczy to: on nie może inaczej..., nie potrafi, nie odnajdzie się w innej pracy.
po części go rozumiem, ale kurcze... to ja rezygnuję ze wszystkiego...
i w zamian chcę coś- żebym żyła tez dla siebie, a nie tylko dla niego..
Inna Ona - jesteś klasycznym, wręcz podręcznikowym przykładem tego, co

się dzieje w głowie kobiety, kiedy jej zależy. Jeden wielki pierdolnik w
myślach masz...
GEN - wiem!
najgorsze, że ja to wiem...
i sama się wkurzam na siebie... jak ja mogę się tak zachowywać - jak typowa nie potrafiąca wybrać między- między - naiwna kobieta...?
ale nie potrafię ogarnąć tego...tylko rozumem... pierdolone serce jakoś mi tu wszystko chrzani...
nio i tak - ile czasu można się zastanawiać nad tym co dobre, a co złe?
gen, a jak tą inercją nie poleci?
Jeżeli priorytetem w jej życiu ma być kasa, to drugorzedną rolę odgrywa to, w jaki sposób ją zarobi. Nie znamy profilu psychologicznego bohaterki, ani pasji, której się oddaje. Ale z tych skąpych informacji mozna wywnioskować, że bardziej liczy sie dla niej nie cel, ale droga do tego celu.
Dla równowagi powinno sie też wysłuchać argumentów drugie strony.
No nie zazdroszcze dziewczynie...
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
zeby ten problem rozwiklac i na 100% byc pewnym, co zrobiloby sie na jej miejscu, trzeba by było znac ich i ich związek od podstaw...
mozemy sobie gdybać jak bardzo pochlania ją i jest dla niej wazna jej pasja, jaki % tyrana jest w jej partnerze, na ile elastyczna jest osobą i bedzie potrafila sie przystosowac...
Z jednej strony 4 lata! Z drugiej... gdyby tylko staż zwiazku o tym decydował to dziewczyna nie mialaby takich rozterek. Boi sie, bo idzie w nieznane. A facet egoistycznie proponuje 2 wyjscia: ze mna i na moich warunkach, albo beze mnie. I to mi się cholernie nie podoba
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
taaa... dokładnie... oczekiwania- naciski ze strony rodziny... być może temu nie potrafi się przezwyciężyć dla naszego wspólnego dobra...
on wie, że jeżeli wybrałby mnie, a nie interes... - to z kolei on zatracił by dużą cześć siebie...
i to też nie byłoby rozwiązanie...
ja po prostu nie będę miała czasu zajmując się jednym i oddając się swojej pasji ( = się -pracy )
gdyby chodziło o kasę... dawno bez zamysłu zdecydowałabym się na TAK,
nie chcę tego domu, nie chcę tej działalności... , bo wiem, ze to nie moje...
ta pieprzona działalność wszystko właśnie psuje!
tak bysmy mogli razem mieszkać, gdziekolwiek byśmy chcieli...
jeżeli chodzi o rodzaj pasji- nieważne jaka... ja po prostu nie będę miała na nia czasu... czasu na inna pracę.
a nie sądzisz, ze on tez bleffuje? Jest na tyle wyrachowany, ze stawia - ot tak - na szali 4-letni związek?
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"