Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Coś o "zołzowatości" kobiet :-)

Portret użytkownika frozenKAI

Dobra! Przyznaję się! Smile Do tego wpisu skłonił mnie temat na forum autorstwa FC Barcelonyyy o zołzowatości kobiet.
Moim zdaniem są pozytywne aspekty takiego zachowania i kobieta przyjmująca  taką postawę wcale nie musi być odpychająca.
Opisze Wam jak wygląda - moim zdaniem - ta pozytywna "zołzowatość".
Jak wygląda kontakt z kobietą o której można powiedzieć, że ma "charakterek". Jest to mój punkt widzenia, oparty na własnych doświadczeniach. Udzielając się w temacie Barcelonyyy, kiedy pisałem, że ma to też swoje pozytywne aspekty, przypomniała mi się pewna sytuacja....

Było to dobrych kilka lat temu. Poznałem dwie koleżanki: Martę i Karolinę. Obie mnie kokietowały, ja z obiema flirtowałem. Co prawda bardziej z Martą, ale z obiema miałem świetny kontakt. Ani z jednej ani z drugiej znajomości nic mi potem nie wyszło. Nie tyle z moich błędów ile bardziej z braku inicjatywy ale to osobna kwestia...

Marta była pozytywnie zakręcona. Zabawna i ciepła osoba. W sumie to ona mnie poderwała Smile Zwyczajnie do mnie podeszła, wyciągnęła rękę i przedstawiła się. Chociaż przyprowadził ją do mnie mój najlepszy kumpel, to słowem się nie odezwał, a ona potem dziękowała mu, że nas ze sobą poznał(heh, kobiety i ich iluzje...).
Flirt z Martą był nawet przyjemny. Często gdy się mijaliśmy, potrącała mnie lub szturchała. Kiedy spędzaliśmy razem czas panna objawiała typowe symptomy zauroczenia: wpatrzona we mnie jak w obrazek, maślane oczka, chociaż gadała przy mnie jak nakręcona, to widziałem, że dużą większą przyjemność sprawia jej słuchanie mojego głosu. To było fajne Smile Zawsze to miło, kiedy ktoś okazuje Ci taki podziw, ale...

Karolina to była prawdziwa iskra! Również pozytywnie zakręcona, a do tego uszczypliwa i bezczelna! Flirt z nią przybierał bardziej gwałtowny charakter. Można by rzec, że właśnie u niej miałem pierwszy realny kontakt z ST i starałem się instynktownie je odbijać. A powiedzieć należy, że Karolina praktycznie w całości składała się ST i oprócz tego jeszcze z kilku rzeczy skutecznie wyprowadzających facetów z równowagi Smile
Konwersacja na dowolny temat w każdej chwili mogła przybrać zgoła odmienne kształty. Kiedy widziała, że mojej argumentacji nie obali, zaczynała ""wbijać szpilki" w mój charakter, zupełnie odchodząc od tematu. Można śmiało powiedzieć że mnie negowała Smile
Bez przerwy mnie krytykowała w humorystyczny sposób, w formie uszczypliwych uwag. W jednym momencie pokazywała mi IOI, a za chwilę wyłapywała jakiś szczegół z mojego zachowania, parodiowała go i obśmiewała.
Jakakolwiek próba ukrócenia tego zachowania spotykała się ze wzrostem jej zadowolenia właśnie z faktu sprowokowania mnie. O pokazywaniu jej złości w ogóle nie mogło być mowy! Jeśli tylko zauważyła u mnie jakąś negatywną emocję, natychmiast podwajała intensywność swoich ataków. I w widoczny sposób czerpała z tego prawdziwą, czystą i niczym nie skrępowaną przyjemność.
Z racji tego, że byłem od niej 4 lata starszy, notorycznie nazywała mnie staruchem, który "nie ma już siły by nos spod kołdry wyściubić" - to tylko niewielka namiastka jej możliwości Smile
Jak się zachowywała porządnie zezłoszczona to chyba się domyslacie Smile
Zdecydowaną postawą i odpłacaniem "pięknym za nadobne" udawało mi się naginać ją czasem do swojej woli, ale nawet jak przyjmowała mój punkt widzenia, nie mogłem się czuć bezpieczny. Bo niejako tuż "przed ostatnim gongiem dostawałem podbrudkowy" w postaci uszczypliwej uwagi Smile

Umiała wyprowadzić z równowagi. Ale, cholera... podobało mi się to! I bardzo mnie pociągało. Podobały mi się jej ciągłe przytyki pod moim adresem, lubiłem oglądać w jej oczach radość, kiedy tak się przekomarzaliśmy. Lubiłem w niej tę wzbierającą złość, kiedy czwarta czy piąta uszczypliwość spotykała się z moją celną ripostą. Lubiłem w niej tę satysfakcję, kiedy nie znajdowałem dostatecznie celnej i szybkiej odpowiedzi na jej prześmiewcze uwagi.

To co opisałem to w moim odczuciu ten pozytywny aspekt "zołzowatości". I panowie! Nie bójmy się takich kobiet. Kontakt z takim "charakterkiem" nadaje konkretny ton znajomości. Można by rzec, pewien "pieprz". To tak jakbyś jadł dobrze przyprawioną potrawę, mającą ten zdecydowany i niepowtarzalny smak.
Nie bójcie się takich kobiet. Przyjmujcie "na klatę" ich uszczypliwe uwagi i odgryzajcie się. Będzie im się podobać. A od czasu do czasu dajcie im te chwile triumfu, kiedy dostaniecie "szpilkę" w swoje męskie ego i akurat nie macie nic równie mocnego na podorędziu.

Oczywiście owa "zołzowatość" ma sporo negatywnych aspektów. Jednak w myśl zasady, że jeśli życie ma pozytywne strony, nad negatywnymi nie ma sensu się pochylać, opisuję właśnie znajomość, która swego czasu dostarczyła mi sporo przyjemności.

Najlepiej smakuje, co jest najbardziej wyraziste.

Odpowiedzi

Portret użytkownika -XYZ-

I tak i nie. Tak bo jeżeli

I tak i nie. Tak bo jeżeli dziewczyna faktycznie jest taka z charakteru to świetnie się z nią gada (pamiętam taką patrycje z roku, to był cham przez duże CH, ale udało mi się w końcu ją zmiękczyć co sprawiło mi w huj satysfakcji). Gorzej jak dziewczyna na taką się kreuje i NA SIŁĘ próbuje być chamska, bezczelna itd. Strasznie mnie to wkurza i odrzuca w takich dziewczynach, co gorsze ostatnio jest ich na pęczki.

Portret użytkownika Conor

W pełni zgadzam się z

W pełni zgadzam się z ostatnim zdaniem jak i z całą zawartością bloga. W końcu to, co łatwo przychodzi nie jest tak bardzo doceniane. Jak się już napoci z taką twardą sztuką i ją uwiedzie, wtedy można mówić o prawdziwej satysfakcji z tak dobrze upieczonej hehe, wyrazistej potrawy Wink

Panowie "wyżej" mają rację.

Panowie "wyżej" mają rację. Moja kumpela non stop rzuca jakimiś negami, łapie za słówka i jest zarozumiała. Oczywiście gaszę ją niesamowicie, aż chwilami sie zamyka na cały dzień ale potem znów to samo... Dlatego większość takich należy omijać szerokim łukiem Tongue Chyba, że ktoś lubi się wkurwiać to prosze bardzo Laughing out loud

Portret użytkownika pentis

Ponad pół roku temu poznałem

Ponad pół roku temu poznałem dziewczynę z temperamentem, można powiedzieć zołzę Smile O czym byśmy nie rozmawiali, to za każdym razem przeradza się w sprzeczkę(w pozytywnym tego znaczeniu), ja swoje, ona swoje, choć tylko czasami wychodziłem zwycięski, to uwielbiam z nią rozmawiać i zawsze gdy się spotykamy, to toczymy zaciętą bitwę na wymianę zdań, uszczypliwości, negów Smile Chodź łączy nas wyłącznie koleżeństwo (nie mój typ + jest w stałym związku), to jak spotykamy się w grupie znajomych, sposób naszego zachowania wobec siebie, często doprowadza do sytuacji, że ludzie wokół nas raz się pytają, czy my jesteśmy parą, a raz czy aby na pewno się lubimy Smile



Portret użytkownika KamilM

Czyli co? Robiła z tobą co

Czyli co? Robiła z tobą co tylko chciała, byłeś na każde zawołanie (IOI i nego na przemian), owinęła sobie ciebie wokół palca, nawet teraz patrzysz na nią przez różowe okulary. I jeszcze się tu tym chwalisz? To ty miałeś zrobić z nią to co ona zrobiła z tobą Tongue

Portret użytkownika FC_Barcelonaaa

Dobra! Przyznaję się! Do

Dobra! Przyznaję się! Smile Do tego wpisu skłonił mnie temat na forum autorstwa FC Barcelonyyy o zołzowatości kobiet.


Frozen... to źle ze Cie zainspirowałam?Wink

Nie rozumiem czemu przyznałeś to z takim bólem...;p

Prawdziła zołza powinna mieć godnego przeciwnika, żeby sie nie poddał zbyt szypko. Po takich miłych przepychankach słownych może nastąpić kolejny etap znajomości nie koniecznie taki jak ten pierwszy - czyli flirt przez wzajemnie droczenie się. Można przejsci do łagodniejszej formy rozmowy jeśli oczywiście dwojje chce się lepiej poznać.

Podoba mi się to co napisałeś.


PozDrawiam

Portret użytkownika Conor

Hahaha... ahh ten kac

Hahaha... ahh ten kac

Portret użytkownika frozenKAI

Zainspirowałaś mnie jak to

Zainspirowałaś mnie jak to powinna kobieta czynić mężczyźnie Smile nie rozpatruje tego w kategoriach dobra czy zła... stało się po prostu Smile

A co do przyznawania się z domniemanym przez Ciebie bólem...
Po prostu nie chciałem wyjść na łatwego Tongue

Cieszę się, że moje rozkminy przypadły Wam do gustu. Celowo opisałem taki właśnie pozytywny przypadek. Jeśli coś ma dobre strony, nie zatrzymujmy sie przy złych. Wystarczy, że mamy ich świadomość Smile