
Cześć!
Dzisiaj wyjątkowo zaczynam od treści i wstęp zostawiam na koniec. Mogę w nim napisać więc trochę więcej o tekście, który zaraz być może przeczytasz. Dotyczy on jednego z czterech mostów, które spaliłem w różnych etapach przechodzenia przez nie. O reszcie napiszę niebawem. Oczywiście to takie porównanie do dziewczyn. Poniższymi słowami dokonałem wywnętrznienia. Zgwałciłem się wgłąb umysłu z klawiaturą i kubkiem wody z miodem na długi czas. To coś w rodzaju mojej spowiedzi, tak by odbiec na chwilę od głównego przesłania mojego bloga. Zapraszam do lektury.
Zacznę chronologicznie od pierwszej dziewczyny, do której tak na prawdę startowałem. Ma na imię Ada. Poznaliśmy się w wieku ok. 14 lat. Chodziliśmy ze sobą do gimnazjum. Oboje jesteśmy zapalonymi muzykami. To był taki typ laski w trampkach z gitarą w ręku. Wszystkie iluzje jakie miałem zmusiły mnie do bycia "romantycznym". Wiecie co przez to rozumieć. Byłem miły, kupowałem jej jakieś bzdury i mimo, że z nią nie chodziłem to wydałem na nią ładnych parę groszy. Wówczas można było mnie określić typowym frajerem. Nigdy nie miałem dobrych relacji z ojcem, który raczej jest obojętny wobec możliwości porozmawiania ze mną poza pytaniem "co w szkole?". Żeby wyjaśnić całą sytuację, dodam że jak próbowałem sam zacząć temat, to odpowiadał zdawkowo.Moim zdaniem to jest powód mojego istnienia jako ciota przez połowę dotychczasowego życia, kompletnego braku wzorca męskiego i relacji mężczyzny z kobietą. Mało, że ja byłem łajzą, to ona wredną ździrą, która bardzo mocno manipulowała całym swoim otoczeniem. Z chęcią wchodziłem bez godności w jej gierki. Raz się spotkaliśmy. Zrobiła to chyba z litości, bo ja nie wiem co we mnie ciekawego mogła zauważyć. Oczywiście komplement komplementem komplementy poganiał. Myślałem, że tak trzeba i się w niej zakochałem mimo kompletnego braku odzewu z jej strony. Cierpiałem jak cholera i na prawdę zdaję sobię sprawę z tego, co mi w komentarzach napiszecie. Teraz taki nie jestem, ale chyba warto wyrzucić to z siebie. No ale wracając. Wiedziałem dobrze, że nigdy z Adą nie stworzę związku, co nie przeszkadzało mi w myśleniu o tej dziewczynie, jednocześnie pozostając świadomym, że to nie poprawia sytuacji. Co dalej się stało? Zaczęliśmy być wrogami i szczerze się nienawidzić. Żeby pokazać jak bardzo nie rusza mnie jej kosz, popisywałem się przed nią i udawałem obojętnego, o czym doskonale wiedziała. Wówczas miałem niestety też takie przekonanie o sobie, że jestem tak super zajebisty pod każdym względem, że nie wiem dlaczego ona tego nie dostrzega. Na szczęście się ogarnąłem. Po dwóch latach poszedłem do liceum. Nie wiem co teraz się z nią dzieje.
CDN.
Odpowiedzi
Napisz dalej, podoba mi się
czw., 2010-05-13 16:19 — CaponeNapisz dalej, podoba mi się Twój styl opowiadania o takich rzeczach ^,^
Czekam na kolejne części
pt., 2010-05-14 11:53 — Brave_JimCzekam na kolejne części
.

Stary nie łam się. Co było to było. Z każdej lekcji życia trzeba wyciągać wnioski.
Jak ich nie wyciągniesz się martw