Jak to jest z definiowaniem spotkań z nowo poznanymi HB? Spotkałem się z opiniami, że dobrze właśnie nie definiować spotkania jako randki, tylko jako takiego 'towarzyskiego spotkania', bo to nie powoduje tego, że HB za dużo myśli o naszych intencjach; a zdefiniowanie spotkania, jako randki może spowodować, że właśnie się zacznie zastanawiać nad tym, czy ona chce czegoś nowego, rozważać wszystkie możliwości, szukać dziur w całym, itd. Z drugiej strony słyszałem też głosy, że takie 'towarzyskie spotkanie' może nas wybijać z ramy. Osobiście skłaniałbym się właśnie ku niedefiniowaniu tego, jako randki, zwłaszcza, jeśli nie jesteśmy całkowicie pewni b. wysokiego attraction.
Jaka jest wasza opinia na ten temat?
a może po prostu "spotkanie", "impreza", "spacer"... ? bez przymiotników
________________________________________________________________
"Szczęście to łza, którą się otarło i uśmiech, który się wywołało."
Maxence van der Meersch
"ŻYCIE NALEŻY PRZEŻYĆ TAK, ŻEBY WSTYD BYŁO OPOWIADAĆ, ALE MIŁO WSPOMINAĆ"
dobrze sie skłaniasz
semper fidelis
A laska się będzie zastanawiać czy to już randka czy spotkanie i czego
oczekujesz po tym.
No to akurat chyba dobrze, w końcu ma o tym myśleć, o Nas... nie?
No tak, źle zinterpretowałem