Witam
Jaka to dupna sprawa, że pomimo tego że od jakiegoś czasu bawie się w PU to nadal jest jeden podstawowy problem. Raczej on nie jest tylko ja go mam.
Były już numery w klubach i przy różnych okazjach, ale on dalej jest.
Chodzi oto, że jak podchodze do dziewczyny, lub siedze koło niej i chce zagadac to... no właśnie. Nie mam kompletnie pojęcia co mam powiedziec. Ale to kompletnie. I co ciekawe właśnie przez to powstaje u mnie strach przed podejściem. Nie żadne lęki, że nie wypada, nie można, nie powinienem tylko właśnie z tego powodu, że nie wiem jak prowadzić rozmowę.
Za każdym razem jak zaczynam rozmowę to mam wrażenie, że dziewczyna nie jest zainteresowana, nie chce włączać się do rozmowy, nie chce być aktywna w rozmowie. Ile przecież można pytań zadawać, ale to też nie oto chodzi.
Dlatego też pojawia się u mnie uczucie i dialog wewnętrzny typu: "Co ty pier...lisz, ona i tak nie jest Tobą zainteresowana". Mam wrażenie, że rozmowa, którą chcę poprowadzić po otwarciu jest nie taka jak powinna być dlatego one tak reagują.
Co o tym sądzicie? I co radzicie?
Pozdrawiam 
mowisz siadasz obok dziwczyny i nie wiesz co mowic...
i nie wiesz czy ejst zainteresowana.
walisz jakis zaskakujacy opener.
jesli ciagle pytasz ale wkoncu zaczyna cie to nudzic powiedz jej to.
zazartuj sobie z tego
nie wiesz czy jest toba zainteresowana?
nikt tego nie wie.
bedzie udawac niedostepna.
Bywało też tak, że zgodnie z zasadą o czym rozmawiać, najlepiej o niej samej rzucałem jakieś pytanie dotyczące jej. Zazwyczaj odpowiadały, ale dało się wyczuć w tonie albo po wyrazie twarzy: "a co Cię to obchodzi...?"
Tak. Rozmowe staram sie prowadzić a ona dalej krótkie odpowiedzi, dąsanie też się czasem pojawia.
Tu nie chodzi o gotowe formułki. Postaraj się je jakoś rozbawić, jeżeli jest śmiech to rozmowa zwykle sama się toczy, przy okazji rozluźnisz się co jest niezwykle istotne, Twoje spięcie będzie odrazu wyczute przez kobiete.
Jestem bardzo kiepskim podrywaczem, więc nie wierzcie mi...