Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

od ZERA do BOHATERA 2

Ten wpis jest MOJĄ WDZIĘCZNOŚCIĄ dla Was, bo gdyby nie Wy – nie byłbym teraz tu, gdzie jestem.

Pochodzę z domu, w którym było bardzo biednie, a matka, alkoholiczka bez wykształcenia, napierdalała mnie czym popadło (grzałka, kable, wałek do ciasta – którego rączka po pewnym czasie może się złamać, a nawet metalowy haczyk do pieca – który po iluś razach potrafi się wygiąć). W tamtym okresie bardzo rzadko był taki dzień, żebym nie dostał wpierdolu, dodam, że z byle powodu. Moja matka bardzo nienawidziła mojego ojca i być może to też miało wpływ na jej podejście do mnie.

Akcji przemocowych było co niemiara, bo matka chorób psychicznych miała sporo. Patrząc z perspektywy współczesnych definicji, była znerwicowana, nadpobudliwa (ADHD), miała zaburzenia pogranicza osobowości (BPD), CHAD, narcyzm. Właściwie ciężko byłoby stwierdzić, czy istnieje jakieś zaburzenie psychiczne, którego ona nie posiadała.

W kwestii przemocy psychicznej – wielokrotnie mówiła, że jestem znajduchem, skurwysynem, mój ojciec to był Żyd i życzyła mi, abym zdechł.

W kwestii przemocy fizycznej – oprócz częstego bicia czym popadło, wielokrotnie zimą kazała mi w koszulce, spodenkach i trampkach biegać wokół działki. A jak niektórzy wiedzą, zimy z przedziału 83–91 (bo wtedy to miało miejsce) nie należały do tak ciepłych jak obecne zimy. Musiałem też, z polecenia matki, „za karę” zjeść pół kilograma soli. Na początku to było bardzo słone, po pewnym czasie już nie czułem smaku. Matka wielokrotnie wymyślała dla mnie różne kary fizyczne i oszczędzę Wam tego. W ramach refleksji powiem tyle, że gdy dostanie się metalową częścią młotka w głowę, po paru minutach odzyskuje się normalne widzenie i słuch (to w ramach pocieszenia).

Prawdopodobnie za wszystkie swoje przemocowo-sadystyczne zagrywki siedziałaby w kryminale, a ja być może trafiłbym do jakiegoś domu opieki albo gdzieś indziej. Ale byłem tak bardzo przez nią zastraszany i pozbawiony jakichkolwiek praw ludzkich w domu (w którym „byłem gościem” i o wszystko musiałem ją pytać, prosząc o pozwolenie), że nie widziałem dla siebie ratunku.

Po pewnym czasie matka weszła w związek z ex-bokserem i wtedy już miałem przejebane do kwadratu. Dostawałem bicie zarówno od niej, jak i od niego. Od niej, bo to już było w standardzie. Od niego – raz: bo nie byłem jego synem (w tamtym czasie spłodził matce dwójkę dzieci) i z wszystkich dzieci byłem najgorzej traktowany, dwa: bo często dzwoniłem na milicję, z polecenia matki. Dzwoniłem, bo gość też był alkoholikiem i wtedy dopiero wstępował w niego „diabeł". Znęcał się zarówno nad matką, jak i nade mną, będąc uchlanym na maksa. Inną sprawą jest fakt, że wtedy (mając 10–16 lat) nie zdawałem sobie sprawy z tego, że ona go podkurwiała (dziś: przemoc psychiczna), a on się rewanżował (dziś: przemoc fizyczna). Tu też występował schemat, że jej koleżanki, a nawet rodzina, mówiły: „jedno dziecko ojca nie ma, chcesz, żeby kolejne też nie miały?”. No i tak to jakoś leciało, między tym jak czas leci, a czasem latałem ja – od ściany do ściany.

To był czas, w którym matka prowadziła tzw. „metę” – sprzedając już od rana wódkę i wina/jabcoki, często spożywane na miejscu przez klientów. Bo, jak niektórzy wiedzą, w tamtych czasach alkohol można było kupić w sklepie dopiero po godz. 13-tej. Matka i ojczym, będący alkoholikami, większość kasy przepierdalali na chlanie. Matka nigdzie nie pracowała, kombinowała jak dostać rentę (i mnie też uczyła, żeby tak robić), a ojczym był pracownikiem fizycznym – też bez żadnego wykształcenia. Powiedzieć, że była bieda, to jak nic nie powiedzieć. Mieszkaliśmy w starym budownictwie, w którym: wodę trzeba było przynosić wiadrami ze studni, załatwianie się do wiadra w chacie, ogrzewanie drewnem, węglem i koksem. Pieniędzy ledwo wystarczało na jedzenie, dlatego matka często kazała mi kraść węgiel i koks spod pobliskiej przychodni, więc robiłem to – najczęściej zimą. Wtedy kilka razy w tygodniu jeździłem sankami z pustym workiem, a wracałem z pełnym workiem węgla lub koksu. Gdy jedno miejsce „opróżniło się” z zasobów, trzeba było szukać kolejnego, aby było czym ogrzać mieszkanie.

W tamtym czasie nie miałem własnych pieniędzy, a wszystko, co zarobiłem, chodząc do szkoły zawodowej, musiałem oddawać matce. Podobnie było z alimentami na mnie od prawdziwego ojca – co też matka z ojczymem odbierali i (najczęściej) przepijali. Mieszkając z matką i ojczymem nie miałem wtedy absolutnie nic, oorócz ubrań. Nie mogłem też nic mieć, bo cokolwiek sobie kupiłem ze sprzedaży makulatury (np. syntezator Roland E-15, Amigę 600), rodzeństwo zepsuło, a ja musiałem to akceptować, bo jak nie – znów wpierdol.

Z tych wszystkich powodów, ale głównie z powodu przemocy fizycznej, zacząłem uciekać z domu. Na początku uciekałem na krótko: od kilku godzin do kilku dni. Po pewnym czasie ucieczki z domu stały się moim standardem życia i możliwością wytchnienia od cierpienia. „U szczytu sławy” ucieczki wydłużyły się do 2,5 roku. Byłem pokazywany w telewizji jako zaginiony. Z racji tego, że to była telewizja łódzka, a ja wtedy przemierzałem Polskę, nawet nie wiedziałem o tym.

Będąc „na gigancie”, sypiałem w piwnicach, w starych domach, kotłowniach, a nawet w snopkach siana. Kilkukrotnie, w okresach zim 83–91, gdy spałem w drewnianych, opuszczonych domach, rano wstawałem bez czucia w nogach, bo były wtedy znacznie większe mrozy niż obecnie. Miałem wtedy problemy z poruszaniem się, potrzebowałem maks. pół godziny, aby dojść do siebie ruchowo. Było to konsekwencją tego, że spałem w budynkach bez ogrzewania, nakrywając się starymi ubraniami lub tekturami znalezionymi tu i ówdzie.

Podczas ucieczek, będąc kilkunastoletnim chłopcem, nie miałem pieniędzy, dlatego zacząłem kraść jedzenie ze sklepów, aby przetrwać. Najczęściej był to suchy chleb lub bułki, ale czasem i jakieś frykasy, typu kawałek kiełbasy albo wafle. Kradłem też mleko spod sklepów (przywożone pod sklep najczęściej między 5:00 a 5:30), aby mieć czym popić jedzenie.

Czasem, gdy przez 1–2 dni nie miałem co zjeść, jadłem resztki pozostawionego jedzenia na stołach lub blatach w miejscach, do których ludzie przychodzili coś zamówić. Innymi słowy „dokańczałem za nich”. No cóż, matka nauczyła mnie, że jedzenie ma być zjedzone do końca, więc ta idea przyświecała mi od dziecka (sarkazm, ale naprawdę tak było). Wtedy też cieszyłem się z tego, że mam co zjeść i przez jakiś czas przetrwam.

Ubranie podczas ucieczki najczęściej miałem tylko jedno, bo nigdy nie uciekałem z walizką, tylko z tym, co miałem na sobie. A że pory roku zmieniały się (a najdłużej nie było mnie przez 2,5 roku), musiałem szukać ubrań – nierzadko po śmietnikach. Często były to tak dziadowskie ubrania, że idąc ulicami, przyjmowałem na twarzy wyraz człowieka bezdomnego, odpowiednio wykrzywiając ryj, aby strój był spójny ze mną (i zarazem żeby ukryć wstyd).

W czasach po ucieczkach i już po odbyciu zasadniczej służby wojskowej; miałem wtedy 20 lat; wyprowadziłem się z domu i ciężko zapierdalałem na to, aby nie być takim jak moja rodzina. Ta idea przyświecała mi od początku: NIE CHCĘ BYĆ TAKI, JAK ONI!

Zaczynałem od prac fizycznych (pomocnik murarza, prace u rolników, inne ciężkie prace fizyczne), poprzez sprzedaż kaset disco polo na bazarach, przez pracę w ochronie, dochodząc do IT. Trwało to dość długo, bo nie dość, że mentalnie zaczynałem z pozycji -10, jak kamień z ulicy, który każdy może kopnąć, to dyplom mgr inż. informatyki zaocznie otrzymałem dopiero w wieku 33 lat (nie kiblowałem żadnego roku). Wtedy też przez 8–9 lat zrobiłem kilkanaście certyfikatów Microsoft, Cisco (tytuły międzynarodowe), a pracowałem nad sobą przez ostatnie 20–25 lat (licząc do dziś).

Przez wszystkie te lata miałem ogromne problemy z kobietami. Panicznie się ich bałem, nawet bezpośredniego kontaktu wzrokowego. Ale bywałem w różnych związkach, czasem frajerzyłem, czasem nie. Rzecz jasna z manipulantkami frajerzyłem częściej, bo ani nie miałem męskich wzorców, ani nie wiedziałem, że jestem manipulowany, będąc zaprogramowanym na bycie niewolnikiem. Nie miałem też wiedzy na ten temat.

Na podrywaj.org trafiłem w czasach 2008–2010, jak znaczny procent gości w tamtych czasach, po wpisaniu w Google „Jak odzyskać byłą?”. Wtedy byłem w 7-letnim związku i popełniałem sporo błędów, łapałem się na wiele ST i pułapek, będąc ślepym do sześcianu. Wtedy myślałem, że bycie dobrym to jedyna właściwa droga. To też było spowodowane tym, że mój najlepszy przyjaciel był bardzo dobry i uczynny dla kobiety. Wtedy myślałem o nim: „Piotrek to zajebisty, dobry gość!”. Więc ja, idąc w jego ślady (i myśląc, że tak trzeba), również pizdowaciałem, nabierając się na różne ST od tej samej kobiety.

Ów Piotrek był ciorany i rzucany wiele razy. Przechodził 5–6 razy przez te same etapy: od bad boya do bycia ciepłą kluchą. Czyli bad boyem był wtedy, gdy przekazywałem mu tutejszą wiedzę, często czytając mu najważniejsze artykuły (od BANE itp.). A po chwili, gdy w jego związku było już stabilnie, znów stawał się ciepłą kluchą. Ostatecznie związek Piotrka „nie przetrwał” i – jak wiemy – z korzyścią dla niego.

Ja sam, w ciągu tamtejszych 7 lat trwania związku, po ostatnim zerwaniu wiedziałem, co powinienem robić, ale ciągnęło mnie do tamtejszej ex jak do jebanego narkotyku. Miałem już wiedzę PUA, ale psychicznie jeszcze nie byłem gotowy na „śmierć ex” w swojej głowie. W końcu jednak zebrałem się na to i najpierw przez ostatnie 10 dni po (jej) zerwaniu dzwoniłem do niej co 2 dni, aby chociaż „usłyszeć jej głos”.

Oczywiście po każdym takim dzwonieniu przez chwilę miałem ukojenie i brak strachu przed samotnością oraz tę kotwicę przywiązania, której prawie każdy z nas doświadcza – szczególnie w długoletnich związkach. Ale po każdym takim „zadzwonieniu” jednocześnie żałowałem, że to zrobiłem, nazywając siebie w myślach „frajerem je**nym”. Wiedziałem jednak, że jeśli nie stawię temu czoła, to ciągle będę stał w tym samym szambie. A kto wie, czy nie zanurzę się jeszcze głębiej?

Dlatego podczas ostatniej rozmowy telefonicznej życzyłem tamtejszej ex powodzenia i powiedziałem, że więcej nie zadzwonię. Ona wtedy pytała: „czy nie pobiję jej aktualnego gościa?” i inne zagrania. Swoją drogą albo to był ST, albo rzeczywiście był słabszy fizycznie. Teraz to bez znaczenia, ale wtedy jakieś znaczenie dla mnie miało i nawet na chwilę mnie to pocieszało. Bo nawet ten "dobry Piotrek" wtedy powiedział: "zobacz, jakim gość musi być lamusem, skoro ona się boi, że mu wpierdolisz". Mnie oczywiście żadne takie akcje nie interesowały, wiedziałem też, że będzie kurewsko ciężko odzwyczaić się od ex. Dlatego po ostatniej rozmowie telefonicznej zniszczyłem kartę SIM oraz wszelkie konta z sociali, które ona znała, aby nie mogła mnie podlewać. Znając teoretycznie chyba większość toksycznych technik, miałem zamiar uchronić się przed nimi.

Po kilku miesiącach, z innego numeru telefonu, wysłałem tamtejszej ex SMS z życzeniami, nie przedstawiając się. Ona wtedy odpowiedziała coś w stylu: „bla, bla, bla… i wiedz, że nie myślę o Tobie źle”. A ja wtedy myślę: „no nie, piz*a znów chce mnie testować!”. Więc kolejną kartę SIM wyjebałem, aby za jakiś czas nie dać najmniejszych szans na podlewanie kwiatka. Bo wiecie… „one zawsze wracają…”, to tak naprawdę „one czasem się odzywają”, szczególnie gdy widzą w Tobie zmiany ("kurwa, ze mną taki nie był"), w nowym związku coś się jebie ("sprawdzę, czy zrobię z niego koło zapasowe") lub gdy już jest po związku (a ona nie potrafi "być sama").

Rzecz jasna, w takich przypadkach - NIE KAŻDA i nie w każdym przedziale wiekowym – WARTO TO PAMIĘTAĆ! Są kobiety toksyczne, są też normalne. Choć, przypominając sobie sygnaturę jednego z gości z forum: „kobiety są nienormalne, ale u nich to jest normalne”, bardziej skłaniam się ku temu przekonaniu Wink. Ale biologia, inne działanie mózgu – rozumiem. One podobnie mogą określać nas, facetów, z racji widocznych różnic zachowań między kobietami a facetami.

Będąc już na drodze PUA, przecierpiałem swoje i zacząłem kształtować charakter, ucząc się, jak nie popełniać starych błędów i stać się facetem, zamiast myśleć, że nim się jest tylko dlatego, że „posiadam jaja i kutasa”. Wykonałem kilka tysięcy podejść w ciągu kilku lat, a efekt w 95% był odwrotny od zamierzonego. Ale z każdą kolejną setką nowych podejść przestawałem się tego bać, aby później mieć wyjebane na opinie kobiet, do których podchodziłem. Nie z egoizmu, narcyzmu czy toksycznego podejścia. Po prostu stopniowo przesuwałem swoje granice i przestawałem uzależniać swoje samopoczucie od czynników zewnętrznych.

Wtedy też ogromną satysfakcję sprawiało mi podchodzenie do (dosłownie) topowych kobiet w Polsce i rozmowy z nimi maks. 15 minut, częstokroć nawet nie chcąc numeru. Włączałem wtedy tzw. „efekt skali”, czyli nie przywiązywałem się do kobiecych reakcji ani do efektu, bo wiedziałem, że to nie jest ostatni dzień mojego życia. Przyjemność sprawiały mi same interakcje, a "dałem radę” w zupełności mi wystarczało. Również dlatego, że wiedziałem jaka jest prawdziwa cena związku (lub seksu) z taką kobietą, a ja po prostu nie miałem zamiaru ponosić takich kosztów.

Po pewnym czasie najpierw zmarł przemocowy ojczym, a kilka lat później przemocowa matka. Oboje z nowotworami i innymi konsekwencjami alkoholizmu. Ja wtedy byłem już na innych etapach życia. Miałem jakieś osiągnięcia, a co za tym idzie – kolejne perspektywy.

Od dłuższego czasu jestem w trwałym związku z kobietą, która nie jest perfidną manipulantką. Ani nie jest kobietą, która, aby spełnić swoje biologiczne potrzeby, posunie się do różnych zagrań. I nie dlatego, że są dzieci, które trzeba odchować, aby „miały obojga rodziców”. Ani też nie dlatego, że trzeba spłacać wspólny kredyt. Każde z nas jest w tym związku nie dlatego, że musi czy że boi się samotności. Jest dlatego, BO CHCE. W PEŁNI ŚWIADOMIE, Z WYBORU!

Przy całym tym hurra-optymizmie warto pamiętać o trzymaniu ramy, nie byciu ślepym na ST, reagowaniu adekwatnie do sytuacji oraz balansie, celem utrzymania odpowiedniej dynamiki w związku.

Zasady PUA obowiązują ZAWSZE!
W długim związku również!
Pamiętaj o tym!

Stwierdzenia "ona taka nie jest", "ona jest inna, niż wszystkie", "ona nie robi ST", czasem mogą być prawdą. Ale to nie trwa wiecznie! Kobiety testują facetów przez całe życie! Tak po prostu jest.

Możesz przez dłuższy czas mieć swój "Eden", ale gdy spoczniesz na laurach, zupełnie z zaskoczenia możesz mentalnie dostać w ryj. I musisz być na to gotowy! Dlatego powinieneś coś ze sobą robić, aby nie stać się kapciem. To pomoże Ci utrzymać formę psychiczną oraz wypracować swoje standardy.

Jeśli przez chwilę pomyślisz, że "chcesz spokoju" i masz nadzieję, że uciekniesz przed tym, dodam, że grube, brzydkie i stare też testują...

------------------------------------------------------------

Jestem tu, gdzie jestem, DZIĘKI WAM!

Wyszedłem ze schematów, które miałem wtłoczone, DZIĘKI WAM!

Rozwinąłem pasje oraz ciągle dążę do lepszego, DZIĘKI WAM!

Dlatego KAŻDY, kto powie cokolwiek złego na człowieka z PUA, dostanie ode mnie W RYJ!

Dla mnie jesteście jak druga RODZINA, bo pierwszej praktycznie nigdy nie miałem!

PUA TO ZARÓWNO ROZWÓJ, JAK I BOLESNA PRAWDA… przez którą większość facetów powinna przejść, aby nie popełniać błędów poprzedników!

------------------------------------------------------------

Jeśli czasem myślisz, że masz „trudny start”, musisz wiedzieć, że to, co Ci się przydarzyło, nie definiuje tego, kim będziesz! Ważne jest to, co z tym zrobisz!

Jeśli teraz odczuwasz jakiś ból, może on Cię złamać, albo zbudować! Różnica polega na tym, czy użyjesz go jako wymówki, czy paliwa.

Prawda jest taka, że nikt nie przyjdzie Cię uratować. Albo weźmiesz odpowiedzialność za siebie, albo będziesz kolejną historią o zmarnowanym potencjale.

Pamiętaj o tym, że niektórzy zaczynali z pozycji -10

------------------------------------------------------------

Jakiś czas temu otworzyłem kanał YT - „BEZ ZNIECZULENIA”, którego główną ideą jest motto "Prawda boli i o to chodzi!".

Dziś opublikowałem film o odzyskiwaniu kobiety, w którym (paradoksalnie) nie chodzi o odzyskanie kobiety:
https://youtu.be/hT2hpm621tM?si=...

!!! GORĄCE POZDRO FOR ALL !!!