
Witam wszystkich,
Jakiś czas temu ponownie wróciłem na stronę. Niektórzy nawet mnie pytali, co takiego skłoniło mnie do powrotu po ok. 2 latach. W gruncie rzeczy sam sobie zadawałem to pytanie. Co prawda moje „odejście” zostało wykonane za mnie (na wskutek bana), to akurat wtedy nie rozpaczałem z tego powodu. Wręcz przeciwnie.
Poczułem swego rodzaju ulgę, że Trancer zniknął z eteru i nie jest już na widoku. Mogłem w końcu powiedzieć jak Jaskier z sagi wiedźmińskiej, że „coś się kończy, coś się zaczyna”.
Moje życie nabrało wtedy rozmachu, aczkolwiek nie do końca takiego, jaki bym chciał...
Kilka lat temu, gdy zostałem przyjęty do działu zaawansowanych, pierwsze co zrobiłem to opisałem swoją historię, oraz mozolną drogę rozwoju, którą musiałem przejść, aby się zmienić na lepsze.
Tak po prawdzie to był wtedy jedynie prolog... ale o tym za chwilę.
W związku z tym, że ponownie tutaj trafiłem, to postanowiłem sobie, że teraz to Wam opiszę, co u mnie się działo, oraz co się zmieniło. Nawet obnosiłem się z myślą, żeby napisać nowy wpis na forum ogólnym, który miałby być nawiązaniem do mojej najbardziej znanej opowiastki o Abdulu, będącej metaforą drogi, jaką powinien każdy przejść, aby w zupełnie inny sposób zacząć funkcjonować w relacjach damsko-męskich.
Na początek chcę się z Wami czymś podzielić. Ta opowieść wbrew pozorom była czymś dla mnie więcej, niż tylko jakąś tam bajeczką. To było moje dzieło, które na swój sposób „wyprzedziło” czas, w którym go pisałem. Nawet bym powiedział, że przerosło to, jaki wtedy byłem. Gdy poznawałem potem chłopaków ze śląskiej ekipy, to wielu z nich musiało zderzyć się z rzeczywistością i wywalić z głowy wyidealizowany obraz mnie. Wielu myślało, że jestem wybitnym uwodzicielem, równie zajebistym co mój styl pisarski. To samo było podczas projektu Mielno.
Jednakże tak nie było.
Oczywiście miałem dobre akcje, niektóre z nich znalazły się w moich wpisach i raportach. Ale w dalszym ciągu było ze mną „coś nie tak”. Sprawiałem wrażenie, że jestem kimś, kto dopiero zaczął w to wchodzić i był dziwnie pospinany. Wtedy nie wiedziałem co było tego przyczyną. Budziło to też we mnie frustrację, która dodatkowo potęgowała niezbyt dobre wrażenie. Potrzebowałem sporo czasu, aby wyłączyć swoje negatywne fazy i zrobić się w miarę znośny w obyciu. Dopiero po czasie zrozumiałem, jak wiele musiałem problemów przerobić w sobie, żeby chociaż zbliżyć się do tego obrazu siebie, jaki wykreowałem nie tylko wpisem o Dziewięciu Kręgach Mądrości, ale też wpisami o Asasynach.
Dlaczego tak się otwieram ???
Bo przychodząc tutaj po dwóch latach, stawiałem siebie w pozycji „mędrca”, który niczym absolwent po ogólniaku wraca do starych „murów szkolnych” i zostawia kolejny „Dziesiąty Krąg Mądrości”. Dla świeżaków i kotów.
Jakież było moje zdziwienie, gdy dogrzebałem się do paru starych wpisów starej gwardii, jak i też tych, które były spłodzone przez te dwa lata. Ile kurzu zebrało się w mojej głowie przez ten czas. Ile błędów w myśleniu sobie narobiłem. Oraz ile rzeczy muszę w sobie skorygować....
To tyle tytułem wstępu, przejdę do rzeczy...
Jeszcze przed odejściem zmagałem się z straszliwą toksyną, jaką miałem w domu rodzinnym. Niby nic szczególnego, każdy ma tam jakieś problemy w domu. Tylko że te problemy stały się w pewnym momencie powodem moich odwiedzin u psychologa i psychiatry.
Oczywiście bez obaw – w kaftanie nie wylądowałem 
Jednakże gdy po raz pierwszy rodzicom przyznałem się, że odwiedzam tych specjalistów, to zaczęły się różne dziwne akcje. Oszczędzę wam szczegółów. Poza terapią prowadziłem też swoją osobistą krucjatę przeciwko swoim problemom psychicznym, lękom, słabościom i tym wszystkim, co czyniło moje życie istnym piekłem na ziemi (oczywiście mówię tu o swym odczuciu, że tak było).
Dość regularnie spotykałem się z śląską ekipą, nie tylko jako „gracze” na DG lub NG. To było dla mnie odskocznią od problemów. Z niektórymi nawet się zakumplowałem. Za sprawą jednego z nich trafiłem też na treningi MMA, które (jak się okazało po czasie) były strzałem w dziesiątkę. Powodów jest wiele, dlaczego tak uważam, no ale chyba każdy wie, jak bardzo podnoszą takie sporty pewność siebie i zwiększają wewnętrzną moc.
Żeby w trybie oszczędnościowym przejść przez pewne treści, zakończę ten wątek pewną informacją – pewnego razu, po którymś tam wbiciu mi przez ojca szpilki i poczucia winy, straciłem nad sobą kontrolę i ostro mu wpierdoliłem. Gniew i nienawiść kumulowana przez wiele lat znalazła swoje ujście w tej chwili. Gdyby pomiędzy mnie i niego nie wpadła matka z bratem, to bym nie przestawał go trzaskać. Ta sytuacja obiła się szerokim echem w mojej okolicy i przyczyniła się do tego, że na wiele lat miałem kosę ze swoim ojcem. Unikałem go przy każdej możliwej sytuacji (nie licząc jednego pogrzebu). Przestał dla mnie istnieć.
Wbrew pozorom ta sytuacja jest istotna – od tego momentu przełamałem pewien impas. Niemoc w jakiej trzymał mnie ojciec w końcu została (aczkolwiek dość brutalnie) przełamana. Zrzuciłem mentalne kajdany, które (jak widzę po czasie), były korzeniem wielu moich problemów ze mną samym. Między innymi w tym jak mnie traktowali ludzie, oraz kobiety.
Od tego momentu zacząłem tak naprawdę „rosnąć”. Swoiste przełamanie nie obyło się bez rewelacji w innych sferach życia. Taki trochę efekt domina.
Z przykrością muszę stwierdzić, że po pewnym czasie skłoniło mnie to do zerwania kontaktów z PUAsami, jakich poznałem za pośrednictwem tej strony. Żeby nie bawić się w wywlekanie konkretnych ksyw, oraz starych brudów, ograniczę się do prostego skwitowania – relacja z nimi stała się dla mnie niezbyt zdrowa i mówiąc bardziej dosadnie – toksyczna.
To mnie mocno zraziło do środowiska PUA. Poniekąd na fali tych zdarzeń napisałem swój ostatni wpis „Matrix i uwodzenie”, gdzie wypunktowałem pewne patologie jakie się mogą pojawić się w różnych grupach (w tym także mojej).
W każdym bądź razie – zerwanie z tym środowiskiem (wzbogacone o ban) było odtruciem się od pewnych „tematów”. Trochę ciężko to zniosłem, ale z czasem mi przeszło. Oczyszczenie musi jednak boleć.
W międzyczasie mierzyłem się z analogicznymi sytuacjami w pracy, gdzie również miałem ten sam problem – przełamanie złego wrażenia i mentalności ofiary. Cały czas ze sobą walczyłem, co się odbijało na tym, jak mnie inni traktowali – czyli po prostu „ogólnie nieciekawy typ”.
Zresztą mała poprawka – to się tyczyło nie tylko pracy, ale w zasadzie wszystkiego, gdzie miałem styczność z większą liczbą ludzi.
Przestałem chodzić do klubów, laski jedynie poznawałem w pracy, lub jakiś „naturalnych” okolicznościach. Zwykle nic konkretnego nie wychodziło, ale robiąc raz na jakiś czas podejście directowe miałem przynajmniej powody do zadowolenia. Trochę działałem też w necie.
Przy okazji na potęgę używałem autohipnozy, coraz bardziej zgłębiałem psychologię, ale też ezoterykę. Z czasem poszedłem dalej: odwiedzałem hipnotyzera, wskoczyłem na medytacje, binaurale, solfegio i te sprawy...
Efekty tych działań to momentami była istna sieczka w mojej głowie. Zamiast wyczilować, to ja jeszcze bardziej grzebałem w swojej psychice. Zupełnie tak, jakbyście chcieli posiekać cebulę, która już była posiekana. Różnych dziwnych sytuacji, mniejszych rozczarowań, nagłych wzlotów i upadków było całe mnóstwo.
W tym całym chaosie zacząłem się mocno gubić, nie wytrzymywałem sam ze sobą.
"Człowiek nie jest stworzony do klęski. Człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać" - Ernest Hemingway
Powyższy cytat ma wyjątkową wartość dla mnie. Ma on też swoją „doniosłość” psychologiczną.
Czemu akurat go podaję ???
Bo właśnie w momencie gdy przestałem w sobie szukać problemów na siłę i piłować siebie samego, to wszystko zaczęło się układać. Gdy pojawiały się u mnie jakieś przykre zdarzenia lub załamki, to niedługo potem pojawiały się zdarzenia, które dodawały mi energii oraz entuzjazmu, równoważąc wcześniej przeżyte kwasy.
I tak jak np. zakończyłem znajomość z pewnym PUAsem (akurat nie poznanym tutaj) to około miesiąc po tym zdarzeniu.... byłem w związku 
Wystarczyło że napisałem do koleżanki z poprzedniej pracy w stylu „co słychać”. Od słowa do słowa spotkaliśmy się. Około miesiąc potem była moją dziewczyną. Zajebioza po prostu 
Zawsze deklarowałem, że interesują mnie stałe związki. W piorunującym tempie ziściło się moje marzenie. Byłem jak Abdul – dokładnie ten sam którego opisałem w swoim wpisie. Tylko że finisz związku był trochę inny – zamiast odejścia, była zdrada z jej strony.
Oczywiście rozpaczałem trochę z tego powodu. Więcej szczegółów nie będę podawać, bo akurat nie o niej chcę pisać w tym wpisie.
Znowu zacząłem robić to co wcześniej – czyli znowu szukałem na siłę problemów w sobie. W międzyczasie nawiązałem dobry kontakt z pewnym coachem, który pomógł mi wiele dostrzec. No ale nawet on nie zmienił mojego postępowania względem siebie.
Generalnie nie dostrzegłem tego, co zrobiłem wcześniej – na wskutek pracy w sprzedaży, obsłudze klienta i dziale reklamacji bardzo mocno poprawiłem swoje umiejętności interpersonalne. Odkryłem w sobie niesamowite gadulstwo, oraz płynność w przestawianiu swoich myśli i racji. Uodporniłem się na „ciężkich w obyciu ludzi”, nabrałem dystansu do siebie, nauczyłem się ripostować i kontrować tych, którzy próbują na mnie wjechać itp.
Poprawiła się moja sytuacja materialna. Poznałem wiele osób. Grono moich znajomych zaczęło systematycznie pęcznieć (nie tylko na facebooku). Coraz więcej spotkań, coraz więcej możliwości.
Zapadła w końcu decyzja, którą odwlekałem w czasie z powodu nadgorliwej walki ze sobą – zacząłem studiować Psychologię. Zawsze chciałem zrobić tak, że najpierw ogarnę siebie, znajdę dziewczynę, a potem pójdę na Psychologię. Dopóki nie zaliczę dwóch wcześniejszych punktów, to nie ma opcji abym zaczął.
No i w sumie, jakby nie patrzeć – oba wcześniejsze punkty zaliczyłem. Tylko teraz właśnie widać jak na dłoni, jak mocno popadłem w błędne koło.
Na studiach też poznałem pewną pannę, która mi zawróciła w głowie jak cholera.
Nie rozpisując się za bardzo – była zajęta. Jak się kończy podryw zajętej laski, pisałem przy okazji wątku innego kolesia na forum – emocjonalny wpierdol.
Znowu zacząłem robić to, o czym pisałem już chyba z trzy razy. Nie będę powtarzał.
Plusem było to, że zrobiłem się zobojętniały. Ta obojętność zmieniła się w wyjebkę, dzięki której poznałem inną kobietę – z którą miałem romans 
Akurat ona była poznana przez neta. Starsza ode mnie, samotna matka. Ta relacja była swego rodzaju „rehabilitacją” po tej pannie ze studiów. Przyznam, że bardzo przyjemnie mi było...
Akurat romans się skończył tutaj w cywilizowany sposób. Po prostu pogadaliśmy szczerze. Uznała, że nie widzi sensu w utrzymywaniu znajomości w taki sposób, bo nic do mnie szczególnego nie czuję. Nawet mi zrobiła fajny feedback, nad czym mogę popracować, aby lepiej podziałać z przyszłymi pannami jakie spotkam. Zresztą odwzajemniłem to.
Tylko też pojawił się problem – zadurzyłem się w niej. Ucinając jej wątek znowu pojawiła się tendencja, o jakiej już któryś raz pisze.
Można by rzec, że znowu trzeba czekać, aż pojawi się zdarzenie, które zrównoważy mi powyższy zawód.... Jakoś ten moment nie nastąpił.
"Nie stajemy się oświeceni wyobrażając sobie światło, lecz czyniąc ciemność świadomą." - Carl Gustav Jung
Ogólnie jak można zauważyć, to co się u mnie działo, miało taki cykliczny charakter. Coś jak przebiegunowanie Ziemi co kilkaset lat. Oczywiście jak to odkryłem, to w jednej chwili zrozumiałem o co chodzi....
Żeby pójść do przodu, musiałem odpuścić sobie i zatrzymać się. A następnie... pozwolić umrzeć starym i niepotrzebnym schematom.
Oczywiście to nie było tak, że w jednej sekundzie to zrozumiałem. To był proces który zajął trochę czasu. Jak to u mnie otworzyło horyzonty ???
„Na oścież” - można by rzec 
Poza pracą i studiami zacząłem robić rzeczy których wcześniej nie robiłem. Mam pomysły na siebie, na realizację których podjąłem się dodatkowej pracy, aby zbierać fundusze. Gdybym miał to wszystko opisać, to by wyszła mi epopeja.
Człowiek który był wychowany w mentalnej piwnicy wychodzi z niej i zamierza szukać miejsca pod fundamenty własnego domu. Harry Potter, który mieszka w komórce pod schodami , nagle się dowiaduje że jest... Harrym Potterem. Tak można w najprostszy sposób opisać to jak się czułem gdy wreszcie to zrozumiałem.
Reasumując – byłem człowiekiem, który bał się kiedyś swojego cienia. Na siłę próbowałem stać się takim zajebistym Asasynem, który był opisany w moich wpisach. I teraz też widzę, że nie musiałem niczego robić na siłę....
Wystarczyło, że odpuściłem sobie piłowanie siebie.
Tak jak suche gałęzie odpadają od konaru drzewa, tak samo ja musiałem pozwolić niepotrzebnym już schematom myślenia obumrzeć.
I na koniec odpowiedź na pytanie: dlaczego tu wróciłem ???
Ostatnio za bardzo się naczytałem rzeczy o hipergamii. Popadłem w frustrację. I pewnie nadal taplałbym się w negatywnych stanach.
No ale... dzięki wpisom z tej strony wywaliłem błoto z umysłu.
Wszystko ma jednak swój cel....
Pozdrawiam Was serdecznie
miło jest wrócić do „Alamutu”.
Salut
PS: taka prośba – nie mówcie nigdy na forum ogólnym, że jestem na Psychologii, tak na wszelki wypadek. Nie chce żeby mi tu zasypywano skrzynkę wiadomościami o depresjach 
Odpowiedzi
Fajnie, ze wróciłeś
ndz., 2020-03-29 15:26 — PinochetFajnie, ze wróciłeś
Milo jest wrócić do miejsca
ndz., 2020-03-29 19:57 — TrancerMilo jest wrócić do miejsca które jednak sporo we mnie ukształtowało
Pozdro
Welcome back. Ten cykliczny
ndz., 2020-03-29 21:35 — KenseiWelcome back.
Ten cykliczny charakter jest nieunikniony. Co jakiś czas przeskakujemy tylko z jednej pętlo-spirali do innej. Siekanie cebulki niezbędne z kolei aby odnaleźć zmienną i utworzyć przeskok z jednej do drugiej.
Za ta historię o abdulu
pon., 2020-03-30 16:10 — sequel87Za ta historię o abdulu całuje Ci stopy
Jeśli chcesz coś przeczytać w
wt., 2020-03-31 13:52 — TrancerJeśli chcesz coś przeczytać w podobnym klimacie, to polecam to:
http://www.podrywaj.org/blog/szt...
To jest wpis który pisałem z Sunlightem
Dzięki za ten blogas, od rana
śr., 2020-04-01 08:40 — KenseiDzięki za ten blogas, od rana cudowny mindset wleciał dzięki temu, świetna kooperacja.
Dodam też coś, co mi umknęło
wt., 2020-03-31 13:55 — TrancerDodam też coś, co mi umknęło w tym wpisie...
Moje relacje z rodzicami opisane w tym wpisie to już przeszłość.
Udało mi się naprawić relacje z rodzicami, z którymi teraz mam dobry kontakt
Pomimo że strasznie mi napsuli krwi, to udało mi się wybaczyć im wyrządzone krzywdy. Zajęło to kilka lat, ale jest już dobrze.
Szczególnie mowa o ojcu
"Pomimo że strasznie mi
wt., 2020-03-31 19:23 — gen"Pomimo że strasznie mi napsuli krwi, to udało mi się wybaczyć im wyrządzone krzywdy. Zajęło to kilka lat, ale jest już dobrze."
coś mi to przypomina, też kiedyś tam, tak z 500 lat temu miałem krzywo z rodzicami, uciekałem z domu, wylądowałem nawet w bidulu, generalnie, to krnąbrny byłem, kiedy miałem 17 lat milicja (bo to za komuny było), na melinie z 30 letniej dziwki mnie ściągała... i takie tam podobne... i historia zatoczyła koło, Starzy zawsze mnie jakoś tam wyciągali, teraz ja spłacam dług... i tak na przykład syn kupił E38, z silnikiem 5,4 litra V12... i ją rozjebał... i nie przyznał się, tylko zaczął zlecać naprawy jakimś partaczom, i topił kasę, bo wózek nietypowy... a ja to sobie obserwowałem, bo byłem na bieżąco... w końcu dziadek gen raczył się wqrwić, wziął sprawy w swoje ręce i ten złom zaczyna przypominać auto... za cenę ładnych paru tysięcy... nie ma dupy, syn kasę odda, bo ja to nie caritas, choćby w ratach... dlaczego to piszę?, mimo że nie wierzę w karmę, to wierzę w przyzwoitość wobec tych którzy mi pomagali... i wiem, że gdyby moi Rodzice jeszcze żyli, to wnukowi (a mojemu synowi) by pomogli... i to jest ta spłata... i tak to się toczy...