Ciekawi mnie wasza opinia, na temat celowego wejścia w pułapkę 
Ogarniam sprawę z jedną dziewczyną, co ze względu na pewne okoliczności będzie wymagało długeterminowego wysiłku, czyli mówiąc potocznie "cierpliwości".
Być może niektórzy z was, jak ja, czasami przeglądają analogiczne portale dla kobiet. To co najbardziej uderza w ich postach o flircie, miłości i relacjach damsko-męskich to pewna rzecz: prawie wszystkie stwierdzają, że ich związek zaczął się od przyjaźni, od zwierzania się sobie. I co ciekawe zdrada też, często od tego się zaczęła.
"Pół roku rozmawialiśmy tylko przez internet, i czasem na piwo, on zwierzał mi się ze swoich niepowodzeń i sukcesów z kobietami, a ja mówiłam mu o wszystkim co dzieje się w moim związku. Aż wreszcie... zaczęliśmy się całować" - takie historyjki na kobiecych forach to standard.
Wiadomo; nazywanie pewnych rzeczy po imieniu - dla nich i dla nas oznacza często coś całkiem innego. Dla chłopaka to mogło być ekspresowa sekwencja na wzbudzenie zaufania, dla niej to mogło być niespodziewane odnalezienie bratniej duszy.
Tak czy siak - czy zdarzyło wam się przez dłuższy okres zdobywać dziewczynę zaczynając od celowego stania się jej przyjacielem (wiedząc, że na początku inna opcja nie wchodzi w grę) ??
Nie chodzi mi tu o ewidetne spasowanie w odpowiedzi na słowa "zostańmy przyjaciółmi", ale o sytuacje gdy z premedytacją wkraczasz w jej świat, pozostając kimś na zewnątrz. Tak by zbudować pełne zaufanie, bez żadnych nacisków, bez jakichkolwiek żądań, ale przy tym nie eliminując podtsawowego niedomówienia, aż do właściwego momentu.
ja tak robilem i wiesz co......ch... z tego wyszlo nie polecam bo laska zacznie cie traktowac jak brata ,a nie kolesia z ktorym pojdzie do lozka
tak bylo w moim przypadku
i chuj Cie będzie strzelał.. słysząc jej zwierzenia o tym jak się bzykała ze swoim nowym chłopakiem..i kolejnym.. i jeszcze jednym ;]
Hehe, widzę że pomysł wzbudził dezaprobatę
Dlatego napisałem "pułapka" bo to wbrew zdrowemu rozsądkowi.
Ale po prześledzeniu pewnej ilości kobiecych historii, zauważyłem, że ich wejście w związek b.często zaczęło się od zaskakującego zwrotu akcji, gdy nieznajomy-przyjaciel (który na nic nie naciskał) niespodziewanie przechodzi do ofensywy.
Inna kwestia, że to może dotyczyć kobiet które nie są "najbardziej" atrakcyjne, czy pewne siebie, i flirt rozgrywa sie w ich świecie inaczej.
Tutaj moim zdaniem chodzi o to .. ze związek typu .. "od przyjaciela do partnera" .. to jakieś 10% całości ... wiec szanse raczej marne..
ale w sumie są też małe plusy .. możemy mieć 10 zajebistych "koleżanek" ... poza tym takie koleżeńskie pogadanki to dobry sposób by poćwiczyć naszą mowę.. prowadzenie rozmowy .. negi ... itp .. dzięki temu będzie łatwiej z innymi targetami .. pod warunkiem, ze takich koleżanek do pogadania mamy kilka.. i skupimy na tym aby wyrywać inne panny.. a te przyjaciółki potraktować jako wersję demo ;]
A mi się zdaje, że to jest niezłe rozwiązanie, jeśli jesteś świadomy swojej atrakcyjności, tzn. wiesz, że ona ma ochotę na ciebie, ale są jakieś przeszkody, które nie pozwalają ci się zblizyć do kobiety. Tylko moim zdanie, musisz trochę grać. Ujawniać swoje najlepsze cechy, które sprawią, że ona nie będzie o tobie myśleć tylko jak o przyjacielu. Jak będzie się z tobą dobrze czuła, będzie pociąg fizyczny, to być może zacznie o tobie myśleć "ale fajny facet, szkoda, że chce być tylko moim kumplem". Wtedy pojawia się kolejny problem - musisz wyczuć ten moment, kiedy zaatakować, a to będzie niesamowicie trudne, bo ona może wysyłać ci sygnały typowo koleżeński, a ty odbierzesz to jako coś więcej. Podsumowując, wyższa szkoła jazdy dla osób naprawdę odpornych psychicznie
cojaturobie nie wiem co tu robisz, ale trafiłeś idealnie w sedno! Hardcorowa akcja, chyba najlepiej taką "przyjaźń" rozgrywać sobie na boku innej gry, a itak odporność psychiczna będzie niezbędna.
No ja też popieram moich dwóch przedmówców. Sam zacząłem od "przyjaźni" a potem się potoczyło samo już. Ważne by mieć siłę się z ramy przyjaciela wyrwać, kiedy przyjdzie na to pora
Walcz o kobietę jak lew o swoją zdobycz, żebyś nie miał do siebie pretensji z powodu zaniechania działania.
ej, ej canis lupus coś ty taki lakoniczny jak ministranci w czasie kolędy? nie napisałeś nic konkretnego, a mnie temat intersuje (skoro go założyłem). Może pokuś się o mały edit i napisz w jakich okolicznościach złamałeś ramę, i czy frelka była zajęta
Frelka nie była zajęta, ale była świerzo po rozstaniu. Miała wielki żal do byłego, ze ją zdradzał. Jak ją poznałem, to pełniłem funkcję wujka dobrej rady czyli poniekąd przyjaciela-kogoś kto wysłucha ale tez i skomentuje. Kobiety lubią kiedy je słuchamy. Ona mi dzięki temu w trymiga zaufała. Potem jak już się wyżaliła zabierałem ją na izolowane spacery. I zacząłem uskuteczniac kino. A to kino było zbawienne. Bo zaczęło się od niewinnego przytulenia na pocieszenie, a potem z czasem przerodziło się w partnerskie. Tylko, że ja jej odrazu dałem do zrozumienia, że nie chcę tylko przyjaźnie. Pokazywałem jej to gestami ; łapałem z rekę na wykładach, mietosilem trochę itp... Teraz masz konkret
Walcz o kobietę jak lew o swoją zdobycz, żebyś nie miał do siebie pretensji z powodu zaniechania działania.
Alf Cannabi - planujesz/zaczałeś już brać się za jakiś target w ten sposób czy tak tylko z ciekawości pytasz?
Nie, nie tylko z ciekawości
Zaatakowałem z predmedytacją upatrzony cel. Jej spontanicza reakcja była świetna - a więc endorfiny zatańczyły mi we krwi. Jednak rzeczywistość płata pierdolone figle i w akcie uczciwości szybko poinformowała mnie, że jest w stałym związku. Nie wiem czemu, ale tylko mnie to zachęciło. Może dlatego, że informacji towarzyszył sygnał, że związek nie jest pełnią o jakiej marzą poetki patrząc w gwiazdy. Więc coś tam coś tam, niestety przez internet, gdzie łatwo uzyskać iluzję przewagi jeśli jest się elkowentnym.
Na pierwszym spotkaniu było fajnie, choć nie udało mi się miotać iskrami, bo ku mojemu lekkiemu zdziwieniu, wystartowała z postawą bardzo defensywną, silną ramą, jaki to ma udany związek, i nie zamierza z niego rezygnować. Na szczęscie nie było bryzgania krwią po ścianach i satanistycznych obrzedów w stylu farmazonów o przyjaźni. Tak czy siak przynajmniej skumałem nową definicje naiwności.
Zbierając to w całość; mogę w to dalej brnąć. Frelce na takim poziomie jak ona nie da się zamieszac w głowie prostymi schematami.Wydaje mi się że jest w relacji na III levelu według opisu na blogu Księcia Pomorskiego. Waląc kawę na ławę; była by idiotką gdyby zaryzykowała dlugoletni związek w którym jest jej dobrze dla kogoś kogo nie zna.
Nie mam pojęcia jakie mam szanse, bo żal mi hajsu na wizytę u wróżki. Ale fakt faktem najlepszego dania na grillu nie ogarnia się w jedną minutę.
To zależy jak długo miałes ją w odstawce. Jesli to trwało dośc długo, to Twó wygląd się zmienił. Możesz zainicjowac spotkanie. Tylko ubierz się tak żebyś wyglądał dla niej ja James Bond czy cos w tym stylu. Pamiętaj o uśmiech i EC. No ale mówie, to zalezy jak długo trwała wasza rozłąka.
Walcz o kobietę jak lew o swoją zdobycz, żebyś nie miał do siebie pretensji z powodu zaniechania działania.
Wiesz no powiem Ci tak: tez miałem kiedys podobną sytuację jak Twoja obecna. Nie jest to nic przyjemnego, gdy chcesz się spotkac z kims na kim Ci zależało, po tak długim czasie. Ona pewnie juz ochłonęła i nie bedzie "ostra" dla Ciebie.

Mówisz, iż nie wiesz czy ja kochasz czy też już nie... Hmmm w tym momecie bym się zastanowił w jakim celu miało by byc to spotkanie. jeśli chcesz sprawdzic czy nadal masz dreszcze w jej obecności to wybież park lub inne podobne miejsce gdzię będzie wam obydwojgu komfortowo. Jesli chciałbys aby się tylko odnowiły wasze relacje od tak po prostu, zabież ją na standardowy spacer lub na herbatkę się spotkajcie.
A jesli idzie o sens tego całego galimatiasu, to myślę, że to ma swój sens. Bo. W tym momęcie jesteś w czarnym punkcie gdyż nie wiesz na czym stoisz. Dlatego dopuki się nie spotkasz nie rozeznasz własciwego kursu dalszej podróży. Postaraj się na luzie to ogarnąc- wiem że to trudne ale ułatwi Ci myślenie
Walcz o kobietę jak lew o swoją zdobycz, żebyś nie miał do siebie pretensji z powodu zaniechania działania.