
Blog jako forma napietnowania glupoty, wyrzucenia z siebie. Moze ktos cos z tego wyciagnie.
Dziewcze poznalem sredniej urody. Ale bylo w niej cos, co sprawilo, ze natychmiast dobrze sie z nia czulem. To byl poczatek studiow, nowi ludzie, otoczenie. Rozmowa szla takim torem, ze 3 dni pozniej umowilismy sie na pierwsza randke. Wszystko szlo swietnie, rozmawa sie "kleiła". Po spotkaniu jej smsy i tak dalej i tak dalej. To sie ciagnelo, widzialem jej zainteresowanie, swojego takze nie ukrywalem. Bylo mi dobrze jak z zadna inna wczesniej (ojj juz widze jak chcecie napisac "o kazdej sie tak mowi". Ale tak bylo.)
W pewnym momencie foch. O nic. Ja nic nie zawinilem wiec po prostu dalem jej czas. Mija tydzien, nadal foch. Mija drugi, pisze, po fochu nic. Co sie dowiaduje? Chciala sie zabic.
Rozmawiamy. Co jeszcze sie dowiaduje? Stwierdzony CHAD. Stwierdzone zaburzenia socjopatyczno jakies tam. Okres focha to byl okres nawrotu stanu depresyjnego przez CHAD.
Napisalem wtedy do Snoofiego z pytaniami. Bylem bezradny, szukalem pomocy co robic, a moja cala wielka samczosc poszla sie je*ac.
Jakie bylo moje myslenie?: Chce jej pomoc. Byc przy niej. Uwazalem, ze dam rade.
Ta...
Snoffie czy to w blogach, czy to w pw radzil jasno: Nie warto.
Skonczysz zle, bedzie bolalo i ogolna chujnia.
Nie posluchalem.
Relacje rozwijalem, spotykalismy sie, chodzilem do niej.
Znow foch. Tez o nic. Po fochu co? Wyladowalismy calujac sie.
Jej dziwne zachowania. Raz mnie uwielbiala, raz potrafila nienawidzic. Jej zachowan czesto nie rozumialem. Slyszalem, ze nabijala sie ze mnie z przyjaciolkami, a gdy przychodzilem do niej po tygodniowym fochu padal tekst "jak mogles mi to zrobic" i placz.
Fochy zdarzaly sie cyklicznie. A po kazdym z nich - "poglebienie" relacji" (przynajmniej tak mi sie wydawalo) bo robila sie zainteresowana i "napalona" jak nigdy wczesniej.
Wiec myslalem, nadal ludzac sie, ze dam rade.
No i tak to trwalo. Caly czas dostajac po dupie, ludzac sie, ze bedzie spoko i dam rade.
Az do dzis. Gdy uslyszalem: "wiem juz o Tobie wszystko. Jestes bezbarwna postacia, jestes mi obojetny. Zadnych emocji nie wywolujesz we mnie. Seks byl tylko zeby zaspokoic popedy, a gdy bywales u mnie, wyobrazalam sobie, ze jestes kims innym bo zle dzialasz na moja psychike. Nigdy sie nie zakochalam w nikim". Coz. Inne teksty, ktore rownie mocno bolaly padaly wczesniej, ale ten.. ten byl niezwykly.
Co mnie boli? Dupa. Bo tyle razy dalem sie w nia kopnac, tracac honor i zasady, majac w glowie wizje ratujacego.
Nie jestem typem gruboskornego samca alfy. Moge nawet przyznac zem nadwrazliwy.
Wiem, ze przyczyn musze szukac w sobie. Co nie zmienia faktu, ze smutek jest. Smutek ogromny do samego siebie, do niej, do sytuacji. Smutek do tego, ze naprawde chcialem jej pomoc.
Wiec co moge przekazac tym blogiem?: Jedynie tyle, ze potwierdzam wszystko co Snoffie pisal. Wlasną bolacą dupą. Tu nie ma milosci. Nie ma "czegos wiecej". Sa tylko potrzeby.
Co teraz? Teraz zamierzam pracowac nad soba. Nie w kierunku "podrywania lasek", a w kierunku zrozumienia wlasnych potrzeb, emocji. Nie mysle teraz na chlodno, jednak pewnikiem jest, ze cala ta sytuacja zaistniala z powodu tego co mam w glowie. Cos mam popsute i musze dowiedziec sie co i gdzie.
To tyle. Jeszcze raz powtarzam: to nie blog, ktory ma userow czegos nauczyc. To moj osobisty kamien milowy i tyle. Dziekuje za przeczytanie.
Odpowiedzi
Byłem swego czasu w podobnej
ndz., 2017-01-22 22:44 — Psotny wiatrByłem swego czasu w podobnej sytuacji, ale na tyle nauczony doświadczeniem, że szybko odpuściłem gdy zobaczyłem pierwsze symptomy podobnego zachowania.
Uważam, że czasem lepiej trochę się pomęczyć i wejść głębiej w to bagno, własnie po to aby uzmysłowić sobie jak to wszystko wygląda. Potem jest się już bardziej świadomym. Ma się też pojęcie, że jeszcze większe grzebanie w tym gównie spokoju nie przyniesie. Ludzie łudzą się, że jeśli "podkręcą procesor" w takiej relacji to wszystko zacznie działać jak należy.
Jeśli bardzo cierpiałeś i się upodliłeś to powinno być w przyszłości łatwiej, choć nie zawsze;)
Głowa do góry;)
Grubo pojechała z tym
pon., 2017-01-23 00:39 — DziubsonGrubo pojechała z tym tekstem... Grunt że wiesz co robić dalej. Nie traktuj tego jak porażki, raczej jak lekcję i powodzenia.
Niedawno zakończyłem podobną
pon., 2017-01-23 09:54 — wyrafinowanyNiedawno zakończyłem podobną relację. Na początku wszystko pięknie - motyle w brzuchu. Wyznanie miłości, wspólne myślenie nad przyszłością. Pod koniec związku jakaś myśl nie dawała mi spokoju. Ciężko było mi zasnąć, a jak już się udało to przebudzałem się w nocy kilka razy. Dziewczyna działała emocjonalnie do tego stopnia, że po naszej kłótni całowała się z innym (dowiedziałem się kilka tygodni później). Strasznie zagubiona osoba, bo widziałem w niej również dobre cechy. Po tym wszystkim sam o mało nie wpadłem w depresję. Nic nie jadłem, w oczach pustka. Chciałem jej pomóc, bo w miłości jest się na dobre i na złe. Jednak pomyślałem, że do niczego to nie doprowadzi (co najwyżej ja skończę w głębokiej depresji).
Całe szczęście, że z tego wyszedłem dość szybko. Ta sytuacja nauczyła mnie bardzo dużo, a przede wszystkim tego, że miłość nie może być wymuszona, trzeba ciągle pracować nad sobą i nie spoczywać na laurach.
Dzięki za blog.
Dlatego Żydzi dokładnie
pon., 2017-01-23 11:16 — kontotestoweDlatego Żydzi dokładnie sprawdzają historię medyczną przyszłej żony. Brutalne to jest, ale kobiety tak samo robią, więc Snoffie leci do ulubionych.
Byłem w krótkim związku z
pon., 2017-01-23 15:20 — doman93Byłem w krótkim związku z dziewczyną z ciężką depresją, zaburzeniami osobowości. To samo: najpierw czułości, potem jakieś załamania, teksty typu "nic do ciebie nie czuje". Bolało zajebiście, po niej wszystko spływało, jeżeli chodzi o mnie. Straszny sajgon mi zrobiła w głowie. Trzymaj się i powodzenia.
Normalka w takich
pt., 2017-01-27 23:37 — ChristianoNormalka w takich przypadkach, niestety. Słuchasz wyznań jak takiej żle, jakie problemy. Z czasem jednak można zauważyć, że tak naprawde to ona sama się wpycha w te problemy, po to aby były! Z doświadczenia to Ci powiem, że jest jeden mianownik, który łączy takie kobiety z DDA, czy innymi zaburzeniami. Otóż, nie potrafią odczuwać uczuć. Takich jak miłość, nie potrafią zauważyć że robią komuś przykrość, często potrzebują opini innych osób, aby stwierdzić czy jej zachowanie było ok. Po prostu występuje u nich coś w stylu dysfunkcji odczuwania uczuć, a do tego same nie wiedzą czy jej zachowanie jest normalne. Pamiętam taki przypadek, kiedy to dziewczyna mi opowiadała o pogrzebie kogoś bliskiego na którym nie czuła żadnego smutku, nic nie czuła. Odczuwała coś w stylu "muszę chyba płakać" bo to pogrzeb. Potem było podobnie w moim przypadku. Spotkania, mega chemia-fascynacja, foszki. Z jej strony dużo kontaktu, a z drugiej straszny dystans przed jakiegokolwiek kontaktem fizycznym. Wreszcie się skończyło tak, że stwierdziła że "miarka się przebrała i że to koniec". Oczywiście próby odgrywania się z jej strony, poczułem się jak wróg. Ona twierdziła że wszystko jest ok, nawet nie czuła, że zachowała się jak suka bez serca. Stara historia to już, ale mam do tej relacji sentyment. To raczej normalne. Z takimi osobami masz prawdziwy emocjonalny twister, a do tego odczuwasz mega przyciąganie. Jak to się kończy to leżysz i kwiczysz.