Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Parę słów o tym jak wstałem z kolan - czyli o powrocie do zdrowia (tego fizycznego jak i psychicznego)

Były osoby, które w lutym po moim wpisie na forum chciały przeczytać o tym jak potoczyły się moje dalsze losy i o tym jak wracałem do zdrowia. Dziś jestem w punkcie w którym chciałbym opisać to jak moje życie potoczyło się po tym wszystkim co spotkało mnie na przełomie 2015 i 2016 roku. Nie będzie to jednak jakaś pompatyczna historia od zera do milionera ani historia z cyklu które lubię określać mianem „podrywaj.org dream czyli jak ze stulejarza stałem się największym ruchaczem w wiosce”. Poniżej link do tematu na forum do którego odnoszę się w tym blogu, lektura obowiązkowa dla tych którym na serio chce się coś zrozumieć z mojego położenia:

http://www.podrywaj.org/forum/ko...

Luty był dla mnie miesiącem w którym pierwszy raz tak naprawdę dotarło do mnie co się stało. Wtedy naprawdę dotarła do mojego łba informacja, że jestem sam, że ona odeszła i, że nawet za specjalnie nie płakała po mnie tylko zaraz wzięła sobie kogoś nowego. Ja wtedy to wszystko zinterpretowałem w sposób niewłaściwy, bo odebrałem to jako swoją życiową porażkę. Przekaz w głowie miałem jeden: „you lose - przegrałeś”. Stąd też pojawiła się ta moja chęć natychmiastowego wyjścia na miasto, poznawania kobiet. Skoro ona tak zrobiła i po dwóch miesiącach od wyprowadzki ode mnie i po dwóch tygodniach znajomości (takie liczby podaje ona) zaczęła nowy związek to ja też mogę. Chciałem jej i sobie udowodnić, że potrafię mimo choroby, mimo przeciwności losu. Tak jakby to było wyznacznikiem czegokolwiek. Tyle, że wtedy byłem na tyle zaślepiony w tej swojej gonitwie, że nie zauważyłem faktu bardzo prostego: skoro ona po tylu latach znajomości i związku ze mną w tak szybki i łatwy sposób znalazła sobie nową osobę to znaczy to tylko o jednym. Świadczy to o tym, że do mnie od bardzo długiego czasu nie czuła już niczego. To była jej przewaga nad moją osobą i to pozwoliło jej wejść tak łatwo w nową relację. Podczas gdy ja wolny emocjonalnie nie byłem, mentalnie dalej tkwiłem w tym związku. Ok… Ale miało nie być rozdrapywania przeszłości i analizowania związku z byłą tylko miało być o tym jak poradziłem sobie z moją sytuacją. O relacjach damsko-męskich w tym wszystkim paradoksalnie będzie niewiele.

W tamtym czasie, jak wspomniałem, wpadłem w szał jakiegoś poznawania i randkowania. Stwierdziłem fuck this fucking shit i wyszedłem na miasto mimo, że czułem się źle. Na siłę podchodziłem do różnych kobiet, kreowałem różne sytuacje. Nawet i te nr dostawałem ale relacje z tego wychodziły bardzo płytkie, jednorazowe. Często nawet nie odbierały telefonu. Do tego w domu Internet… Na początku sympatia a potem badoo po tym jak z niego zeszła moja była i poszła sobie do tego swojego nowego mena… Był okres na początku marca, że miałem w tygodniu 4 spotkania z 4 różnymi dziewczynami. Mimo to szczęśliwy nie czułem się. Jak powiedziałem, były to relacje bardzo płytkie a wszystko odbywało się dla mnie mechaniczne. Miałem wrażenie, że każde spotkanie przebiega wg tego samego schematu a ja poruszałem zawsze te same tematy. Często nie pamiętałem nawet imion tych dziewczyn. Efekt? Wiadomy do przewidzenia. Jedno spotkanie i do widzenia. Czasem ja na więcej nie miałem ochoty a czasem one, jak w życiu. Ja zamiast jakiegoś zadowolenia z tylu spotkań nabierałem coraz większego zniechęcenia i łapałem doła.
Połowa marca – czas w którym moje zdrowie poprawiło się na tyle, że zacząłem funkcjonować już normalnie. Nic mnie nie bolało, zero dolegliwości. W końcu pierwszy raz zacząłem myślami uciekać zarówno od mojej byłej jak i tematu kobiet jako takiego. Na studiach zdałem egzamin kończący pierwszy semestr (bo tak, o tej rzeczy nie wspomniałem, przez cały ten okres jeszcze miałem na głowie studia podyplomowe w Warszawie). Od razu po tych wydarzeniach poczułem, że zaczynam emanować nieco inna energią. Przestałem odczuwać desperacką potrzebę poznania kogoś nowego. Przez cały ten czas jednak jednej rzeczy nie udało mi się rozwiązać. Relacji z byłą z którą cały czas miałem kontakt. Spotkałem się z nią raz pod koniec marca nawet ale nic się nie wydarzyło, ot zwykła kawa, potem piwo. Po 4 dniach zaproponowałem jej kolejne spotkanie. Odmówiła. Tu już tylko wzruszyłem ramionami, pomyślałem „ok.”. Nie ma dramatu.

Nastał kwiecień 2016 roku. Zaczął się okres dla mnie różnych wyjść na miasto. Z kobietami paradoksalnie kontaktu zacząłem szukać coraz mniej, przestałem celowo jakoś zabiegać o ich uwagę, w końcu przestałem zachowywać się i myśleć jak desperat, bo nazwijmy rzeczy po imieniu – w lutym i marcu taką osobą właśnie byłem. Na mieście potrafiłem pójść na imprezę z kolegami i na parkiecie całą noc przetańczyć samemu. Albo wbić na podest i też tańczyć. Podchodziłem do jednej, może dwóch dziewczyn które uznałem, że naprawdę chcę je poznać. Zlewały mnie? Ok… wzruszałem ramionami. Chciały zatańczyć super… Na imprezie nie zobaczyłem żadnej takiej dziewczyny? Też dobrze, bawiłem się dalej… Naprawdę czułem, że bawię się dobrze nawet tańcząc samemu. Wyjściu do klubu nigdy nie towarzyszyło mi uczucie presji „muszę podejść, muszę otworzyć… muszę wyrwać i mieć jej nr albo najlepiej zaciągnąć na chatę bo inaczej impreza będzie z gatunku nieudanych - w końcu to nocna gra.” Śmieszy mnie ogólnie traktowanie wyjścia na miasto czy do klubu jako jakaś gra, ale to inny temat. W miesiącu tym też rozwinąłem i zakończyłem jedną znajomość z kobietą. Spotkałem się z nią kilkukrotnie. Nie miałem jednak ochoty na kontynuowanie tego, pomimo, że po tygodniu mojej ciszy ona sama do mnie napisała czy zamierzam się z nią jeszcze spotkać. Czemu? Chodziło tylko albo, aż o jej wygląd. Pomimo niesamowitego humoru i energii życiowej jaką ona miała, nie podobała mi się ona totalnie (kilka… no dobra kilkanaście kg za dużo miała). Zapytacie więc czemu w ogóle zaczynałem z nią jakiekolwiek relację? To powiem szczerze – efekt mojej desperacji lutowo-marcowej. Byłem gotów spotykać się z dziewczyną która totalnie nie podoba mi się tylko dlatego… …że jest dziewczyną więc musi mieć pochwę… Słabe… Bardzo słabe…

Maj. Miesiąc dla mnie szczególny. W majówkę zdecydowałem się zrobić coś o czym myślałem całą wiosnę. Nocleg w lesie na dziko i ognisko. Taki survival. Zrobiłem to, co prawda spędziłem tylko jedną noc w lesie i wróciłem do domu to było to dla mnie przeżycie niesamowite. Nocowałem z kumplem (bo we dwóch wybraliśmy się) w myśliwskiej ambonie. Do tego kilka przygód po drodze. Dla mnie materiał na inny zupełnie blog. Później Juwenalia. Świetna zabawa… Pewne przygody, rozbite na koncercie okulary i pierwsza od październikowego rozstania, dziewczyna w moim mieszkaniu… Potem kolejny długi weekend majowy (ten z Bożym Ciałem), kolejna wyprawa do lasu i nocleg tym razem w szałasie zbudowanym z leżącego drewna. W pracy jednak coraz gorsza atmosfera. Firma budowlana w której pracowałem od dłuższego czasu nie mogła wygrać żadnego przetargu, atmosfera zagęszczała się a szefostwo chodziło coraz bardziej poddenerwowane. W końcu wręcz doszło do tego, że rano nie chciało wstawać mi się do tej pracy z łóżka i ta sytuacja coraz bardziej mi ciążyła. Ale o maju mogę powiedzieć jedno: życie… Wreszcie czułem, że żyje…

Czerwiec… Ja nazywam to miesiącem ostatecznego rozwiązania kwestii swojej byłej (choć pewnie zostanę zjechany za to co napiszę o niej niżej. Ale wiecie co? Nie żałuję tego co z nią się wydarzyło). Ale po kolei. Pod koniec maja, gdy byłem właśnie na tej drugiej swojej wyprawie w lesie, napisała do mnie na maila moja była. Maila tego odczytałem po powrocie. Wysłała mi jakieś przemyślenia na temat życia, na które miała po przeczytaniu pewnego wpisu na stronie pokolenie ikea. Tytuł bloga to „dlaczego nic nie zmienia się w Twoim życiu” – łatwo można znaleźć. Parę rzeczy może nawet i ciekawych oraz wartościowych. Ale szczerze? Dotknęła mnie tym. Blog jest generalnie o życiu faceta który zasiedział się przed telewizorem, przed playstation a kobieta przestała odczuwać przy nim jakiekolwiek emocje. Co mnie dotknęło? To, że ona dalej widziała we mnie gościa którym byłem jesienią zeszłego roku gdy pracowałem po tyle godzin i po powrocie do domu serio nie miałem ochoty na nic więcej jak TV czy komputer. I to mnie bolało, że pomimo, iż robię tyle rzeczy nowych ona dalej mnie dalej odbiera jako właśnie takiego gościa. Od tego jej maila jednak wznowiliśmy kontakt gadając właśnie o tematach dotyczących live style. Ja ze swojej sytuacji w pracy zadowolony nie byłem gdzie wraz z kolejnym przegranym przetargiem atmosfera wyraźnie zagęszczała się. Po rozmowie z byłą wyczułem, że ona też jest z jakiś elementów swojego życia niezadowolona. Więc któregoś wieczoru na samym początku czerwca wyciągnąłem z kieszeni telefon, wpisałem jej nr i pierwszy raz od kilku miesięcy do niej zadzwoniłem (pomimo, że usunąłem jej nr z komórki – pamiętałem go na pamięć). Powiedziałem jej „słuchaj… wiem… wyczuwam to z tego miejsca w którym jestem i nie muszę Cie widzieć na co dzień, że ze swojego życia w 100% nie jesteś zadowolona. Ja wiem jak to zmienić… Zamiast siedzieć i pilnować rzeczy z których jesteśmy niezadowoleni, choć ze mną… Chodź, jedziemy do Gdyni o której zawsze marzyliśmy by pojechać i tam zamieszkać. I jeśli chcesz jechać to dziś o 21:00 parking pod biedronką, przyjeżdżaj. Ja tu i tak będę bo tuż przed 21:00 przychodzę na zakupy. Przyjedziesz? To będziesz i mnie spotkasz. Pogadamy... Nie przyjedziesz? To siedź gdzie siedzisz, ja swoje życie naprawię sam. Bez Ciebie… Ustawka pod biedronką – wiesz co jest grane”. Po czym nie czekając na jej komentarz czy odpowiedź, rozłączyłem się. Wyobrażacie sobie, że przyjechała? Siedziała na parkingu w aucie i na mnie czekała. Wsiadłem do niej. Jej pierwsze pytanie „czy jesteś naćpany?” ja na to, że nie… Że naprawdę mogę to zrobić. Że chcę jechać do Gdyni i zrobię to a nawet jutro mogę złożyć wypowiedzenie w pracy. Takie miałem flow w tym aucie, taką energię, że aż sam siebie nie poznawałem. W końcu po 2h rozmowy pojechaliśmy do mnie do mieszkania. W międzyczasie jej facet dzwonił 2 albo 3 razy. U mnie w mieszkaniu została już do 6 rano… Potem spotkaliśmy się drugi raz. Spotkanie z jej inicjatywy. Chciała pojechać ze mną na niedzielną wycieczkę do Kalisza. Kalisz jest miastem dla nas szczególnym bo 4 lata temu właśnie od wypadu do tego miasta zaczęliśmy być ze sobą. Ja cały w skowronkach pojechałem po nią, potem pojechaliśmy do tego Kalisza, gdzie spędziliśmy całą niedzielę. Ale tam? Cóż. Dystans jej. Zła reakcja na mój dotyk. Nie wyszedł pocałunek (odwróciła głowę), do tego pisanie esów do jej faceta. W trakcie meczu Polska-Irlandia Płn. (bo ten mecz razem w Kaliszu oglądaliśmy) jakaś taka zdystansowana bez emocji… Tak jakby myślami była gdzieś indziej. Po meczu wyszliśmy z tej knajpy gdzie oglądaliśmy ten mecz. Stanęliśmy na takim moście, zajrzałem jej w oczy a ona odwróciła się głową w stronę rzeki, oparła o barierkę i powiedziała, że przyjazd do Kalisza był dla niej błędem. Wróciliśmy więc do Łodzi. Ja jej tylko wytknąłem, że nie wiem ile jeszcze kopów od niej takich mentalnych muszę dostać by się nauczyć szacunku do swojej osoby i przestać prosić się o jej uwagę i uczucia. To co w Kaliszu zaczęło się, tam też się skończyło… Jasne, wytkniecie mi pełno błędów pewnie. Że byłem za łatwy, nie byłem wyzwaniem. Że byłem wręcz osobą potrzebującą jej. Nie zadbałem o komfort, dobrą zabawę i dawkę jakiś większych emocji by być pozytywnym kontrastem do samego siebie sprzed kilku miesięcy oraz jej obecnego faceta. I ok… Ale ja to pierdoliłem wtedy i pierdole teraz w lipcu. A czemu? Bo wszystko co nas spotyka w życiu ma jakiś sens:

-gdyby nie rozstanie z byłą zgnuśniałbym przed kanapą i telewizorem. Nie wyszedł na wyprawy do lasu i na treningi

-gdyby nie moja choroba to nie doceniłbym tego co mam i nie poznałbym się też na byłej

-gdyby nie moje zatracenie się w jakiś bezproduktywnych i bezsensownych spotkaniach z kobietami, nie doceniłbym tych prawdziwych i wartościowych relacji oraz dalej myślał, że ilość=jakość

-gdyby nie brak umiejętności całkowitego zerwania kontaktu z byłą nie pojechałbym z nią do tego cholernego Kalisza

-gdybym nie pojechał z nią do tego Kalisza to nie spostrzegłbym, że tak naprawdę ja jej do niczego nie potrzebuję i jak nie chce wracać do mnie to niech nie wraca

-gdybym nie zobaczył tej właśnie rzeczy nie zrobiłbym rzeczy na którą miałem ochotę i o której jej zresztą powiedziałem wtedy przez telefon: nie rzuciłbym właśnie wszystkiego w cholerę i nie pojechał do Gdyni!

Dlatego nie chce mi się słuchać pierdolenia Waszego o wzroście, pieniądzach i innych rzeczach. Zachowujecie się jakby Wasze życie się skończyło na kolejnej zlewce jakieś rury z neta. Wszystko co macie jest w Was a okazję trzeba stwarzać sobie samemu a nie liczyć, że się ona nadarzy… Macie dwie ręce, dwie nogi i głowę? To macie już wszystko... (taka moja dygresja co do dyskusji obecnie na forum).

Tak właśnie wygląda lipiec. Zostawiłem prace która mnie frustrowała, pieprznąłem wszystko i w przeciągu 2 tygodni jak tylko znalazłem nocleg we względnej cenie (co w sezonie łatwe nie było) pojechałem do Gdyni. Zatrudniłem się w centrali rybnej (potrzebowali kogoś od zaraz, na szczęście nie robię przy rybach a przy jakiś papierkach przewozowych). A ona? Pomimo, że robiła tego swojego faceta na boku dalej z nim jest. Czy wiem coś więcej o niej? Nie wiem… Napisałem jej tutaj z Gdyni jednego SMSa, że jednak to zrobiłem i wyjechałem, ona nie odpisała i dobrze, niech tak to zostanie… A inne kobiety? Gdzieś tam czasem przy jakieś okazji pogadam, poflirtuje… Wyjść gdzieś z jakąś tutaj po przyjeździe jeszcze nie wyszedłem ale i totalnie nie mam na to parcia… Mój plan dalszy? Znaleźć pracę w zawodzie który wykonywałem do tej pory (czyli w budownictwie) albo zająć się tym poniekąd pokrewnym zajęciem do którego uczyłem się na studiach podyplomowych (czyli nieruchomości). Potem chcę poszukać nowych ludzi, nowych miejsc w nowym mieście. Chce mieć nowe życie… Ale już teraz wiem, że…

Żyje się…

Przesiedziałem z byłą 4 lata swojego życia (a znam ją od 5 lat), pół roku wychodziłem na prostą. Mimo, że czasem szkoda jest mi, że to wszystko wyszło jak wyszło, wcale, nie uważam dziś bym ostatecznie przegrał ze swoją byłą. Nie traktuje tego w kategoriach porażki... A lekcja jest jedna i jest ona receptom na 90% problemów tego forum. Trzeba być po prostu silnym. Silniejszym od tej dziewczyny którą chcemy zdobyć. To raz a dwa strasznie cieszę się i czuję jakąś taką ulgę z tego powodu, że wyszedłem na postą ze swoim zdrowiem. Jestem gotów iść do przodu i czuję się trochę jak w pewnej piosence Budki Suflera:

„A po nocy przychodzi dzień,
A po burzy spokój,
Nagle ptaki budzą mnie
Tłukąc się do okien

Znowu szary, pusty dom,
Gdzie schroniłem się
I najmilsza z wszystkich, z wszystkich mi
Na witraża szkle,
Znowu w drogę, w drogę trzeba iść,
W życie się zanurzyć,
Chociaż w ręce jeszcze tkwi
Lekko zwiędła róża...”

Pozdrawiam…

Odpowiedzi

Portret użytkownika opos1

Jakże to długie. Przeczytam

Jakże to długie. Przeczytam wieczorem Smile

Pół roku życia nie da się

Pół roku życia nie da się zamknąć w 3 linijkach (albo ja nie potrafię). Ale zachęcam do przeczytania wieczorem;)

Portret użytkownika Bloy

Ja wytrwalem w czytaniu do

Ja wytrwalem w czytaniu do wymyslnikowania. I nasuwa mi sie jedno i nie jest to nic nowego. Czlowiek sie uczyc na swoich bledach powinien. Tylko, ze czasem nie widzimy, ze popelniamy w kolko jeden i ten sam blad wmawiajac sobie, ze "juz teraz jestem madrzejszy".
Co do zdrowia. Sam sie przekonalem(dziura w plucu) jak czasem taki kopniak zdrowotny potrafi przyniesc calkiem pozytywne skutki i zaowocowac swiadomoscia, ze mozemy wiecej niz sie nam kiedykolwiek wydawalo. Kolega "po fachu" (wielokrotna odma oplucnowa) tak sie wkurwil na lekarzy ktorzy mu wmiawiali czego teraz robic nie moze by nie ryzykowac nawrotu, ze teraz biega w maratonach i skacze ze spadochronem.

Portret użytkownika Biały Jeleń

Wszystko z Tobą w porządku

Wszystko z Tobą w porządku stary Wink Każdy kiedyś to przeżył, teraz będzie już tylko lepiej.
Zrób update za jakiś czas jak Ci się wiedzie w tej Gdyni, trzymam kciuki!