Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Gdzie się uczy i pracuje...

Portret użytkownika Invincible

Napisany dla własnej satysfakcji i uwiecznienia faktów, nie dla hejtów czy propsów, wyłącznie dla siebie, pierwszy, nudny blog o romansie w pracy w stu zdaniach prozą.
Dla leniwych "piguła" w komentarzu także jeśli masz jakieś ciekawsze zajęcie np. pastowanie butów to śmiało przewijaj

Kolejny blog pojawiający się na stronie, kolejna ściana tekstu, kilkanaście setek słow, smętów, coś o zmianach, coś o nie do końca trafnych wyborach w życiu mentalnego szczyla. Czy jest morał? Raczej nie. Lekcje języka polskiego nigdy nie były dla mnie problemem, mam jednak świadomość, że pisanie tego zajmie mi trochę czasu a do „lekkiego pióra” mi daleko mimo, że egzamin dojrzałości sieknąłem na 90+. Właśnie od tego egzaminu zacznę opowieść. Wiosna, 2013. Nie napiszę „A.D. 2013”, od czczenia z przyzwyczajenia sił nadprzyrodzonych uwolniłem się kilka lat wcześniej. Niby w czym ma mi pomóc wołanie w kierunku otwartej przestrzeni? Na pewno nie w zaliczeniu tych kretyńskich testów, które poniekąd determinują Twoją przyszłość. Coś o ówczesnym mnie? Z twarzy podobny zupełnie do nikogo, niewyróżniający się z tłumu, nieśmiały, uległy. Strona o podrywie więc warto wspomnieć coś o kobietach. Hmm…mijałem je na ulicy, w sklepie, widywałem w śmierdzącym, porannym autobusie, z nielicznymi wymieniałem spojrzenia. Największym sukcesem było poznanie Dominiki, filigranowa laska o urodzie typowej dla obywatelek krajów dalekiego wschodu. Zupełny przypadek. Spotkaliśmy się kilka razy, oczywiście spierdoliłem. Najlepsza laska w szkole do której ślini się kilkuset chłopa patrzyła na mnie jak na kawałek mięsa a potrafiłem ją do siebie skutecznie zniechęcić. Zdolny byłem, po 4 latach nadal jestem pełen podziwu dla własnej osoby. Skończyło się na uśmiechach i chłodnym, codziennym „cześć”. Kumple wpadali w szał, przedstaw nas sobie, skąd ją znasz, na pewno napisałeś do niej na fb. Mistrzowie potrafili zaskoczyć łanię tekstem „Czy mogę dostać numer telefonu od takiej bogini?” Co gorsza, niektóre kurwwwaaa na to leciały. Oczywiście wszystko on-line, twarzą w twarz potrafili tylko spalić buraka.
Nie o nieudacznikach jednak ten tekst. Jest o mnie. O gościu, który postanowił coś ze sobą zrobić, który nie chciał stać na linii kas w markecie czy być operatorem paleciaka. Postanowił robić to co uważa za słuszne i nie oglądać się za siebie. Napisał maturę, złożył dokumenty na uczelni, postanowił spróbować sam, wyłącznie sam, już w „Polsce A”. Przecież 20 latek z niezłym zawodem nie może ciągnąć pieniędzy od rodziców. Za hajs matki baluj? Nie dopuszczam do siebie takiej myśli, muszę utrzymać się sam. Trafiłem na zaoczne studia. To, co z nich wyniosę zależy wyłącznie ode mnie. Jeśli ktoś myśli, że jest łatwiej to popełnia błąd. No chyba, że studiujecie na pwzs w pierdziszewie. Po najdłuższych wakacjach w życiu, podczas których zapieprzałem po 12 godzin dziennie zaczyna się właściwa historia. Mój początek w nowym miejscu.
Pierwsza rozmowa kwalifikacyjna, na której wypadłem beznadziejnie, nie potrafiłem sensownie odpowiedzieć na najprostsze pytania dotyczące własnego CV. Czułem się tam jak pięciolatek. Kolejny dzień, 9:00, dzwoni telefon, chcą ze mną współpracować, jeśli jestem zainteresowany to podeślą papiery do wypełnienia. Do dzisiaj nie wiem czym kierował się wtedy dyrektor sprzedaży, wydaje mi się tylko, że miał dobre przeczucia. To mój osobisty sukces, z gówniarza bojącego się własnego cienia w ciągu dwóch lat wyrósł mężczyzna z wielkimi aspiracjami na prawdziwego Alpha. Odrzucam jednak na bok pieprzenie o rozwoju osobistym. Nadszedł czas, by niczym Ajschylos wprowadzić na scenę drugiego bohatera, dokładniej bohaterkę. Mówię tutaj o wysokiej blondynce, którą mimo wieku oceniłbym w podrywajowej skali na mocną siódemkę. Większe piersi skutkowałyby awansem do poziomu 8. Od teraz nazywam ją „S”. S pracowała w tej firmie od 2 miesięcy. Dzięki ciąży innej dziewczyny zmieniła stanowisko, miałem ją zastąpić. „Na oko” 24-25 lat, w rzeczywistości lekko ponad 30. Od początku widziałem to w jej oczach, coś nas do siebie ciągnęło. Postanowiłem się jednak kierować zasadą, którą wymieniłem już w tytule, prostą i wynikającą z doświadczenia. Dlaczego miałbym się uczyć na własnych błędach skoro masa ludzi popełniła takie same? Zadaniowy system pracy + dobra organizacja skutkowała masą czasu do zagospodarowania pomiędzy 8 a 16. Wyjścia na piwko odpadały więc cóż robić? Poprawiać swoje umiejętności w budowaniu relacji damsko-męskich! Z kim? Najlepiej z doświadczoną kobietą, która ze względu na swoją urodę na pewno przeżuła i wypluła już masę mniej lub bardziej ogarniętych facetów. Nietrudno się domyślić kto był pod ręką, w pomieszczeniu oddalonym o niespełna 20 metrów. I tak mijały mi dni na wyłapywaniu miękkich piłek, gierkach słownych, rozmowach na błahe a także poważniejsze tematy, wprowadzaniu dotyku i badaniu reakcji. Wszyscy wiemy, jak ważny w rozwoju relacji jest kontakt fizyczny. Idąc tym tropem po kilku miesiącach przyszedł czas na śmielszy dotyk. Po raz pierwszy dotknęliśmy się językami. Chociaż to może ona „bardziej” mnie dotknęła? Cały czas miałem w głowie hasło, które możecie zauważyć w pasku adresu. Ja, człowiek, który intymne doświadczenia zdobywał dotychczas w sytuacjach charakteryzujących się mniejszymi lub większymi zaburzeniami w postrzeganiu zewnętrznego świata całuje się z atrakcyjną kobietą, której chyba (?) nie jest łatwo zaimponować. Z jednej strony mętlik w głowie, z drugiej satysfakcja. Cholera, może ja jednak mam w sobie coś, co może je przyciągnąć? Nie szlauchy z klubu, nie naćpane studentki na domówce a trzeźwo myślącą, dojrzałą kobietę.
Posiadaniem swojej drugiej połówki (K) nigdy się nie pochwaliła. Wiedziałem o nim od początku. Mimo częstego hejtu na portale społecznościowe mają one istotną zaletę, dostarczają masy informacji. Staram się nie oceniać ludzi, których nie znam jednak wyciągam wnioski z tego co obserwuję. Co zaobserwowałem śledząc aktywność K? Prostactwo, buractwo, słownictwo na poziomie przysłowiowego Seby. Tak krótko mogę scharakteryzować tego osobnika. Owocem wielkiej miłości S i K jest niska, lekko gruba dziewczynka. Mam nadzieję, że nie będzie odwzorowaniem rodziców. Czas wrócić do głównego wątku. Dzień za dniem, tydzień za tygodniem, niewiele się zmieniało. Codzienne rozmowy, przytulanki i całusy. Określę to nawet mianem sielanki, żadnych fochów czy ST. W końcu przyszedł długo oczekiwany, luźny dzień, jakieś wyjazdowe szkolenie, do udziału w którym zostało zmuszone 80% ekipy. Wpadłem do pracy, nie zaglądałem do niej, chciałem szybko ogarnąć ważniejsze sprawy i pod nieobecność szefa rozpocząć weekend w piątkowe przedpołudnie. Wytrzymała godzinę, przyszła „w odwiedziny”, całus i nara, ja tu w końcu pracuję. Poczułem jednak coś innego w jej pocałunku, ogromną pasję i namiętność, to nie mogło się tak skończyć. Zorganizowałem klucz do sali konferencyjnej. Stanąłem w drzwiach jej pokoju i bawiąc się charakterystyczny kawałkiem metal rzuciłem „czekam na dole”. Przyszła po trzydziestu sekundach, kiedy zamykałem drzwi już była do mnie przyklejona. Mimo, że skończyło się wtedy tylko na uwolnionych piersiach i palcówce to uważam to za jedno z najciekawszych seksualnych doświadczeń w swoim życiu. Ogromna energia i pożądanie. Często wracam do tego myślami, chcę jeszcze. Podobna sytuacja miała miejsce po dwóch tygodniach. Tym razem „skonsumowałem” znajomość, podniecenie w jej oczach było niesamowite, doszła po kilku moich ruchach. To jednak nadal nie było to, czego chciałem mimo, że traktowałem ją jako przygodę. Skoro mam możliwość nieograniczonego obcowania ze świetnym ciałem to postanowiłem to wykorzystać. Spotykaliśmy się u mnie kilka razy, czasem ostro, czasem czule. Szczerze spodziewałem się po niej więcej, lecz nie ma sensu porównywanie tego do osiemnastoletniej kłody. Dochodzimy do punku kulminacyjnego, okres świąteczno-noworoczny 2014/15. Byliśmy wstępnie umówieni w weekend. Odwołała w piątek tłumacząc się imprezą rodzinną. Ok, spoko, rozumiem.
Poniedziałek, znowu w „fabryce” jak często mówiliśmy na ten budynek pełen ludzi przynoszących firmie kontrakty z sześcioma zerami. Słyszę magiczne „Musimy poważnie porozmawiać”, jak reagujemy na takie zdanie chyba nie muszę tłumaczyć. Wpadła do mnie po kilku godzinach zaczynając od wytłumaczenia nieobecności – nie chciała mieć przeze mnie kolejnych problemów. Mówi, że ktoś kontaktuje się z jej facetem donosząc o naszych poczynaniach. Łzy lecą jej po policzkach, ja facepalm. Rozmawialiśmy może 30 minut, nie było osoby, poza nami, która mogła znać takie szczegóły. Oczywiście zaprzeczyłem, przytuliłem, poszła w cholerę.
Teraz jestem prawie pewien, że była to zmyślona historyjka i gra. Nabrałem się. Przez kilka kolejnych dni się nie kontaktowaliśmy. W końcu do niej poszedłem i próbowałem zachowywać się jak przed całą akcją. Trzymała dystans, wykręcała się z uścisku, nie pozwalała pocałować. Po jakimś czasie zaczęło mi odwalać, zdałem sobie sprawę, że nie była tylko zabawką a ja ją tracę. Zaczęła napieprzać przez telefon z gościem z innego miasta. Tu zaczyna się ogrom popełnionych przeze mnie błędów. Jej prowokacje i moje, często za mocne słowa. Nikt ze współpracowników nie wiedział o tym co nas łączyło ale każdy zauważył zmianę. „Co się stało? Przecież tak się kochaliście” – Justyna, jesteś jasnowidzem Tongue
Może ktoś przeczytał i jest ciekaw jak się skończyło? Oczywiście syfem i beznadziejną atmosferą. Zmiany w firmie przez które wylądowaliśmy w jednym pomieszczeniu, naprzeciwko siebie. Nie muszę opisywać jak to wyglądało. Wrzuty jakie usłyszałem i jakie wypowiedziałem przez te pół roku mogą stanowić materiał na książkę o gaszeniu ludzi.
Użyła środków o jakich ja nigdy bym nie pomyślał. Rozpłakała się przy rozmowie z szefem, powiedziała, że przeze mnie boi się przychodzić do pracy Tongue Chyba nie zdawała sobie sprawy, że przez te 2 lata się z nim zakumplowałem i zdarzały nam się wypady na siłkę czy piwko, rozmowy o jego małżeńskich problemach. Prowokowała kłótnie, które nagrywała. W końcu postanowiła zrobić z nich użytek i w piątkowy, letni wieczór zaniosła je na policję. Daleko do mnie nie mieli, mieszkam naprzeciwko komendy. Dzielnicowy ze śmiechem opowiadał o jej zeznaniach i udawanym płaczu (opinia psychologa, w końcu nękana, biedna kobieta musi być delikatnie przesłuchiwana). Spodziewałem się nękania, stalkingu a ta oskarżyła mnie o groźby. Sprawa zamknięta, nikt nawet mnie nie przesłuchał, luźna rozmowa z policjantem przy pepsi z lodem. Przez kolejne kilka dni usilnie uczyłem ją treści i interpretacji art. 190 kk. Za cholerę nie potrafiła wyjaśnić kiedy wywołałem u niej zagrożenie życia lub zdrowia xD
Wypowiedzenie złożyłem jeszcze przed akcją z donosem. Postanowiłem trzymać się z dala od jej problemów z samą sobą.
Czy żałuję tego co się wydarzyło? –Nie
Czy przy przeżywaniu tego jeszcze raz zachowałbym się inaczej? –Nie. Z małymi wyjątkami
Czy dopuszczę do kolejnej takiej sytuacji? Tego nie wiem. Z jednej strony w głowie siedzi znana rymowanka, z drugiej znam małżeństwa, które poznały się w pracy. Po trzymiesięcznych wakacjach zaczynam nową pracę a Pani Manager ma takie same kurwiki w oczach, jakie widziałem u S.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Invincible

Skrót: -zacząłem

Skrót:
-zacząłem pracę
-sypiałem z koleżanką
-skończyłem pracę

Portret użytkownika Konstanty

Spoko się czytało, podoba mi

Spoko się czytało, podoba mi się Twój styl pisania.

Niezła femme fatale Ci się trafiła. Oby daleko od takich panien, jak chcesz ocalić łepetynę. Szkoda troche fajnej tyrki, ale wyrosłeś, zmężniałeś to będą z Ciebie ludzie. Smile

Portret użytkownika Guest

jutro powiem Martynie, zeby

jutro powiem Martynie, zeby sie tak nie gapiła!!! Wink

Portret użytkownika Invincible

To nie deja vu a historia

To nie deja vu a historia jest moja;p Kilka miesięcy temu był o niej temat na forum