Witam na Nowy Rok! Miesiąc temu poznałem na dyskotece dziewczynę przyznam, że na pełną salę tylko niewiele rzucało się w oczy. Będąc zdesperowany (musiałem zniknąć na miesiąc, miałem incydent i teraz nie jestem full dostępny -trochę mnie połamało) zacząłem tańczyć z dwiema -z dwóch koleżanek wybrałem jedną i przetańczyłem bez przerwy ze trzy godziny. Wiedząc że wyjadę, czułem się desperacki jak bym jechał na wojnę! Przypomniałem się tydzień później esemesem i tak przez miesiąc gadaliśmy całe wieczory -kilka długich godzin min 37 esemesów co kilka dni -raczej z mojej inicjatywy. Wszystko zawsze szło za gładko -sama wpisywała nr telefonu na dyskotece itp. Znam jej adres, i ogólnie cały wywiad, gadka z podtekstami i ukryte pytania gdzie z trzech pytań na jedno dla mnie ważne zawsze odpowiadała na tylko takie dla picu i dla mnie bez znaczenia. Gra grzeczną , na dyskoteki chodzi od niedawna, mówi, że nikogo nie ma i nie będzie mieć itp. Jest pięć lat młodsza. Oczywiście mówi jasno, że jak będę chciał wpaść to zaprasza. Takie coś nawet mnie uśpiło, i grałem dalej -tylko zawsze z mojej strony. Wkurzała mnie na początku gdy pytała o kolegę z którym byłem, że niby koleżanka chce wiedzieć -nie jestem z pierwszej łapanki. Niedługo była z koleżanką u niego na naszej szkapie. Myślałem, że wpadnę już zdrowy na świąteczną dyskotekę. Ale jak o kulach. Usypiała mnie że nie idzie tam przed świętami. Nie mówiła, że będzie na święta. Kolega poszedł, z inną koleżanką i ją spotkał. Widział ją z jakimś leszczem -niby kolega. Rzecz jasna lizali się. Kumpel mi jak brat więc nie wytrzymał i zwrócił, jej uwagę, że nie wie co nas łączy, ale może z nim tańczyć -bo facet ostro się jarał, a ona pozwala na wiele. Nie powiem dołuje takie coś. Jak ją ruszyć -czy wie co ja wiem itp? Nie chodzi mi o leszcza powoli do celu, ale jeszcze łażę o kulasach. Obiecywała mi spotkać się. Wiec zadzwoniłem zresztą cały czas mnożyłem jaj pytania o sylwestra. Zadzwoniłem -słyszałem przerażenie w słuchawce. I powiedziałem o obietnicy -nic nie czaiła, ale powiedziałem o spotkaniu na następny dzień, że zadzwonię. Zgodziła się. Następnego dnia wyglądałem jak szmata zgadałem się -poszliśmy na miasto -lubi je jak nic! Na mój widok rozpięła się i ściągnęła kaptur. Mimo mokrego śniegu z deszczem. Mam odciski na łapach od kul. Ciężka babka jest odwrotnie ciągle: może, nie, nie wiem! Do domu już raczej nie. No i jeszcze w połowie drogi najpierw był esemes, potem telefon -wiedziałem, że ten leszczu. Na pytanie czy kolega - tak, co chciał -pogadać Jasne! Mam trochę trudną pozycję wszelkie prośby pomocy -kicha! Uważała, że świetnie daję sobie radę. Miała często ubaw idąc tanecznym krokiem.Rozmowa raczej bez kleju musiałem walić o swoich tematach raczej nie do takich sytuacji -porażka. Na pewno zmarzła i była głodna -nie chciała nigdzie iść, ani jeść -akurat! Miała tę przewagę fizyczną więc się poddałem -błąd jak nic! Pod domem musiałem sam się starać o całusa, bo by mi uciekła! Taki cholernie nie zobowiązujący! O sylwestrze miała wiedzieć w czwartek o 17. Zadzwoniłem przed 19, ale zamiast poczekać z decyzją wybrała i poszła do "koleżanki". U mnie domówka trochę kulała, ale było ok. Życzyłem jej miłej zabawi i zażartowałem, że wpadnę z szampanem złożyć życzenia -irytujące "nie wiem". OK przeboleję to walę -jak każdemu ludkowi- w stylu takiej okazji "byśmy się spotkali/ zobaczyli w nowym roku/Nowym Roku różnica jest i powiedziała stanowcze nie. Wyjeżdżasz? -zażartowałem -nie. Puściłem to płazem i -do nowego roku! Potem wysłałem głupiego esemesa z życzeniami itp mimo wczesnej pory jeszcze było ze trzy godziny do odliczania nie odpisała wcale. Już nie piszemy po kilka godzin -może to ten gość, a może przez to chyba się spieszę z tym wszystkim. Nie chcę jej przestraszyć. Ale czy ona mnie sprawdza, w sensie testuje i jak się bronić jak ciągle odmawia, chce słyszeć poparcia swoich tez, na co ja się irytuje? A ja głupi raczej zgadzam się z nią, -minie trochę zanim nadążę jej kroku i ma przewagi. Jak nie wyjść na frajera, bo muszę działać?
bełkot...
pt., 2010-01-01 17:46 — Guestbełkot...