
Nie, nie chodzi o takie fetysze o jakich w tej chwili pomyślałeś.
Chodzi o fetysze rozumiane jako magiczne totemy, zachowania lub rytuały, które mają dać nam specjalną moc i siłę. Wydaje się, że to domena społeczeństw pierwotnych i starożytnych, ale wcale nie! Większość z nas po przyjściu na stronę lub dojściu do pewnego poziomu w życiu ulega pewnemu schematowi jakim jest budowanie fałszywej pewności siebie na zewnętrznych źródłach. O co chodzi?
Można mieć pewność z zewnątrz i pewność z wewnątrz. O pewności wypływającej ze środka, tej czystej i najlepszej pisze np. Anthony de Mello w przebudzeniu. Taka pewność jest cholernie trudna do zbudowania, ja staram się ją budować, ale daleko mi jeszcze do tego by ogłaszać sukces bo mam duże braki.
Pewność zewnętrzna oparta jest na iluzjach. Są to iluzje trochę lepsze od tych z jakimi przychodzimy na stronę, dlatego budują takie fałszywe tymczasowe poczucie poprawy. W gruncie rzeczy jednak jest to fundament słaby, który wcześniej czy później pierdolnie i zatrzęsie naszą wewnętrzną świątynią. Do takich fałszywych bożków pewności siebie należy:
-wiara w teksty, zagrywki, schematy - jeśli nie jest to dla Ciebie coś naturalnego to raz, że w końcu trafisz do nieszablonowej sytuacji i się posypiesz, poza tym nie opiera się to na wierze w siebie, a coś co masz dostać od kogoś innego. Instynktownie czujemy, że coś jest nie tak, że kłamiemy. Ale na początek lepsze to niż tkwienie w marazmie i użalanie się nad sobą. Na zasadzie, że lepiej podpierać się na lasce niż się czołgać, ale tak naprawdę powinieneś wyleczyć to jebane kolano i popierdalać na własnych mocnych nogach zdolnych do walki w pierdolonym maratonie.
Jaki jest problem? Często te fetysze są tak ładne, że zbyt mocno nas zwiodą i urzekną. Co gorsza możemy dać się im omamić przez błędne zrozumienie swoich problemów i lekką poprawę na zasadzie:
-chujowe dzieciństwo ->źle zbudowany wewnętrzny psychiczny świat/brak pewności siebie>brak akceptacji własnej osoby->nieumiejętność odreagowania stresu->masturbacja->obniżanie pewności siebie->brak akceptacji własnej osoby->nieumiejętność odreagowania stresu->masturbacja->obniżanie pewności siebie
Tutaj moim fetyszem będzie zwalczenie masturbacji. I wtedy(po sukcesie) schemat wygląda tak:
-chujowe dzieciństwo ->źle zbudowany wewnętrzny psychiczny świat/brak pewności siebie->brak akceptacji własnej osoby->rozczarowanie, że nie ma zmiany o 180 stopni i konsternacja, satysfakcja z pokonania skutku, który przede wszystkim pogłębia problem, a nie przyczyny.
Sądziłem, że jak przestanę walić to staną się jakieś cuda wianki i przestanę mieć problem z relacjami międzyludzkimi. Sądziłem, że jeżeli znajdę pracę to też będzie zajebiście. Dlatego, że przez moje najbliższe i trochę dalsze otoczenie oraz to co się mówi o humanistach odczuwałem lęk i widziałem obraz siebie za x lat na bezrobociu z przegranym życiem. Ostatnio udaje mi się spełnić obie te rzeczy(praca, abstynencja) o czym pisałem w moim ostatnim blogu. Co ciekawe był to jeden z najważniejszych dla mnie blogów kiedy byłem na fali wznoszącej i spodziewałem się wielu komentarzy, a potem czekało mnie rozczarowanie - nie dość, że komentarzy co kot napłakał to blog był kiepsko poczytny w porównaniu do reszty moich i tego co się pojawiało na głównej. Ot, taki prztyczek jak już człowiek zaczyna czuć flow 
Ten moment jak człowiek już widzi, że zaczyna iść w dobrą stronę, zdarzy mu się kilka sukcesów pod rząd, ale pojawiają się kolejne demotywatory jest nieprzyjemny bo dość zaskakujący. Czy jednak tylko dlatego warto schodzić z dobrej ścieżki? Zmiana życia mnie przeraża, ale myśl, że miałbym umrzeć nie próbując wyjść ze swojej klatki jest jeszcze straszniejsza. Szkoda tylko, że równolegle z sukcesami w budowie lepszej osobowości przyszło to, że w domu rodzinnym problemy eksplodują z jeszcze większą siłą niż kiedykolwiek. Szkoda, bo człowiek wraca zmęczony z pracy, musi pisać licka, przygotowywać jeszcze inny projekt, a po rollercoasterze w domu się odechciewa. Ale to już moja historia 
Pamiętajmy o tym, że ciuchy, praca i dobre nawyki same w sobie nie są podstawą. One są trochę jak zdobienia na kolumnach greckich świątyń. Lepiej żeby były bo pomagają jednak jako dodatki. Podstawa musi być głębiej, musi być niezależna od świata zewnętrznego i zasadzać się na charakterze. Co Ci po pewności opartej na pracy,kobiecie, wyglądzie skoro to wszystko może odebrać Ci zły los? A może się mylę, może błądzę? W końcu piszę to jako człowiek, który zmienił ostatnio kilka rzeczy na raz (ciuchy,praca, "niebicie w dzwony") i jest lekko rozczarowany brakiem pozytywnego trzęsienia ziemi.
Odpowiedzi
Ciekawe przemyślenia , super
sob., 2015-08-08 10:15 — UlmusCiekawe przemyślenia , super mi się czytało. Wierz w siebie i nie przestawaj , dobra robota.
Też miałem nieciekawe
sob., 2015-08-08 12:31 — Alex HopeTeż miałem nieciekawe dzieciństwo, co odbiło się na mojej psychice i pewności siebie.
Dlatego trafiłem na podrywaj.org. Mimo, że nazwa strony tego nie sugeruje, to teksty, które tutaj czytałem i czytam nadal, pomagają nakierować mnie na drogę ku prawdziwej męskości.
Głowa do góry!
Wiem o czym mówisz, ale z
ndz., 2015-08-09 08:35 — GoniecWiem o czym mówisz, ale z tego całkiem nie mam zamiaru rezygnować bo jednak te 22 lata to wcześnie żeby się statkować.
Moje pokolenie żyje w takiej zjebanej kulturze, że niestety bardzo wydłużył się nam okres dojrzewania. Mając te dwadzieścia parę lat często wciąż daleko nam do dojrzałości, zresztą określenie "młody dorosły" rozciąga się dzisiaj na zachodzie nawet do 30latków co dla mnie jest małym kosmosem.
To o czym mówisz jest bardzo ważne, ale nie chodziło mi tylko o to. Ja liczyłem podświadomie, że jak znajdę sobie tą pracę i przestanę bić Niemca po kasku to nagle w magiczny sposób zmieni się całe moje życie tj. jakaś nienazwana siła będzie podrywać laski za mnie, w zasadzie że same będą do mnie lgnęły. Niestety spina przed podejściem, czy przełamaniem bariery w trakcie spotkania raczej mi nie zmalała
No widzisz, niestety nie do
ndz., 2015-08-09 10:57 — skrzatNo widzisz, niestety nie do końca tak to działa z tym niewaleniem i pracą - to pomaga i jest łatwiej, ale nie załatwia sprawy. Tą aurę przyciągająca kobiety, o której piszesz, tworzy to jak na prawdę o sobie myślisz i jak się ze sobą czujesz. Możesz mieć i osiągać różne rzeczy, ale jak masz minę zbitego psa, to gówno to da.
Tak poza tym, to kolego żalisz się, że posłuchu nie masz, ale nawet nie potrafiłeś odpowiedzieć na moje proste pytanie pod poprzednim blogiem. Bo z tego co piszesz to trudno coś nawet konkretnie wywnioskować - opisujesz etap przeglądania tej strony i wspominasz o słabych postępach to wypada podsumować do ilu pi x drzwi podszedłeś, z iloma doszło do bliższych relacji, seksu. Konkrety, krótko mówiąc.
Myślę, że masz rację odnośnie
ndz., 2015-08-09 11:37 — GoniecMyślę, że masz rację odnośnie aury. Pamiętam z mojego życia momenty kiedy czułem zajebiste flow (powrót z wakacji z ziomkiem, wracanie busem z EURO2012 z Warszawy do wsi pod Warszawą) i takie specyficzne iskrzenie z laskami, które mnie wtedy mijały. Na co dzień jednak czegoś takiego u mnie nie ma.
Co do reszty to jakoś tamten komentarz uznałem za zaczepny, albo po prostu stwierdziłem, że nie chcę/wstydzę się odpowiadać.
No i właśnie ten flow jest
ndz., 2015-08-09 11:58 — skrzatNo i właśnie ten flow jest kluczem. Ja aż za dobrze znam te tematy, o których piszesz, więc wiem że nie jest łatwo nawet może nie tyle taki flow, co czasem nawet względnie pozytywne wrażenie utrzymywać. Nie jest przypadkiem tak, że często myślisz o tym, czy właśnie teraz zaskoczy i zaczniesz przyciągać spojrzenia, IOI?
Komentarz był zaczepny. W sumie to już chyba nie musisz odpowiadać
"Nie jest przypadkiem tak, że
ndz., 2015-08-09 12:27 — Goniec"Nie jest przypadkiem tak, że często myślisz o tym, czy właśnie teraz zaskoczy i zaczniesz przyciągać spojrzenia, IOI?"
Trafiłeś w punkt.
Ahahaha, zgadnij skąd
ndz., 2015-08-09 13:08 — skrzatAhahaha, zgadnij skąd wiedziałem ?
To może na piwo skoczymy, zidentyfikuje u Ciebie jeszcze resztę mechanizmów, które sam przerabiałem - skąd jesteś?
To Ci powiem, że wyczekując tego stanu, raczej się go nie doczekasz - on po prostu jest i wynika z tego co aktualnie jest u Ciebie w głowie. To jest w ogóle temat rzeka i jakoś tak nie wiem czy jest się sens rozpisywać.
Śląsk. Lepiej pisać o
ndz., 2015-08-09 13:49 — GoniecŚląsk.
A Ty na jakim etapie swojego życia jesteś?
Lepiej pisać o tematach rzekach niż o tematach z dupy
A to z deka daleko Jestem od
ndz., 2015-08-09 14:24 — skrzatA to z deka daleko
Jestem od Ciebie trochę starszy, ale poza tym, że wiem dlaczego jest w tej sferze życia u mnie tak, a nie inaczej i rozpoznaję te mechanizmy z tym związane, to w gruncie rzeczy aż tak wiele się nie zmieniło w temacie. Po prostu mając te 22-26 lat nie jest już tak łatwo wykonać taki skok w umiejętnościach towarzyskich, bo dochodzi w dużym stopniu proza życia - praca, obowiązki, wykształcenie.
Jeszcze po czasie mnie naszło
ndz., 2015-08-09 19:52 — skrzatJeszcze po czasie mnie naszło parę przemyśleń, które mogą Ci pomóc.
Pisałeś, że w twojej grupce jest kilku gości, którzy też marnie przędą w relacjach z kobietami. No cóż, niby jest to tylko jedna ze sfer życia, ale jednak ciągłe niepowodzenia w niej, to nie jest takie czyste zrządzenie losu. Powiem Ci tak - jeśli są to goście, którzy chcą i próbują coś z tym robić i ogólnie życiowo są pro-rozwojowi, to ok. Natomiast jeśli to jest taka banda koniobijców to spierdalaj od nich czym prędzej. Czy chcesz, czy nie, podświadomie równasz do nich. Ja zrobiłem ten błąd, że w odpowiednim czasie nie ograniczyłem pewnych znajomości i widzę tego konsekwencje.
Intuicja podpowiada mi też, że pewnie od czasu do czasu spoglądasz wstecz i widzisz, że zdecydowana większość ludzi w twoim wieku miała jakieś związki, przelotne akcje itd. To jest przygnębiające i mocno blokuje, bo startujesz w swoim przekonaniu świadomym bądź nie z gorszej pozycji i zawsze jest to na zasadzie takiej, jak wcześniej pisałem - czy tym razem zaskoczy i pójdzie do przodu, czy znów lipa. Z przeszłością trzeba się po prostu pogodzić, była jaka była i trudno. Niby to jest takie oczywiste, ale żeby się faktycznie przekładało na to, że działasz jakbyś miał czystą kartę, to już nie taka łatwa sprawa.
Pisałeś też o pewności siebie i podzieliłeś ją na zewnętrzną i wewnętrzną. Ja to widzę trochę inaczej. Są po prostu podstawy takie , jak akceptacja siebie takim jakim jesteś i polubienie siebie. To są podstawy i jeśli z nimi jest słabo, to odczuwasz chroniczny niepokój, smutki i trudno też żeby w relacjach jakichś szło Ci dobrze. Co do pewności siebie to jest po prostu realna i pompowana. Realna to taka, kiedy osiągnąłeś coś już w życiu, przechodziłeś trudności, zdałeś testy jakie Ci rzucił los. Wtedy wiesz ile jesteś wart, znasz swoje możliwości i można mówić o pewności siebie. Natomiast ta pompowana to krótko mówiąc oparta na tym co dostajesz z zewnątrz, od innych ludzi, czyli np. jesteś atrakcyjny to siłą rzeczy kobiety się Tobą interesują i na tym budujesz tą (sztuczną) pewność siebie.
Z piciem to jest u mnie tak,
ndz., 2015-08-09 11:33 — GoniecZ piciem to jest u mnie tak, że nie jebię nie wiadomo ile na szczęście
Nie zdarza mi się raczej impreza bez %, ale wielkich problemów z tym raczej nie mam - mój stary jest uzależniony stąd ja się pilnuję. Co nie znaczy, że nie opierdolę czasem wódy z ziomkami.