
Kiedy kończyłem dziś rozdawać ulotki, podszedłem do dwóch dziewczyn siedzących na ławce. Żadne laski, w ogóle jakieś takie młode, ale pomyślałem, że spróbuję. Wcześniej próbowałem tylko z zajebistą dupą, ale na propozycję kawy za godzinę, jak skończę pracę, odparła tylko "Nie, dziękuję", a ja nie mogłem przecież za nią gonić, bo jeszcze by na mnie do firmy doniosła, a mnie naprawdę już nie trzeba kłopotów. Dałem im po jednej ulotce, w ręce została mi ostatnia. Po krótkiej chwili zaproponowałem, że jak zaraz skończę pracę, to przyjdę po nie i pójdziemy na kawę czy jakieś lody. Popatrzyły po sobie z mieszanką zaskoczenia i ekscytacji/żenady, powiedziały, że okej, a ja szczęśliwy odchodzę, nie odwracając się.
Nagle koło mnie pojawia się facet wyglądający identycznie jak Steven Culp. Ten gość nie daje mi spokoju od jakiegoś tygodnia - pojawia się wszędzie: w domu, w pracy, na uczelni, w kolejce. Znam już Tchórzostwo i Wstyd, ale ten koleś jest inny - to już nie jest uczucie, ale zwykłe schizy, dowód, że do kompletnej fiksacji droga już niedaleka. Udało mu się przekonać mnie, że moja "popularność" na studiach była niczym innym jak kolejną iluzją: w rzeczywistości dalej pozostaję tą samą żałosną ofiarą, jaką byłem przez całe życie, z której wszyscy tylko się nabijają i absolutnie nikt nie traktuje jak równego sobie. O ile do niedawna było to jeszcze całkowicie zrozumiałe (w końcu jak lubić kogoś, kto sam nie chce nikogo lubić?), to tyle teraz nie mam najmniejszego pojęcia, jak ten stan rzeczy zmienić. Culp twierdzi, że ludzie się nie zmieniają, po prostu stają się sukinsynami innego rodzaju. Z tym też ma pewnie racje - czasem pyta mnie, na jakiej podstawie uważam się za porządnego i sympatycznego człowieka, a ja nie umiem mu na to odpowiedzieć. "Nigdy nie będziesz miał przyjaciół, a już na pewno nie dziewczyny. I pogódź się z tym", mówi a mnie już coraz trudniej jest temu zaprzeczać.
Culp: I co, naprawdę myślisz, że będą na ciebie czekać?
Miał racje, jak zawsze zresztą. Nie czekały. Wydymały mnie, tak jak dziewczyna z uczelni i ta z autobusu, kiedy nie odbierały ode mnie telefonów i potem w żaden sposób nie dawały znaku życia. Zacząłem łazić po okolicznych sklepach, bez konkretnego celu. W jednym przypadkowo natknąłem się na nie - nie rozpoznałem ich od razu, one mnie zresztą też (nie miałem już uniformu kolporterskiego). Po chwili zapytałem "To co, idziemy?". Tamta oczy w spodki, wyraźnie przerażona, odwraca się do drugiej i zaczynają konspiracyjnie szeptać. Ja patrzę w inną stronę i już chcę powiedzieć "No dobra, ale mogłyście od razu powiedzieć, że nie chcecie, to bym sobie głowy nie zawracał", a jedna z nich odzywa się: "Bo my... ten... zaraz musimy spadać...". Ja macham na nie ręką i mówię, ciężko wzdychając: "Dobra, dobra...". Wyszedłem ze sklepu słysząc, że mruczą jakieś podziękowania za propozycję.
Nie były warte podrywu, tak naprawdę, to wcale nie były ładne. Ale nie liczę już, która to próba zakończyła się totalnym fiaskiem. Było ich trochę. Przyznam szczerze, że ostatnio jest mi szczególnie ciężko - od kiedy pojawił się obok mnie Culp, coraz ciężej odezwać mi się do nieznajomej. Nie z Tchórzostwa, nie ze Wstydu, ale z Logiki. "Po co", pyta Culp, "próbować, skoro wiadomo, że nic z tego nie wyjdzie, a jedyne, co uzyskasz, czyli odmowa, wpędzi cię w jeszcze większy dołek? Skoro wszystkie ci odmawiały, a w najlepszym razie później totalnie zlewały, na jakiej podstawie możesz mieć nadzieję?".
I znowu ma rację. Piszecie, że trzeba wierzyć, że się uda, bo inaczej na pewno nie wyjdzie. Ale wiara musi być oparta na jakichś przesłankach. Ostatnio Culp rozpędził wiele iluzji, jakie sobie do niedawna stawiałem:
Ja: Jestem przystojny.
Culp: Spójrz na siebie w lustrze: czy chciałbyś poznać kogoś, komu tak źle z oczu patrzy i nawet przy uśmiechu ma zakazaną mordę?
Ja: Jestem inteligentny.
Culp: W takim razie czemu nie potrafisz z nikim prowadzić luźnej rozmowy i co chwila brakuje ci do niej tematów?
Ja: Jestem sympatyczny.
Culp: A więc jakim cudem nie masz żadnych przyjaciół i wszyscy traktują cię protekcjonalnie?
Ja: Jestem dobrym człowiekiem.
Culp: A co w tobie takiego dobrego?
I tak dalej, i tak dalej...
Wiem, że zachowuję się żałośnie. Wiem, że na tej stronie nie tolerujecie użalania się nad sobą. Ale ja już nie mogę. Nie mam wątpliwości, że każdy może poderwać dziewczynę, ale nie jestem już pewien, czy "każdy" to też ja. Nie mogę odpędzić się od myśli, że ci z Was, którzy zaraz mnie zjadą, podzieliby moje przekonania, gdyby spotkali mnie osobiście. U mnie z ludźmi zawsze jest tak samo: kilka minut/godzin/dni znajomości, a potem już zaczyna się chłodnik, unikanie, pokpiwanie za plecami... Nie wiem, z czego to wynika, ale wiem jedno: to moja wina. Chciałbym czasem wejść w skórę którejś z dziewczyn, które zagaduję: dowiedzieć się, czemu wywołuję na nich tak negatywne wrażenie, czemu nie chcą mieć ze mną nic wspólnego.
Nie będzie przesadą, jeśli powiem, że nigdy nie byłem tak nieszczęśliwy jak teraz. Widzę uśmiechnięte pary, a łzy same napływają mi do oczu. Czytam raporty z sukcesów innych, a sam mogę co najwyżej bezsilnie walić pięścią w klawiaturę, że im się udaje, a mnie nie.
To nie jest kwestia tylko kontaktów z dziewczynami. Tu chodzi o kontakt z każdym innym człowiekiem. Ja takowego nie posiadam. Mimo starań wiem, że jedyną osobą, dla jakiej przedstawiam jakąś wartość, jest moja matka. Mogę powiedzieć otwarcie: nie mam dla kogo żyć. Zabawne, że jeszcze rok temu potrafiłem śmiać się z tego typu deklaracji - w końcu po co komu inni? Żyj, chłopie, dla siebie, mówiłem. Ale teraz już wiem, czym jest samotność - a jest nią to pierdolone uczucie, że cały świat ma cię głęboko w DUPIE!
I to się nigdy nie zmieni...
Odpowiedzi
No to Twoją grę wewnętrzną
pt., 2009-12-11 00:42 — Mi88-21No to Twoją grę wewnętrzną szlag trafił po paru nieudanych próbach
pomożemy!
Rady ode mnie :
Zabierz "swojego koleżkę" razem na podryw, pogadaj z nim czy nie chciałby razem z Tobą wziąć się za jakieś rozpalone ciałko, powoli odkrywać wszystkie jej tajemnice
Gdy wychodzisz i próbujesz nie zmieniaj swojego prawdziwego Ja na glinxa (patrz neill strauss i style - "the game")
Szukaj najlepszej wersji samego siebie
Wydaje mi się że Ty "musisz" bo chuj i koniec... na Twoim miejscu gdybym nie potrafił znaleźć powodu niepowodzeń zapytałbym się tych dziewczyn wprost. Powiedział czym się zajmuje, że dopiero zaczynam, ile to robię i poprosił o bardzo szczerą opinie, tylko bez żadnego "nie jesteś w naszym typie"
To może być przełom... ale nie musi
Do tego parę pytań: na jakim systemie opierasz swój styl ? często negujesz ? próbowałeś z nls ? co oprócz artów ze strony studiowałeś ? Masz przyjaciółkę czy dobrą koleżankę z którą mógłbyś o tym pogadać ? Skąd jesteś ? Używasz rutyn, sztuczek ? Wolisz działać sam czy z wingiem ?
Odpowiedzi możesz przesłać prv albo na gg się dogadamy
Po prostu staram się
pt., 2009-12-11 01:41 — glinx11Po prostu staram się wytłumaczyć błędne koło, w jakim się znalazłem:
a) Chcę poderwać dziewczynę
b) Muszę wierzyć, że mi się uda
c) Wiara wymaga jakichś przesłanek
d) Nigdy nie miałem dziewczyny
e) Nie mam takowych przesłanek
f) Nie mogę uwierzyć, że mi się uda
Często jednak podchodzę do dziewczyn bez uprzedniego zastanowienia - ot tak, na luzie. Mówicie, że tak właśnie trzeba. Ale mi nie wychodzi. Nigdy. Pamiętam o waszych radach, pamiętam i myślę, że w miarę udaje mi się je stosować - nie okazuję, że mi jakoś strasznie zależy, staram się nie używać trybu pytającego itp. Bez rezultatów.
Nie mówię, że przestanę próbować, bo raczej nie przestanę. I naprawdę nie zależy mi na tym, żeby być smutnym - wierz lub nie, ale byłem w życiu parę razy szczęśliwy i wiem, jakie to zajebiste uczucie. Po prostu dostrzegam ogromny kontrast między sobą a Wami - a właściwie między sobą a każdym innym człowiekiem. Kiedy zagaduję jakąś dziewczynę, w zdecydowanej większości po pierwszym zdaniu już widzę, jak bardzo się jej swoją śmiałością naraziłem. Nic na to nie poradzę.
I jeszcze jedno. Mówicie, że trzeba umieć być szczęśliwym bez kobiety, to wtedy same się nawiną, a kiedy sobie pójdą, to i szkody wielkiej nie będzie. Moja odpowiedź jest następująca: gówno prawda! Przez sześć lat nie zależało mi na kobiecie i żadna do mnie nie startowała. Te sześć lat to najbardziej zmarnowany okres mojego życia. I na pewno do niego już nie wrócę, nawet jeśli wtedy byłem szczęśliwszy niż jestem teraz. To jest tak jak z wiarą w siebie, której nie udasz - nie potrafię sprawić, żeby dziewczyna czy społeczna akceptacja przestały być dla mnie najważniejszym celem w życiu. To po prostu niemożliwe.
Dobrze prawi, polać mu...
pt., 2009-12-11 01:00 — Mi88-21Dobrze prawi, polać mu... ale Ty się nie wymiguj, odpisz
Słuchaj stary mnie zrzuciła
pt., 2009-12-11 07:44 — euzechielSłuchaj stary mnie zrzuciła dziewczyna po 1,5 rocznej znajomości za to że ją wykończyłem psychicznie i wiesz co wolę być na twoim miejscu niż wiedzieć że się okazałeś jednym wielkim niewypałem:/ Jest mi ciężko czasem nie potrafię się podnieść z łóżka myśląc jakim to ja jestem frajerem ,że zraniłem taką dziewczynę jak ona(swoją drogą opiszę w blogu jak udało mi się ją poderwać i w jakim ja wtedy byłem stanie psychicznym o czym myślałem, co mówiłem i jak się zachowywałem i przez jakie ST przeszedłem żeby ją zdobyć, obiecuję również że nie będę się rozpisywał na temat rozstania bo to jest tu zabronione, no chyba że motyw rozstania opiszę ku przestrodze żeby nie wyjść na frajera).
Teraz każdego dnia zastanawiam się tak jak ty: Czy warto jeszcze próbować czy do jakieś startować. Ale cholera przecież życie to największy dar dla ciebie więc K**** miej w dupie że ci się nie udaje miej w dupie że ci się nie uda a wszystko będzie ok. Ja swoją drogą widzę tak jak ty : Długa, wyboista, usiana licznymi kamieniami, ale wiem jedno jak się poddasz to drugiej szansy nie będziesz mieć. Więc nie przejmuj się niczym to twoje życie i nikt ci go nie odbierze prócz ciebie.
W każdym razie masz 3 wyjścia
1. albo się zabijesz bo stwierdzisz że nie jesteś w stanie nic naprawić i przyznasz się jak facet do porażki(swoją drogą uważam że życie to największy dar jaki możesz mieć )
2. Będziesz się użalał nad sobą do końca swoich dni( okażesz się dziwnym monstrum do końca swoich dni nie robiąc nic co mogłoby to zmienić )
3. Będziesz pracował nad sobą, nie gwarantuje ci, że kogoś znajdziesz nie gwarantuję, że będziesz szczęśliwy, ale gwarantuje ci że dopóki będziesz próbował będziesz w moich oczach kimś kto daje mi nadzieję, że w życiu nie warto się poddawać.
Twój problem jest taki że
pt., 2009-12-11 11:35 — lestatTwój problem jest taki że chyba nie masz od kogo czerpać wzorców w tym temacie. Masz internet? więc masz dostęp do świata. Załóż temat na forum, czy jest ktoś z Twojego miasta i czy nie chciałby się wybrać z Tobą w celu pokazania Tobie paru sztuczek na mieście. Nikt się nie odezwie ściągnij parę filmów- np Hitch jest ok i przeanalizuj go sobie. Zerknij jeszcze do działu filmowego na tej stronie i znajdź film o 3 kolesiach i szkole uwodzenia. Wiadomo jest czas porażki i zwycięstwa. To nie jest tak że wyczytasz paru regułek, sypniesz paroma tekstami i każda laska rozkłada nogi przed Tobą. Na to trzeba pracy. Również miałem o sobie głupie myślenie, teraz mi przeszło. Odrzuć głupie myślenie o sobie, po prostu nie myśl o sobie w starych nawykach. Dołują Cię znajomi? Zmień ich, nawet nie wiesz jak dużo daje zmiana towarzystwa. Także przestań się rozczulać. Popatrz się krytycznie na siebie bo pewnie są jakieś gesty w Tobie które rażą dziewczyny i chcą uciekać automatycznie (np. zaciskanie palców gdy z nimi rozmawiasz, uciekasz wzrokiem itp.) Także skończ chrzanić głupoty, tylko działaj:)
Mówi się że ludzie odbierają Cię takiego, za jakiego sam się uważasz.
I to jest trafne określenie:) A Ty za kogo się uważasz? Za cipkę? Czy za faceta z jajami, który świat ma u stóp?
Racja, ogłaszają się na
pt., 2009-12-11 11:41 — legoRacja, ogłaszają się na forum co jakiś czas ludzie, że chcieliby razem iść na podryw. Myślę, że dobra sprawa.
Glinx, chyba nie chcesz nas
pt., 2009-12-11 11:55 — RadianGlinx, chyba nie chcesz nas zawieść większość tobie kibicuje a ty co robisz?
FRAJERZYSZ SIĘ!!!
Przestań, wyciągnij wnioski z rad Marso i pozostałych.
To nie jest tak że Cię nie rozumiemy, przynajmniej ja wiem o czym mówisz też miałem chwilę słabości tzn. odzywał się w pewnym momencie we mnie stary ja! Że niby i tak tym nic nie osiągnę i co rzeczywiście osiągnąłem na razie nie wiele ale trzeba próbować a nie tak jak to ty robisz uzależniasz od tego czy poderwiesz jakąś laskę całe swoje życie. Wyjdź gdzieś się zabawić tak na spontanie nie myśl o podrywie pomyśl o sobie co sprawia Ci przyjemność i to rób znajdź jakieś hobby. A temu Culpowi jak to określiłeś jak się tylko pojawi przywal z całej siły w ryj bo to nie TY, to zjebane głupoty które inni nakładli Ci do głowy że niby dziewczyny to świątynia itp.
To nic tylko...
KŁAMSTWA!!!
Za bardzo skupiasz się na niepowodzeniach, czemu ich nie wymażesz z pamięci bo prostu je wy#$% stamtąd po one obniżają Ci poczucie własnej wartości i niszczą Twoją pewność siebie. Nie pozwalaj im Cię uwstecznić.
Myślisz że taki Marso, Gracjan, Salub czy Frozen Kai (sorry ale tylko wy mi do głowy teraz przyszliście) nie zaczynali jak ty że od razu każda dziewczyna z nimi rozmawiała i chciała się umówić. Ja myślę że nie, może i mieli jakieś wrodzone talenty do podrywu kobiet bo tacy też się zdarzają bo byli pewni siebie itp. Ale jestem na 100% pewien że też zdarzyło im się tyle nie powodzeń że kto inny by się załamał.
Wiesz co jest Twoim problemem? Pewność siebie, wydaje mi się że nie zbudowałeś jej w sobie na tyle żeby Ci się udało poderwać większość kobiet które zwrócą Twoją uwagę. To nie jest coś co można stworzyć w przeciągu miesiąca czy dwóch nad tym trzeba stale pracować a twoja w tym wpisie spadła prawie do zera bierz się w garść bo jesteś zajebistym facetem a te panny co cię olały to pewnie trafią na jakiegoś lalusia który sprawi że będą beznadziejnie nieszczęśliwe a mogły być z tobą. Ich strata! Zmień Swoje nastawienie i to szybko bo inaczej nie masz czego szukać na tej stronie bo nikt i nic Ci nie pomoże.
Sluchajac wykladow NLS jeden
pt., 2009-12-11 12:35 — kolokoloSluchajac wykladow NLS jeden z instruktorow powiedzial: "Jezeli widzisz ze cos nie wychodzi wedlug taktyki to ja poprostu zmien i sprobuj znowu az opracujesz ta wlasciwa"
Mialem podobne problemy jak Ty, nie powiem ze znalazlem juz ta 100% droge do zdobycia tego czego chce ale same proby i porazki wzmagaja do jeszcze wiekszego wysilku i pracy nad soba. Efekty odrazu nie przyjda, ale pomysl sobie jaka bedziesz mial satysfakcje gdy spojrzysz na siebie za jakis czas i zobaczysz w sobie naprawde wartosciowego faceta, uwierz mi ze warto.
W pobieralni mozesz sciagnac pliki NLS, mi pomoglo, moze i Tobie rowniez.
Glowa do gory i bierz sie do roboty!
Wieki tu nie byłem - ale
pt., 2009-12-11 15:09 — ZefWieki tu nie byłem - ale widzę sytuację drastyczną.
Pominę górnolotne expose i przejdę do rzeczy:
a) zmień otoczenie. Ja nie odnosiłem żadnych sukcesów pośród osób, które mnie znały, ciągle waliłem głową w mur. Aż wracając z wakacji w pociągu poznałem fajną dziewczynę i nie było w pobliżu nikogo kto by mi podkładał nogę. Finał? W łóżku:) I całkiem możliwe że będzie z tego piękny stały związek, choc to czas pokaże.
I całe me "kochane" otoczenie mogło mi naskoczyc:)
b) Przestań grac w debla. Zagadywanie do dwóch dziewczyn to wyższa szkoła jazdy. O ile nie masz do czynienia z kobietami na poziomie, to szanse że cię puszczą bokiem sa astronomiczne. Tak serio to po prostu się boją jak diabli - co jak jedna ci okaże zainteresowanie? Druga puści w świat że tamtą można wyrywac na ulicy ot tak. Jak cię zleje to podbudowuje swe ego i pozycję pośród koleżanek i nic jej za to nie grozi. Ta jej "koleżanka" to taki sam "przyjaciel" jak ten twój od zjebki.
Na razie działaj 1 na 1, chyba że poczujesz w sobie zew natury i usłyszysz w trzewiach ryk tygrysa co to ma gdzieś ilośc bo i tak to on tu jest tygrysem;p
c) stawiam że jesteś typem "fatalne pierwsze wrażenie, wspaniałe wnętrze", czyli takim jak ja.
Stary bądźmy szczerzy - rozdajesz ulotki na ulicy i zagadujesz na owej do dziewczyn. To naturalnie tworzy mur obronny "koleś jest z niższej półki, kto wie czy to nie jakiś szemrany typ." Więc jak po paru chwilach nalegasz na ich numer telefonu lub spotkanie, to tylko je odstraszasz, bo takim zachowaniem wysyłasz sygnał "jestem potrzebujący", a to potrafi porządnie pogrzebac plany.
Spróbuj zarwac jakąś dziewczynę poza pracą. Nie na ulicy. Co innego jak pozna normalnego faceta, który rozdaje ulotki.
A Co innego jak na ulicy ulotkarz (który z definicji zawodu jest upierdliwy) jeszcze zacznie po 5 minutach chciec spotkania.
Drugie podejście to sprzedaj swe wnętrze - pokaż że jesteś fajnym facetem, z charakterem i zasadami, że pierwsze wrażenie nijak ma się do zawartości. To akurat znam z autopsji, bo me pierwsze wrażenie jest straszne, niejedna kobieta mi to powiedziała jak się lepiej poznaliśmy. Zaś kiedy poznały me wnętrze to po prostu mury padały a ja miałem maslane oczka wlepione we mnie;p
Podstawa to nie chciec się spotykac, nie brac jej numeru telefonu itp. Jeżeli zagadasz do dziewczyny na ulicy, jako ulotkarz, pogadaj miło, pożartuj, nie bój się nieco znegowac i poodbijac jej shit testy z buta, ale nie proś o numer telefonu, ani nie zapraszaj na kawkę o ile serio nie poczujesz że ona baaaardzo tego chce. Miast tego pożegnaj, pójdź dalej. Ona tą ulicą i tak znowu będzie przechodzic. Im bardziej się utwierdzi że jesteś równy gośc i nie zamierzasz robic skoku na jej kieckę po 5 minutach, tym bardziej ty wygrywasz aż w końcu jak nie wyczujesz chwili to sama gdzieś cię wyciągnie wkurzona że wszystko musi robic ona;p
Radziłbym ci isc do jakiegos
pt., 2009-12-11 15:36 — Cyklop12Radziłbym ci isc do jakiegos psychologa albo cos
W zadem sposob nie chce ci dowalic ale to w duzym stopniu pomaga 
pozdrawiam i zycze pomyslnosci
Wiem po sobie bo mialem dola ze juz mialem sznur na karku...
LUDZIE nie mowcie takich slow ktore maja pocieszac to jeszcze bardziej doluje , zal zaglebia sie w sobie jeszcze bardziej az bedzie kiedys za pozno
Myślę, ze się zgubiłeś..
pt., 2009-12-11 18:37 — bucky_lasekMyślę, ze się zgubiłeś..

A drugie to zmiana samego siebie! Na pewno juz się przełamałeś co do tych tłumów.. Potrafisz podejść i zrobić otwarcie. Ale co z tą drugą kwestią? Gdzie jest Twoje Attraction? Te laski mają być tylko dodatkiem, a nie głównym celem. Musisz wszystko spasowac na tip-top! Gdzie inwestowanie w rzeczy, które lubisz? Jak narazie widzę, że dupy stają się dla Ciebie głównym celem, a tak chyba nie powinno być..
To nie była wojna, tylko potyczka.. Gra dalej się toczy. I wierze, że wygrasz! Zresztą jak wszyscy tutaj :)
Może jestem w błędzie, ale może Ci to coś pomoże. Nie udzielam się jak narazie zbytnio, ale wdrażam w życie wszystkie zasady i cele. Buduje moje nowe ja od podstaw.
Śledze praktycznie wszystkie wpisy od dłuzszego czasu i mogę spokojnie powiedzieć, że jesteś jak dla mnie gość. I życze Ci jak najlepiej!
A teraz do rzeczy.. Czy to wszystko, co tam wyzej napisałeś nie jest poprostu Twoim własnym testem dla siebie? Chcesz robić to, czemu ta strona jest poświęcona. Wszyscy piszą, że na poczatku nie jest łatwo. Wszyscy na pewno się różnimy, ale kilka rzeczy nas łączy.. Pierwsze to te tłumy panien do wyrwania
Bierz sie w garść!
Na jednym z twoich
pt., 2009-12-11 18:39 — frozenKAINa jednym z twoich poprzednich blogów napisałem Ci, że żyjesz we własnym błędnym stereotypie(za co z resztą mi się oberwało)... i widzę teraz że byłem całkiem niedaleko d prawdy!
Nie będę powtarzał tego co napisali powyżej, powiem Ci tylko o co tak naprawdę chodzi: jeśli sam siebie uznasz za nieatrakcyjnego, nudnego, brzydkiego... to otoczenie będzie myśleć o Tobie tak samo. I odwrotnie. Jeśli potraktujesz siebie jako wartościową osobę nie potrzebując przy tym potwierdzenia u otoczenia, jeśli twoje wartości wyjdą z Ciebie niezależnie od tego czy jesteś chwalony czy ganiony, prędzej czy później środowisko Ciebie dostrzeże takim jakim Ty widzisz Siebie.
Sądzę, że twojej załamanie wynika z niezrozumienia tego co tu przeczytałeś...
Zacząłeś podchodzić do kobiet, przełamywać nieśmiałość, ale tak jak pisał MI88-21 padła Ci gra wewnętrzna, czy może powinienem powiedzieć "w ogóle jej nie miałeś".....
Poczytałeś stronę i zamiast uwierzyć w siebie, uwierzyłeś w tekst. Zamiast wykreować siebie we własnym zakresie, wygląda jakbyś przyjął, że wszystko co tu przeczytałeś załatwi sprawę za Ciebie.
Być może od początku nie wierzyłeś w Siebie... uwierzyłeś tylko w to co my Ci powiedzieliśmy....
Jeśli chcesz się zmienić i żyć lepiej to najpierw musisz sam tego chcieć! Nie mówić że chcesz ale CHCIEĆ! Jeśli sam sobie nie będziesz chciał pomóc to nikt Ci nie pomoże!
Wojna dla Ciebie Glinx dopiero się zaczęła. Przegrałeś jedynie kampanię!
Wstań z kolan i zacznij jeszcze raz. Czytałem twje wpisy i od poczatku Ci kibicowałem(nie ja jeden z resztą). To jest strona dla mężczyzn! Poczuj się jednym z nich!
gen mistrzu, barwo, brawo i
pt., 2009-12-11 20:25 — Fangen mistrzu, barwo, brawo i brawo
Dopóki walczysz jesteś
sob., 2009-12-12 10:13 — AvonasakDopóki walczysz jesteś zwycięzcą.

Proponuje Ci nagrać siebie podczas kontaktu z kimś, podczas podrywu czy coś i wówczas zobaczysz, co robisz nie tak... Jak dla mnie jesteś bohaterem
ja mam tak samo prawie..
ndz., 2009-12-13 10:27 — teohja mam tak samo prawie.. tylko lekka wade wymowe... moja Wojna z tym problemem co ty masz i Wymową trwa juz rok i pół ,, (mam 21 lat wrzesniej przejmowałem sie wymową..mój błąd) ..
prawde mówiąsz przegrywam tą wojne...aaa przegrana oznacza smierc =/