Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

The ship is sinking.

Portret użytkownika Rot

*Achtung, blog zawiera śladowe ilości użalania się i smutów, zrównoważone automotywacją.
Może zawierać orzeszki laskowe i parę ckliwych mądrości. Czytasz na własne ryzyko*

Na dole jest ciut progres reportu napisane, jak cię nudzą tematy monitorowania prób własnego rozwoju, to przewiń, tam się pośmiejesz.

Tak jak każdy miewa swoje wzloty, tak i na każdego nieuchronnie czekają upadki.
Odrobinę jestem w tym momencie podłamany - nie będę ukrywał tego i prężył muskułów.

Widzicie, z nami jest tak, że co by nie było źle, mamy zachować kamienną twarz. Mrugnięcie okiem, lekkie zadrżenie powieki w momencie, gdy powija ci się noga, spadasz, może nawet giniesz rozpieprzając się o skały, jest odbierane jako słabość.
A my się po prawdzie wzajem nienawidzimy. Konkurencja jest silna, każdy chce rządzić stadem, nie każdy może. Większość próbuje. Część się poddaje. Kilku zostaje pożartych przez inne wilki. Jeden w końcu zwycięża.

My nie jesteśmy wilkami, nie ważne jak bardzo byśmy chcieli. Nasz brak prymitywności, czy jak kto woli większe rozwinięcie, ma swoje konsekwencje i cenę.

Szkoda, że nie wszyscy o tym pamiętają.
Jeśli tylko powinie ci się noga, jeśli nie daj Allahu ktokolwiek to zobaczy - że nie masz przyklejonego do ryła klejem permanentnym uśmiechu wyciętego z gazety, że masz chwile słabości - z miejsca to wykorzysta.
Lub tak przyjęło się sądzić.

W tej chwili nie wydaje mi się to zabawne, toteż tak tego nie nazwę - ale to jest co najmniej interesujące, że taki mechanizm występuje.
Co gdyby odrzucić mentalny puder, umysłową barierę, pokazać komuś co nas dręczy?
Zobaczymy w komentarzach, bo oto ja, świadomie i przewidując konsekwencje, opowiem co się ze mną dzieje.
W międzyczasie, jak ktoś jest bystry, to znajdzie w tekście między wierszami poukrywane zagwozdki, może mądrości.

Już zakładałem temat z cyklu "jestem męską pizdą".
Nie do końca to jest prawda, nie do końca fałsz.
Wciąż czuję się gorszy, znam przyczynę, lub tak mi się wydaje - koszmarny kompleks z powodu deformacji ciała rodem z horroru klasy D.
Wiesz, ciężko czuć się kimś wartościowym, kiedy spoglądając w lustro wprost brzydzisz się sobą, nienawidzisz samego faktu własnej egzystencji i nie pojmujesz, jak to w ogóle może tak być.
I tu wchodzi akceptacja siebie.
W tej chwili to brzmi jak koszmarny dowcip, ale sekundę.
W przyrodzie nic nie ginie.
Jeśli masz jedną wadę, to musisz mieć równoważącą ją zaletę, przynajmniej w teorii, przynajmniej na wiarę.
Szukam więc swoich zalet.
Znajduję trochę szamba i tonę mułu, a pod tym wszystkim czysty, zdystansowany i krytyczny umysł, a prócz tego niejaką tlącą się słabo iskierkę artystyczną.
Nic z nią niemal nie robię, wmawiam sobie że maluję i rysuję, że gram, że piszę, ale wciąż za mało, i muszę się narzucać z tym ludziom, by to zauważyli.

Coś w tym narzucaniu się jest - cholera, nie można mieć mojo narzucając się ludziom, muszą sami lgnąć.
Będą lgnąć wtedy, kiedy będą się czuć z tobą dobrze.
Przy traktowaniu ich instrumentalnie, przedmiotowo, to raczej nigdy nie nastąpi.

I w tej materii ciągle czegoś mi brakuje.

Ale co się stało, że stałem się spierdoliną?
Chyba kiedyś wziąłem zbyt do siebie docinki kolegów, byłem zbyt opiekuńczo wychowywany i tak dalej.

Teraz chcę rokendrola, ale trochę boję się po niego sięgnąć.
Mam za to plan.
Z najgorszej wady mam zamiar uczynić swoją największą siłę - 21 lat żyję jakoś pokrzywiony i zdeformowany, powinienem się przyzwyczaić. Jeśli uda mi się nabrać prawdziwej pewności siebie i poczucia własnej wartości z czymś takim, nie zatrzyma mnie nic.
Zacznę się rozwijać artystycznie, chwilowo mam plan, by zaczepić się na stażu w studiu tatuażu - może wyjdzie.

Ten statek tonie, brakuje mi sił, czuję się rozerwany na kawałki i sklejony na słowo honoru, ale jeśli zacznę łatać dziury teraz czymś więcej niż styropianem i dobrym słowem, to ta łajba ma szansę dopłynąć do portu w całości, może nawet przetrwać jeszcze parę morskich bitew.
Wiem tyle, że co mnie nie złamie w ostateczności, to mnie chwilowo osłabi, jedynie by wzmocnić, nie muszę tych słabości kryć, bo siła polega również na tym, by nie bać się, że ktoś je wykorzysta.

I choć codziennie dostaję łomot zawodu i rozczarowań, to podnoszę się i walczę dalej, bo nie mam innego wyjścia, a nie zwycięża się wojen wywieszając białe flagi.

Na koniec napiszę, co w kategoriach podrywu się dzieje u mnie, jeśli kogokolwiek to ciekawi.
1. Poznałem... nie, za dużo powiedziane, spotkałem fajną laskę na mieście. Ciut się spieszyłem, plus przypomniałem sobie, że przecież jestem gównem rozsmarowanym po betonie, więc po kilku chwilach rozmowy i zmacania gitary którą miała przy sobie po prostu poszedłem w pizdu.
Spotkałem kumpla, opowiedziałem mu o sytuacji. Później, jak spotkałem go ponownie, powiedział, że to siostra naszej koleżanki, i że spodobałem się jej. Nie uwierzyłem, spytałem koleżanki czy to faktycznie jej siostra.
Faktycznie.
Lekko zjebanie to wyszło, w skrócie - ja wiem że ona wie, że ja wiem że ona wie, czy coś w ten deseń, ale żadne z nas się jakoś nie może spotkać - ja, bo nie mam legitnych namiarów, ona, bo przecież nie zaprosi nigdzie typa, którego widziała raz na oczy przez 5 minut.

2. Z nudów, dla zabawy, czy lekkiej podjarki zainteresowaniem moją osobą podrywałem dziś 16kę w plenerze.
Eh, rozmowa byłaby fajna, była zainteresowana, spokojnie tematy seksu i tak dalej...
Ale przymuliłem. Mimo, że siedziała mi na kolanie, to nie dotykałem jej zbytnio, mimo że robiła nam fotki, to nie poszedłem za ciosem.
Godzinę później siedziała na kolanach innemu. Ogólnie odnoszę wrażenie, że wali się jak domki w Gruzji, albo na taką się kreuje, ale cycki ma fajne, brzydka nie jest, tylko jest młoda ździebko, a ja zjebałem na starcie.

Dziękuję za uwagę, dobranoc.

PS: krytykę bym wolał cokolwiek konkretną i na spokojnie.

Odpowiedzi

"Wciąż czuję się

"Wciąż czuję się gorszy"

i

"ciężko czuć się kimś wartościowym, kiedy spoglądając w lustro wprost brzydzisz się sobą, nienawidzisz samego faktu własnej egzystencji"

i

"przypomniałem sobie, że przecież jestem gównem rozsmarowanym po betonie"

a potem

"powiedział, że to siostra naszej koleżanki, i że spodobałem się jej"

i

"siedziała mi na kolanie"

nie widzisz, że to się trochę kłóci ???

"Ogólnie odnoszę wrażenie, że wali się jak domki w Gruzji"

chciałbyś, żeby tak było Laughing out loud

"z nudów ... podrywałem dziś 16kę w plenerze"

już Cię dopisałem do kajecika, a z czasem może opublikuję wpis z tymi osobami z mojego kajecika...

Portret użytkownika Rot

Nie wiem, o co chodzi z

Nie wiem, o co chodzi z kajecikiem, chętnie zobaczę.

Eh, kłócić się może na pierwszy rzut oka, ale przecież mówiłem o tej iluzji, którą się tworzy dla niepoznaki.
Zresztą w ciągu pięciu minut tamta laska nie miała jak się zorientować, że mam lekki problem ze sobą, a ta z dzisiaj... miałem cokolwiek lepszy dzień do pewnego momentu, w jakiś sposób pomogło.

"Zresztą w ciągu pięciu minut

"Zresztą w ciągu pięciu minut tamta laska nie miała jak się zorientować, że mam lekki problem ze sobą"

nie mogła w 5 min ??? one w kilka sekund takie rzeczy robią i wiedzą z kim mają do czynienia.. z resztą wysokie poczucie naszej wartości wcale nie jest dla nich takie ważne jak się głosi...

Portret użytkownika Rot

No to teraz mnie

No to teraz mnie zagiąłeś.
Choć po prawdzie i tak niskie poczucie wartości jedynie hamuje mnie przed poznawaniem i wchodzeniem w związek ewentualnie, bo nie wiem co laska mogłaby we mnie widzieć. Tyle.
Nieważne, w sumie nie powinienem był pisać tego bloga, a na pewno w tym kształcie, trudno.
Po prostu najpierw będę się starał naprawić własny problem, a dopiero potem szukać kobiet.

Czytam i sądze że za mało

Czytam i sądze że za mało podrywasz

Portret użytkownika Rot

Po czym wnosisz?

Po czym wnosisz?

Bardzo dobrze się czyta tego

Bardzo dobrze się czyta tego bloga. Czytając pomyślałem, że wbrew wszystkim poruszanym w nim przez Ciebie słabościom jednak bije od tego jakaś siła Smile Jak na mój gust to pisać potrafisz czyli kolejna zaleta i na tym zakończę cukrowanie. Piłuj bajerę z tą od gitary i póki nie rozwinęła się żadna głębsza relacja działaj równolegle z innymi. Zgadzam się z tym co napisał Przemo, że one wyłapują takie rzeczy znacznie szybciej niż w 5min. Jeżeli spoglądanie w lustro przychodzi Ci z trudem to bierz dupę w troki i działaj. Weź się za sport. Cóż miałoby Ci w tym przeszkodzić? Początkowo wystarczą 2-3 treningi tygodniowo. Niech gówno w którym się znajdujesz, to, że może ktoś tam inny ma łatwiej czy ma lepszy start stanie się Twoją motywacją i pozwoli zajść daleko .. Przecież jak to ktoś kiedyś ujął podrywanie nie jest dla leniwych. Zresztą ze sportem i pracą nad swoją sylwetką nie chodzi o samo podrywanie, lecz o poprawę jakości całego Twojego życia.

Portret użytkownika Rot

Nie wytrzymałem w końcu, i po

Nie wytrzymałem w końcu, i po kilku tygodniach umówiłem się z nią dziś na jutro na sok. Piwa nie pija.
Ogólnie coś czuję, że niezbyt się dopasujemy, ale dam temu szansę.

Co do rozwoju - codziennie staram się robić pompki, powoli do przodu. Póki co udało mi się zwiększyć ich liczbę 2,5 raza, więc jest postęp - ale to nie zamaskuje defektów. To jest po prostu wychodzenie z etapu wymoczka, z defektem będę musiał nauczyć się żyć, i jak mi się już uda, to będzie fajnie.

No i w końcu obejrzałem Yes Man'a, może faktycznie takie podejście zadziała.