
Witam wszystkich po 3 miesięcznej przerwie! Jakoś tak mi się utarło, że każdy kolejny blog piszę co kwartał. Więc kolejną porcję historii z mojego życia czas zacząć!
Hmmmm.... kto czytał w większym lub mniejszym stopniu moje wcześniejsze blogi, zapewne wie, że miałem niemały problem z pocałunkiem, na całe szczęście zostało to już pokonane. Kiedy to pisałem? Niech zerknę... aha, 25 stycznia. Tak więc dwa tygodnie po tym wpisie - 7 lutego - wraz z Panią, która towarzyszyła mi na studniówce, zostaliśmy oficjalnie parą. Jestem czystym dowodem tego, że powiedzenie "miej wyjebane a będzie Ci dane" sprawdza się w rzeczywistości. Przez dłuższy czas to była zwyczajna znajoma, z którą spotykałem się gdy nie miałem żadnych planów. W sumie, dzisiaj minęły mi dokładnie 3 miesiące. Nawet nie wiem kiedy to przeleciało. Pierwsze wrażenia z życia w związku a nie bycia singlem? Muszę powiedzieć, że trafiła mi się relacja, z której jestem zadowolony - to ja ustalam spotkania, o nic się nie kłócimy, nie ma żadnych pretensji z obu stron. Na tym wspaniałym obrazie pojawiła się jednak jedna rysa, o której napiszę zaraz. Kończąc wątek - ktoś może się przyczepić, że tylko ja wykazuję inicjatywę, itd. Powiem Wam szczerze, że jestem z tego zadowolony w stu procentach. Tak jak pisałem wyżej, czasem mogę sobie odpuścić kontakt czy spotkanie i gdzieś wyskoczyć z kumplami. No i pozostał jeszcze temat stosunku... Na początku szczerze mówiąc nie skupiałem się na tym, bardziej zależało mi na zbudowaniu fajnej relacji. Z biegiem czasu zacząłem powoli do tego przechodzić. Niefart chciał jednak że za każdym razem kiedy się do tego brałem na drodze stawał albo czas, albo ktoś dobijający się do drzwi albo inne przeciwności. Także na razie jeszcze nie pykło. Ale palce w jej majtkach już miałem, sutki lizałem, także jestem przekonany, że za niedługo już nic nam nie przeszkodzi.
Wracając do tematu rysy. Jakieś 2 tygodnie temu pojawiły mi się wątpliwości jeśli chodzi o kontynuację tego związku. Z dnia na dzień wzrastały, doszło do tego momentu że kiedy byłem w pobliżu jej domu, chciałem żeby zeszła na dół i miałem w zamyśle zakończenie tego. Los chciał, że nie było jej w domu, a nie chciałem wyjść na chuja i kończyć wszystkiego przez telefon. Wróciłem do domu, przemyślałem to wszystko bardzo dokładnie, spotkałem się i póki co mi przeszło. Kiedy miałem to załamanie, przypominałem sobie wszystkie te okazje, które kiedyś miałem a które spierdoliłem przez ścipienie się, i dochodziłem do wniosku, że zasługuję na coś lepszego.
Chyba popadłem w rutynę, w zasadzie przez dłuższy czas nie robiłem z nią nic poza tym, że do niej przyjeżdżałem, i cały czas leżeliśmy i rozmawialiśmy albo coś oglądaliśmy.
3 dni po wejściu w związek - 10 lutego - po 8 miesiącach zmobilizowałem się i poszedłem na trening, a co za tym idzie wróciłem do piłki. Dostałem kilkanaście dni + sparing na pokazanie się, egzamin zdałem i tak zostałem ponownie piłkarzem. Co prawda gram w B-klasowych rezerwach, ale I drużynę mamy w III lidze, i udało mi się zagrać połówkę z seniorami. Mimo że był to tylko sparing z dużo niżej notowanym rywalem, to i tak jestem dumny. W ten sposób być może została doceniona moja praca. Tym bardziej że grałem z zawodnikiem, który kiedyś kopał w Ekstraklasie. Jest więc od kogo zbierać doświadczenie. Kto wie, może uda mi się jeszcze coś osiągnąć? Mocno w to wierzę. Również ostatnio zacząłem oglądać CT Fletchera i dodał mi on sporego zastrzyku motywacji. Pożyjemy zobaczymy.
No a tak poza tym mamy maj - czas matur, największych stresów i tych innych chujstw. Muszę przyznać, że:
- z polskiego jestem średnio zadowolony,
- matematyka, chujowa strasznie. Co prawda prawdopodobnie będę miał jakieś 40%, ale liczyłem na znacznie więcej,
- no a angielski dzisiaj to bajka, łatwiejszych rzeczy chyba nie mogli dać.
Poza tym czeka mnie jeszcze geografia rozszerzona, historia, no i dwa ustne. Pożyjemy, zobaczymy.
Nie będę się rozpisywał o przyszłości, bo zwykle dużo miejsca na to poświęcam a sporo tych planów kończy się klęską. Wiem na pewno, że na czerwiec znajdę sobie jakąś fuchę, no i w październiku czas będzie zacząć studenckie życie. Reszta wydaje mi się, że odbędzie się na totalnym spontanie.
Tyle na dzisiaj. Propsy dla tych, którzy dotrwali do końca. 5!
Odpowiedzi
Fajnie, że Ci się układa. Oby
śr., 2014-05-07 23:39 — AragornFajnie, że Ci się układa. Oby tak dalej
Jeżeli nie masz zamiaru iść na studia dzienne to maturą się nie przejmuj. Lepiej żebyś teraz zadecydował co tak naprawdę chcesz w życiu robić i w którym kierunku masz zamiar podążyć. Maturę można ponownie napisać i poprawić swoje wyniki za rok. Gorzej z decyzjami... To jednak Twoje życie i Twoje błędy
Popełniaj je i się ucz.
Co do dziewczyny - masz całkowitą kontrolę i stąd ta chęć zerwania. Po prostu się dziewczyną znudziłeś i Ci odbija. Sam potrafiłem robić jakieś wyimaginowane problemy z nudów, żeby na drugi dzień mieć co rozwiązywać. Ta kobieta nie jest dla Ciebie wyzwaniem, wszystko z nią przychodzi łatwo oraz zgadza się na proponowane przez Ciebie wybory. Gdy dziewczyna bardzo mocno kocha jest słaba, a słabe charaktery się wykorzystuje i porzuca, mimo, że się tak naprawdę nie chce nikogo skrzywdzić...
Jeżeli wiesz, że "to nie ona", to nie wykorzystuj jej i zrób co do Ciebie należy.
Jeżeli jednak chcesz dać wam szansę, porozmawiaj z nią szczerze i powiedz jej dokładnie to, co nam tutaj napisałeś. Oboje porozmawiacie o przyczynach, skutkach i przeciwdziałaniu...
Najgorsza decyzja to brak decyzji a "czekając na miłość" i przyjmując bierną postawę, narażasz się tylko na zamianę miejsc.
najpierw piszesz że masz
czw., 2014-05-08 10:37 — Ulrich IInajpierw piszesz że masz wyjebane, potem że 100% ci sie z nią układa, za chwile masz wątpliwości i chcesz to zakończyć, a nawet jej nie bzyknałeś ...
mam wrażenie jakbyś miał za dużo kobiecych hormonów
zajmij sie sobą, maturą, sportem, seksem, przemyślenia i rozterki zostaw jej
zaplanuj jakiś wyjazd na wakaje i wykonaj penetrację jej kobiecości, proste