
Ostatnio marudziłem, że czegoś mi brakuje. Wstępnie określiłem to potrzebą nauki czegoś nowego. W ciągu tygodnia nadrobiłem zaległości jeżeli chodzi o przepisy prawa bankowego, odbyłem kilka rozmów z międzynarodowymi partnerami do których byłem przygotowany więc poczułem się cool.
Przyznam się, że po drodze zachowałem się też jak baba i na wiosenną chandrę zakupiłem sobie wypasionego Garmina do biegania.
Mimo to poczucie braku towarzyszyło mi nadal. Piszę o dziwnej porze, właśnie teraz doszło do mnie co to takiego.
Zawsze kiedy układałem puzzle (wolę słowo układanka..) najpierw odwracałem wszystkie elementy na właściwą, zakolorowaną stronę, następnie zabierałem się za ramkę. To był dosyć łatwy etap zakładając, ze układanka miała standardowy kształt prostokąta. Wystarczyło znaleźć wszystkie elementy zakończone z jednej strony krawędzią, ustawić w odpowiednich miejscach cztery rogi i do nich dobudowywać resztę.
Problem zaczynał się zawsze wtedy, gdy trzeba było ułożyć odbicie nieba na tafli jeziora. Ja wybierałem najtrudniejsze motywy i zestawy po min. 500 elementów. Skończyłem tylko tę jedną – zamglone niebo odbijające się na tafli jeziora chyba z 1500 części.
Pozostałych nie kończyłem. Brakowało mi konsekwencji i wytrwałości, odwracałem elementy, robiłem ramkę i olewałem sprawę po jakimś czasie stwierdzając w duchu „że jakbym chciał, to bym ułożył”.
I to jest odpowiedź... zdanie do wyjebania od zaraz "jakby mi się chciało to bym zrobił.." ew. "zrobię później za jednym razem tyle co bym zrobił przez 2 dni"
Co ciekawe, stwierdzenie że jestem KUREWSKO NIEKONSEKWENTY jest ostatnim elementem kolejnej ramki. Ramki mojego samorozwoju. Ten mały element sprawił, że siedzę sobie w cholerę dumny o 2 w nocy przed kompem zamiast spać.. Nagle odkryłem, że wiem co lubię robić, wiem co umiem robić, wiem co i jak chcę robić.
Mam wszystkie elementy, ale nie układam cholernych puzzli. Z jakichś przyczyn nie chce mi się. Wędzę się w oparach przekonania, że skoro coś jest na wyciągnięcie ręki to „ja w zasadzie to mam”. Nie dochodzę do celu, wiedząc, że prawdopodobnie „mogę dojść kiedy tylko zechcę”. Czy to nie jest najgłupsza i najbardziej ordynarna postawa na świecie ?? Zamiast coś dokończyć i cieszyć się z efektu, stwierdzić, że to łatwe i nie dokończyć, a do tego zmarnować czas ??
Młodzi, którzy to czytają pewnie złapią się za głowę >30 i dochodzi do wniosków godnych gimbazy. Cholera.. tak trochę jest, wskazówki zegara zatrzymały się jakiś czas temu. Ja się już nie starzeję. To świat za moimi plecami jest coraz młodszy. Jestem dzieciakiem rozpieszczonym przez mgłę z obrazka, który kiedyś ułożyłem jako świadectwo domniemanej wytrwałości i cierpliwości.
Teraz jestem przekonany, że „ramka życia”, którą trzeba wypełniać elementami żeby mieć obraz siebie musi się składać z zasad stanowiących podwaliny naszej pewności siebie, pozbawionej łatwowierności umiejętności oceny zdarzeń, posiadania wyzwań/dążeń i konsekwencji w realizowaniu tych dążeń, trzymania się zasad itd. o wszystkim po kolei tu pisałem.
Łatwo dostrzec, jak te elementy wzajemnie się przeplatają i uzupełniają. Moje poczucie braku „czegoś” od pewnego czasu wiązało się właśnie z tym, z poczuciem stania w miejscu co należy inaczej nazwać po prostu brakiem konsekwencji w realizowaniu wyznaczonych przez siebie wyzwań i celów tzn. siedziałem na dupie stwierdzając „fajnie bo mam cele” (pierwszy z brzegu przykład w kwietniu przebiegłem mniej km niż w marcu i ani razu nie poszedłem na basen… siara..).
Trochę mi głupio, że dochodzę do tych wszystkich w sumie prostych wniosków mając ponad trzydziechę na karku.. ale może dzięki temu nie zostanę do końca życia gościem, na którego będą mówić septo „dobrze się zapowiadał” dyzio marzyciel.
Odpowiedzi
Hehe, przerabiałem dokładnie
wt., 2014-04-29 00:33 — KonstantyHehe, przerabiałem dokładnie to samo. Skoro coś mam na wyciągnięcie ręki, skoro wiem, że mogę to mieć od tak, to właściwie tak, jakbym już to osiągnął.
Czasem trzeba sobie po prostu wyartykułować pewne rzeczy i tyle. Też tak zrobiłem dwa lata temu i od tamtej pory zacząłem zapierdalać, bez wymówek i odkładania na później. Teraz na "liście" coraz mniej rzeczy, które zostały mi do zrobienia/osiągnięcia, ale bez obaw, dochodzą nowe i oby tak zostało.
Ulubione i główna.
Dlatego lubię po prawie
wt., 2014-04-29 14:08 — BrodatyDlatego lubię po prawie osiągnięciu jednego celu stawiać sobie kolejny, kończąc aktualny mogę zacząć dopiero następny.
moim zdaniem też nie ma sensu
wt., 2014-04-29 15:54 — Ulrich IImoim zdaniem też nie ma sensu przedstawiać proste rzeczy w nieprosty sposób, wiadomo człek sie rozwija cały czas (chociaż patrzą na świat i zachowania ludzi czasami widzę więcej regresu) to co dzisiaj wydaje ci się finiszem jutro będzie bladym wspomnieniem i początkiem nowego celu i spostrzeżeń
dokładanie metafor powoduje tylko sztuczne komplikacje których nie ma, życie jest proste, my je komplikujemy
Nie wiem jak Wy ale ja
wt., 2014-04-29 18:51 — baudelaireNie wiem jak Wy ale ja pamietam jak z wypiekami na twarzy jako smarkacze dniami i nocami rozmawialismy o samochodach. Pamietam jak marzylem zeby miec chociaz malego fiata, zeby jezdzil i mnie wozil
.
Po 20tu latach kiedy kazdy z naszej paki smiga fajnym samochodem jakos ten temat kompletnie nie lechce. Zwyczajnie auta sie ma bo sa potrzebne i tyle. Kiedy moge miec w zasadzie wszystko w granicach rozsadku przestalem to traktowac jako cel ktory chce osiagnac, bo sam fakt mozliwosci posiadania czegos lub jakiejs sytuacji w zupelnosci mi wystarcza. I obawiam sie ze tak jest w wiekszosci spraw.
Baudelaire - to może wynikać
wt., 2014-04-29 19:45 — septoBaudelaire - to może wynikać z postawy ocierającej się o buddyzm lub nieodpowiedniej priorytetyzacji celów. Ważne żeby wyraźnie określić sobie, co jest ważne i czego się naprawdę chce, a co jest tylko środkiem do celu, albo zwyczajnym elementem codzienności bez większego wpływu na życie (papier toaletowy, samochód).
Ważne też żeby to czego się chce nie wynikało z pozerstwa albo strachu przed odrzuceniem (wyjazdy za granicę, kiedy woli się obserwować ptaki nad biebrzą).
Kiedy dokona się właściwej selekcji, to jednak wypada konsekwentnie udowadniać sobie, że wybrało się właściwie i odbierać bodźce wynikające z faktu zrealizowania celu.
W postawie kupowania mądrych książek "bo kiedyś przeczytam" jest coś nie teges.
Co do wartości materialnych mam zresztą takie samo zdanie jak Warren Buffett. Zapytany dlaczego jeździ starym, średniej jakości samochodem zamiast kupić sobie nowy, odpowiedział, że jak ktoś nauczy go jeździć dwoma na raz, to kupi sobie drugi.
Dobry blog, mam ostatnio
wt., 2014-04-29 21:06 — MendozaDobry blog, mam ostatnio podobnie, celi i możliwości od groma a jakoś zapału brakło.