
Siedzę sobie w domu. Sobotni wieczór – wypoczywam przed jutrzejszą studnióweczką. Dobrze wiem że będzie zajebiśćie.
Ale halo, po co to pisze? Chodzi mi o zupełnie inny temat. Do napisania tego małego bloga zmusił mnie (dość mocno zainspirował, można by rzec) ostatni blog Prostego Mężczyzny („Być albo nie być, łatwo po prawej znajdziecie)
O co całe halo? Widzę jakieś NLS’y. W ogóle różnice między jednym a drugim. W ogóle, zastanówmy się.
Bo jak dla mnie, jeśli ktoś przyswaja jakąś technikę, to już jest jego. To tak jak z muzyką. Gdy ktoś stwarza zespół i gra powiedzmy, ostry metal – czy wtedy jest „sobą”, bo tworzy własną muzykę? Oczywiście że nie, bo naśladuje i wzoruje się na innych! Tak samo jest z ludźmi – nasze zachowanie jest wyjątkowo powtarzalne i inspirowane innymi ludźmi. Chyba ktoś po coś stworzył definicję „autorytetu”, prawda? Więc teraz pomyślmy.
Taki prosty chłopaczek przeczyta że np. NLS jest słaby. (A to jest tylko przykład, w zamian za NLS można wsadzić zupełnie inne słowo, nawet nie z dziedziny podrywania). Jednocześnie przeczyta że „bycie sobą jest cool” i w ogóle zajebiste. Najlepiej w ogóle się nie zmieniać… Ale w końcu po coś taki prosty chłopaczek przybył na tą stronę, prawda?
Czemu od razu być „sztucznym twardzielem”? Rozumiem, że autor może przeżył niezbyt ciekawe doświadczenie zważywszy ze swoją „zmianą” w lepszą osobę ale halo – przez to przechodził każdy użytkownik tego portalu! Sam pamiętam, że jeździłem po laskach, bo myślałem że jak „będę zły to będę zajebisty”. Chuja z tego! Każdy musi przez to przejść.
Dopiero później może poszukać własnego ja i siły w nim ukrytej. Sam jadę na pewności siebie, którą zyskałem dzięki poszerzaniu się mojej sfery komfortu. Może trochę odbiegam od tematu ale – tą „umiejętność” też w pewnym sensie od kogoś odebrałem! Też „udaje”. Bo udaje cały świat. Tylko że trzeba przejrzeć na oczy i zobaczyć, co tak naprawdę jest sztuczne i żałosne, a co zostaje już nasze. Ale z drugiej racji - to "udawanie kogoś" może być przyswajane do definicji "bycie sobą".
Łatwy przykład – wyuczone negi są żałosne. Lecz ktoś, kto jest znany z tego że świetnie dopasowuje się w swoich komentarzach, dzięki czemu staje się tym „zajebistym i ciekawym”, od razu jest sztuczny, bo się zmienił? Bo jest kimś innym? Oczywiście że nie! Bo jest sobą. Tylko kimś więcej.
„Poza tym... ja nie znoszę smaku kłamstwa. Nienawidzę kłamać, nienawidzę kłamców. Ja wiem, że to dość poważna szpila jest, wycelowana w osoby, które bawią się NLS, próbują zarabiać w ten sposób. To taka drzazga na fiucie dla nich... Nie będę was przepraszał, panowie. Nie za wyrażanie swojego zdania.”
Kto nigdy nie kłamał, niech pierwszy rzuci kamień.
A dla Simple Man’a jeszcze jedna wskazówka – nie bierz wszystkiego tak serio. Tak… bez zastanowienia. Nikt nie wyucza się wszystkiego na pamięć i taki zostaje. Jasne, ktoś tak może zaczyna, ale później ktoś się rozwinie. I to już zostanie jego.
I nie myśl, że piszę o tobie z chęcia pojechania po twojej osobie. Wręcz przeciwnie – nie lubię czegoś takiego, aczkolwiek twój blog jest dobrym tematem do dyskusji ;>
Na koniec może jeszcze dam inny przykład, który kłóci się z teorią pana powyżej. Powiedzmy że mamy zwykłego chłopaczka. Lepiej, żeby posłuchał rady kogoś z forum, „był sztuczny i udawał” i zapytał dziewczyny, czy ma ochotę z nią iść na kawę, czy może raczej zadręczać się co noc, by po 8 miesiecy zwlekania i zapatrywania się do tej osoby wysłać takiej osobie list miłosny, w którym objaśnia że jest w niej zakochany od dawna? Oczywiście nie musze wspominać, że jest to jego zwykła koleżaneczka.
Mam nadzieję że ktoś wyciagnie z tego krótkiego tekstu jakieś wnioski.
Pozdrawiam, khalifa.
Odpowiedzi
Dobry blog, podoba mi się i
pon., 2014-05-19 12:29 — brudneskarpetyDobry blog, podoba mi się i zgadzam się z tym co piszesz. "Bądź sobą, bądź sobą"... Pierdolenie. Zaczynasz, przyswajasz jakieś techniki i stosujesz je, aż w końcu stają się twoje i jesteś z nimi spójny.