Treść tego bloga będzie w pół opowiadana, pół wnioskowana. Cieszę się, że jest ta strona, na której mogę krok po kroku opisać swoją drogę, którą ciągle podążam. Wielu z was przeżyło to co ja przeżywam w tym momencie już dawno temu, ale myślę, że warto przypomnieć swoje początki i trud jaki pokonaliście żeby trafić do miejsc w którym już jesteście chociażby dla swojego uśmiechu 
Moja historia rozpoczęła się, jak pewnie wielu z was, od kopniaka od dziewczyny. Bardzo to przeżywałem, ściągałem wiele materiałów na temat powrotu do byłych, czytałem po kilka razy dziennie jak to zrobić, dzwoniłem do nauczycieli uwodzenia po rady. Mówiłem sobie, że już do niej się nie odezwę. Taa, mówiłem tak i za 10 minut robiłem jej awanturę z pretensjami jak mogła mi to zrobić. Płakałem jak baba do słuchawki, na nic nie miałem ochoty i brałem tabletki antydepresyjne. Ktoś powie - "to jest naturalne, rozumiem twój żal, cierpienie, rozgoryczenie". Ah i oh. A wiecie co wam powiem? To jest śmieszne. Doprawdy to było tak żałosne, że aż śmieszne. Ostatnio przypomniałem sobie parę rozmów po rozstaniu z nią i śmiałem się sam do siebie przez kilka minut. Ubaw lepszy niż na dobrej komedii
Ale może tego mi było trzeba, żeby zwrócić uwagę na to jak bardzo miałem zaniżoną samoocenę. Pamiętam jako dziecko, byłem otwarty, ale nie na dziewczyny. Zawsze marzyłem o tych najpiękniejszych, ale dorastałem w takim domu, w którym ciężko było mieć jakiekolwiek poczucie własnej wartości. Byłem tak strasznym pesymistą, na wszystko narzekałem i było to swojego rodzaju mechanizmem obronnym. Czułem, że nie zasługuję na te wszystkie piękne dziewczyny. Byłem DDA. I ktoś mi powie, że będę nim do końca życia. Pieprzenie. Jesteś tym kim chcesz być, ale musisz wziąć odpowiedzialność za swoje szczęście. Mamy moc, żeby być kim chcemy, ale nie chce się ruszyć dupy żeby zahartować się na porażki. Najlepszym lekarstwem na wymówki, na ograniczenia i na cierpienie jest.. wyśmiewanie tego. Na prawdę, kiedyś spławka była dla mnie końcem świata. Dziś mam straszny ubaw z małostkowości tych spraw. Moja rada to zatrzymać się na chwile i uśmiechnąć się do tego wszystkiego. Nie mówię, że na pstryknięcie palca zmieniłem swoje życie. Bo ledwo ruszyłem w drogę. Nadal mam swoje bariery, ale jestem dla siebie łagodnym nauczycielem a życie podsuwa mi narzędzia do rozbicia tych barier. Ma się wrażenie, że gdy przestaję narzucać na siebie presję to świat zaczyna pomagać, zaczyna być coraz to bardziej hojny. Opowiem wam wczorajszą akcję w klubie, w której potwierdza się wszystko to co mówię.
Weszliśmy do klubu, zamówiliśmy piwko i usiedliśmy przy stole. Przy innych stołach siedzi w cholere koksów, którzy nie rozmawiają ze sobą, tylko patrzą na tańczące dziewczyny na parkiecie, które o dziwo tańczyły same. Mieli wzrok w stylu "widzisz moje bicki? jestem prawdziwym facetem i to ty powinnaś mnie zagadać i zaciągnąć do łóżka". I tak siedzieli patrząc się jak sroka w kość. Gdzieś obok tych dziewczyn jakiś sztywny gość próbował coś przydreptywać przy tych dziewuszkach, ale chłopak był tak zestresowany, że aż zrobiło mi się go żal. Patrze na ten obrazek i śmieje się jak głupi. Chce zaznaczyć, że była to moja pierwsza wizyta w klubie, poza 18-stkami. Nie sądziłem, że ludzie są tak zamknięci w sobie. Nowa sytuacja, nawet nie wiedziałem czy umiał bym tańczyć w sposób, który rozpali dziewczynę. Ale patrzać na to wszystko, nabrałem takiego dystansu, że powiedziałem "pieprzyć to, trzeba trochę rozbawić te dziewczyny". Zwykły dystans dał mi tyle energii, że aż sam nie mogłem w to uwierzyć. Bez żadnego stresu podszedłem do dziewczyny starszej ode mnie co najmniej 8 lat, złapałem ją za biodro i powiedziałem "masz wstążkę zawiązaną na ręku a wszystkie koleżanki mają normalnie. To coś znaczy?" (dziewczyny miały wieczór panieński). Zobaczcie jaką pierdołę powiedziałem. To nie był tekst wymyślony 5 minut wcześniej tylko intuicyjnie palnięta pierdoła. Potańczyłem z nią trochę, gadaliśmy o głupotach i zapytałem, która to pani wychodzi za mąż. Pokazała mi, podszedłem do niej i byłem już tak nakręcony, że z bananem na twarzy pytam się jej "czy jesteś pewna, że ten facet jest właściwy?". Wypytywałem się o niego, tańcząc z nią w seksowny sposób. Nie stosowałem żadnych sześcianów, chwytów NLP, hipnozy bo miałem gdzieś swój wizerunek. Jestem zdania, że największa radość z uwodzenia i rozmowy jest wtedy, gdy masz gdzieś w jakim świetle się pokażesz. Zastanawiałem się "skąd ta energia?". Mówiłem rzeczy których pół roku temu nie powiedziałbym za nic, a jak już to twarz chyba by mi wyparowała. Ta energia bierze się z radości przekraczania własnych ograniczeń. Wracasz do bycia sobą i chcesz tego coraz więcej. Tego komfortu, luzu. Uwalniasz swój umysł z tego pieprzonego więzienia, którym jest strach przed zranieniem. Powtórzę coś co napisałem wcześniej - lęk skrywa osobę, którą już jesteś. Gdy dojdziesz do momentu w którym pokochasz porażki, wtedy wszystkie ograniczenia zaczną się luzować. Porażka, spławki przyjmą przyjemny smak, bo będziesz do tego podchodził z uśmiechem. Wychodząc z imprezy poszliśmy jeszcze z taką nowo poznaną dziewczyną odprowadzić ją na przystanek. Mój ideał. Stresik był troszkę, bo chciałem coś zrobić. Ale byłem go świadomy i mimo niego starałem się działać. Czułem to gdzieś w sercu, że te ograniczenia strasznie mnie kolą. Musiałem je porzucić. Koledzy coś tam ją nakręcali, rozmawiali z nią. Jeden chciał się lepiej pokazać od drugiego. I tak sobie patrzę na nią i mówie "wiesz co ci powiem? masz boskie nogi". To nie jest wiele dla doświadczonych puowców, jednak ja się cieszę, że zaczynam takie rzeczy mówić z przyjemnością. Ten komplement był od serca, nie chciałem nic w zamian, chciałem jej to tylko powiedzieć i to była dla mnie radość. Wziąłem od niej numer i dzisiaj zadzwoniłem chcąć się umówić na bieganie wspólne. Stres był ale znowu się z tego pośmiałem i powiedziałem pieprzyć to. Spławiła mnie. Ale czy to ma jakieś dla mnie znaczenie? Jestem cholernie szczęśliwy, że mogłem być sobą i mówić to na co mam ochotę. Miała prawo mi odmówić (chociaż na grilla ją namówiłem), zaakceptowałem to i oboje pożegnaliśmy się i poszliśmy dalej w swoje życia codzienne. Po co jakiekolwiek umysłowe komplikacje? To wszystko jest bardzo naturalne. Dlatego dziś zrozumiałem, jakie znaczenie ma motto u góry strony i pamiętajmy o tym. La vida loca:)
Odpowiedzi
I o to chodzi. Umieć potrafić
ndz., 2013-08-04 18:20 — ItalianoI o to chodzi. Umieć potrafić złapać taki dystans do świata i siebie, żeby potrafić zanalizować wszystko na chłodno a przez to działać z pozytywna energią.
Brawo, że się nie załamujesz tylko próbujesz działać i coś zmieniać!
Bardzo fajnie napisane.
ndz., 2013-08-04 18:22 — kilroyBardzo fajnie napisane. pozytywna treść, dystans i radość życia
Brawo stary. Powodzenia!
ndz., 2013-08-04 20:21 — HootBrawo stary. Powodzenia!
powiedzieć komplement "z
ndz., 2013-08-04 21:47 — promopowiedzieć komplement "z dupy" to lepiej nie mówić go wcale bo tylko stracisz w jej oczach, takie jest moje zdanie
ale spoko, każdy kiedyś zaczynał:)
promo Czytaj ze
pon., 2013-08-05 06:59 — baziak12promo
Czytaj ze zrozumieniem, nie był tam wyrywać panienki, bardziej było to w kierunku samorozwoju, więc nie czepiaj się ; )Jak dla mnie udany blog, przypomniał mi moją akcję z byłą, też się użalałem itp.
Teraz się z tego śmieję ; )
I to jest optymizm, jaki
wt., 2013-08-06 10:45 — AshkaelI to jest optymizm, jaki podzielam!