
Znacie pewnie opowieść o rycerzu, który po pokonaniu smoka, żeni się z księżniczką, po czym żyją długo i szczęśliwie? Oczywiście, przecież karmią nas takimi historyjkami od dziecka. Niedawno dobiłem do trzydziestki i właśnie uświadomiłem sobie, jak wielką bzdurą jest standardowy finał tych wszystkich historii. Długo i szczęśliwie tzn. ile ? 3 lata ? Przecież po zniknięciu gada, rycerz traci jakiekolwiek argument przemawiający za koniecznością swojego istnienia – księżniczka jest WOLNA od trosk i niepewności.. tak, wolna ze wszystkimi tego konsekwencjami, czyli może zacząć myśleć o czymś innym niż te troski, ma nagle czas na myślenie, ofiarowano jej czas, w którym się nie martwi. Hmmm.. trudna sprawa, ale rozwiązanie jest proste, o tym za moment.
Cała tajemnica tkwi w tym, że rycerz w trakcie wykonywania misji ani przez chwilę nie zadaje sobie pytania, po jaką cholerę ma zabijać/eliminować tego biednego dostarczyciela zmartwień (smoka) ? Nie pyta, bo nawet nie wie, w jakie właśnie wpierdziela się maliny.. Utrata jedynego zagrożenia i zdobycie stosu złota (od króla), oznacza, że heros pozostaje jedyną postacią, którą po dłuższym zastanowieniu można obciążyć odpowiedzialnością, za stan znudzenia księżniczki.. znudzenia faktem utraty atrybutu "konieczności bycia ratowaną”, bo tej potrzeby niechętnie się pozbyła, nawet jeżeli oznaczała w tym wypadku stanie w oku cyklonu (ale też centrum uwagi). A rycerz, cóż, chowa miecz, zapomina o wstawaniu rano i codziennym myciu zębów, od czasu do czasu bąknie coś, najczęściej bezsensu, nie naprawi kapiącego kranu i gdzieś tak mniej więcej po 5 latach na kursie kolizyjnym, zderza się boleśnie z rzeczywistością, dodajmy - już nie jego rzeczywistością. Siedząc przed telewizorem rycerz nie zauważa, że jego księżniczka wieczorami hoduje w piwnicy nową poczwarę, taką której nie będzie się aż tak bardzo bać, ale która, na miarę jej skromnych możliwości, na nowo pozwoli księżniczce odnaleźć w szwadronie dzielnych kawalerów tego jednego, gotowego uderzyć na stwora (znajomy dreszcz emocji sprzed lat). Czasami księżniczka zdaje sobie sprawę, że są to warunki dalekie od ekstremalnych (bo ma gdzie mieszkać, czasami odłoży coś z tej góry złota), czasami nie – ale najważniejsze jest to, że czuje jak znów odzyskuje swój bajkowy przymiot, znów czuje się księżniczką.. Co gorsza, żeby dać się w krótkim czasie uratować znowu, ale już bardziej na poważnie księżniczka szybko potrzebuje nowej naprawdę solidnej poczwary. A, że w dobrze bronionym zamku o prawdziwą bestię nie jest znowu tak łatwo, rezolutna księżniczka nie szukając za wiele, w smoczą skórę przyobleka kogo ??? no właśnie.. naszego poczciwego rycerza, który zdaje się być w dodatku wyborem naturalnym: bo po pierwsze, stał się obleśniejszy niż te wieki (8lat) temu, a poza tym jest odpowiedzialny za ten permanentny stan "nieratowania", stan utraty przymiotu prawdziwej księżniczki – powtórzmy, to jeszcze raz, bo może ktoś nie usłyszał - zbawca staje się ODPOWIEDZIALNY.
To moment kluczowy bo nasz rycerz, choćby się zaparł, nie ma już szans załapać się na konfrontację z przeciwnikiem, sam nosi jego kostium (najczęściej już rogatego zorro). Chcąc nie chcąc, nie może podjąć walki z samym sobą w obronie księżniczki - przespał sprawę...
Ale wróćmy do kwestii wyjściowej – dlaczego na początku nie pada pytanie o sens zabicia smoka ? Bądźmy sprawiedliwi, po całej akcji księżniczka znika naszemu hulace z oczu właściwie zaraz po tym, jak potwór wyzionie ducha, i zgaśnie piekielny ogień. Ktoś nam wmawia, że oni w takich warunkach są w stanie żyć długo i szczęśliwie ?? – zapomnijcie. Ale tak jak powiedziałem rozwiązanie jest proste. Tylko trzeba napisać (i to zaraz) opowieść, w której wojownik układa się z ze smokiem – Proponuję tak - smok, co kwartał nawiedza naszą brankę, w zamian za co, darujemy mu życie, a poza tym robi co chce.. Czy księżniczka kiedykolwiek zrezygnuje z rycerza, nawet najbardziej obleśnego, który 4 razy w roku gwarantuje jej ratunek przed dziką opresją ? Zapewniam, że nie. W takiej sytuacji rycerz możne nawet wyhodować brzuch, umawiać się z kumplami, pić wódkę i jeździć w delegacje, a księżniczka będzie czekać (ba.. modlić się kurwa żeby zaraz był w domu) żeby za te 2-3 dni on znów zapewnił jej wybawienie. Założę się, że żadna nawet przez chwilę nie pomyśli, że coś w jej byciu "taką" księżniczką nie pasuje. Pamiętajcie - smok powinien, na wszelki wypadek wiedzieć, gdzie spędzacie razem wakacje i od czasu do czasu pokazać się w najmniej oczekiwanej chwili, wtedy poza księżniczką można zaimponować też dziewczynom z turnusu, przy okazji ratując i je.. – zaufajcie mi, poza smokiem księżniczki, najbardziej nie lubią świadomości, że to rycerz jako pierwszy ozdobi je porożem. Ja każdego smoka trzymałem z dala od księżniczki (stąd też nie odziedziczyłem po nich góry skarbów), innym księżniczkom mówiłem od razu dziękuje.. Dlatego pisząc te słowa przyznaję - miecz mój zardzewiał, poroże uwiera pod hełmem, ale mimo to jadę szukać jakiegoś smoka – może się czegoś napijemy, wtedy na pewno się dogadamy w kwestii księżniczki…
AVE
Odpowiedzi
Smok = Uwodzenie Morał
pon., 2013-06-03 21:10 — papusiek1Smok = Uwodzenie
związek powinien być ciągłym niszczeniem smoków ! = uwodzeniem.
Morał
Ładnie opisane
... hmmm ... fajny wpis septo
pon., 2013-06-03 22:34 — Pierrot... hmmm ... fajny wpis septo ... abstrachując od niego, to jest jakieś moje ogólne przemyślenie. Zastanawiam mnie jednak od pewnego czasu jedno pytanie: "Czy warto ?" "Czy warto chodować smoka i się z nim układać ?" W imię czego ? W imię czego mamy się zachowywać wobec "księżniczek" po "rycersku", albo po "nierycersku" ... naprawdę są tego warte ? Naprawdę przebywanie z nimi i ich akceptacja jest tak istotna, tak istotna, by odgrywać takie role ?
A może lepiej robić swoje ... i reagować na to co przyniesie czas, a nie się spinać ... tak moja opinia. Dziś już późno jutro postaram się już skomentować Twój wpis.
Dzięki za niego jest interesujący.
Pzdr.
OGŁOSZENIE: Pilnie nawiążę
czw., 2013-06-06 19:46 — KamproOGŁOSZENIE:
Pilnie nawiążę współpracę ze smokiem. Bazyliszki, harpie i inne baśniowe tałatajstwo również mile widziane.
A tak nawiasem mówiąc przyjemny tekst
http://www.podrywaj.org/blog/
sob., 2013-06-08 21:50 — kilroyhttp://www.podrywaj.org/blog/jak...
W nawiązaniu, i do przemyślenia
Mam tego jeszcze trochę...nie
wt., 2013-06-11 15:57 — expatMam tego jeszcze trochę...nie żenić się to raz, nie obiecywać czegokolwiek to po drugie, trzymać w niepewności to po trzecie. Jak wchodzi na łeb - odprawić
Przykro mi, że jestem kanalią...
Kobiety mnie tego nauczyły - a taki był ze mnie potulny, zakochany piesek...i komu to przeszkadzało?
dobry wpis, naprawdę dobry...
ndz., 2013-06-09 19:46 — promodobry wpis, naprawdę dobry...