
Życie nie zawsze układa się tak jakbyśmy tego chcieli. Sytuacja pozornie komfortowa może w ciągu jednaj chwili przerazić się w coś co nie wygląda już tak różowo. Masz plany, perspektywy a tu nagle wszystko znika. Tracisz to co zdołałeś sobie wypracować. Dlaczego? Włożyłeś w coś tyle pracy i nagle coś Ci to odbiera. Znasz to? Od niedawna i ja to znam.
Jeżeli ktoś czytał mój ostatni wpis (chyba styczeń) to wie, że pod koniec października byłem na szkoleniu grupowym u Stilla. Nie będę się tu o nim rozpisywał, gdyż wszystko opisałem właśnie w poprzednim wpisie. Chciałbym Wam opisać to co działo się dalej, ponieważ w tamtym wpisie opisany jest miesiąc po szkoleniu. Co było dalej? A no było ciekawie, nawet bardzo ciekawie.
W każdy weekend musiałem gdzieś wyskoczyć, nie było takiej opcji abym siedział w domu. Każdą sobotnią noc spędzałem w klubie. Raz w jednym raz w drugim, chodziło o to aby działać. A działania te przynosiły coraz to lepsze rezultaty. Nie stałem się oczywiście super uwodzicielem, ale posiadałem już podstawowe umiejętności pozwalające mi swobodnie poruszać się i działać w obecności kobiet (a to już sporo). Zacząłem wyznaczać sobie pewne cele, stawiałem wymagania. Zaczynałem eksperymentować z kobietami, a dokładniej z moimi zachowaniami w stosunku do niej. Przynosiło to ciekawe efekty, nie zawsze pozytywne. Do teraz pamiętam jak podczas picia drinka przy barze podeszła od tyłu do mnie pewna kobieta, złapała mnie za tyłek i uśmiechnęła się. Ja spojrzałem na jej dłoń na moim tyłku, uśmiechnąłem się i złapałem ją za tyłek. I wtedy! Dostałem takiego liścia, że aż kilka osób stojących obok odwróciło się. Nigdy w życiu żadna kobieta mnie tak nie uderzyła, miała sporą parę, a nie wyglądała. To są właśnie wspomnienia, z których teraz mogę się śmiać. Było też wiele pozytywnych reakcji. Na przykład pewnego razu w klubie postanowiłem spróbować jakiejś akcji wielofazowej, tak aby nie było to zwykłe podejście, a coś co trwa dłużej, podzielone na części. Podszedłem do kobiety (stała z koleżankami), szybko nawiązałem kontakt z grupą, ignorując na początku mój cel. Po chwili, jak gdyby nigdy nic podszedłem do targetu i szepnąłem jej na ucho, żeby ze mną poszła bo muszę jej coś powiedzieć. Odeszliśmy trochę dalej, tak aby ona jej koleżanki nie pożerałby nas wzrokiem, gdy byliśmy już na miejscu, ja zrobiłem z nią jeden obrót po czym wylądowaliśmy bardzo blisko siebie. Patrząc jej w oczy powiedziałem, że nieziemsko wygląda w tej rażąco żółtej bluzeczce i że wpadła mi w oko od samego początku. Chwila milczenia, zacząłem delikatnie składać usta po pocałunku po czym mówiąc "Do zobaczenia" odszedłem. Znalazła mnie po pól godziny, jak siedziałem w jednej z lóż z kolegą. Kolega po chwili odszedł, a my obmacywaliśmy się i całowaliśmy w tej loży. Pełen sukces!
Takich momentów było wiele, pozytywnych jak i negatywnych (choć z liścia już nie dostałem). Ale w najmniej oczekiwanym momencie stało się coś, co zmieniło moje życie. Choroba. Zdrowie to coś najcenniejszego w życiu, choć wiele osób tego nie docenia. Ja teraz już doceniam.
15 marcq wracałem z Zielonej Góry. Padał ostry deszcz, widoczność byla kiepska. Jechałem spokojnie ok 80 km/h ale kierowca czarnego opla już nie. W połowie drogi z ZG do Nowej Soli wcześniej wspomniany kierowca zbyt szybko zaczął wyprzedzać (jadać z naprzeciwka) i zahaczył mnie. Wylądowałem w rowie. Obudziłem się w szpitalu z połamanymi czterema żebrami i już załatanym lewym płucem. Nie wiedziałem co się stało, dlaczego tam jestem. Pamięć z okresu wypadku odzyskałem dopiero po jakichś dwóch tygodniach i nie było zbyt ciekawie. Wiele nocy nie przespałem, budziłem się spocony. Najgorsze było to, że nikt z moich znajomych mnie nie odwiedził, nawet mój skrzydłowy. To smutne, gdy osoby na co dzień przebywające z Tobą zapominają o Tobie w takim momencie. A wystarczyło, zajrzeć i powiedzieć "będzie spoko", zawsze to jakaś pomoc.
Kilka dni temu wyszedłem ze szpitala. Wszystko już z moim zdrowiem ok, po wypadku ani śladu. Od czasu do czasu wezmę jeszcze jakiś środek przeciwbólowy na żebra, ale generalnie wszystko wróciło do normy. A przynajmniej jeżeli chodzi o zdrowie, bo w sferze uwodzenia poczyniłem duże kroki w tył.
Skrzydłowego już nie mam, a działanie samemu słabo mi wychodzi, ale mimo to wyskoczyłem w sobotę do klubu. I muszę powiedzieć, że w porównaniu do tego co było... jest nieciekawie. Poziom mojej pewności siebie spadł o wiele stopni w dół. Nie mam już tego błysku podczas rozmowy z kobietą, a co za tym idzie nie widzę tego błysku z oczach kobiety. Wiele się zmieniło i powrót do formy sprzed wypadku będzie trudny.
Będzie ciężko jeżeli chodzi o działania, ale może jakoś to będzie.
Chciałbym przeprosić z tej strony osoby, które zgłosiły się do mnie w okolicach marca w sprawie wspólnego wingowania. Nie byłem w stanie odpisać, dopiero teraz dorwałem się do komputera.
Jeżeli ktoś z okolic Zielonej Góry chętny jest na wspólne wypady, to zapraszam na PW. Wybieram się w sobotę do HVN w ZG.
Pozdrawiam Wszystkich
I Powodzenia
Odpowiedzi
Życie jest najważniejsze. A z
ndz., 2013-05-19 23:11 — PierrotŻycie jest najważniejsze. A z tymi kolegami i koleżankami od zabawy już wiesz jak jest ... "kiedy jest źle, wtedy większość się wypina na Ciebie ...". Tak już jest ... .
najbardziej boję się tego, że
pon., 2013-05-20 00:04 — Andrixnajbardziej boję się tego, że stanę w rozwoju.
Bardzo często mam słomiany zapał, ledwie udało mi się przebrnąć przez tą pierwszą fazę niepowodzeń i jak sobie pomyślę, że znów mam to zrobić to... hm, ciężko.
Andrix - polecałem Ci wtedy
pon., 2013-05-20 07:19 — nomenAndrix - polecałem Ci wtedy bardzo Stilla i widzę, że chyba jednak nie żałujesz..
Druga rada - w podrywie nigdy nie szukaj wsparcia i wingów. Prędzej czy później zrozumiesz
pracuj tylko i wyłącznie nad sobą.
wbrew pozorom w moim
pon., 2013-05-20 11:04 — Andrixwbrew pozorom w moim przypadku działanie samemu jest prawie nie możliwe. Oczywiście wiadomo, że działając od początku w pojedynkę nie będę od nikogo uzależniony, ale nie jest to takie proste.
Teraz muszę zaczynać wszystko od początku i nie jestem taki pewien tego, czy dam radę.
A kto powiedział, że będzie
pon., 2013-05-20 12:13 — nomenA kto powiedział, że będzie proste?
Będzie w chuj trudniejsze, ale za to profity będą dużo większe.
W ogóle kurwa, życie jest trudne i jest przejebane nie raz jeszcze brutalnie zweryfikuje nasze plany i cele... Przestań polegać na innych - tak na prawdę tylko Ty się liczysz i tylko TWÓJ rozwój powinien Cię interesować. Odrzuć te wszystkie kółeczka wzajemnej adoracji bo jeszcze nie raz "łing" czy inna pseudo zaufana osoba puści Cię kantem okazując się interesowną kurwą której byłeś potrzebny tylko do osiągnięcia określonych celów.
Zamiast się mazać i zastanawiać czy dasz radę czy nie i robić z siebie męczennika zacznij coś robić w tym kierunku... a najlepiej wjeb się na bombę w to i zacznij podchodzić gdzie się da.
Ja na początku tylko i wyłącznie chodziłem sam, było ciężko ale było warto.
Bardzo dobrze ze wyszedles z
pon., 2013-05-20 17:37 — IntrygantBardzo dobrze ze wyszedles z tego, bo moglo byc duzo gorzej. Powrot do dawnej formy to tylko kwestia czasu i dalszych cwiczen w akcji
a mi kiedys zdarzylo sie zaliczyc noc z piatku na poniedzialek, a potem miesiac w chacie 
nomen Tobie to wiszę już nie
pon., 2013-05-20 22:43 — Andrixnomen Tobie to wiszę już nie wiem ile piw. Zawsze mnie jakoś podbudujesz.
Nawet jakbym miał iść sam to i tak pójdę w sobotę do tego klubu, chociaż na myśl o zlewkach humor mi się nie poprawia.
Takie dziwne uczucie, gdy wiesz, że posiadasz umijętności do uwodzenia a nie wiesz czy uda ci się je w pełni wykorzystać.
a dlaczego a priori zakładasz
pon., 2013-05-20 22:47 — Guesta dlaczego a priori zakładasz zlewki? Dlaczego w ogóle zakładasz podryw? Idź i się po prostu dobrze baw!
@Guest takie teksty to
wt., 2013-05-21 08:55 — Andrix@Guest
takie teksty to działają, ale na osoby dopiero co wtajemniczone. Mi takiego kitu nie wciskaj.
Ja nie lubię klubów, nigdy nie lubiłem bo nie potrafię się tam bawić, tym bardziej sam. Jedyną przyjemność w klubach odczuwałem podczas uwodzenia", dlatego teksty w stylu "idź się baw", po prostu mnie rozśmieszają, bo gdybym miał iść z takim nastawieniem, to zapewne wolałbym zostać w domu.
Jesteś pewnie introwertykiem,
wt., 2013-05-21 09:05 — Ian WatkinsJesteś pewnie introwertykiem, klubu i częste wychodzenie z domu męczy Cie. Wtedy masz racje, podrywanie i zabawa nie będą dla Ciebie, bo tracisz zbyt dużo energii w stosunku do tego co otrzymujesz w zamian. Stąd Twój negatywny ton.
Ekstrawertycy mają łatwiej w tym elemencie, bo dla nich klubowanie, podrywanie i dej gejmy to dobra zabawa, dobra energia i tą energię potrafią przekuć w sukcesy na polu uwodzenia.
Całego życia nikt nie jest w stanie sobie zaplanować, ale pewne elementy jego tak. To co zrobisz ze sobą, swoim charakterem, psychiką to już Twoja sprawa, wylewanie żalów na forum i opierdalanie guesta za dobre rady na pewno tu nie pomogą. I tak jak nie każdy jest stworzony do bycia operatorem koperki, tak nie każdy jest stworzony do podrywania.
Faktycznie ostatnio widziałem
wt., 2013-05-21 09:09 — GuestFaktycznie ostatnio widziałem toibie podobnych w klubie... I masz rację, żałośnie to wygląda...
ok, to zostań w domu...
tylko w wannie uważaj na łokcie...
rozbawiasz mnie. To Ty
wt., 2013-05-21 10:59 — Andrixrozbawiasz mnie. To Ty twierdzisz, że zostanę w domu, nie ja. ja tylko powiedziałem, że nie idę po to by się dobrze bawić (i tylko bawić) bo tak nie będzie.
Tak jak napisał Pure-O, jestem introwertykiem. Mimo tego iż chciałbym wyskoczyć na parkiet i poświrowac, to nie potrafię. Dlatego zazwyczaj podczas nocnych wypadów do klubu uprawiam Day Game at Night, i to daje mi więcej radości niż zabawa sama w sobie.
czyli idziesz, zeby sie
wt., 2013-05-21 11:30 — Guestczyli idziesz, zeby sie dobrze bawic i podrywac.... No to w czym problem?
a jezeli podryw nie wyjdzie? To przynajmniej sie dobrze baw...
Nie rozumiesz mojego umysłu,
wt., 2013-05-21 18:58 — AndrixNie rozumiesz mojego umysłu, ale spoko. Still też nie rozumiał. Tak szczerze mówiąc to ja też nie rozumiem.
Generalnie polega to na tym, wchodzę w coś co jest dla mnie nie przyjemne. To z czasem powinno się zmienić, ale się nie zmienia, dlatego uwodzę w klubie, bo to jedno z czasem się zmienia, nabiera rozpędu.