
Zapewne zarówno mój wiek, jak też "doświadczenie życiowe", które w trakcie tych 21 wiosen zdobyłem, nie predysponują mnie do wygłaszania takich odważnych i zdecydowanych tez. Statystycznie również nie będę miał poparcia na to, co za moment oznajmię, natomiast posłużę się taka liczbą dla zobrazowania głębi i chujni zjawiska, jaki staje się udziałem ogromnej liczny zapłakanych w późniejszym czasie userów.
Ok, zaryzykuję. Otóż uważam, iż pi razy oko, jakieś 80-90% szumnie i dumnie przez was zwanych „wielkich miłości” i to już takich serio „jedynych, niepowtarzalnych, wyjątkowych” i „do grobowej deski” to nic innego, jak zwykłe, banalne, acz brzemienne w skutkach uzależnienie od myślenia o swojej drugiej połowicy. Dodam, że myślenia obsesyjnego wręcz, sfokusowanego na niczym nie uzasadnionym idealizowaniu obrazu swojej partnerki. Temat zapewne wyświechtany i mający więcej odcinków, niż saga transferowa z udziałem Roberta Lewandowskiego, ale patrząc po stale rosnącej ilości, albo chociaż po tym, że w tej materii panuje constans w liczbie zakładanych „dramatycznych” tematów na forum, wnioskuję, że problem ani trochę nie osłabł na sile. Może inaczej- zrozumieli ci, którzy mieli zrozumieć, którzy dojrzeli, wyciągnęli wnioski, którym po prostu było to dane. Tak więc wpis, który obecnie popełniam jest właśnie dla tych pozostałych, którzy jeszcze błądzą, płaczą, skamlą, znowu płaczą, wylewają żale jakie to kobiety złe, perfidne, wyrachowane, a to, że liczy się dla nich tylko grubość portfela, ładna buźka i tzw. social status et cetera (natomiast nie odpędzam od lektury tych pozostałych „oświeconych”). Otóż, tego typu wymówki dla mnie są niczym innym, jak tylko usprawiedliwianiem swoich słabości, niedociągnięć, usprawiedliwianiem tych tzw. excusów, słowem: tłumaczeniem sobie, że są po prostu jakieś kwestie totalnei niezależne od nas, na które wpływu nie mamy, w wyniku czego trzeba odpuścić, gdyż zwyczajnie „z gówna bata nie ukręcisz”. Takie myślenie zawiera w sobie lekarstwo na nasze żale i smutki w postaci furtki pozwalającej na odpuszczenie, chodzenie po najmniejszej linii oporu, bylejakość, bo „przecież ja jestem brzydki/biedny/nudny i nic z tym nie zrobię, bo nie…”. Jakież to proste. Ok, więc odpuść… kolejny raz. Później patrz, jak inni mają u swojego boku najpiękniejsze kobiety, są królami życia, tego samego życia, które Tobie sukcesywnie przesypuje się przez palce, ale jednocześnie, w tym samym momencie zastanów się dlaczego oni mogą, a Ty nie. Tylko proszę, odstaw na moment wyobrażenia o tym, że świat należy wyłącznie do pięknych i obdarzonych hojnie i szczodrze przez naturę (właśnie obdarzonych, oni sami do tego nie doszli) darami w postaci buźki wpisującej się w jakiś tam kanon urody w danym okresie, bo zapewniam, że tacy panowie jak np. Woody Allen, Humphrey Bogart, Jack Nicholson etc. nie zawdzięczają tego, gdzie doszli, takiej zwyczajnie losowej i niezależnej od nich sprawie, jak układ genów (czy jak to się tam fachowo nazywa). Ale ja nie o tym… a przynajmniej nie aż tak bardzo, o czym wspomnę za chwilę i od czego zrobiłem sobie punkt wyjścia.
Otóż właśnie sprawa tej „miłości wielkiej i niezwykłej” będzie na tapecie. Mówił o tym Gracjan w swoich lekcjach, wspomnę też i ja po raz tysięczny, bo takich przypominajek nigdy za wiele. Tak więc, jak wspomniałem na wstępie, takie miłostki do utraty tchu, a prawdopodobnie najczęściej do czasu zmiany statusu na fejsbuku, to wg mnie w wielu przypadkach nic innego, jak takie obsesyjne, monopolistyczne skierowanie swoich myśli na naszą muzę, chodzący ideał, któremu stawilibyśmy najchętniej pomnik za samą chęć do życia i przebywania w naszym towarzystwie. Taka pani nie poci się, nie upija, nie odpieprza głupot, nie śmierdzi czasem, nie załatwia potrzeb fizjologicznych (tych mniej pachnących), NIE ISTNIEJE. Natomiast wg naszego patologicznego przypadku idealizującego ponad miarę płeć przeciwną, poci się, ale Channel no. 5, upija się = uroczo wprowadza się w stan, w którym alkohol delikatnie szumi w główce, przez co pani staje się nad wyraz do nas ochoczo nastawiona, dupki używa jedynie… no wiadomo do czego.
Takie patologiczne stany wzrastają odwrotnie proporcjonalnie do wieku userów i ich doświadczenia życiowego, ilości poznanych kobiet, obycia życiowego etc. Szczególnie nasilone objawy tego stanu rzeczy występują wśród dojrzewających samców, zwanych notoricus koniobijcus (czytała Krystyna Czubówna), którzy w zaciszu domowym tłuką mięcho częściej niż Rocky Balboa. Częstotliwością i konsekwencją w „działaniu” zasługują na miano wręcz największych zapaleńców tej „dziedziny”. Warto natomiast byłoby się zastanowić z czego takowy stan rzeczy wynika. Dlaczego na starcie idealizujecie kobietę, dając jej narzędzia, jakimi dysponując, czyni z siebie nagrodę największej wartości, którą macie ciągle zdobywać? Broń Boże mieć o to do nich pretensje, ponieważ to wy sami jej te narzędzia w ręce wpychacie i wręcz dajecie instrukcje, jak się nimi posługiwać (inna sprawa, że one same doskonale to potrafią). Tu pozostawiam miejsce do przemyśleń.
W dalszej części chciałbym zwrócić uwagę na specyfikę problemu, jakim jest kierowanie swoich myśli na naszą nimfę, robiąc to wręcz z uporem maniaka. Uważam właśnie tak, jak Gracjan, że te wasze „zakochania” to głównie kwestia uzależnienia się od myślenia o tej waszej wymarzonej panience, snuciu wyidealizowanych wizji waszych przyszłych dni. Kto wie, być może są też tacy, którzy wyobraźnią przebijają Jamesa Camerona i Tima Burtona razem wziętych i po jednym, opcjonalnie dwóch spotkaniach z dziewczyną, snują już wizje wspólnej przyszłości, ślubnego kobierca, garstki dzieci i wspólnej starości w domu na przedmieściach przy kominku (niby jest to domeną kobiet, ale, o dziwo, przypadki chłopców bujających w obłokach nie są odosobnione). Tak więc snujecie te piękne wizje w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości, zamiast żyć życiem tu i teraz i brniecie nieszczęśliwie w kierunku przepaści, ponieważ wasz ideał z czasem sięga bruku i nie jest wcale tak cukierkowo, jak mogłoby się wydawać, bo przecież życie, to nie film, a już szczególnie nie wytwór naszej wybujałem fantazji, mimo, że w naszej głowie możemy być jednocześnie reżyserami i głównymi aktorami Oskarowych produkcji rodem z hollywoodzkich komedii romantycznych. Warto by zastanowić się nad tym, dlaczego młody, zdrowy, pełen życia, pomysłów na siebie, ambitny, dynamicznych facet, któremu nic nie brakuje, którego wszędzie pełno, ma sto pomysłów na minutę i z pewnością wyjątkowy plan na siebie i swoje życie, nie potrafi zająć swoich myśli czymś zupełnie niezwiązanym z naszą boginią. Ano właśnie może prawda jest zupełnie inna i nie jest z nami aż tak dobrze, jak myślimy i dziwnym trafem nasze życie nie jest aż tak ciekawe, pasjonujące i dziwnym trafem, mając chociażby chwilę wolnego czasu, konie naszego umysłu nieustannie zmierzają ciągle w tym samym kierunku- myśli o NIEJ. Można na ten temat debatować godzinami, ale ja powiem tylko tyle: PASJA, ROZWIJANIE SWOICH ZAINTERESOWAŃ, HOBBY- that’s the point. Powiesz „banał, nic nowego, nic szczególnego, oczywista oczywistość”. Ok, ale jak widać, wciąż nie dla wszystkich. Masz jakieś pasje? Good for you. Rozwijaj je, pielęgnuj, nie zaniedbuj, dbaj o to, abyś zawsze miał na nie czas. Naucz się ciekawie o nich opowiadać i tak dalej. To już wiemy. Nie masz pasji? Zdobądź jakieś. Metodą prób i błędów możesz odnaleźć coś, w czym z kolei odnajdziesz jakąś cząstkę siebie i zobaczysz, że właśnie w danej dziedzinie będziesz spełniał się oraz oddasz się jej bez reszty. Fajna sprawa, polecam każdemu dążyć do czegoś takiego. Natomiast nie sugeruj się przy wyborze zainteresowań zdaniem innych, ponieważ to Ty jesteś najważniejszą osobą w swoim życiu, bo spędzisz ze sobą jeszcze trochę czasu, przynajmniej do starości. Po co więc kreować swój obraz na potrzeby ludzi, z którymi być może przy dobrych wiatrach będziesz miał do czynienia kilka miesięcy, lat, nie więcej. Fajnie więc, jeżeli będziesz mógł za jakiś czas spojrzeć w lustro i powiedzieć, że w pełni siebie akceptujesz i lubisz właśnie takiego siebie, jakim jesteś, stałeś się przez te wszystkie lata pracy nad sobą.
Jeżeli już dojdziesz do takiego etapu w swoim życiu, że zaczniesz w pełni odczuwać radość z jego kształtu, a to, co robisz, sprawia Ci nieskrywaną satysfakcję i wręcz frajdę, to zastanów się, czy wówczas będziesz na tyle ograniczonym człowiekiem, żeby najlepsze, na co Cię stać, to toczenie debat i rozciąganie stale obrazów i wizualizacji w swojej głowie na temat tej jednej jedynej. Do tego ciekawszego życia dorzuć jeszcze takie punkty, jak spotykanie się z większą ilością kobiet, które zaczną poświęcać Ci uwagę, w wyniku czego skinienie palcem jednej niewiasty w Twoim kierunku przestanie przyprawiać Cię i mimowolne skurcze przyrodzenia. Kolejną sprawa jest fakt, że sprawy te są ze sobą niejako powiązane w ciąg przyczynowo- skutkowy, który maluje się mniej więcej tak: pracujesz nad sobą, masz hobby, pasje, zainteresowania -> automatycznie sprawiasz, że jesteś aktorem całkiem pierwszorzędnego filmu, jakim jest Twoje ciekawe życie -> zaczynasz przyciągać do siebie kobiety, które chcą być częścią (podkreślam częścią) tego życia. Tematu nie będę rozwijał dalej, coby posądzonym o grafomanię nie być. Pozostawiam miejsce do przemyśleń.
Diagnoza: Przesadne i obsesyjne myślenie o kobiecie nastawione na idealizowanie jej osoby, potocznie zwane „miłością”, „zakochaniem”.
Leczenie: Pielęgnowanie swoich pasji, praca nad swoja osobowością, przebywanie w towarzystwie kobiet.
Rezultat: Wyleczony.
P.S. Tekst zawiera motyw odgrzewania kotleta w postaci fragmentów o idealizowaniu kobiet, pracy nad sobą, posiadania pasji, a także śladowe ilości orzechów arachidowych.
P.S.2 Zapamiętaj: monopolizowanie swoich myśli pod kątem Twojej „miłości” często wynika z tego, iż zwyczajnie kobieta monopolizuje Twój umysł, będąc jedyną, której poświęcasz uwagę oraz swój czas. Robiąc to, sam sobie wyrządzasz wielką krzywdę. Tylko tyle i aż tyle.
Pozdrawiam.
Odpowiedzi
Chciałbym mieć taką wizję
czw., 2013-04-04 20:41 — expatChciałbym mieć taką wizję świata w wieku 21 lat

Karwa...
Już nic nie dodam
Pozdrawiam
PS: Bardzo zdrowe podejście do tematu.
Hmm co tu napisać . Wszystko
czw., 2013-04-04 21:19 — kml700Hmm co tu napisać .
Wszystko to było i to nie raz.
Ale i tak wyszło bardzo ciekawie dla początkujących.
Mam podobne podejście do „miłości”
Dobre.
pt., 2013-04-05 07:41 — Cristian'o MinettiDobre.
"Temat zapewne wyświechtany i
pt., 2013-04-05 09:57 — epmd"Temat zapewne wyświechtany i mający więcej odcinków, niż saga transferowa z udziałem Roberta Lewandowskiego"
O to chodzi, że ten temat należy poruszać do znudzenia. Mimo,że to wszystko już było, a Ty opisałeś to innymi słowami to uważam, że należy to robić nadal. A Ty mimo młodego wieku masz w głowie poukładane więc pisz dalej, wyjdzie to wszystkim na dobre.
Bo to cały czas rozchodzi się
pt., 2013-04-05 10:53 — WiarusBo to cały czas rozchodzi się o konflikt na linii natura-kultura. Powaga, czasem jest tak, że biologia tak człowiekowi uderzy do głowy, że wyłącza mu się racjonalne myślenie. A nawet jeżeli widzi pewne rzeczy, które godzą w jego zasady i są oczojebne dla tych, którzy patrzą na związek z boku to wmawia sobie "ło kurwa jest tak zajebiście, że to na pewno da się poukładać". Aż w końcu człowiek zrobi swoje, biologia mu powie "no to już was więcej razem nie potrzebuje" i zostajesz ze zdrowym rozsądkiem, ale już bez całej tej chemii. Narkotyk przestaje działać bo nie musi i widzisz partnera takim jakim właściwie jest. Gdybyśmy wszyscy rozmnażali się wyłącznie z rozsądku to już dawno byśmy wyginęli. Widocznie natura musi nas czasem oszukać by zbliżyć nas do siebie. Co z tym zrobić ? Wziąć na wstrzymanie i dojebać biologii zanim ona dojebie Tobie ? Rezultatem tego będzie sytuacja w której będziemy się obawiać własnej spontaniczności i bronić się przed nią. Doświadczenie w związkach najczęściej się sprowadza do tego, że zamiast dać się pochłonąć uczuciu i dać się totalnie przez nie spalić dmuchamy i chłodzimy tak by widzieć w miarę jasno. Widzimy w miarę jasno, ale z drugiej strony znowu brakuje tego czegoś ... Nie wierzymy w łzy kobiety, jej żale bo widzimy grę i sidła które na nas zastawia i boimy się w niej wpaść. Jakoś tak szarawo się robi. Co robić Panie ? Hedonizm czy nie hedonizm. Czerpać trochę więcej z tego życia czy spierdalać zanim się zrobi syf ? Czy też wybrać drogę "ale co poużywałem to moje" i kopnąć w kalendarz ?
Jak i tak uważam, że wszystko byłoby git gdyby to jebane państwo się nie wcinało i nie robiło wody z mózgu kobitkom. Powaga.
A ja uważam, ze mimo wszystko
pt., 2013-04-05 16:13 — JaskierA ja uważam, ze mimo wszystko najwazniejsza jest profilatyka. Przed i w trakcie tego pięknego stanu. Nie mozna sie zabraniac ludziom zakochiwać( czytaj byc szczesliwym).
Przedstawiasz problem, ktory juz trwa, koles wpadl juz jak sliwka kompot. Ale jak dobrze wiem niezbyt często się zdarza, ze to tak chop siup z tą miłością. Najcześciej ta cała miłość dojrzewa. A kiedy dojrzewa tzn. ze mozemy decydowac w ktorych kierunku bedzie to dojrzewanie podążało.
Ael to chyba na bloga sie nadaje co chcialbym dalej pisac.
Bardzo bardzo mi sie podoba,
pt., 2013-04-05 21:02 — RichieBardzo bardzo mi sie podoba, madrze piszesz, takie ,, powtorki z lektur " sa bardzo wazne, wpajane cos duzo razy staje sie rzeczywistoscia, czym wiecej takich blogow tym lepiej, wedlug mnie. Mi sie bardzo podoba, dziekuje za bloga
Pozdrawiam.
Wierzysz w jakieś wartości?
sob., 2013-05-25 20:41 — tom25Wierzysz w jakieś wartości? Naprawdę istnieje coś takiego jak miłość.
a z drugiej strony każdy
sob., 2013-05-25 22:01 — Ulrich IIa z drugiej strony każdy powinien przejść, doświadczyć takiego etapu, żeby potem sie "uodpornić" pójść dalej, nie bójmy się czegoś "zjebać" na tym polega życie
Genialne jak dla mnie. Nic
ndz., 2013-06-02 09:39 — ElpsyCongrooGenialne jak dla mnie. Nic dodać nic ująć.
dodam, że nie jest wstydem
ndz., 2013-06-02 10:49 — septododam, że nie jest wstydem czasami się upic i porzygać, ważne zeby wiedzieć, co było przyczyną i w którym momencie nastąpiło przecięcie pałki. starać się pić dla przyjemności najlepiej różne alkohole.. kiedy się znajdzie ten ulubiony to trzeba stwarzać warunki, w których smakuje najlepiej - rozkoszować się nim, może nawet zaopatrzyć barek. ale nie przesadzać.