Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Jest wiele dróg na szczyt. Przemyślenia by Antek_

Portret użytkownika Antek_

Kolega ostatnio podesłał mi filmik ze swoich urodzin, na których to tańczy zjarany z czwórką kobiet, chwaląc się tym samym, że ma jeszcze inne gdzie niby we dwie rozbierają się dla niego. Dało mi to wiele do myślenia. Ostatnio w kilku blogach było pisane o dwóch skrajnościach. O wiecznie zaliczających mega samcach alpha i o zakonnikach którzy zostali kopnięci w dupę i teraz jarają się tym jacy to oni nie są szczęśliwi sami ze sobą odkrywając swoje pasje inner game i inne pierduły.

Ruchać 100 lasek na tydzień. Zacni licealiści powiedzą głośne Łaaaał. A chciałbyś wypić 100 piw w tygodniu? Każdy lubi piwo, szczególnie zimne w gronie dobrych znajomych. Wszystko jest dla ludzi, ale w granicach zdrowego rozsądku, mawiał mój dziadek. Ostatnio oglądałem jakiś tam filmik Kamila Orety, w którym padło pytanie z iloma kobietami spał. Podejrzewam, że było ich mnóstwo bo nie chciał odpowiedzieć w filmiku, tylko prywatnie przy piwie. Mówił też że takie „zawodowe” podrywanie kobiet daje mu mnóstwo przyjemności i realizuje się w tym spełniając swoje wszystkie fantazje seksualne. Chciałbym wiedzieć, czy w środku naprawdę tak myśli. Pisano tutaj wcześniej, że facet który zalicza wiele kobiet zatraca swoją tożsamość. Dla mnie jest dużo w tym prawdy, bo znam osobiście kilku takich panów. Zawsze zastanawia mnie dokąd oni zmierzają? Niektórzy nawet zostają trenerami uwodzenia czerpiąc z tego przyjemność i korzyści finansowe. Wyglądają na szczęśliwych facetów. Ale czy tak będzie zawsze? Czy mając kiedyś żonę będą potrafili wytrzymać przy tej jednej? I czy wtedy zamierzają utrzymywać swoją rodzinę z nauki uwodzenia, tym samym demonstrując innym uwodzenie? Dla mnie nie sztuką jest uwieść kobietę, sztuką jest „dobrze prowadzić związek” (nie wiem czy to poprawne określenie). Swoją drogą ciekawi mnie czemu właśnie nie ma szkół prowadzenia związku czy małżeństwa. Czyżby nie było odważnego? Może taką szkołę powinien prowadzić 80 latek z 50 letnim stażem małżeńskim. Być może to jest właściwa droga i odpowiednia tematyce tej strony. Jednak dla mnie raporty o fuck close, po tym jak ktoś jechał na PKP i nagle spotkał SHB i już po 10 min było bzykanko i to bez gumki są niedorzeczne. Mamy czasy gdzie ludzie do końca zatracają swoją intymność.

Mamy też drugą grupę, którzy patrząc na tych z pierwszej kiwają głową i mówią że to nie to. Liczy się przecież Twój własny rozwój. Laska kopła Cię w dupencję, to teraz będziesz nadrabiał naście lat zaniedbania i teraz będziesz się rozwijał! A za rozwój pojmuje się kucie rutynek, schematów gry i innych nieziemskich technik.

Znajdziesz swoje pasje i będziesz krzyczał że do szczęścia jestem potrzebny tylko ja! Kiedyś też tak myślałem. Gdyby tak miało być, że jesteśmy potrzebni sami sobie, to nie istniało by coś takiego jak uczucia i przywiązanie. Gadanie, że już od tygodnia, miesiąca nie myślę o byłej to tak naprawdę okłamywanie samego siebie. Tak naprawdę każda była pozostanie w Tobie na zawsze. Nawet jeśli będziesz miał żonę z którą będziesz nieziemsko szczęśliwy, pozostaną jakieś wspomnienia po nich. Nawet 20 lat nie pijący alkoholik musi mieć się na baczności. Sam nie raz łapię się na tym, że lubię wiedzieć co u mojej byłej i nie oznacza to że chce wracać. Nie jestem z nią od 6 lat i przez ten czas ciężko nad sobą pracowałem i teraz mogę zrobić „powrót króla” przy okazji w wielkim stylu odbijając ją jej obecnemu facetowi. Ot czysta ciekawość co tam u osoby z którą kiedyś dzieliłem uczucia, radości i smutki.

O dziwo ostatnio zauważyłem też istnienie trzeciej grupy. To faceci kompletnie nie wtajemniczeni. Nie nie, to nie ta grupa frajerów którzy sami robią z siebie męczenników, mając u boku totalną pomyłkę, a nie kobietę życia. Mam kumpla w kapeli, który kompletnie nic nie wie o tematyce, o której tu mowa. Powiedział ostatnio jedno zdanie: „Wiesz, musisz po prostu trafić na tą właściwą. Ja trafiłem i nie muszę grać”. I faktycznie w moim otoczeniu zacząłem dostrzegać naprawdę kilka „zdrowych” związków. Owszem mają problemy tak jak każdy, ale nie jest to wieczna przepychanka kto nad kim ma górę. I ci panowie nie czytali książek nie używali mega technik. Może tu po prostu chodzi o te sławne przeznaczenie?

Wydaje mi się że jedynym słusznym przykazaniem w całym tej grze to po prostu nie popadać w skrajności i uważnie słuchać siebie samego. Życie konsekwentnie weryfikuje to co mówisz i jakich zasad się trzymasz, tym samym nie raz stawiając Cię w sytuacji w której tak mocno zarzekałeś się że nigdy nie będziesz.

Kilka miesięcy temu w blogu Zaskakujące "nigdy" i "na pewno" pisałem o tym jak po długim okresie bycia singlem doszedłem do związku. Wtedy użyłem w pewnym sensie wiedzy którą stąd wyniosłem. Poskutkowało. Efekty były natychmiastowe. Wszystko szło tak, jak chciałem. I wiecie co? To był najkrótszy związek w moim życiu. I nie popadłem w kolejnego doła z gatunku „znowu zjebałem”. Tak naprawdę po chwili namysłu doszedłem do wniosku, że to po prostu nie było to. A przecież była chemia! Ba! nawet można rzec grube love story zaczęte na wiejskim weselu! Ale co z tego? Możesz być idealnym graczem, możesz odgrywać nuty z idealną precyzją budzącą zachwyt wszystkich dookoła. Ale czy to jest sztuka? Najbardziej rozwijasz się w improwizacji, a życie to improwizacja. Można idealnie grać w życiu i finalnie je przegrać.

Możesz wiekami chodzić drogą którą uważasz za słuszną. Może to być droga penetratora kobiecych cipeczek, może to być droga dyzia marzyciela super rozwojowca. Ale kiedyś dojdziesz na koniec tej drogi i powiesz: „O kurwa! to nie tu!”

To tylko zbiór moich własnych przemyśleń. Tym samym mam świadomość, że nawet jedno zdanie które tu spłodzę może być zinterpretowane w sposób, na który nigdy bym nie wpadł. Proszę więc o rozważne wyrażanie swoich opinii, a nie udowadnianie swojej racji. Racja jest jak dupa, każdy ma swoją Smile

Każdy robi to co lubi i uważa za słuszne Smile

Odpowiedzi

Portret użytkownika Informatyk

Jest jeszcze czwarta grupa, w

Jest jeszcze czwarta grupa, w której jesteśmy na pewno ja i Ty. Lubię Twoje wpisy. Pozdro.

Portret użytkownika Rafał89

'Znajdziesz swoje pasje i

'Znajdziesz swoje pasje i będziesz krzyczał że do szczęścia jestem potrzebny tylko ja! Kiedyś też tak myślałem. Gdyby tak miało być, że jesteśmy potrzebni sami sobie, to nie istniało by coś takiego jak uczucia i przywiązanie'

Właśnie tak sądzę. Sam fakt, że coś istnieje, nie oznacza, iż jest nam koniecznie potrzebne do uzyskania szczęścia. Dla Ciebie pewnie tak, ale nie uważaj tego za dogmat.

'Tak naprawdę każda była pozostanie w Tobie na zawsze. Nawet jeśli będziesz miał żonę z którą będziesz nieziemsko szczęśliwy, pozostaną jakieś wspomnienia po nich'

Jakieś na pewno pozostaną. Chociaż według mnie to naciągane. Dalej piszesz, że lubisz wiedzieć co się dzieje u Twojej byłej. Moje odczucia są zgoła inne. W dupie to mam. Już się nauczyłem, że ludzie są, a potem ich nie ma, każdy idzie swoją drogą. Na początku to był dla mnie szok, kiedy zaczął się okres w życiu, w którym każdy zaczynał obierać swój kierunek i dla starych znajomych zaczęło brakować miejsca. Teraz mam to w dupie i sam robię swoje.

Pozdro

Portret użytkownika nomen

"Dla mnie nie sztuką jest

"Dla mnie nie sztuką jest uwieść kobietę, sztuką jest „dobrze prowadzić związek”"

Mylisz się Antek Wink są takie projekty, ba! nawet mają się całkiem dobrze.

Popularny portal społecznościowy "szczęśliwy związek"

"Dla mnie nie sztuką jest

"Dla mnie nie sztuką jest uwieść kobietę, sztuką jest „dobrze prowadzić związek”"

obyś się nie zdziwił ile jedno ma wspólnego z drugim...

Portret użytkownika Antek_

Doskonale wiem, że jedno z

Doskonale wiem, że jedno z drugim ma dużo wspólnego. Niektórzy wychodzą z błędnego przekonania, że kobietę trzeba uwieść tylko na początku. Gdy dochodzi do związku wtedy spoczywają na laurach... A związek to ciągła praca i "docieranie się" i to miałem na myśli.

jakie spoczywa, jaka ciągła

jakie spoczywa, jaka ciągła praca???, a w robocie ciągle popierdalasz???, a może jak się trafi "wybawiciel" to on taczki pcha???, sensownie rzecz jasna, w końcu i koń i furman nie tylko batem są połączeni, marchewka też nie załatwia wszystkiego... a Twój wpis jest pod z góry ustaloną tezę, - że niby trenerzy a priori są w związkach chujowi - a niby skąd to wiesz??? - intuicja??? i co to znaczy - kobietę uwieść???, jakieś dymnięcie na myśli masz??? czy ki chuj??? z całym szacunkiem, to trochę naciągnąłeś wszystko pod obraną tezę...

Portret użytkownika Guest

gen... dawny gen...

gen... SmileSmileSmile dawny gen...Smile

lubię tę stronę, i się wqrwić

lubię tę stronę, i się wqrwić raczyłem... starość nie radość...

Portret użytkownika Guest

a wkurwiaj sie, wkurwiaj...

a wkurwiaj sie, wkurwiaj...Wink

Bóg zapłać, bo ja resztę

Bóg zapłać, bo ja resztę przepijam... idę na piwo, ale kolce trza na buty ubrać...

Portret użytkownika Cristian'o Minetti

Blog jak zwykle the best.Mam

Blog jak zwykle the best.Mam pytanko. Przez te 6 lat,co ex Cię kopneła w dupe mieliście kontakt ze sobą ?

Portret użytkownika Antek_

Zero kontaktu poza zwykłym

Zero kontaktu poza zwykłym "cześć" na ulicy.

Portret użytkownika Cristian'o Minetti

Hmm więc gdzie jest ta reguła

Hmm więc gdzie jest ta reguła "one zawsze wracają" ?