Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Kolejny odcinek serialu - podsumowanie 2012 roku przez DonKrysta.

Portret użytkownika DonKryst

Blog jest rodzajem internetowego dziennika lub pamiętnika.

Witam. Na starcie chciałem zaznaczyć, że raczej nie znajdziecie tu żadnych porad itd. Ten wpis chcę potraktować niczym kartkę z pamiętnika, jak kilka osób wcześniej.

1 stycznia 2012 - obudziłem się około godziny 16:30 po sylwestrze z 4 ziomkami na ogródku jednego z nich. Jak to zwykle bywało wtedy w moim życiu, odurzony jedną dziewczyną, pierwsze co zrobiłem to myślałem o niej. Przez niemal cały styczeń / luty w moim życiu nie zdarzyło się nic konkretnego, poza tym, że umocniłem znajomość z jednym z ziomków, który nie raz potrafił mnie wyciągnąć z różnych tarapatów. Do tego co raz bardziej zaczęła mi smakować wódka. Do tego po przerwie doszły również treningi. Nadszedł marzec.

W marcu odbyły się moje 17 urodziny, drugi raz w życiu schlałem się jak świnia, bez konsekwencji. Parę dni później odbyła się chyba pierwsza taka z prawdziwego zdarzenia domówka, na którą się wbiłem. Z racji tego, że była to impreza przeznaczona dla par, bo nikt nie zamierzał przyjść sam, i ja pomyślałem o swojej dziewczynie, w której nadal byłem zadurzony po uszy i ją zaprosiłem, o dziwo zgodziła się niemal bez zbędnego gadania. Jaki byłem szczęśliwy, pierwsza domówka, w dodatku z "kobietą życia" jak ją sobie wyobrażałem. Ona się najebała, jak latałem za nią jak głupi, byłem wszędzie, nie dawałem jej kilku metrów oddechu. Chuj że dostawałem miliard ST, kiedy wracaliśmy złapaliśmy się za biodra, i mimo, że mówiła, iż to tylko po przyjacielsku, to ja już sobie wyobrażałem jak to będzie za kilka dni / tygodni z nią. W marcu wystartowała również liga. Myślicie, że się ogarnąłem ? Jesteście w błędzie. Chlałem aż miło. Mecz, nie mecz - chuuuj, melanż ważniejszy; jeździłem najebany i grałem jakby nigdy nic. Bo przecież żyłem pełnią życia - miałem flotę na alko, szlugi, zjarać się zdarzyło, do tego u mojego boku, a raczej w mej wyobraźni była "kobieta, która robi to samo co ja, i jest mi zajebiście u jej boku". W międzyczasie razem z ekipą wpadliśmy na pomysł, że skoro tu zajebiście się bawimy, to może wybierzmy się gdzieś wspólnie. Padło na Wisłę. Zajebiście, mogę jechać, Ona też mogła, reszta również. Tylko czekać na czerwiec, a potem niech się toczy. Pierwszy raz czar padł w maju. Kolejny raz wszyscy się spotykamy, chlejemy, ale jednak... jednak ktoś miał ze mną do pogadania. I to była ona. Płakała, mówiła, że nie chce nikogo ranić, ale jestem tylko dla niej przyjacielem. A ja jak gdyby nigdy nic mówiłem że wszystko jest OK, ale w środku czułem się potwornie. Trudno, poszedłem do domu, wpisałem na Googlach zapytanie, czy ktoś miał taką samą sytuację jak ja, i trafiłem tutaj. na następny dzień obudziłem się i spotkałem z ziomkiem. Wtedy też strzelił mi do głowy zajebiście skurwysyński pomysł. Nie wiem, w ramach zemsty, czy chuj wie czego przekonałem go, a także kilku innych, że oddamy jej hajs i nie pojedzie z nami. Dziewczyna już tak się cieszyła na sam wyjazd jak o tym gadaliśmy w grupie a ja oficjalnie ZDECYDOWAŁEM SIĘ WYJEBAĆ JĄ NA RYJ. Kto zdecydował się jej wręczyć pieniądze i powiedzieć wszystko prosto w oczy? Oczywiście ja. Czasem mam takie skurwysyńskie pomysły, które przyjdą mi pod wpływem chwili, a później żałuję tego przez dłuższy czas. No i chuj, oddałem jej te pieniądze, a kiedy doszło do mnie co znów zrobiłem, czułem się jak chyba nigdy nikt. Musiałem wyjechać na parę dni, odpocząć. Przez ten czas myślałem tylko, co najlepszego zrobiłem, jak to odkręcić. Musiałem zwrócić się o pomoc do ziomka, udało się nakłonić ją i mi i jemu do spotkania ze mną. Przeprosiłem, wybaczyła i wszystko w miarę wróciło do normy. Pieniądze jeszcze raz dała i jechała z nami. Nadszedł czerwiec.

W czerwcu kolega zorganizował melo z okazji meczu otwarcia EURO. Tu zawiodłem kolejną osobę. Niby to tylko babcia tego ziomka, powód błahy, bo pilnować, żeby nie sypało się za dużo przekleństw, ok. 15 osób, więc wiadomo jak jest. Niestety, znów się nakurwiłem, a jako że lubię władać łaciną, niemal wiodłem w tym prym. Melanż miał trwać całą noc, a skończyło się na to, że babcia wyjebała nas koło 3 rano na pysk. Przyszedł czas wyjazdu. 4 dni w Wiśle, 2 domki, 12 osób, hektolitry wódki, piw. Mimo kilku niepotrzebnych śpięć, było naprawdę niesamowicie. Miałem z Nią wymarzoną sytuację, leżeliśmy na trawniku, ja podpity, ona tak samo, patrzeliśmy w gwiazdy sami. Ale wystraszyłem się, że jak powie mi to co kiedyś, to zepsuje nam cały wyjazd, więc stwierdziłem, że dobrze jest tak jak jest. Tym bardziej, że do czasu wyjazdu chłonąłem wiedzę stąd, i wiedziałem już, że nie mam zbyt dużych szans na coś więcej z tej relacji. Wróciliśmy, ona sobie znalazła partnera, co ja przyjąłem ze względnym spokojem, chociaż pewnie jeśli taką wiadomość miałbym otrzymać w marcu czy kwietniu, to nie wiem co by się działo. Lipiec przeleciał mi w miarę spokojnie, kilka wyjazdów nad jezioro, później w celach zarobkowych na 2 tygodnie. W sierpniu wybrałem się z 3 kolegami na obóz. Podobnie jak i u nas, tak samo i w Chorwacji nie ustawałem z alkoholem. Fajki szły mi na poziomie paczki na dzień. Kilka dni po powrocie zrobiłem domówkę u siebie, nie najebałem się, i z tego szczerze byłem dumny. Parę dni później przyszła 18 kuzynki. Zaprosiłem koleżankę z obozu, ale schlałem się jak świnia i na tym się skończyło. Później kolega robi melo, na nim jestem ja, jest mój były target, jest kilka innych osób. Wkurwiony byłem na nią niesamowicie, bo kiedy ja pojechałem na zarobek, oni mieli imprezę, na której z jej ust padło kilka nieprzyjemnych o mnie zdań. Ja się o tym dowiedziałem + do tego od Wisły praktycznie się do niej nie odzywałem. Stwierdziłem, że oleje ją całkowicie i nie będę się do niej odzywał. Ona oczywiście zdziwiona, zawsze tryskałem humorem a tu nagle takie coś, ale nadal ją zlewałem. W końcu jakoś tak się to potoczyło, że miała zostać na noc, a musiała iść do domu. Z miejsca imprezy do jej domu trochę drogi, był już niemal zmrok, w dodatku ona jeszcze trochę podpita. Powiedziałem, że pójdę ją odprowadzić, ale już nie w roli plastra czy pieska. Przez pierwsze parę metrów drogi niemal nic się nie odzywaliśmy. Dopiero później jakież było moje zdziwienie, gdy się mnie objęła i w czasie drogi chyba z 5 razy musiałem przystawać, bo chciała się przytulić. Ale dla mnie to wszystko było już pozamykane. Kilka dni później wesele w rodzinnym mieście, samo wesele OK, poprawiny gorzej się skończyły niż nawet 18. Później jeszcze kilka mniej ważnych imprez. Target, rok starszy, z którym byłem na tej 18, tak naprawdę mnie olał, i na tym zakończyłem wakacje.

Od rozpoczęcia roku szkolnego, czyli września, skończyło się jako takie "domówkowanie". Relacje z kilkoma osobami znacznie się nam ochłodziły. Co nie znaczy, że skończyłem pić. Początek ligi, a ja w wolnym czasie najczęściej z 3 ziomkami, pijący browary / wódę. Mecze? Powtórka z rozrywki, liczył się tylko piątek / sobota. To, że grałem w niedzielne południe, nie miało żadnej wartości. W grudniu kolejna impreza - urodziny, jakże byłoby inaczej gdybym nie wypił ich zdrowia. W między czasie obrałem sobie na cel kolejny target. Myślałem, że w końcu mi się uda, w sumie, może nawet nadal tak myślę. Bo jeszcze nie zaliczyłem przy niej żadnej palącej mnie w jej oczach akcji. Przed świętami dałem jej (a raczej podrzuciłem jej dziadkom) prezent, który okazał się dobrym posunięciem. Napisała, że musi się zrekompensować. Na święta pojechałem znów w strony rodzinne i przez Wigilię zastanawiałem się co zrobić / gdzie ją zabrać, by ją ogarnąć. Wpadłem na pomysł, że po Świętach jedziemy do ZOO. Długo się nie zastanawiając, sprawdzam co i jak, piszę jej sms "bądź tu i tu, o tej i o tej, gdzieś Cię zabieram, wszystkiego się dowiesz". na co ona "jestem zajęta, ogarniemy inny dzień". To było 27 grudnia, póki co 0 odpowiedzi, ale zobaczymy. W święta jeszcze raz zdążyłem się konkretnie najebać. Przyjechałem do domu i rozpocząłem przygotowania do sylwestra. Jakby inaczej, po raz kolejny wódka / szampan / browary / szlugi. I znów powtórka z rozrywki. Z tymże teraz jeszcze się skompromitowałem, bo pewnie niejedna osoba patrzyła na mnie, kiedy ja akurat wymiotowałem w najlepsze.

W tym miejscu chciałem zrobić jeszcze jeden edit, póki mało osób to czytało. Przekonałem się na własnej skórze, jak wielka potrafi być magia idealizowania. Kiedy na wiosnę myślałem o swoim pierwszym targecie, nie widziałem u niej żadnej wady, żadnej. Próbowałem wmawiać sobie je na siłę, a nawet widziałem niektóre, ale wszystko usprawiedliwiałem. Dziewczę rok młodsze ode mnie. Teraz, kiedy słyszę co mówi o swoim chłopaku, by na następny dzień czytać jaki to on nie jest kochany, dziękuję chyba niebiosom, a najbardziej jej, że nie było dane nam być ze sobą. Targety z sierpnia i obecny, mimo że rok starsze, to jednak całkiem co innego. W końcu mogłem normalnie porozmawiać, pośmiać się, a nie słuchać tylko o kompleksach i problemach, i co najgorsze słuchałem tego wszystkiego, zamiast to olewać.

Po tym wszystkim stwierdziłem, że rok 2013 musi być znacznie lepszy. 11 stycznia idę na studniówkę, niestety bardziej z przymusu bo z kuzynką, no ale już pójdę. Nie chcę znów się schlać, żeby nie narobić jej wstydu. Do tego chcę rzucić szlugi. Kurwa, za dużo floty na to idzie. Matikte, wierzę Ci na słowo, że życie bez tego chujstwa jest o wiele lepsze. Co jeszcze? W marcu kończę 18 lat, więc czekam tylko kiedy otworzą zapisy na prawko. W najbliższym czasie planuję zapisać się na basen. Mam nadzieję, że w końcu uda mi się znaleźć wybrankę mojego serca. Na majówkę planuję z moimi ludźmi znów gdzieś wyjechać, pewnie znów będzie to Wisła, bo w zeszłym już roku nikt nie żałował, jak wspominałem. W wakacje może jakaś robota się znajdzie, trochę hajsu zawsze się przyda.

Ale najważniejsze zostawiam na koniec. Przez pół roku chcę ograniczyć chlanie i skupić się na tym, co w zasadzie kocham - piłce. Bo wiem, że mam możliwości, tylko przez różne koleje rzeczy nie potrafię tego udowodnić. Dlatego teraz zostało mi już tylko pół roku w juniorach, by udowodnić, że nadaję się do pierwszej drużyny. Ale co będzie czas pokaże.

Ufff, ale tasiemiec mi z tego wyszedł. Pisałem to wszystko chyba z bitą godzinę. Dzięki dla każdego, kto dotrwał do końca Wink Piona.

Odpowiedzi

Tak dużo "alko" i nie idzie

Tak dużo "alko" i nie idzie Ci z dziewczynami?To trochę dziwne powinny latać za Tobą jak głupie...

Dokladnie w życiu nas młodych liczy się tylko alkohol-nie pijesz jesteś dziwny.Jednak warto zadać sobie pytanie dlaczego to robie?

a) bo mi to smakuje?
b)bo to jest cool?
c)bo wszyscy piją?

Wyraz twarzy ludzi pijących wódkę mówi sam za siebie...

Życzę powodzenia w postanowieniach:-)

Portret użytkownika baudelaire

Widzisz tym sie wlasnie rozni

Widzisz tym sie wlasnie rozni Messi czy Casillas od naszych kopaczy. Oni poswiecili zycie pilce, stad Ich wielkosc. Ty poswiecasz sie wodce. Zmarnujesz sie tak samo jak Kowalczyk i nic z tego nie bedzie.

Portret użytkownika Rafał89

Wiecie co? Alkohol rozluźnia

Wiecie co? Alkohol rozluźnia prawda? Ja ostatnio natomiast mam coś zupełnie odwrotnego. W miarę picia wódki czuję się coraz bardziej skrępowany. A to dlatego, że zatracam moje logiczne myślenie, ruchy zaczynają się robić coraz bardziej powolne i mniej zręczne. Po prostu zaczyna mi to przeszkadzać. Wniosek - nie będę się upijał. Niegdyś lubiłem ten stan, czułem się swobodnie, a teraz czuję się jak ryba w sieci...

Co do Ciebie drogi autorze to nie masz co się martwić - każdy musi się wyszaleć. Ja w okresie 18 - 19 lat wydałem hmhm no ze 3 tysiące złotych na samo imprezowanie. Dodam, że nigdy zbyt dużo pięniedzy nie miałem w tamtym okresie. Wydałem wszystkie pieniądze z 18., do tego pracowałem + się zapożyczyłem na koniec końców 1,2 tysiąca wyszło mniej więcej. Niby mało, ale w tym wieku to jednak dużo. Długi ciągnęły się za mną przez kolejne 3,5 roku. Niczego nie żałuję, wyszalałem się i już nie mam parcia na imprezy. Chociaż ten dreszcz emocji był fajny, chciałbym to przeżyć jeszcze raz.

Pozdro

Portret użytkownika DonKryst

A mi teraz zaczyna

A mi teraz zaczyna odpierdalać, robię rzeczy o których wcześniej bym zupełnie nie pomyślał, następnego dnia budzę się i muszę się tego wstydzić. Poza tym zawszę muszę wieść "prym" - z reguły to ja zawsze kupuję najwięcej i to ja muszę być tym najbardziej najebanym, jakaś chora ambicja czy coś.

Co do uganiania się dziewczyn - może i nie uganiały się, bo z reguły wszystkie imprezy odbywały się w stałym około 12 osobowym gronie, teraz tworzymy coś w rodzaju paczki, i naprawdę mało kto ma wstęp tak żeby przyjść i się z nami bawić. Oczywiście nie jest tak, że jesteśmy tylko w 12 chłopaków, tylko mamy 3 pary. A z drugiej strony nie jestem z rodzaju tych, że piszę na fejsie nie wiadomo ile postów, że robimy coś z ludźmi, a na następny dzień muszę milion słit foci, czy innych chujstw.

Portret użytkownika kangu

Mój poprzedni rok wyglądał

Mój poprzedni rok wyglądał podobnie w każdy piątek i sobote byle się najebać i zajebac dobrym weedem Smile Znudziło mi się ta monotonia, ponieważ każdy weekend wyglądał tak samo i czułem że życie ucieka mi przez palce. Postanowiłem że od nowego roku nie będę pił, palił i jarał czego się cały czas trzymam ( od czasu do czasu wypije piwo ale to jedno a nie 6).
Jak tak ciągle imprezowales kiedy miałeś czas na jakieś DG czy NG?

Portret użytkownika DonKryst

Szczerze Ci się przyznam, że

Szczerze Ci się przyznam, że nie praktykowałem DG/ NG, poza tym wypadem do Mega, który opisałem w kolejnym blogu. Szczególnie mi to nie przeszkadza.