
Witam panowie....
Tytuł zapewne kojarzony z pewnym radykalnym hasłem, no ale zapewniam, że tutaj nie ma żadnych powiązań z jakąś ideologią. Użyłem go, ponieważ już od dłuższego czasu świtała mi w głowie myśl wywołania przebudzenia – wielkiej rewolucji życiowej, niszczącej błędne koło niskiej samooceny i byle jakości, oraz budującej na nowo czyjąś osobowość. Ta myśl wykrystalizowała się szczególnie ostatnio.
I bynajmniej nie o mnie tu chodzi, tylko – o mojego rodzonego brata.
Tak dobrze czytacie.
Mój brat ma teraz 16 lat, chodzi do LO i jest smutnym przeciwieństwem mojej osoby. Ja w jego wieku niewiele się od niego różniłem w wielu kwestiach, ale pomińmy to, jaki kiedyś byłem.
On obecnie to przykład noł lajfa. Myśli tylko o grach komputerowych, zero przemyśleń nad własnym życiem.
Ma oczywiście sporą grupkę znajomych (normalni ludzie, znam niektórych), więc cieszy mnie to, że totalnym odludkiem nie jest. Ma też zainteresowania jakim jest łucznictwo. Należy do klubu sportowego, jeździ na zawody (idzie mu nawet nieźle, zdobywa dyplomy), różne wyjazdy sportowe.
No niby nie jest tak źle i tragicznie.
No ale jest jeden szkopuł.
Rodzice.
Chłopak ma teraz spore kłopoty w szkole, grozi mu zagrożenie z języka polskiego. Uczy się ile może, ma korki dodatkowe, no ale dalej jest kiepsko. I w większości to nie jest wina jego, tylko popierdolonego nauczyciela (ja nie chodziłem do jego szkoły, ale o tej polonistce i tak słyszałem legendy w czasach, gdy ja chodziłem do LO). Pod pretekstem ciągłej nauki rodzice zamykają go w domu. Nakładają cholernie dużą presję, mówią mu że jest kiepski, nie stara się. To trwa od dłuższego czasu. Efekt jest rzecz jasna prosty – ciągłe negatywne programowanie sprawiło, że kompletnie nie wierzy w siebie. Myśli tylko o tym, aby skończyć tydzień szkoły i przykleić się do kompa w weekend. Nawet pod pretekstem ze jest zmęczony nie chodzi już na treningi. Rodzice dalej mu jadą po mózgu – że jest do niczego, nie stara się, myśli tylko o grach komputerowych, zero ambicji itp.
Ma też kolejną słabość – jest bardziej uległy i bierny.
Pod tym względem moje przeciwieństwo.
Efektem jest to, że łyka tę sieczkę jak młody pelikan. Jak się postawia rodzicom, to oni tylko podniosą głos i on już jest cicho. Boi się przeciwstawić. Jak tylko mogłem, starałem go się bronić, pouczać itp. no ale rodzice zrobili mi opinię porażki wychowawczej. Wmówili mu, że to ja jestem ten zły (ten, który chce, aby myślał niezależnie) a oni to są dobrzy rodzice, co mu pomogą w życiu.
Sam nie wie, komu za bardzo wierzyć. Zachowuje się tak, jak rodzice często od niego oczekują (czasami jakby wbrew sobie) i lekceważy to co mu mówię, no ale jak jesteśmy sam na sam, to mimo że z początku bagatelizuje moją gadkę o sytuacji jaka wokół niego panuje, to jednak zawsze coś bierze do siebie, co mu mówię.
Czyli podsumowując, boi się wcielić moje porady w życie. Dla świętego spokoju, żeby tylko rodzice go nie znegowali.
On co prawda nie płacze z tego powodu, że jest chujowo, no ale kurwa – widać że staje się swoim własnym cieniem, upiorem bez energii.
Taka bierna głupia owca, która jest golona bez jej wiedzy. No i oszukiwana, że skoro jest źle w szkole, to wynika tylko z jego winy.
„Skoro masz złe stopnie, to nie jesteś wcale mądry. Najwyżej w zawodówce skończysz”
„Jak chcesz być osłem i zakałą, to nią będziesz. Może i już nią jesteś”
To są przykłady negatywnych sugestii, jakie ma systematycznie zapodawane. Pośrednio i bezpośrednio, w różnych formach i płaszczyznach.
Nie ukrywam, że ja nie mogę ze spokojem patrzeć na to, jak się stacza. Sam go dobrze rozumiem, gdyż przez to przechodziłem, i to może w większym natężeniu niż on.
Rodzice nie dopuszczają do siebie myśli, że robią coś źle i że go tak po prawdzie niszczą. Poddają temu samemu, co mi robili.
No ale ja się postawiłem, i w bólach powiedziałem dosyć.
Konsekwentnie się trzymając kursu, nie odpuszczałem i każdy dzień był batalią z programem podcinania skrzydeł i wciskania wyrzutów sumienia, że mam życie prywatne, chodzę na imprezy (za własne pieniądze w dodatku) itp.
No i też siłowego wciskania mi materialistycznego podejścia – że tylko nauka, praca i pieniądze się liczą w życiu. Reszta to pierdoły i syf. Nawet moje towarzystwo jest złe.
Bo oni w mym wieku uczyli się i pracowali. A ja zły, wyrodny syn mam inne cele poza nauką, gniciem w domu przy nauce i poświęcenia się pracy. No i że każde potknięcie w życiu to jest TYLKO MOJA WINA.
Mój brat ma dokładnie to samo teraz. Sam widział moją walkę z tym, no ale rodzice już mu pocisnęli, że jestem zakałą rodziny.
Może i nie wierzy w to do końca (widać to po jego podejściu do mnie) ale nie umie zmienić punktu widzenia, jaki mu wpoili rodzice.
Nawet nie widzi (bynajmniej na razie) w jaką pułapkę i gówno wchodzi.
Lecz czym się różni jego sytuacja od mojej ?????
JESTEM JA.
TRANCER.
Jego rodzony brat, który chce mu pomóc.
I dobrze wie, że nie jest prawdą, że jest beznadziejny.
Chce go zainspirować do pracy nad sobą i przekazać mu wiedzę, która pozwoli mu stawić czoła problemom w życiu. To co najlepsze we mnie, żeby w nim zaszczepić.
I dać mu godność i wolność.
No i żeby nie stracił zapału do rozwijania swych pasji, żeby nie potracił znajomych poprzez systematyczne gnicie w domu.
Wiem że to brzmi patetycznie.
Wiem, że też pojawia się pytania, po jaką cholerę to pisze....
Robię to dlatego, że nie wiem sam już, w jaki sposób rozbudzić w nim chęć do zmian.
I to w taki sposób, aby żaden jego ruch w stronę zmiany nie został zlustrowany przez rodziców i uznany za pójście w moje ślady (wiadomo, ślady porażki wychowawczej).
Większość z was to są ludzie, którzy stawili czoła wielu problemom w życiu. Macie duże doświadczenie, może i nawet byliście świadkami podobnych sytuacji.
Dlatego też was proszę o porady, jakie kroki podjąć, aby plan ratunkowy się powiódł. Albo miał szanse się powieść.
Na obecną chwilę mam pomysł, aby mu na gwiazdkę kupić jakąś książkę o rozwoju osobistym. Taka, która będzie akurat na jego wiek, no i też zainspiruje do zmian w myśleniu i działaniach.
Bo niestety moje słowa to za mało póki co. Zbyt pochłonięty jest tym negatywnym stanem, aby moje wywody i komentarze podziałały długofalowo.
Tym bardziej, że już od ponad pół roku nie mieszkam ze starymi (tylko u dziadków).
Tłumaczyć chyba nie muszę, dlaczego.
Liczę na wasze porady.
Salut.