
Na wstępie dam Tobie, link do genialnego pod względem pomysłu jak i realizacji, teledysku. Myślę, że będzie nieźle pasował do tego co znajdziesz pod nim.
Minęło już kilka dobrych miesięcy od kiedy dostałem "Grę" N. Straussa. To banalny początek, pewnie co drugi na tej stronie zaczął w podobny sposób. Trochę mniej czasu minęło od kiedy napisałem pierwszego, pożal-się-boże, bloga. Podczas tej przerwy nauczyłem się, czy też doszło do mnie, wiele rzeczy, które przyczyniły się do gruntownej redefinicji mnie samego.
Od kiedy wszedłem w wir pracy (nie będę pisał gdzie- pozostańmy przy fakcie, że codziennie poznaję sporo nowych ludzi) nie miałem czasu by zaczytywać się w tutejsze wpisy. To mnie uwolniło od poszukiwania i korzystania, jakby nie patrzeć, cudzych rozwiązań. Podczas wypadów do barów, pubów, czy klubów (specjalnie nie używam terminów NG/DG) nie byłem natomiast wolny od chęci podejścia do jakiejś fajnej laski.
I tu, podczas jednego z podejść, zaczęła się tytułowa "wspinaczka".
Podczas rozmowy ze studentką drugiego roku (chyba :/) MSG, zapytałem się jej, rzecz banalna, dlaczego akurat wybrała ten kierunek. Odpowiedź przypominała, mniej więcej, jak treść żołądka Lemmy'ego Klimstera. Jakiś jebany kwas. Rażący głupotą i brakiem wartości odżywczych produkt uboczny jej organu między uszami. Patrzyłem na nią i nie wierzyłem, że w ogóle siedzę jeszcze naprzeciwko. Odechciało mi się ruchać, odechciało mi się gadać i odechciało mi się już otwierać jakąkolwiek dziewczynę tego wieczoru. Dała mi swój numer (byłem z kumplami, musiałem się czymś pochwalić- a co!
), ale nie miałem w ogóle już zamiaru do niej dzwonić. Jak już położyłem się z helikopterem we łbie do łóżka, zacząłem myśleć. Nie mogłem zdecydować się, czy to pierwsze oznaki starości (kamaaaan!), czy może aż tak mocno zakorzeniła się w mojej głowie panna, o której pisałem w poprzednim wpisie. A może po prostu miałem zły dzień, a tak naprawdę ta z baru nie była taka zła? I tak dalej, i tak dalej...
Odpowiedź przyszła wraz z czarną jak jaja szatana kawą. Doszedłem do dwóch wniosków:
1. wcale nie chcę zostać takim Ruchaczem, jak choćby Karzeł (miss You)...
...BO
... 2. nadal coś czuję do Niej.
Problemem jest to, że Ona niezbyt ochoczo nastawiona jest na jakikolwiek związek, a ja nie mogę przestać o niej myśleć. To jest akurat problem bez szybkiego remedium. Ale akurat o tym nie będę się rozwodził. To tylko prolog 
Żeby dojść na moją górę Fudżi, musiałem pozbyć się zbędnego balastu. Tutaj czytaj uważnie, sam wyciągniesz dalsze wnioski. Nauczyłem się od tutejszych blogerów co nie co o kobiecej psychice. Brzmi górnolotnie, ale nie mogłem znaleźć bardziej odpowiedniejszego słowa. Chodzi mi tu sprawy takie jak samo budowanie relacji, podtrzymywanie napięcia, czy choćby reagowanie na zaczepki (nasze ukochane "shit-testy"
).
Wraz z baaardzo wartościowymi lekcjami, weszło mi do głowy kilka mniej ciekawych "przekonań". Jeżeli dasz sobie wmówić, że czegoś NIE WOLNO- to znaczy, że właśnie wykonałeś całkiem celny strzał w kolano swojej wyobraźni. Nie będę tu wymieniał wszystkich, bo akurat mam w głowie dwa i nie chcę się już rozpraszać.
UNO- "Nie kupuj laskom drinków!!11one11raz"- już dawno temu ktoś mnie strofował na forum, że nie wolno, ale to KATEGORYCZNIE, stawiać laskom drinków. Okej, po co mam stawiać jakiejś dziuni, skoro nawet jeszcze nie zapamiętałem jej imienia. Tylko po co się w ten sposób ograniczać? Sam w sytuacji, gdy dziewczynie brakowało gotówki (lub jakiejkolwiek podobnej), zwykle mówię coś w stylu "fachowo mówi się na to inwestycja, następnym razem Ty stawiasz". Głupi uśmiech i po sprawie. Nadal nie chcesz stawiać? Twoja wola. Pamiętaj tylko, że Ty też możesz znaleźć zgrabne wyjście z KAŻDEJ sytuacji. I nie przejmuj się, każdy popełnia błędy.
DUO- Znajdź własną drogę na górę Fudżi. Ktoś może wymasować Ci stopy, jednak to Ty musisz zapierdalać. On nigdy nie będzie w stanie przejść Twoją drogę na szczyt góry. Nawet jeżeli chcesz zostać największym ruchaczem w mieście- myśl jak największy ruchacz w województwie.
Ja nawet nie widzę szczytu swojej góry. Może nawet jest tam do dupy i mogę żałować tego, co tam zastanę. Wiem tylko, że mogę ją zdobyć. Czym ona tak w ogóle jest? Cholera wie! ;D Wiem tylko, że to jest właśnie Ta droga.
----------------------------------------
Jak zwykle nieco chaotycznie, bo wolę rozmawiać przy piwie, niż pisać. Tym razem pisałem na trzeźwo. I nie czytałem drugi raz 
Niedługo wrzucę rozwinięcie mojej myśli o Fudżi.
Pozdrawiam z Trójmiasta, gdzie piździ jak cholera.
Odpowiedzi
'Ja nawet nie widzę szczytu
czw., 2012-11-22 08:05 — Rafał89'Ja nawet nie widzę szczytu swojej góry. Może nawet jest tam do dupy i mogę żałować tego, co tam zastanę'. Już teraz mogę Ci napisać, że na szczycie jest do dupy. Wejdziesz na ten szczyt i co dalej...? Wyznacz sobie w międzyczasie nowy cel, inne osiągnięcie. Ktoś, kto osiągnął wszystko po prostu umiera od wewnątrz. Trzeba sobie samemu tę górę wydłużać do granic możliwości - zawsze można znaleźć jeszcze 'coś' do zrobienia.
Pozdro
Wesoły kawałek odnośnie: "nie
ndz., 2012-11-25 23:04 — BiFWesoły kawałek odnośnie: "nie wolno, ale to KATEGORYCZNIE, stawiać laskom drinków."