
Mam wreszcie od dawna wolny wieczór.
Może więc i ja się odniosę do słów które zainspirowały Snoofie'go do napisania bloga znajdującego się tu:
http://www.podrywaj.org/blog/swo...
Zastanawiam się czy szklanka jest do połowy pełna, czy też do połowy pusta. W ten właśnie sposób dobrnęliśmy do pojęcia szczęścia, a przecież definicji szczęścia jest tyle ile jest ludzi i myślę że ten temat winniśmy zostawić każdemu z osobna.
I tak samo o ile zazwyczaj się zgadzamy co do słowa praktycznie z Mr. Snoofie, tym razem się nie zgadzam.
Tak. Prawo jazdy do szczęścia nie jest potrzebne, nigdzie nikt nie napisał w ten sposób, jednak potrzebne, acz nie niezbędne jest po to żeby łatwiej się żyło mnie i mojej rodzinie.
Mr. Snoofie powiem Ci że ostatnimi czasy pokochalem na nowo rower. Jeżdżę nim nawet w takie dni jak dzisiaj, gdy zasadniczo upalnie nie jest. Jest ekologiczny, w mieście szybszy niż samochód, zdrowy, podtrzymuje mnie w doskonalej formie. Dzięki zmęczeniu na rowerze po np 100 km jestem szczęśliwy. Poważnie szczęśliwy, ponieważ wiem że kondycja jest w zyciu bardzo ważna.
Jednak są w życiu sytuacje kiedy normalnie z rowera korzystać nie mogę. Ponieważ charakter mojej pracy wymaga ode mnie szybkiego przemieszczania się w promieniu np kilkudziesięciu a czasem i więcej kilometrów, mój rower nie jest w stanie zapewnić mi szybkości która jest niezbędna do wykonywania niektórych czynności.
Posiadanie prawa jazdy nie rozpatruję w kategoriach szczęścia, posiadania gadżetów, samochodu, mieszkania i wielu innych też nie. Nie rośnie przez to moja wartość względem innych, ani nie jest to substytut szczęścia.
Ale o ile rozumiem że posiadanie samochodu, prawa jazdy i mieszkania nie czyni Ciebie szczęśliwym, nie rozumiem jednak ludzi którzy nie posiadając udogodnień o których rozmawiamy uważają że "tak jest lepiej". Gdyby świadomie zrezygnowali przedtem posiadając owe dobra, jak np ja- samochód kiedy mogę, na rzecz roweru, to rozumiem ponieważ to ja mam wybór.
Przypomina mi to rozmowę z kumplem który twierdzi że uwielbia Londyn a nienawidzi Paryża.
Pytam: widziałeś bracie Londyn?
Słyszę: nie.
A Paryż?
Też nie.
No więc o czym tu gadać
.
W kategoriach szczęścia to znajdą się i tacy, którym cipka do szczęścia niepotrzebna. I co? Zrobimy im coś? Nie, ponieważ są różne definicje szczęścia.
Doskonale rozumiem Twoje stanowisko dotyczące kredytów, wiązania się z bankami itd. Popieram to stanowisko, ponieważ wiem ile wyrzeczeń kosztują kredyty i jak ciężko się je spłaca. Tyle że ja w gruncie rzeczy jestem dość szczęśliwym człowiekiem.
Pytanie więc co w zamian? Co zaoferować w zamian swoim dzieciom, żonie, rodzinie do której przecież każdy w mniejszym lub mniejszym stopniu dąży. I nie chodzi mi tu o samochód, cyferki i inne bzdety, a poczucie bezpieczeństwa i zwykłą świadomość Twojej rodziny że jednak nie będą wiązać końca z końcem i nie będą jeść permamentnego szczęścia ojca rodziny na śniadanie, obiad i kolację.
Bo że posiadanie rodziny, wychowanie potomstwa to chyba ustaliliśmy że jest męskie. Że to męska powinność.
Widzisz, moje w tym względzie stanowisko jest takie, że to ja mam zadbać o rodzinę. To sprawa priorytetowa. I nie robię tego dlatego że mam leniwą kobietę, albo że tonę w konwenansach. Myślę tak zwyczajnie dlatego, że jestem facetem i biorę odpowiedzialność za swoich bliskich. Wiem że samochód i mieszkanie nie dają szczęścia- mnie osobiście też nie dają o dziwo, ale dają świadomość że nie będę musiał przenosić się ciągle z miejsca na miejsce, że mogę szybko śmignąc z dzieckiem do lekarza, że jak kobieta późno kończy pracę mogę zwyczajnie po nią jechać(nie jako driver a jako partner w zwykłym, ludzkim odruchu).
Co zatem wybieram? Powiem Ci że nie mam łuszczycy, stanów przedzawałowych, no może trochę postępująca miłość do browarów rzemieślniczych
i jeśli mam wybierać to wybieram spokój ducha, zgodę ze samym sobą i fajną furę oraz chatę za miastem. Kompelnie nie rozumiem dlaczego miałbym z czegoś rezygnować:).
Myślę że w gruncie rzeczy myślimy podobnie, podobnie postepujemy i mamy podobny sposób rozwiązywania problemów życiowych, jedyne co nas różni to właśnie tytułowa szklanka. Wszystko co nas otacza może przybierać różne barwy w zależności od kąta patrzenia na sprawę.
Odpowiedzi
Dobrze prawisz, mam takie
śr., 2012-10-31 19:31 — FunGustoDobrze prawisz, mam takie samo podejście i zgadzam się w 100 %.
widze , że przez jeden mój
śr., 2012-10-31 21:22 — BAYTwidze , że przez jeden mój wers powstaja ciekawe blogi no no;] Gracjan szykuj kiążki;]
Jak sam napisałeś: definicji
śr., 2012-10-31 22:15 — VariatioJak sam napisałeś: definicji szczęścia jest tyle ile ludzi. To chyba wszystko
Mój instruktor dobrze
czw., 2012-11-01 12:24 — FancyMój instruktor dobrze powiedział. ' Zdaj to do cholery, chyba nie chcesz do końca życia podjeżdżać po dziewczyny rowerem! '
Może i jestem płytki, ale prawo jazdy da mi ogrom szczęścia. Tutaj nawet nie ma kwestii do polemizowania, auto to coś więcej niż dziewczyna nawet. Dziewczynę pożyczysz kumplowi na studniówkę ( o ile się zgodzi ) a auta nie, chyba, że sprawa będzie naprawdę poważna.
Skoro już tu jestem (w
pt., 2012-11-02 00:13 — UndergroundSkoro już tu jestem (w sensie: na forum) zabiorę głos w dyskusji.
Po pierwsze, mit o tym, że kobiety kochają bogatych mężczyzn z możliwie największym mieszkaniem, najdroższym samochodem, najbardziej prestiżowym zawodem - to tylko i wyłącznie mit.
Owszem, znam mnóóóóóóóstwo (i jeszcze więcej!) dziewczyn, które deklarują wprost, że szukają kogoś spełniającego powyższe cechy lub są z kimś dlatego, że wymienione cechy posiada. Przyznają się do tego w chwilach najgłębszych zwierzeń: nigdy mężczyznom, których próbują zdobyć ani nigdy facetom, z którymi są.
Ale!
Miłością to ja tego nie nazwę. Kochaniem też nie. Dlatego - zapewniam! - mit, że kobieta pokocha za to, że ma się samochód, albo przestanie kochać, gdy się samochód straci - to mit. Nic więcej.
Po drugie, ja tam się zgadzam z BAYTem (nie tylko dlatego, że mam sentyment, bo pół wakacji i kawałek października przyszło mi spędzić w Białej Podlaskiej
)
Otóż.
Słuchajcie, mnie ojciec nauczył jeździć samochodem, kiedy jeszcze nogi nie dostawały mi całkiem do pedałów.
Egzamin z prawa jazdy - praktyczny - pamiętam, jak zdaję za pierwszym razem, chociaż godzinę wcześniej zdjęto mi gips z kostki.
Mam prawo jazdy na motocykl.
Daleko mi do Senny, ale - kurcze - umiejętność jazdy samochodem JEST dla mnie jednym z wyznaczników nowoczesnego, odpowiedzialnego, świadomego życia. Jak jadę samochodem, odczuwam wolność. Wiele osób, które znam, w tym KOBIET, deklaruje to samo.
Jeszcze inaczej:
posiadanie prawa jazdy jest jak posiadanie konta w banku. JASNE, że nie każdy musi je mieć, że nie DEFINIUJĄ męskości. Ale dla mnie - i dla wielu innych ludzi - ich nieposiadanie jest oznaką... hmmm... niedojrzałości.
Przypomnijcie sobie, jaki był odbiór społeczny faktu, że Jarek nie miał konta w banku. PRZEWAŻAJĄCA większość narodu się z niego śmiała.
Po trzecie, gwoli ścisłości, ZNAM OSOBIŚCIE zdolnego, inteligentnego, towarzyskiego, przystojnego, świetnego mężczyznę, który ma NAJLEPSZE kobiety, pracę, spełnienie w wielu sferach życia - a nie jeździ samochodem. I niczego mu to nie ujmuje.
Ale nie zapomnijcie
pt., 2012-11-02 13:21 — jassssssAle nie zapomnijcie jednego:samochÓd jest jednym z najmniej bezpiecznych srodków transportu,możesz jechać ty dobrze i odpowiedzialnie,a ktoś do ciebie uderzy,nigdy nie znasz dnia i godziny.Jak dla mnie to nie jest oznaka dojrzałości z wyżej wymienionego powodu,tak samo kupe ludzi rzuciło się na tzw parabanki np amber gold,i teraz są tego skutki,a że niektóre baby mają zryty łeb od reklam,filmów,i pokazanych w nim luksususie,bez pokazania konsekwencji tego,toż to jest poważny problem...
Równie dobrze możemy
pt., 2012-11-02 15:01 — UndergroundRównie dobrze możemy powiedzieć, że chodzenie chodnikiem bez kasku na głowie jest nieodpowiedzialne, bo w każdej chwili może spaść na nas cegła albo doniczka.
I porównywanie zaciągania kredytu na 50 lat (mam takich znajomych, Jezu Chryste, jacy ludzie potrafią być głupi) do jazdy samochodem nie wydaje się adekwatne. Jak Twoja Kobieta będzie w ciąży, zacznie rodzić i trzeba ją będzie zawieźć do szpitala, też nie wsiądziesz do samochodu z obawy, że ktoś w Was uderzy?
A autobusami jeździsz? Tramwajami? Pociągami? One też miewają wypadki nie-z-własnej-winy.
Ale dobra, mądrzę się, a naprawdę podoba mi się, że zwróciłeś uwagę na UMIEJĘTNĄ jazdę. BAYT o tym wspominał, baudelaire chyba też. Mam przykład, jak jazda samochodem może skwasić relację:
Znajoma spotykała się z policjantem. Opowiadała, jak zabrał ją kiedyś na wycieczkę. Wracali samochodem w niedzielne popołudnie, przejeżdżając przez małe miasteczko. Tam, jak to w małych miastach, była jedna, kręta droga. Na na poboczu spacerowały młode małżeństwa z dziećmi, dzieci bawiące się piłką, ludzie wychodzili z kościoła.
I co zrobił policjant? Jechał 90 km/h, rozmawiał z dziewczyną i - żeby pokazać, "jaki to jestem alfa" - nie trzymał rąk na kierownicy. Znajoma najpierw delikatnie: "może byś zwolnił, zwolnij, proszę. Nie patrz na mnie, patrz na drogę". Powiedział: "Przecież jestem policjantem, nikt mi nie da mandatu" - czy coś takiego.
No i kiedy mijali kościół, o mało nie potrącił dziecka. Dziewczyna kazała mu się zatrzymać, wysiadła i wróciła do domu sama. Z Pszczyny do Katowic, czyli niecałe 40 km. Więcej się do faceta nie odezwała.
Jazda samochodem potrafi wiele powiedzieć o człowieku.
"definicji szczęścia jest
sob., 2012-11-03 15:19 — BBS"definicji szczęścia jest tyle ile jest ludzi i myślę że ten temat winniśmy zostawić każdemu z osobna."
Dokładnie! Nie ma co narzucać wszystkim swojego punktu widzenie i brać go za przykład. "Pieniądze szczęścia nie dają"