Ciemne chmury spierdoliły. Jesteś w formie.
W formie? Dlaczego postrzegasz to jak formę? To kojarzy się ze sportem.
Podrywanie to sport, a alpha to sportowiec. Przecież oni tak myślą.
Nie ma się co dziwić. Też tak myślałem.
Więc jesteś w formie? Ujmę to inaczej, masz powodzenie? Masz kobiety?
Tak, jestem. Z labiryntu swoich spraw wyszedłem na prostą. Wiesz, to rzeczywiście ma w sobie głębszy sens, to, że podstawą jest ułożyć sobie głowę. Odkąd śpię na plecach, a głowę trzymam na poduszce wszystko się zmieniło.
Kiedy i jak rozpocząłeś reformę własnego życia?
Na początku zrobiłem obrót. Przeczytałem kilka materiałów, wykonałem parę schematów i byłem w niebie. Obróciłem się o 360 stopni, chociaż wydawało mi się, że to jest te kluczowe 180 stopni. Już prawie orgazm, już mi niosą suknie z welonem, a tu klaps w tyłek. Przecież 360 stopni niczego nie zmienia, tak samo jak to, że wyryty polonista może nie mieć podejścia do dzieci i nici z dobrego humoru. Kiepsko, ale człowiek lubi popełniać błędy, lubi wmawiać sobie wyjątkowość, oryginalność i niepowtarzalność. To pierwsza teza, którą zanegowałem biorąc się za siebie i zdając sobie sprawę: najpierw skarpetki, potem bokserki. Nie jestem oryginalny, niepowtarzalny, wyjątkowy, równie dobrze mogę powiedzieć – nie jestem najmądrzejszy, najinteligentniejszy, najcieplejszy, najzimniejszy, najbardziej kolorowy. Nie jestem idealny i nie pamiętam jak się robi sześcian, mógłbym też zdawać egzaminy w pierwszym, nie trzecim terminie.
Swoją drogą, mam też pewne zalety. Przez skromność nie wspomnę wszystkich, ale jestem zajebiście przystojny, niesamowicie zabawny, zajebiście charyzmatyczny, słodko-kwaśny, meksykański i pieczarkowy. Ja to ja, mógłbym trochę zrzucić, ale z zamiłowaniem do imprez trudno to pogodzić, bo osiągnąłem całkiem fajną sylwetkę i teraz to już orka, za to nadrabiam twardym jak skała tyłkiem.
Poszedłem trochę inną ścieżką. Nie wmówiłem sobie, że jestem taki a nie inny, i że będę inny – będę mógł kupić wszystko, będę przystojny, najfajniejszy i najsmaczniejszy. Ale wysiłkiem zbudowałem coś, co nagle, niespodziewanie zaczęło mi się podobać. Fryzura, ubranka, wyrównanie sylwetki (za duże nogi w stosunku do torsu -> piłka nożna) – kurwa, już nie łażę ciągle w tych samych ciuchach. Ale to tylko progres zewnętrzny, a przecież o to się tutaj nie rozchodzi. I to prawda, potwierdzam, charakter, umysł, granice, bariery, schematy – w ukształtowanie charakteru, na poprawę wad, trzeba poświęcić niesamowicie dużo czasu. Ale warto było, już nie znikam, gdy w otoczeniu pojawia się seksowna kobieta, a gdy przypadkowa dziewczyna patrzy mi w oczy, nie uciekam i broń boże nie kołacze mi się myśl: wytrzymam?
Ej, ona się uśmiechnęła, czytałem o tym tylko na papierze. Ej, podejść czy nie? Kurwa, ej? Nie, mam wyprysk na twarzy. Ona wygląda na sukę. Za skromna. Na pewno ma chłopaka. Uśmiechnęła się, bo się ze mnie śmieje. Ej, raz się żyje, dziewczyny mówiły, żeby podchodzić i być miłym, usłużnym, czułym, to ja tak zrobię chyba, zapytam się czy bolało jak spadła z nieba albo wręczę jej skryty liścik, na którym podyktuję numer i polecenie: jeśli tylko znajdziesz wolną chwilę, hau hau, zadzwoń, wezmę cię gdzie tylko będziesz chciała, hau hau, o której tylko chcesz, argh, hau, argh.
Trochę namotałeś. Opowiedz mi coś o sobie, kolego.
Nie, kolego, nie znamy się. Jestem onewpa. Teraz możesz.
Postanowiłem napisać, bo sporo Wam zawdzięczam. Przede wszystkim obrót, ale ten o 180 stopni, choć szczerze mówiąc uzbiera się pewnie z trzy pełne plus 180 (1260). Przede wszystkim dojrzałość. Trochę mi wzięło czasu by dorosnąć, co ma głębokie fundamenty, ale nie będę tłumaczył, pewne sprawy niech pozostaną zakopane głęboko w moim umyśle. Niedojrzałość skutkowała brakiem relacji, brakiem kobiet, przynajmniej w takim stopniu, jakiego pragnie zbliżający się do osiemnastki facet. Trafiając do liceum, byłem ostro w plecy. Kończąc drugą klasę licealną, było jeszcze gorzej. Za mało, źle, nie te, co chciałem, i kosz od kobiety, który wszystko zmienił. To było – niech przeliczę – 19 miesięcy temu (dopiero teraz zdałem sobie sprawę, że to aż tyle).
Wtedy tu trafiłem. Rozjebany, zasrany, w pieluszce, bez wąsa i z siusiakiem w ręce. I się kurwa zawziąłem. Nie powiem, że robiłem miliony podejść, że po rzuceniu się w wir podrywaj.org zacząłem latać po ulicy i zagadywać. Zacząłem od siebie, stopniowo, bez wielkiego planu, ale ze świadomością, że chcę się POPRAWIĆ – nie zmienić, bo zmiana mogła oznaczać przybranie maski, która pryśnie, gdy kobieta powie Wam „nie” albo popadniesz w tarapaty. Postanowiłem dokonać kilku poprawek, które mnie drażniły. Nie spisałem sobie wad i nie robiłem literki po literce. Nie powiem Wam, czy przy punkcie trzecim, siódmym czy dziewiątym polubiłem siebie. Nie odtworzę sobie w głowie poranka, gdy się przebudziłem, spojrzałem w lustro i powiedziałem – stary, lubię Cię. Takiego momentu nie było.
Ale po pewnym czasie pojawił się chłopak, który umawiał się z dziewczynami i który powoli zaczynał kontrolować swoje życie.
Czy zdajecie sobie sprawę jak bardzo kontrolują Was rodzice? Ja nie, bo z rodzinnego domu wyjechałem znacznie wcześniej niż na studiach. Za to zdaję sobie sprawę, jak bardzo kontrolowało mnie środowisko, z którym się obracałem, mieszkałem i przebywałem. (Spójrz na to z tej strony: Czy Twój najlepszy kumpel to na pewno zajebisty gość? A teraz? Słucha Cię? Nie odpierdala jak masz większe sukcesy?) Świetni ludzie, z paroma osobami utrzymuję kontakt, ale zostało ich niewielu (palce jednej ręki wystarczą). Zostali najlepsi, co najlepsze – nie mają na mnie wpływu, chociaż kiedyś było inaczej. Dopiero teraz szybuję jak ptak, popełniam swoje błędy, nie wsłuchuję się w historię innych i nie powtarzam: u mnie spoko.
Onewpa, co tam? A jest o czym opowiadać
Wiesz jakie to uczucie, gdy kobieta, którą znałeś trzy lata spotyka Cię po roku przerwy, skacze z radości, komplementuje i po krótkim czasie jest skłonna wyjść z Tobą na bok? A gdy okazuje się, że ten schemat się powtarza i powtarza?
Więc twój progres zacząłeś od zmiany środowiska. Jak było dalej?
Po pierwsze w końcu miałem swoją kasę. Gdyby rodzice mnie dzisiaj nie wspierali, stać by mnie samemu się utrzymać. Jak na chłopaka, które niedługo będzie miał dwudziestkę, fajna sprawa. Po drugie, studiuję. Po trzecie, za akceptacją samego siebie przyszła również pewność siebie. Zburzyłem to co mnie wkurwiało, zostawiłem to, co w sobie cenię. Zamiłowanie do muzyki, sportu, języków, jarania, picia, kobiet itd. Po czwarte, zadbałem o wygląd – trochę siłowni (mam to szczęście, że uwielbiam sport), fryzura, lepsze ciuchy, perfumy – podstawy, na które kiedyś miałem ostro wyjebane.
Przyjemnie jest wypisać to wszystko w kilku prostych zdaniach. Tylko wykonać i już, prawda? Gówno prawda. W życiu nie chciałbym przechodzić tego jeszcze raz. Bo to kurewsko ciężka praca, nieefektywna, brudna, emocjonalna i żmudna. Nie obchodzi mnie czy jesteś pizdą. Mam wyjebane na to, czy ruchasz, czy udajesz, czy masz kompleksy, czy chcesz zostać moim przyjacielem. Ale Ciebie nie powinno obchodzić moje zdanie. Tylko to, Człowieku, czy Ty siebie drażnisz? Czy patrzysz w lustro z 50 cm czy odsuwasz się na kilka metrów i ubarwiasz swój wygląd?
Jednak cały ten bajzel i zamęt przyniósł efekt. Wiesz ile odniosłem porażek i w jaką ilość beznadziejnych kobiet się wpychałem? A przy tym, ile mam fantastycznych wspomnień i ile zabawnych zlewek dostałem?
To buduje człowieka, lepi go. Posłuchaj Fisza, tu naderwij, tam zszyj. Będzie dobrze – ja dałem rady, to ty mnie przebijesz człowieku. Tylko się nie napalaj, idź swoim tempem. Choćby miało ci to wziąć więcej niż mi, nigdy nie trać wiary w siebie. Nie czytaj o PUA, alfach, omegach, którzy wyrywają na potęgę. Oni też zaczynali od zera. Teraz wymiata Messi, ale pomyśl co będzie za pięć lat? Znajdzie się lepszy. Ale ten chłopak teraz zapierdala w jakiejś szkółce i pracuje na siebie.
Mój największy błąd był taki, że chciałem powielać Wasze schematy. Że chciałem mieć od a do z wytyczoną drogę, najlepiej krok po kroku. Trochę mi zajęło zrozumienie jak bardzo się mylę.
Więc ten progres to po prostu większa ilość kobiet? Nie. Ten progres to akceptacja, to poczucie, że ma się wartość. Nie wyjątkowość, nie wydumaną oryginalność. Po prostu poczucie, że jest się fajnym.
Mój „styl” jest prosty. Bazuję na inteligencji, uśmiechu, pewności siebie, twardej ręce – bazuję na sobie. Jestem naturalny, wyleczyłem się ze schematów (bawiąc się w te gierki czułem się nieswojo, nie czułem się sobą i nie popieram tego, ale jeśli chcesz, sześcian, schematy, otwarcia, to wszystko jest dla Ciebie. Tylko nie popełniaj prostego błędu, NIE ZASŁANIAJ SIĘ TYM, NIE MASKUJ. Bo to będzie błąd, sztuczna budowla, która runie, gdy coś się zatnie. A gwarantuję Ci, że tak będzie. I wtedy nie wrzucisz postu na forum, będziesz miał ułamek sekundy, by podjąć decyzję, rzucić kilka słów, zbagatelizować sytuację, zanegować laskę czy ukazać własny dystans. A to da Ci inteligencja, obycie i cała gromada cech, na które ciężko się pracuje.
Zrób kawałek czegoś niepowtarzalnego. Postaw gmach oparty o potężną konstrukcję, a nie szałas wspomagany przez pożyczone materiały.
Życzę tego wszystkim i dzięki, jeśli dotrwałeś do końca 
Odpowiedzi
"Więc ten progres to po
czw., 2012-09-27 14:10 — Jay"Więc ten progres to po prostu większa ilość kobiet? Nie. Ten progres to akceptacja, to poczucie, że ma się wartość. Nie wyjątkowość, nie wydumaną oryginalność. Po prostu poczucie, że jest się fajnym."
taka prawda, trzeba siebie zaakceptować i znać swoją wartość, to dodaje pewności siebie i wiesz jak sam ze sobą się czujesz..
bardzo dobry blog
fajnie napisane
czw., 2012-09-27 19:14 — BBSfajnie napisane
Właśnie zdałem sobie sprawę-
pt., 2012-09-28 10:32 — JozinWłaśnie zdałem sobie sprawę- ile z tych fundamentów odkładałem na potem.
Szczęście moje że od września zaczeła się zmiana mojego życia, bo było monotonne i nudne.
Schemat dnia wyglądał tak
Wstać>Zjeść>wyjść do szkoły> wrócić>włączyć fife/lub muzykę> zjeść >umyć się >iść spać