Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

Twoje życie to Ty.

Portret użytkownika Owned

Właśnie na zegarku wygenerowała się godzina 00:10. Siedzę z ręcznikiem na
plecach, który coraz bardziej mi przeszkadza.. Próbuję skupić myśli, ale marne to. Próbuję sklecić jakieś konkretne zdania, ale przeważnie jak się staramy, to wiadmo, co z tego wychodzi.

Po zalogowaniu sprawdziłem, co za głupoty ostatnio wypisywałem na blogu - sami możecie z resztą zobaczyć. Sierpniowy blog '11 - tak, pamiętam.. Zostawiła mnie ledwo dziewczyna - ja z rozdartym sercem, głowa okupowana wciąż przez Nią, ale twardo piszę bloga:

"Po tym jak dostałem "kopa" potrafię spojrzeć na wszystko z większym dystansem. To jest czas, w którym mogę - mimo wewnętrznego rozdarcia - przeanalizować swoje zachowania, błędy, które nie powinny się wydarzyć."

- Taa.. Potrafiłem.. na bank! Nic bardziej mylnego! Byłem wrakiem, i tylko naiwniak mógł by uwierzyć w to, że tak łatwo było mi wtedy skupić się na czym innym niż tylko na rozmyślaniu o sposobie na powrót.

- Starałem się jakoś dać z tym sobie radę.
Ale już kilka dni potem.. szukałem złotego środka. Zacząłęm czytać blogi, artykuły i szukać pomocy, co by tylko ktoś mógł przywrócić mi lubą. Zmontowałem jakiś tam plan działania, na podstawie któregoś wpisu i "dawaj!". Co prawda udało się, wróciła do mnie, do tego biednego pieska, który tak bardzo jej potrzebował. Moje serce napełniło się radością! Ohh.. Owned i panna X znowu razem, patrzcie tylko! Ja i moje jedyne źródełko szczęścia - znowu żyję!

- Popełniłem masę błędów, ciągły kontakt. Byłem takim wampirkiem, który żywił się cudzą energią - tak jak to jest w tych skrajnie najgorszych przypadkach.
I tak oto zostałem sam - po kilku miesiącach znowu się rozstaliśmy, a raczej ja zostałem wykopany, jeszcze na koniec pokazując jak bardzo byłem needy, próbując udowodnić moją miłość.

- "Ale jak to?! Ja taki fajny chłopak, dobry, zawsze na posterunku, z pasją, szczęśliwy. Taka miłość i to koniec?! :("

- Wiecie do czego zmierzam, więc chyba kontynuacja mojej historii "merdania ogonkiem" nie jest konieczna, bo każdy z Was wie, jak się kończą takie bajki.

"Potrzebuję czasu..
Nic nie jest tak proste jak mogłoby się wydawać - szczególnie po nagłym rozstaniu z osobą, na której mi na prawdę zależało.."

- No i faktycznie potrzebowałem tego czasu, ale mogę stwierdzić to dopiero teraz. W momencie kiedy w mojej głowie panuje zdrowy przepływ krwi.
Bardzo fajnie spojrzeć wstecz, poczytać co się wypisywało, przypomnieć sobie "starego" siebie. Ale takie rzeczy są potrzebne i bardzo uczynne. TO jest dla każdego z nas taki wykładnik na bazie, którego możemy "obliczyć" naszą progresję - i wiem, że ameryki tu nie odkryłem.

"Powtarzam sobie "inne też mają" - i wiecie co?
Udaje mi się nawet. Chcę poznawać nowe laski!"

- To prawda, ale była to kolejna "żaluzja", która plądrowała co jeszcze się dało z mojego biednego łebka. Sam sobie próbowałem wkręcić coś, w co nie pokładałem żadnej wiary. No ale w końcu trzeba - tak? Takie są wytyczne samca alfa. Nie potrafiłem niestety przeżyć rozstania do końca i dać sobie spokoju, żeby dojść do tej prawdy. Po prostu wtedy miałem "syndrom jedynej" i nie potrafiłem zdać sobie zdrowo sprawy z tego, iż na prawdę połowa globu, to kobiety, a kolejna połowa z nich czeka na faceta - ah, jaki byłem głupi Wink

- Dodatkowo motywował mnie dobrze znany blog BANE o Kontrastach, który był przeze mnie (źle) interpretowany jedynie jako tajemniczy środek przekłucia tęsknoty w zemstę i pokazania, kto tu jest teraz panem sytuacji. Długo utrzymywał się we mnie ten stan - teraz pisząc o tym czuję ulgę. Zgadza się, stan z jakim zostajemy po rozstaniu jest bardzo dobrym budulcem. Ale cholernie ważne, żeby to było zdrowe! Odradzasz się, wszystko fajnie, pokazujesz byłej jaki to teraz jesteś zajebisty - Ona może na to jakoś zareaguje, może nie, ale co dalej?

Tak na prawdę, dopiero, kiedy zacząłem wychodzić do ludzi i ich poznawać, zmieniać się, realizować pasje, afirmować, zaakceptowałem to, na co nie mam wpływu, i stwierdziłem, że nie mogę tylko brać, ale dawać.. Dopiero wtedy zacząłem rozumieć o co chodzi w tym wszystkim: "aha.. to w ten sposób.".

I wcale nie chodzi o kobiety, to zupełnie nie to.. TO wszystko to Ty.
Dopiero po odpowiednim upływie czasu mogłem wskoczyć na wyższy poziom. Zrozumieć, że podryw to nie wszystko. Jasne sprawia to radość, ale jeśli jestem wybrakowanym osobnikiem, to jak tutaj skutecznie działać?

Często przypominam sobie myśl "aby dać komuś szczęście, najpierw to szczęście musi być w tobie, dopiero odpowiedni grunt daje możliwości do rozwoju". Inwestycja w siebie, to wg mnie priorytet i rzecz, na którą trzeba zwrócić uwagę na początku, a która często jest pomijana. Potem pojawia się mnóstwo znaków zapytania i płacz.. Pamiętaj drogi Czytelniku, że zmieniasz się dla siebie - nie dla kogoś. Ważne, żeby Twoje działania były zgodne z Tobą.

A kobiety.. Tak, należy je szanować i kochać, ale też trzeba zdać sobie dogłębnie sprawę z tego, że Twoje życie to Ty, a płeć piękna to dodatek do Twojego życia - w odpowiednim zrozumieniu słowa "dodatek".

Mógłbym tu się jeszcze rozpisywać, ale jest dość późno, a mam co nieco jeszcze do roboty, zanim udam się w kimę.

Pozdrawiam serdecznie i życzę wszystkiego dobrego, bez smutnych jesiennych wieczorków Wink

Sięgaj głęboko i odkrywaj siebie..

Odpowiedzi

Portret użytkownika BBS

Nic nowego nie napisałeś

Nic nowego nie napisałeś „radami”. Chyba chciałeś wysrać ją z siebie i oby się udało Laughing out loud

Portret użytkownika Owned

Nie miałem tutaj zamiaru

Nie miałem tutaj zamiaru dawać komuś "rad" Wink Forma wpisu zawiera kilkukrotne "Ty", stwierdzenia do drugiej osoby, ale to tylko moja notka. Dużo już na forum zostało napisane, materiału w sieci jest od groma, mnóstwo seminariów i szkoleń. Chciałem się po prostu podzielić czymś od siebie, od tak, dawno mnie nie było, zaistniały zmiany, z których jestem zadowolony. Wyciągnąłem wnioski i zacząłem inwestować w siebie. Ot, po prostu blog Wink