Portal Uwodzicieli
Witryna poświęcona relacjom damsko męskim oraz budowaniu międzyludzkich więzi emocjonalnych.
Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipiscing elit END.

O jajach, i paru innych sprawach... (Nie tych ze święconki...)

Ten wpis nie będzie świetny. Nie będzie ‘w porzo’, nie będzie w nim żadnych górnolotnych myśli, ani przekazów. Ten wpis będzie o mnie, dla mnie, przeze mnie.
W tym wpisie wielu znajdzie coś dla siebie, cząstkę swoich myśli, poglądów, własnego ‘ja’.
W tym wpisie wielu nie znajdzie nic, co mogłoby przykuć ich uwagę, nad czym mogliby się zatrzymać i pomyśleć.
W tym wpisie będzie prawdopodobnie wiele niejasności, których tłumaczyć- wątpię, żeby mi się chciało.
Ten wpis trafi do iluś tam osób- które wykażą się cierpliwością, odrobiną inteligencji, mają podobny światopogląd i zbiór doświadczeń, co ja.

K. dosyć mocno chciała się ze mną zobaczyć.
- Zobaczymy się jeszcze jakoś przed Świętami?
- Wiesz, mamy dopiero początek kwietnia, do grudnia jeszcze szmat czasu..

Dostała do wyboru czwartek, lub piątek po południu. Piątek. Ok, niech będzie.
- Mówiłaś, że jesteś wolna od 15.30, gdzie wtedy będziesz?
- Róg R i P.
- Dobra, zaczekaj tam na mnie, postaram się być chwilę po wpół do.

Nie mówiąc, co robimy, i gdzie jedziemy, kazałem jej wsiąść do samochodu. O dziwo, nawet za bardzo nie wypytywała. Wywiozłem ją ponad godzinę drogi za miasto. Pospacerowaliśmy po dwóch prześlicznych parkach w małych mieścinkach. Cieszyła się jak małe dziecko. Chciała mnie zabić, że nie kazałem wziąć jej ze sobą aparatu- zmuszona była pstrykać fotki telefonem. Zatrzymywała się co kilka kroków, pokazując mi kolejne, i kolejne, i kolejne świetne ujęcie, szczerząc zęby w radosnym uśmiechu.

Wracając do miasta mieliśmy przyjemność oglądać zachód słońca. Fantastyczny. Duży, o bliżej nie określonym kolorze okrąg chował się powoli za horyzontem.

- Wiesz, ja nie pamiętam, kiedy ostatni raz spędziłam tak miłe popołudnie. Nie pamiętam, kiedy ktoś ostatni raz zrobił dla mnie tak dużo.
- Nie słodź mi już tak, nie przesadzaj, kiedyś się odwdzięczysz.
- Ty jesteś jakiś inni niż wszyscy.

Spędziliśmy ze sobą pięć godzin. Sporo przegadaliśmy, dużo pomilczeliśmy. Dobrze się z nią milczało.

Na pożegnanie kolejna wiązanka miłych słów. I w dodatku ponoć świetny kierowca ze mnie.

Czy ją przelizałem, przemacałem, przeleciałem, czy dałem buziaka na dobranoc- to naprawdę nieważne…

M. to moja koleżanka ze studiów. To znaczy się już nie studiów, bo musiałem zrezygnować. To znaczy się nie koleżanka, tylko przyjaciółka. To znaczy się nie przyjaciółka, bo ja przecież nie wierzę w przyjaźń damsko-męską.

Gdy ją poznałem, była w związku. Bardzo poważnym związku. Tia… pięcioletnim, od małego gówniarza.

Zebraliśmy się kiedyś po zajęciach na pierwszym roku sporą grupą, i poszliśmy na piwo do klubu. Świąteczny browarek, przed przerwą Bożo Narodzeniową. Ciut wstawieni zaczęliśmy dysputę na temat relacji damsko-męskich. Siedzieliśmy naprzeciwko siebie, i mimo tego, że reszta już dawno zmieniła temat, my dalej się kłóciliśmy.

- rzemyk, Ty niczego nie rozumiesz, nie jesteś z nikim, w dodatku nie byłeś z nikim tak długo. To jest prawdziwy związek, uczucie, czy Ci się to podoba, czy nie, tak jest. Masz świadomość tego, że ktoś jest obok, na kogo możesz liczyć, kogo znasz, i ten ktoś zna Ciebie.
- M., pieprzysz. Tu nie ma żadnej miłości, żadnego związku. Tu jest przywiązanie, przyzwyczajenie, rutyna, wygoda, lenistwo, bo nie chce Ci się szukać niczego lepszego.

I tak przez kolejne pół godziny.
Impreza dalej trwała w najlepsze. Padła propozycja, i zaproszenie jednego z ludzi, żeby przenieść się na prowizoryczną i spontaniczną domówkę. Nie ma sprawy.

Jechaliśmy sobie tramwajem. Godzina plus minus 22. Jeden chłopak wyciąga jemiołę. Ciut ciut bardziej wstawieni zaczynamy się wszyscy w tym tramwaju całować. Niektórzy w polik, niektórzy w usta, niektórzy ‘z języczkiem’- w zależności od poziomu alkoholu we krwi, w zależności od poziomu chemii w relacjach na co dzień. Miny ludzi- bezcenne.

Na miejscu kolejny alkohol, kolejne dyskusje. Właściwie to dyskusja, moja i M. Co robiła, i o czym gadała reszta- nie jestem w stanie sobie przypomnieć.

Wróciłem do domu rano, po nocy spędzonej z M. w drugim pokoju.

Czy ją przelizałem, przemacałem, przeleciałem, czy dałem buziaka na dobranoc- to naprawdę nieważne…

Kilka tygodni później wyciąga mnie na piwo. Prawie na siłę. Ok, nie ma sprawy.

Przy pierwszym piwie gada coś o studiach- już mnie na nich nie było.
Przy drugim pieprzy coś o poprzedniej imprezie. Ucinam temat.
Przy trzecim zaczyna mówić to, co chciała powiedzieć od początku.

- rzemyk, jestem Ci winna przeprosiny, choć tak naprawdę nie wiem za co. Ale na pewno muszę podziękować. Ja.. coś zrozumiałam, coś do mnie dotarło. Dzięki Tobie spadły mi klapki z oczu, jakieś ‘coś’ przestawiło mi się w głowie.

Muszę wyjaśniać o co chodziło? Uwolniła się od tamtego.

Żeby było śmieszniej- tak okręciła temat, tak zakręciła tamtego gościa- że wyszło, że zrywają z jego winy. Coż, życie..

Ciąg dalszy przygód z M. Kilka tygodni później znalazła sobie faceta. Jaka to ona nie była szczęśliwa.

Kolejnych kilka miesięcy później- spiesząc się do roboty na 6-tą rano, dostaję eska, czy mógłbym po nią przyjechać. Facet ją zostawił, chciała żebym ją jak najszybciej rano od niego zabrał, mniejsza o to.

Kolejnych kilka tygodni później- kolejny facet. Chyba z 5 lat starszy. Była, sory, jest jego pierwszą- w łóżku, związku.

Wystarczy jedno słowo, żeby opisać człowieka- piesek. Żeby było śmieszniej, ona o tym wie, ją to wkurwia, i momentami traci cierpliwość. Żeby było jeszcze śmieszniej- za chwilę ‘pyknie’ im rok czasu razem.

Ot jedna, przykładowa sytuacja.
Moja była grupa z uczelni zorganizowała piwko. M udało się przyjść, jakimś cudem ją puścił, jakimś cudem nie warował przy drzwiach od pubu.
Po wyjściu, po 22 dostaję eska, treści plus minus- ‘Rozumiesz, że jebany stał za przystankiem sprawdzić, czy wrócę dziennym?! Myślał, że nie zauważę tego jego pieprzonego stuningowanego samochodziku?!’

Nieskromnie- jest dla mnie na wyciągnięcie ręki. Moje skinięcie, gest, słowo, i idzie za mną gdziekolwiek, wsiada w samochód, i jedziemy gdziekolwiek. Problem w tym, że ja nie chcę. Jeszcze większy problem w tym, że mi jej szkoda, męczy się jak jasny gwint, ale moja ingerencja, tak jak wtedy ‘po jemiole’ nie wchodzi w grę.

K.- tym razem to inicjał płci męskiej. Kolega. Świetny. ‘Przyjaciel to ktoś, kto nigdy nie odchodzi. Jeśli odszedł- nie był przyjacielem.’ Jeśli uznamy, że przysłowie się myli- to byliśmy przyjaciółmi. Zajebistymi.
Człowiek, z którym obaliłem najwięcej litrów piwa, wódki, jakichkolwiek innych trunków. Najwięcej przegadanych nocy u mnie, u niego.

Pierwszy sylwester na studiach, na których byliśmy gdzie indziej. Dostałem zaproszenie na domówkę od człowieka z uczelni. K. zadzwonił do mnie dzień przed sylwestrem, zapytał gdzie się wybieram, wyżalił, że został na lodzie, zapytał, czy dam radę go gdzieś wkręcić.
Ok, spoko. Wykonałem jeden telefon, 10 minut później K. wiedział już, że może iść ze mną.

Przenieśmy się w czasie rok do przodu.
Nie było mnie już na studiach, nie spodziewałem się zbyt wielu zaproszeń na sylwestra, bałem się, że zostanę z niczym. Powiedziałem o tym K., przypomniałem, co było rok wcześniej, poprosiłem o pomoc. Przyjął do wiadomości.

Na początku grudnia dostałem na gg kilka linków do kwater hen hen poza miastem- chciał się gdzieś dalej wyrwać. Wytłumaczyłem, że nie, dzięki, szkoda mi kasy i czasu na jedną noc, wolę zostać w mieście.

W sylwestra dostaję eska z zapytaniem, gdzie się wybieram. Odpisałem, że udało mi się dostać na domówkę do znajomego.
Plus minus- ‘Aha, ok. Fajnie wiedzieć, że masz mnie w dupie, i zostawiasz z niczym. Teraz już wiem, czego mogę się po Tobie spodziewać. Super, rzemyk, naprawdę.’
Zabolało.

Często, naprawdę często często podwoziłem jednego człowieka z roboty.
Wie, że palę, wie, że piwkiem nie pogardzę. Mimo to, nigdy nie doczekałem się pomocy w ‘karmieniu raka’, ani niszczeniu wątroby. Zamiast tego narzekanie, że nisko się siedzi, że jeżdżę za szybko, że najechałem na linię ciągłą, albo że zbyt długo odśnieżałem samochód, i nie zdąży się przesiąść do komunikacji miejskiej.

Nie wytrzymałem, odpuściłem sobie, zacząłem ściemniać odnośnie kierunku w którym jadę, i unikać gościa.

Pracujemy obok siebie, ja potrzebuję czegoś od niego, on potrzebuje czegoś ode mnie. Lepiej dogadywałem się zazwyczaj z kimś innym, lepiej pracowało mi się z inną osobą, mimo, że ładnych parę kroków dalej.
Doniósł na mnie, że nie chcę z nim współpracować. Wyjaśniłem sytuację u szefostwa, jest ok, ale niesmak pozostał.

A wystarczyłoby, że dalej woziłbym mu dupę…

Jestem w robocie uważany ze jednego z lepszych, najlepszych. Robię dużo, dobrze, nie ma ze mną problemów, ja nie mam problemów z innymi ludźmi.

Są tego dwie strony- zdarzają się uszczypliwości, złośliwości, pukanie się w czoło- bo skoro ja mogę, to znaczy że inni też mogą, to znaczy że od innych też można wymagać dużo, co tym ‘innym’- tak najogólniej- pozostającym w zajebiście wielkiej strefie komfortu bardzo się nie podoba.

Więcej jest jednak pozytywnych reakcji.
‘Co Ty tu jeszcze robisz, rzemek, na tym stanowisku?’
‘Kiedy składasz aplikację o awans?’

I wiele bardzo miłych rozmów, pogawędek, wyciągania na przerwę, i na fajkę- nie ukrywam, że ze strony płci pięknej w większości.
‘Bo jakoś tak miło i dobrze się ze mną gada i spędza czas…’

Word pokazuje w tej chwili dokładnie 1454 słowa. Postaram się 2000 nie przekroczyć.

Jestem już tutaj jakiś czas. Dosyć długi. Sporo przeczytałem, sporo się nauczyłem, sporo doświadczyłem.

Minęło ileś tam czasu, i coś zrozumiałem. Coś mi się, tak jak wspomnianej M. przestawiło w mózgu. Nie powiem, że to był 24 listopad 2010, czy 5 kwietnia 2011, czy 15 września 2011. To trwało.

Ja już wiem, i ja już ‘TO’ rozumiem. I każdy, kto zapyta ‘ale co Ty dokładnie rozumiesz?’- nie wie, o czym ja mówię, i nie jestem w stanie, i nie mogę mu nawet tego wytłumaczyć.

Tak samo jak ktoś, kto też już ‘TO’ zrozumiał- doskonale wie, o czym ja piszę- i jestem przekonany, że się ze mną zgadza.

I odrobinka, ociupinka małych wyjaśnień, skromnuchny epilog.

Tu nie chodzi o raporty z DG, NG. Tu nie chodzi o dyskusję, czy liczy się ilość, czy jakość. Tu nie chodzi o to, czy NLP jest dobre, czy jednak bycie ‘naturalsem’ jest lepsze. Tu nie chodzi o dyskusję na temat esków, wirtualnego uwodzenia, ‘czy i kiedy mogę do niej zadzwonić’, ‘czy mogę podrywać zajętą’, ‘jakiego otwieracza użyć w obecności jej mamy’, i setki, setki innych.

Powiem rzecz oczywistą- strona nie uczy tylko podrywu i uwodzenia. Strona uczy relacji międzyludzkich.

Jak być Facetem. Ot, po prostu. Tylko tyle. Aż tyle…

P.S.
Wesołych Świąt dla Was wszystkich.

Odpowiedzi

Portret użytkownika Guest

dobre, dobre...

dobre, dobre...

Portret użytkownika pepeers1

Podoba mi się...

Podoba mi się...Wink

Bardzo przyjemnie mi się

Bardzo przyjemnie mi się czytało.

Aż żałuję, że Twój blog jest taki krótki. Smile

Trafiło.

Trafiło.

Od początku- nie przeleciałem

Od początku-
nie przeleciałem jej, parę razy się całowaliśmy, spaliśmy obok siebie.
Nad tymi słowami nie zastanawiałem się zbyt długo, ot przyszły do głowy, i to napisałem.
Dalej- czytanie ze zrozumieniem się kłania- jechałem do roboty- NIE pojechałem po nią.

"No a final? Kurwa! Trafila na palanta co czai sie i ja sledzi.

Suma kurwa sumarum, przyczyniles sie do rozjebania jej zwiazku i wpierdoliles w zwiazek z totalnym frajerem."

I kolejne czytanie ze zrozumieniem- po tym, jak zostawiła tego 5-cio letniego- wpakowała się w związek, w którym ileś tam miesięcy było jej dobrze. W tym związku facet ją zostawił, i dopiero wtedy władowała się w to teraźniejsze gówno.
Wersja skrócona- tak, masz rację, po tym jak rozjebałem jej ten związek była z facetem, który ją uszczęśliwiał.

"Jak sie cos robi to sie bierze za to odpowiedzialnosc! Gdybys ja odbil i sie nia zajal sam, to byloby ok. "-
i właśnie z tego powodu nie kiwnę palcem teraz, żeby wyciągnąć ją z tego gówna.

Wtedy, za pierwszym razem- nie znała mnie długo, ani dobrze, wiedziałem, że nawet jeśli zostawi tamtego- to nie dla mnie.
Teraz, zna mnie sporo dłużej, sporo lepiej- dlatego wiem, że gdybym coś zrobił, w kierunku pomocy jej- zrozumiała by to jednoznacznie- że chcę z nią być.
Nie chcę się wiązać, nie jestem nią zainteresowany- dlatego zostawiam w spokoju, nie daję żadnych nadziei, ani znaków, nie wpieprzam się w ten związek.

"Powiedz mi, czym Ty sie tutaj chciales pochwalic. Bo nie ma czym. Wpis pelen patosu, ktory nijak nie pasuje do tej gownianej sytuacji."

A czy ktoś powiedział, że chciałem się czymś chwalić? Każdy blog na tej stronie powstaje dlatego, że użytkownik chce/ma czym się pochwalić?
Czy pełen patosu, czy nie- a w dupie mam estetykę...
Mam nadzieję, że wyjaśniłem odrobinę tę według Ciebie- gównianą sytuację.

edit-
spojrzałem jeszcze raz na ten Twój komentarz, i gęba mi się zaczęła cieszyć Smile
Tu dobra opinia (nieważna ilość), i tu zła opinia (nieważna ilość).
Kiedyś usłyszałem, i bardzo mocno zapadło mi to w pamięć- najgorsza jest byle jakość. Coś ma być albo dobre, albo złe (gorące/zimne)- ale nigdy- byle jakie (letnie).
Udało mi się Smile

Gabriell- na spokojnie,

Gabriell- na spokojnie, odstawmy emocje na bok, bo już do jakiejś nici porozumienia doszliśmy Smile
Nie ma sprawy, chwała modom, że przymykają oko, bo nie raz i nie dwa tak jak Ty rzucam k...mi.. Smile

Po pierwsze- moglibyśmy wpaść w filozoficzną dyskusję, której wolałbym uniknąć-
czy lepiej, żeby dalej siedziała z tamtym pierwszym, z przyzwyczajenia, itp itd
czy lepiej, żeby przez chwilę była sama, później chyba ponad pół roku była z tym gościem, z którym było jej dobrze, i później wpieprzyła się (bez żadnego mojego najmniejszego słówka) w to gówno teraz.
Tak na zdrowy rozsądek, to chyba jednak opcja numer 2.
No i pytanie- czy moje odbicie temu pierwszemu, spowodowało to, że teraz siedzi w gównie?
Ja wiem, efekt motyla, i tak dalej, no 'ale'...

Po drugie- strona, ta wiedza 'wypacza'. Nie ukrywam, że raz na jakiś czas się z nią zobaczę- ot tak, po prostu, piwko, fajka, spacer, cokolwiek. Jestem, jaki jestem, zachowuję się tak, jak się zachowuję, ale nigdy świadomie nie robię nic, żeby ją poderwać- mam czuć się winny temu, że chyba jednak masz rację, i może się we mnie bujać?
Nie pytam w żaden sposób ironicznie, czy złośliwie, naprawdę- powinienem na wszelki wypadek urwać kontakt, żeby nie strzeliło jej do głowy zostawiać tego pajaca dla mnie?
Związek z nią nie wchodzi w grę, jest naprawdę świetna, super się z nią gada, i ma zajebiście 'męski' sposób myślenia, ale nie.

To moje 'po drugie' uznaj po części jako dalsze wyjaśnienie sytuacji, i po części jako naprawdę- szczere i nie złośliwe pytanie do Ciebie Smile

Ok, lecim "Wiec tak, nie

Ok, lecim Smile

"Wiec tak, nie mozesz byc pewien, ze w pierwszym zwiazku byla z przyzwyczajenia. Przeciez slabo ja znales. Mysle, ze nawciskales jej troche truizmow. Strona wypacza. Mysle, ze kombinowales tez tamtego wieczoru by spedzic z nia noc. W sumie nieistotne. Dla mnie zawsze liczy sie efekt, a efekt taki,.ze spedziliscie razem noc."

Staram się być szczery sam ze sobą- nie ukrywam, że może być tak jak mówisz, ale raczej nieświadomie. Czy kombinowałem żeby spędzić z nią noc? Gdybym kombinował, to raczej bym 'wykombinował', i dopiął swojego- wydaje mi się, że tego nie chciałem. Było to uwaga, 3 lata temu- nie pamiętam wszystkiego idealnie, ale to nie jest chyba tutaj teraz najważniejsze.

"Zastanawiam sie, czy nie sprzedales jej po prostu iluzji, jakoby byla z tamtym z przyzwyczajenia. Moze byla szczesliwa?"

Dziękowaniom z jej strony nie było końca- zwłaszcza jak dorwała tego drugiego faceta- bo było jej naprawdę dobrze.
Na tyle, na ile ją znam- ciężko doszukać się od niej tzw 'ST', czy jakichś innych głupich testów, jest raczej szczera i bezpośrednia- wydaje mi się (bo w głowie jej nie siedzę, pewny być nie mogę)- że tamtego pierwszego rozstania po mojej 'interwencji' nie żałuje.

"No, a druga rzecz to ta, ze oczywiscie- nie musisz nikogo przepraszac ze sie podobasz. Smile To na plus. Ale jednak to "podobanie" zainicjowales, spedzajac z nia noc. A to juz co innego.

Spedzajac z nia czas, a wczesniej calujac dajesz jej ciagle nadzieje na cokolwiek miedzy Wami. Nie oszukujmy sie- tak jest. Leci na Ciebie."

Było jedno 'piwko' (w sensie napoju, nie ilości.. Smile ), kiedy coś tam o tej nocy przebąkiwała- ale dalej na zasadzie 'dzięki', i 'ok, nic się nie stało', i 'nie byliśmy, nie jesteśmy ze sobą'- takie wyjaśnienie dwóch dorosłych ludzi, że to tak naprawdę nic nie znaczyło- czy szczere z jej strony i zgodne z prawdą- a cholera to jedna wie..

I Gabriell- chyba Ci podziękować muszę, bo tak trochę nie dopuszczałem do siebie myśli, i odsuwałem od siebie to, że faktycznie- może cały czas na coś liczyć.
Bo pewny jestem tego, że nie musiałbym się bardzo wysilać- żeby tę sielankę jej pieska rozpierdolić..

I bądź tu k...a człowieku mądry Sad

Dzięki za komentarz i pogawędkę Smile