Wczoraj poszedłem do Czekolady w trojmiescie. Miał bć to moj wieczor kulminacja wszystkiego czego sie nauczylem do tej pory. Mowie sobie ok w swojej okolicy osiągnołeś sukces latwo aiwazujesz kontakt z dziewczynami, ktorych nie znasz dobrze sie przy tobie czują i wg. Ok wiec skoro są juz pierwsze sukcesy, pomyslałem sobie, ze pojade do sopotu. Obce miasto zero spinki bo w koncu tych wszystkich ludzi raczej na pewno nie spotkam.
Czekałem na ta impreze cały tydzien.
I co? NIC:( Ogolnie alkohol nie pije, ale skoro to ma byc impreza no to sobie wypije ze znajomymi. To był pierwsz błąd wodeczka przymulila mnie, nie miałem ochoty podchodzic do dziewczyn rozmawiac ani tanczyc z nimi. W sumie nie pierwszym bledem byl fakt ze od miesiaca jestem chory a latam na kazda impreze:P i wkoncu musiał pojawic sie moment kryzysu, zmeczenia.
Moj wing starał sie mnie pobudzic do działania mowił idz do tej, do tamtej ale podchodzilem bez przekonania. To było tak jak by to nie ja podchodził do dziwczyn tylko jakbym obserwowl z boku jak ktos podchodzi tak chcąc nie chcac... Zrobilem podstawowy bląd ze postawilem sobie cel poznawanie dziewczyn jak najwiekszej ilosci. Tylko ze tak dlugo o tym myslalem (caly tydzien tylko o tym z wingiem gadalismy) ze w koncu jak mialo przyjsc do akcji zupelnie nie mialem ochoty zupelnie na nic...
Nic straconego po prostu nastepnym razem musze pamietac o 3 rzeczach:
-niepic- czuje sie o wiele bardziej komfortowo bedąc trzezw podczas rozmowy z kobietą
-wyspac sie poządnie przed imprezą
-nie planowac jak to bedzie super bo zazwyczaj takie imprezy okazuja sie bublem a zwykly spontan staje sie niezapomiana impreza
podsumowując moj bilans sukcesow/porazek to 0/3 wymuszone podejscia...
nic nastepnym razeb podejde do tego wszystkiego z wiekszym dystansem bo podryw to w koncu najlepsza zabawa a nie praca ktora trzeba wykonac.